Czterech chłopców z ul. Słowackiego w Mogilnie: starsi - więzienie, młodsi - schronisko
Wieża, maski i okrucieństwo
Pierwszy raz dotkliwie pobili bezdomnych pod wieczór 9 sierpnia. Kilka godzin później wrócili, by brutalnym biciem, przypalaniem papierosami, wulgarnym i ordynarnym zachowaniem zmuszać bezdomnych do odbywania stosunków płciowych i innych odrażających rzeczy. Działali w maskach, dlatego policja tropiła ich przez 3 miesiące. Wytropiła i w więzieniu czekają na osądzenie.
BYWALCY WIEŻY
Ulicę Słowackiego w Mogilnie od nieczynnej kolejowej wieży dzieli bardzo niewielka odległość. Właściwie czubek wieży widać z ulicy. Wieża, dziś popadająca w totalną ruinę, znajduje się w tej części terenów kolejowych, gdzie kiedyś była spedycja. Czasy świetności ma już dawno za sobą.
Mieszkańcy miasta zaglądają bardzo rzadko, bo wieża leży na zupełnym uboczu. Prowadzi tędy tylko ścieżka do ogródków działkowych (za firmą Zbych-Pol). Tędy także można dojechać do skupu złomu. Prawdopodobnie dlatego mogileńscy bezdomni upatrzyli sobie to miejsce na wymarzone lokum do zamieszkania. Przebywają tam zawsze od wiosny do późnej jesieni, od momentu jak tylko trochę się ociepli i mogą opuścić schronisko dla bezdomnych w Mogilnie przy ul. Łąkowej.
W tym pomieszczeniu na piętrze wieży rozegrała się druga część dramatu bezdomnych. Tutaj napastnicy zmuszali groźbami i przemocą Anitę D. i N. do odbywania stosunków płciowych. Od początku listopada do końca marca zaglądają tam miejscy strażnicy i kierują bezdomnych do schroniska przy ul. Łąkowej.
Często można tam było także spotkać wałęsających się młodych chłopców z pobliskiej okolicy, zwłaszcza z ul. Słowackiego, jak również zbieraczy złomu. Jak mówią osoby, z którymi rozmawialiśmy: - Lubili tu przychodzić, to przypalili sobie skręta, czasami trawkę. To wypili buzona. Skombinowali jakiś złom. Na kolei przecież tego pełno, zwłaszcza wokół takich ruder walało się tego żelastwa dużo.
Często dochodziło w pobliżu wieży do spotkań bezdomnych z chłopcami, ale poza wyzwiskami czy drobnymi złośliwościami pod adresem bezdomnych, nie było większych scysji czy nieporozumień.
POBICIE BEZDOMNYCH
Aż przyszedł 9 sierpnia tego roku. Był to czwartek, na dworze było jeszcze jasno, choć zbliżał się wieczór. Wtedy w wieży pojawiło się czterech chłopców. Wszyscy mieszkają właśnie na ul. Słowackiego. W żargonie śledczych policyjnych ta część miasta nazywana jest Pekinem. Chłopcy weszli do środka. Wewnątrz byli bezdomni: 39-letnia Anita D. i 35-letni mężczyzna R. Chłopcy zaczęli ich bić i wyzywać. Od naszych rozmówców wiemy, że byli bardzo wulgarni. Bezdomni byli zszokowani, bo zobaczyli naprzeciwko siebie 4 napastników i nie mieli pojęcia, z kim mają do czynienia. Cała czwórka miała na twarzach maski z przerażającymi wizerunkami. Jednym z nich była np. trupia czaszka. Bezdomni byli bezsilni, gdyż wymęczeni alkoholem, denaturatem i niedożywieniem stanowili łatwy cel ataku dla zamaskowanych bandytów. Zostali pobici. Po tym, jak napastnicy opuścili kolejową wieżę, R. zadzwonił na Pogotowie Ratunkowe.
Okazało się, że Anita R. poza siniakami i otarciem naskórka na twarzy nie miała żadnych innych poważniejszych obrażeń, nie wymagała hospitalizacji, dlatego została w wieży.
O wiele poważniej sytuacja wyglądała z R., dlatego pogotowie zabrało go do szpitala w Inowrocławiu. Jednocześnie z mogileńskiego pogotowia policja otrzymała informację o pobiciu. Jak się później okazało, to nie był koniec koszmaru w tym dniu dla bezdomnych.
Napastnicy wrócili kilka godzin później w nocy z czwartku na piątek, z 9 na 10 sierpnia. Prawdopodobnie nie zdawali sobie sprawy z tego, że kilka godzin wcześniej było pogotowie i R. zabrany został do szpitala.
Przemysłowa część Mogilna od strony spedycji kolejowej. Gdy się wejdzie do nieczynnej wieży kolejowej, szczury i myszy uskakują spod nóg. Ale już nawet sam jej widok w jesiennej mgle budzi nieprzyjemne uczucie. Szczególnie, gdy uzmysłowimy sobie, o jakie straszne rzeczy dziejące się w wieży wobec ludzi bezdomnych podejrzani są młodzi chłopcy z ul. Słowackiego. Gdyby wiedzieli, nie pojawiliby się w wieży. Weszli do środka i rozkazali, by Anita D., która była na dolnym poziomie wieży, przeszła na wyższe piętro.
W tym momencie trzeba wyjaśnić, że bezdomni żyli w wieży według pewnej ustalonej przez siebie hierarchii. Na dolnym poziomie mieszkała Anita D. i R., którzy byli parą, a na wyższym poziomie mężczyźni 52-letni N. i K. Wszystko to, co tam się rozegrało, charakteryzowało się szczególnym okrucieństwem. Zamaskowani napastnicy po raz kolejny dotkliwie i brutalnie bili Anitę D. i N. Bijąc ich i wulgarnie, ordynarnie się do nich odnosząc zmusili ich do wielokrotnego odbycia stosunku płciowego.
Urządzili sobie z bezdomnych pośmiewisko. Poniżali ich godność człowieka. Wymyślali coraz to nowe pomysły na uprawianie seksu. Co szczególnie odrażające, napastnicy posunęli się także do tego, iż zmuszali bezdomną do używania butelek po winie czy opakowań po dezodorantach. Cały czas byli w maskach.
Na koniec ostrzegli bezdomnych, że jeżeli cokolwiek powiedzą policji, to do nich wrócą i policzą się z nimi.
PÓŁMROK, ŚWIECZKI
Policja miała bardzo utrudnione zadanie w tej sprawie. Tym bardziej, że policjanci prowadzili śledztwo tylko w sprawie pobicia, nie wiedząc nic o zmuszaniu do odbywania stosunków płciowych.
Bezdomni tego faktu nie zgłosili, ani na Pogotowiu Ratunkowym, ani na policji, choć obydwa zdarzenia miały miejsce w odstępie kilku godzin.
Śledztwo z oporami posuwało się do przodu, gdyż z bezdomnymi był słaby kontakt, mała szansa porozumienia, praktycznie cały czas chodzili pijani. Nawet jak byli trzeźwi, to mieli problemy z przypomnieniem sobie jakichś charakterystycznych rzeczy z feralnej nocy z 9 na 10 sierpnia, jakichś szczegółów, które by pomogły ruszyć sprawę z miejsca. Dodatkowo w wieży nie ma światła, dlatego bezdomni palili tam świeczki. Między innymi dlatego Anita D. często żebrała wśród mieszkańców miasta o świeczki. W półmroku nie zapamiętali zbyt wielu szczegółów napaści na nich. Policjanci wykonywali swoje czynności, rozpytywali okolicznych mieszkańców i przesłuchiwali. Wśród wielu osób, do których policjanci dotarli, była także ta czwórka zamaskowanych bandytów. Jednak wtedy jeszcze nic nie wskazywało, że to oni są tymi napastnikami. Brakowało dowodów.
ŚMIERĆ ANITY D.
10 dni po tragicznej nocy, 19 sierpnia o 1355 w wieży kolejowej zmarła Anita D. W Pałukach ukazała się wtedy w rubryce Zmarli krótka notatka. Anita D. była dość znaną osobą w Mogilnie. Szczególnie często można ją było spotkać przy Polo-markecie i przy Biedronce, żebrzącą o pieniądze i jedzenie. Była jakby symbolem mogileńskich bezdomnych. Pochodziła z Grudziądza. Tam mieszka jej siostra. Jak ustaliliśmy, siostra nie zabiegała i nie wnioskowała o sekcję zwłok zmarłej. Została pochowana na cmentarzu w Grudziądzu. Nic nie wskazywało na to, że do zgonu mogło dojść w wyniku działania osób trzecich. Raczej alkohol, niedożywienie i choroby były przyczyną zgonu.
PO MIKOŁAJA WESZLI O 6:00 RANO
Policja tymczasem cały czas szukała sprawców pobicia Anity D. i R. Śledztwo trwało praktycznie 3 miesiące. W śledztwie nastąpił w pewnym momencie zasadniczy zwrot akcji. Policja zdobyła dowody na udział feralnej nocy w zdarzeniach na wieży przynajmniej jednego z chłopców. Wiemy, że stało się to w wyniku działalności operacyjnej, nie znamy jednak szczegółów.
W tym momencie śledztwo ruszyło ostro do przodu, gdyż przesłuchania chłopców i bezdomnych zaczęły układać się w logiczną całość. Wtedy też okazało się, że oprócz pobicia było jeszcze zmuszanie do odbywania stosunków płciowych.
Jak powiedział nam rzecznik prasowy powiatowej policji mł. asp. Tomasz Rybczyński, 7 listopada mogileńscy funkcjonariusze zatrzymali czterech chłopców: 16-letniego Emila D., 18-letniego Pawła Sz. oraz braci 16-letniego Marcina H. i 17-letniego Mikołaja H.
Na ul. Słowackiego dowiedzieliśmy się, jak doszło do niektórych zatrzymań. Już o 600 rano policja weszła do mieszkania H. i zatrzymała Mikołaja H., ps. Faja. Przewieziony został na komendę. Wiemy także, że jego brata Marcina H. zatrzymano około 1600 po południu, gdy wrócił ze szkoły.
DWA ZARZUTY
Całej czwórce postawiono dwa zarzuty:
* Pierwszy zarzut: w dniu 9 sierpnia 2007 r. w Mogilnie, działając wspólnie i w porozumieniu ze sobą brali udział w pobiciu bezdomnej kobiety (lat 39) i bezdomnego mężczyzny (lat 35), narażając pokrzywdzonych na niebezpieczeństwo utraty zdrowia (mogileńska prokuratura zakwalifikowała to jako przestępstwo z art. 158, paragraf 1 kodeksu karnego),
* Drugi zarzut: w nocy z 9 na10 sierpnia 2007 r. w Mogilnie, działając wspólnie i w porozumieniu ze sobą, stosując przemoc oraz groźbę bezprawną wobec bezdomnej kobiety (lat 39) i bezdomnego mężczyzny (lat 52) doprowadzili do odbycia przez nich stosunku płciowego (prokuratura zakwalifikowała to jako przestępstwo z art. 198, paragraf 3 kodeksu karnego).
STARSI - WIĘZIENIE, MŁODSI - SCHRONISKO
18-letni Paweł Sz. i 17-letni Mikołaj H., którzy mogą odpowiadać w tej sprawie jako dorośli, na wniosek prokuratury decyzją Sądu Rejonowego w Mogilnie, 8 listopada zostali tymczasowo aresztowani na okres 3 miesięcy i 9 listopada trafili do Aresztu Śledczego w Inowrocławiu. Dwóch nieletnich: 16-letni Emil D. i 16-letni Marcin H. trafiło już w dniu zatrzymania 7 listopada do Policyjnej Izby Dziecka w Bydgoszczy. 9 listopada Sąd Rodzinny i Nieletnich w Mogilnie zarządził umieszczenie ich w Schronisku dla Nieletnich także na okres 3 miesięcy. Nie podajemy, w jakiej miejscowości znajduje się schronisko, by nie dochodziło do prób kontaktowania się z podejrzanymi. Jak powiedział nam rzecznik prasowy, nie mogli oni także pozostawać na wolności, by nie mataczyli w sprawie, jak również nie kontaktowali się bądź wywierali presji na bezdomnych.
Rzecznik policji kategorycznie odmówił Pałukom podania jakichkolwiek bliższych informacji o śledztwie i odpowiedzi na pojawiające się w tej sprawie pytania czy wątpliwości. Zaznaczył jedynie, że śledztwo jest rozwojowe i niewykluczone, iż czwórce zatrzymanych chłopców mogą być postawione dodatkowe zarzuty. Nie chciał także odpowiedzieć - zasłaniając się tajemnicą śledztwa - czy policja wiąże śmierć Anity D. z odniesionymi przez nią tydzień przed śmiercią obrażeniami. Z naszych informacji wynika, że ten wątek jest badany. W mieście słychać tu i ówdzie plotki, że napastnicy przyczynili się do śmierci bezdomnej. Na tym etapie śledztwa podejrzani nie mają jednak takiego zarzutu.
Za już postawiony drugi zarzut, podejrzanym grozi od 1 roku do 10 lat więzienia, za pierwszy zarzut do 3 lat więzienia.
Marcin H. uczęszczał do ZS Mogilno i po aresztowaniu został skreślony z listy uczniów. Kilka lat wcześniej mury szkoły musiał także opuścić Mikołaj H. Czym zajmowali się Paweł Sz. i Emil D. - nie wiemy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze