Reklama

Wiatraki: próba korupcji

Wójt Zbysław Woźniakowski tłumaczył i powtarzał przedsiębiorcy z Konina, że na rzecz żadnej firmy lobbował nie będzie

    fot. Paweł Lachowicz

Jeziora Wielkie, wiatraki, wójt, przedsiębiorca 
     Wiatraki: próba korupcji
    Przedsiębiorca z Konina Mirosław Kędzierski dał do zrozumienia wójtowi, że jak się nie dogadają w sprawie wyłączności jego firmy na budowę wiatraków na terenie gminy Jeziora Wielkie, to on dokumentację razem z 10 umowami zawartymi z rolnikami może sprzedać jakiejś zachodniej firmie i zarobi na tym. Sugerował, że, gdyby wójt się zgodził, to on z części własnego zysku mógłby doinwestować gminę. Wójt Zbysław Woźniakowski kategorycznie propozycję odrzucił.

     RADNY PYTA O FIRMY
     Radny Waldemar Ciesielczyk podczas sesji Rady Gminy w Jeziorach Wielkich, 24 lutego pytał wójta Zbysława Woźniakowskiego jaka firma będzie stawiała elektrownie wiatrowe w gminie.
     - Dlaczego pan promuje jedną firmę z Inowrocławia. Na poprzednich sesjach powiedział pan, żeby nie podpisywać umów z innymi firmami, chodzi tutaj o firmę z Konina, a podpisywać umowę z firmą z Inowrocławia - pytał radny Ciesielczyk. Sugerował, że firma z Inowrocławia płaci rolnikom od 2.000 zł do 2.500 zł, a firma z Konina od 4.500 zł do 5.000 zł. Wspomniał, że w Woli Kożuszkowej u rolników była firma z Kalisza. Jego zdaniem na tym terenie rolnicy mają już podpisanych 10 umów z firmą z Konina.
Radnemu chodziło o inowrocławską firmę Windbud, która jako jedyna gościła już kilka razy w Jeziorach Wielkich i uczestniczyła w rozmowach podczas omawiania zmiany studium uwarunkowań.
     - Nie moja rola w tym, kto będzie budował wiatraki. Nie wiem na czyjej ziemi będą zlokalizowane wiatraki, bo mnie to absolutnie nie interesuje. Mnie interesuje to, żeby było jak najwięcej tych miejsc wyznaczonych, żeby można było zlokalizować wiatraków jak najwięcej. Nie mówiłem proszę podpisywać z „Windbudem” i nie podpisywać z firmą konińską - tłumaczył wójt Woźniakowski.
     KĘDZIERSKI WIETRZY SPISEK
     28 lutego doszło w Urzędzie Gminy do spotkania wójta z przedsiębiorcą z Konina Mirosławem Kędzierskim. Przed spotkaniem Mirosław Kędzierski mówił naszemu reporterowi, że jak wójt będzie tak postępował, to może dojść do tego, że nikt turbin wiatrowych w gminie nie postawi. Twierdził, że cała południowa część gminy miała być wyznaczona pod zabudowę turbin wiatrowych. Gdy poinformowaliśmy go, że jest inaczej i zgodnie z warunkami określającymi miejsca, jest to tylko 6 obszarów, był zdziwiony.      Poinformowaliśmy naszego rozmówcę, że jako firma zainteresowana powinien mieć kontakt z firmą opracowującą studium. Usłyszeliśmy, że nikt go o spotkaniach i etapach prac nie informuje. Cały czas podtrzymywał, że istnieje jakiś spisek i próby wyeliminowania jego firmy z przedsięwzięcia.
     Przedsiębiorca z Konina twierdził, że wójt mówiąc o wstrzymywaniu się z podpisywaniem umów wskazywał firmę Mirosława Kędzierskiego.
     - Jest nagranie na jednej z sesji rady, gdzie w ten sposób mówił, dlatego tylko 6 osób podpisywało z tą firma z Inowrocławia, a przy 6 turbinach im się ta inwestycja w ogóle nie opłaca. Jest taka niepisana zasada, że jeżeli jedna firma wchodzi z projektem budowy turbin do gminy, to druga między nogami im się nie plącze. W momencie kiedy ja już w 2008 roku miałem wydaną wstępną opinię co do możliwości budowy w gminie Jeziora Wielkie 24 wiatraków o łącznej mocy 48 MW, po 2 MW na turbinę - dodał Mirosław Kędzierski.
     Twierdził również, że jego firma wykupiła dla firmy z Poznania elektroniczną mapę do projektowania w starostwie w Mogilnie. Mówił, że taka mapa kosztuje 2.000 zł. - Ja inwestuję i załatwiam, żeby to było jak najszybciej, a firma z Inowrocławia ma elektrownie budować? Wyjdzie na to, że ja umów nie puszczę, bo mam podpisane na 5 lat. Tamci nic nie zrobią i przez durną politykę wójta nie powstanie nic, a może mieć 2.000.000 zł podatku gmina rocznie - mówił Mirosław Kędzierski jeszcze przed spotkaniem z wójtem.

Mirosław Kędzierski na spotkaniu w gabinecie wójta zarzucał, że gmina nie informuje jego firmy o kolejnych krokach podjętych w sprawie budowy elektrowni wiatrowych na terenie gminy

Reklama

     fot. Paweł Lachowicz

     NIKT NIE INFORMUJE
     Podczas spotkania z wójtem na samym początku Mirosław Kędzierski twierdził, że w studium miała być ujęta cała północna część gminy. Zarzucał wójtowi, że on o tych obszarach nic nie wie i nie ma pojęcia, jak się mają obszary do umów, które ma podpisane. Sugerował, że jest to wina wójta, że go o spotkaniach nie informuje. - Ja tego po prostu nie wiem, bo nikt mnie nie informuje - mówił stanowczym głosem Mirosław Kędzierski.
     - Nie wiem z kim ma pan umowy podpisane. Ja tylko opracowuję obszary, gdzie mają być wiatraki. Pewne rzeczy uległy zmianie, ze względu na ptactwo przelatujące i na ptactwo żyjące w rowach i innych miejscach. Dwa obszary całkowicie wypadły z okolicy Kożuszkowa i Wójcina. Jeden z kolei został nieznacznie powiększony - poinformował wójt Zbysław Woźniakowski.
     Mirosław Kędzierski pytał wójta o wypowiedzi, jakie padły na ostatniej sesji Rady Gminy. Pytał, dlaczego wójt powiedział, że jego firma nie interesuje się budową wiatraków.      - O co tutaj chodzi panie wójcie - pytał.
     - Nikt z gminy mnie nie informuje o tym, kiedy będzie jakiekolwiek posiedzenie komisji. Nikt z gminy mnie nie informuje, jakie zdarzenia postępują. Nic nie wiem! Natomiast na mój wniosek opracowywane jest studium uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego - mówił Kędzierski.
     Wójt stanowczo odpowiedział, że studium jest opracowywane na wniosek gminy, a nie firmy Kędzierski Nieruchomości, czy jakiejś innej firmy.
     - Jeżeli chodzi o lokalizację wiatraków, to wszyscy mają prawo wnieść swoje uwagi co do opracowywanego studium. Było to wyłożone i ogłoszone i każdy miał prawo wglądu. Pan tych uwag nie wniósł i pana nie było, jak było wyłożone studium. Powinien się pan zainteresować sam, a nie mieć pretensje do mnie, że ja pana nie informuję - mówił wójt.
     WÓJT: NIC NIE SUGEROWAŁEM
     W trakcie rozmowy okazało się, że Mirosław Kędzierski nie posiadał wiedzy, na jakim etapie jest opracowane studium zagospodarowania. Sugerował cały czas, że wójt mówił mieszkańcom, aby nie podpisywali z jego firmą umów.
     - Nikomu nie wskazywałem, ani firmy „Windbud”, ani pana Kędzierskiego, ani firmy z Kalisza. Powiedziałem, że jak podpiszą z dwoma lub więcej firmami, może okazać się, że żadna firma może nie pobudować wiatraków - mówił wójt Woźniakowski. Mirosław Kędzierski twierdził, że prosił wójta, by ten swoim autorytetem zasilił jedną firmę, która ma możliwości techniczne dla tego przedsięwzięcia. Bo jak będą dwie to wszystko się rozsypie.
     - Ja lobbować żadnej firmy nie będę - zapewniał wójt Woźniakowski.
     Mirosław Kędzierski mówił, że jest nagranie z sesji. - Wyciągniemy nagranie z posiedzenia Rady Gminy kiedy padła informacja, że z firmą „Kędzierski Nieruchomości” nie podpisywać umów i to jest ponoć nagrane - mówił Mirosław Kędzierski.
     INNE LOKALIZACJE
     Gdy Mirosław Kędzierski usłyszał, że miejsca są wyznaczone i ich lokalizacja może nie pokrywać się z podpisanymi umowami i w rezultacie z jego podpisanych umów może się okazać, że będzie możliwe postawienie tylko 5, czy 6 turbin zaznaczył, że będzie się starał o pobudowanie wiatraków w gminie sąsiedniej. Twierdził, że wówczas gmina zamiast mieć 2.000.000 zł podatku, będzie miała 600.000 zł. Wójt tłumaczył, że on podejmuje starania, żeby w studium znalazło się jak najwięcej lokalizacji.
     - Myśli pan, że z tego tytułu ja jestem zadowolony, nie. Ja dążę do tego żeby było ich jak najwięcej, a jeżeli ktoś nie potrafi zrozumieć moich intencji to ja nie mogę ponosić za to odpowiedzialności - mówił wójt Woźniakowski.
     INWESTYCJA CZY INTERES
     W tym momencie usłyszeliśmy ciekawą wypowiedz Mirosława Kędzierskiego, który sugerował inne rozwiązanie sprawy. Był pewien, że mimo wszystko on na inwestycji może nieźle zarobić.
     - Ja czy to zrealizuję, czy nie, to dla mnie to jest nieistotne. Ja sobie żyję nieźle, nie jestem człowiekiem biednym, ani bogatym. Jeżeli opracuję tą dokumentację na jakąkolwiek moc i ją sprzedam, to proszę mi wierzyć, taka dokumentacja została w Gorzowie sprzedana za 54.000.000 zł. Jak zapłacę podatek dochodowy ponad 30.000.000 zł zostanie i tymi środkami można dowolnie gospodarować. Ale to nie jest biznes, ja bym to nazwał interesem. Biznesem byłoby to, gdyby te wszystkie turbiny były moją własnością. Gdybym ja swoje relacje układał z gminą, z części zysku doinwestował gminę z własnych środków i nic nie obiecuję w tej chwili. Ale jak by to był inwestor krajowy. Bo jak przyjdzie inwestor z zachodu, wydobędzie wszelkie dotacje, jakie są możliwe w polskim systemie bankowym. Dostanie 50% dofinansowania, a obrót, wszystkie pieniądze i podatki pójdą gdzieś. Jedyne co będzie płacił to podatek od budowli - mówił Kędzierski.
     Wójt wydawał się być spokojny, mimo tego co usłyszał. Sugerował tylko, że nie musi się obawiać zachodniego inwestora.
     - Z tego co pan mówi, to wiemy, że żaden inwestor zagraniczny nie wejdzie, bo macie podpisane umowy - powiedział wójt.
     SPOKÓJ NA CHWILĘ
     - Ale nie panie wójcie, dokumentację się sprzedaje razem z umowami. Wszystko idzie. Oni biorą gotowy projekt z pozwoleniem na budowę - kontynuował Kędzierski.
To zaniepokoiło wójta, który jeszcze raz zapytał: - To o czym mówimy, o inwestowaniu, czy o sprzedaży.
     - Mówimy o inwestowaniu, ale jeżeli będzie tak trudno, że nie będzie można tego zrealizować... - dodał Kędzierski i urwał w pół słowa.
     - Ja wychodzę z takiego założenia, że lepiej mieć wróbla w garści niż gołębia na dachu. Ja odczytuję z pana wypowiedzi, że pan po prostu to sprzeda - skomentował wójt. Sugerował, że zostanie to sprzedane nawet razem z gruntem. Kędzierski odebrał to za ironię ze strony wójta i powiedział, że nie może przecież sprzedać czyjeś własności.
     - Ja chcę to sfinansować i wybudować. Taki jest mój cel. Od początku do końca - zapewniał Kędzierski. Wójt na koniec powiedział Kędzierskiemu, że jego priorytetem, jako wójta jest to, aby w gminie było jak najwięcej obszarów pod budowę turbin i na pewno nie będzie promował żadnej z firm.
     PRZESTRZEGAŁ PRZED FIRMĄ KONIŃSKĄ
     Zgodnie z sugestią Mirosława Kędzierskiego odsłuchaliśmy nagranie z sesji Rady Gminy w Jeziorach Wielkich z 28 stycznia 2013 r.
     Wówczas radny Ciesielczyk pytał wójta, na jakim etapie jest budowa elektrowni wiatrowych.
     Wypowiedź wójta okazała się nieco zaskakująca: - Dobrze, że wywołał pan ten temat, bo miałem o tym mówić i przestrzec przed firmą konińską, żeby nie podpisywać żadnych umów. Umowy na elektrownie wiatrowe będą podpisywane wówczas, jak ja powiem i z kim. Proszę państwa co się okazało w międzyczasie, że ta firma zajmuje się po prostu handlem nieruchomościami i mam tu wielkie obawy, żeby nie było tak, że wydzierżawiacie i nie macie z tego nic i nie wiadomo co się stanie. Byłem dociekliwy, bo każde spotkanie z tą firmą nasuwało mi pewne wątpliwości i taką decyzję podjąłem. Natomiast są prowadzone rozmowy z dwoma firmami, ale firmami, które budują elektrownie wiatrowe i wówczas dopiero powiem bo w zależności, która firma będzie budować i na jakich warunkach, bo nie ma co ukrywać że właściciele tych działek, do których elektrownie zostaną zlokalizowane wiąże się z pieniążkami i wcale nie małymi jak i pieniędzmi większymi jeżeli chodzi o podatek do budżetu gminy. Tak że proszę być ostrożnym bo miałem sygnał. Był u mnie mieszkaniec, gdzie jakaś firma chciała wchodzić na budowę elektrowni solarnych, gdzie odradziłem, bo nie tędy droga a moim obowiązkiem jest czuwanie nad bezpieczeństwem mieszkańców. Rozmowy trwają, elektrownie będą, proszę się nie martwić, ale rzeczywiście firmy, które budują, a nie pośredniczą. Przestrzegam, żeby nie robić żadnych ruchów dopóki ja nie powiem. Decyzje podjąłem, bo były rozmowy i to nie tylko ja rozmawiałem, ale biuro projektowe, które opracowuje studium zostało uprzedzone o tym, żeby nie robić żadnych uzgodnień jeżeli chodzi o firmę konińską. Tyle na dzień dzisiejszy, co mogę na temat elektrowni powiedzieć [dosłowna wypowiedź - przyp. pal].

Reklama

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1152 (11/2014)

 

 

 

Komentarz

     Decyzja należy do właściciela gruntu

     Obawy wójta Zbysława Woźniakowskiego co do firmy, która zamierza pobudować elektrownie wiatrowe na terenie gminy Jeziora Wielkie są uzasadnione. Spotkanie wójta z przedsiębiorcą z Konina, który zajmuje się obrotem nieruchomościami Mirosławem Kędzierskim, pokazało, że człowiek ten szuka możliwości zarobienia pieniędzy w szybki i prosty sposób.
     Obawiam się, że propozycje, jakie otrzymali od Mirosława Kędzierskiego mieszkańcy południowej części gminy, rzeczywiście mogą okazać się nierealne. Sam Mirosław Kędzierski podał przykład mieszkańca, u którego mogłyby zostać zlokalizowane turbiny i ten mieszkaniec nie chciał podpisać z nim umowy, gdyż wydawało się jemu, że są to pieniądze jak z kosmosu. Przedsiębiorca z Konina twierdzi, że stawiając turbiny chce w ten sposób zainwestować, nie ukrywa, że może na tym zarobić duże pieniądze bez wielkiego nakładu.
     Uważam, że człowiek który zajmuje się handlem nieruchomościami, ma we krwi zasadę kupić, sprzedać i na tym dobrze zarobić. Obawiam się, że w tym przypadku może właśnie tak to wyglądać. Z rozmowy z Mirosławem Kędzierskim wywnioskowałem, że nie wie on nic konkretnego na temat możliwości lokalizacji inwestycji. Nie wykazał do tej pory większego zainteresowania. Przynajmniej do dnia spotkania z wójtem nie wiedział, na jakim etapie opracowane jest studium uwarunkowań, a tym bardziej nie miał pojęcia, ile tak naprawdę będzie można postawić w gminie Jeziora Wielkie turbin wiatrowych. Zarzucał wójtowi, że ten skutecznie przeszkadza jego firmie w realizacji inwestycji i nie powiadamia go o komisjach i sesjach, na których sprawa wiatraków jest poruszana.
     Nic bardziej błędnego. Otóż wójt nie ma obowiązku informować o tym pana Kędzierskiego, to pan Kędzierski, skoro tak bardzo zależy mu na realizacji inwestycji, powinien się tym interesować, śledzić każdy ruch gminy w tym kierunku. Pan Kędzierski nawet nie zainteresował się, gdy projekt zmiany studium został wyłożony do wglądu dla wszystkich. Każdy mógł składać swoje uwagi. Jednak pan Kędzierski tego nie zrobił, nie złożył żadnych uwag w ustawowym terminie.
     Na spotkaniu z wójtem mówił natomiast, że chce podpisać więcej umów, a okazuje się, że w studium były zaledwie 3 obszary, w których można byłoby pobudować elektrownie. Na wniosek firmy z Inowrocławia powstały dodatkowe 3 miejsca. Uważam, że ktoś, kto jest żywo zainteresowany zainwestowaniem swoich pieniędzy, poświęciłby sprawie więcej uwagi i zadbałby o to żeby nikt nie stanął mu na drodze w rozwijaniu interesu.
     Mirosław Kędzierski sugerował wójtowi, że niewielką część dochodów z własnych zysków mógłby przeznaczyć na rozwój gminy, gdyby dobił interesu z wójtem, że to jego firma będzie budowała wiatraki na terenie gminy Jeziora Wielkie. W przeciwnym wypadku sugerował, że może dokumentację razem z umowami sprzedać jakiejś zachodniej firmie.
     Uważam, że jest to właśnie próba szantażu, przekupstwa, próba korupcji ze strony szefa konińskiej firmy. Wójt Woźniakowski nie dał się w nią wmanipulować.
     Tak na marginesie słowa wójta, jakie padły na sesji 28 stycznia są też w jakimś stopniu dalece niezręczne. To nie wójt powinien mówić mieszkańcom z kim mają, a z kim nie mają podpisywać umowy. Za to każdy podpisujący umowę odpowiada sam. Jest to umowa cywilnoprawna między właścicielem gruntu a daną firmą. Wójtowi nic do tego.
I choć obawy wójta okazały się uzasadnione, to chęć ostrzeżenia mieszkańców, nie powinna przechodzić w sugestię z kim można będzie takie umowy ewentualnie podpisać.

Reklama

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1152 (11/2014)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości