Reklama

Wszyscy lokatorzy budynku załatwiają się do wiader

Mieszkańcy posesji komunalnej nr 7 w Jeziorkach z wiadrami ze zlewkami oraz odchodami wędrują na drugą stronę ulicy, by tam do szamba podwórkowych ubikacji wylać zawartość wiadra. Na zdjęciu Dariusz Kowalski niesie wiadro z wodą po praniu w pralce.

      fot. Paweł Lachowicz

Jeziorki, ścieki, lokatorzy, mycie, potrzeby fizjologiczne
     Wszyscy lokatorzy budynku załatwiają się do wiader
    - Nikt z gminy nawet nie przyjdzie tutaj zobaczyć, a burmistrz to nawet nie wie, jak u nas wygląda. Jak temu burmistrzowi nie wstyd, że gdzie się pani nie obejrzy to brud - mówi 90-letnia Edmunda Turajska. - Tak po prostu dalej nie da się żyć - dodaje Jolanta Kowalska. Ewaryst Matczak przyznaje, że nie ma na te inwestycje pieniędzy, a mieszkań komunalnych bez sanitariatów jest w gminie dużo.

     BUDYNKI BEZ ODPŁYWU ŚCIEKÓW
     Na terenie gminy Strzelno dużo jest budynków komunalnych, w których brak jest kanalizacji, a tym samym łazienek z ubikacjami w mieszkaniach lokatorów. Z mieszkań nie ma odpływów ścieków. Nie można normalnie się umyć, załatwić i wyprać rzeczy. Burmistrz Ewaryst Matczak głośno przyznał to na sesji Rady Miejskiej w Strzelnie 27 marca.
     Temat stanu technicznego komunalnych kamienic i braku w nich kanalizacji poruszył radny Stanisław Popielewski. Jego uwaga, ze względu na pełnioną także funkcję sołtysa, skupiła się na posesji nr 7 w Jeziorkach.
     Radny przypominał burmistrzowi, że nadal przecieka dach tej posesji. Mieszkańcy na strychu kamienicy porozstawiali naczynia do zbierania wody. - Tam mogą wejść tylko ci mieszkańcy, którzy wiedzą, jakimi ścieżkami po tym strychu można się poruszać, bo jeżeli zejdą z tej ścieżki, to wpadną przez strop do mieszkania - mówił radny Popielewski.

W tym miejscu mieszkańcy posesji komunalnej nr 7 w Jeziorkach opróżniają wiadra ze zlewkami oraz odchodami

Reklama

   fot. Paweł Lachowicz

     Mieszkańcy tej kamienicy w dalszym ciągu borykają się z brakiem kanalizacji. - Czyli jest to taka sama sytuacja, jaką tygodnik „Pałuki” opisywał w ostatnim wydaniu o Młynach - mówił Stanisław Popielewski. Jego zdaniem, lokatorzy tej posesji chcieliby na własny koszt założyć sobie kanalizację, ale nie wiedzą, czy mogą to zrobić.
     - Postawieni pod murem lokatorzy pytają też, czy gmina może zrezygnować z dotychczasowej drogiej propozycji zakładania kanalizacji i na zgłoszenie do starostwa powiększyć zbiornik istniejący po drugiej stronie ulicy i przeprowadzić kanalizację pod drogą, do tego już istniejącego zbiornika. Przypominam, że problem z brakiem kanalizacji dotyczy również mieszkańców Bożejewic posesji nr 37, gdzie mieszka 15 rodzin i Żegotek, posesji nr 16, gdzie mieszka 8 rodzin - dodał radny Popielewski.
     DO WIADER
     Do Jeziorek pojechaliśmy 6 kwietnia. Spotkaliśmy się z lokatorami tej posesji: Jolantą i Dariuszem Kowalskimi, Marią Wojciechowską, Edmundą Turajską i Kazimierzem Ostrowskim.W kamienicy mieszka jeszcze 73-letnia Zofia Wojciechowska, ale nie było jej w domu. Państwo Kowalscy i Maria Wojciechowska mieszkają na parterze, natomiast pozostali lokatorzy na piętrze. - Dotyczy to 5 rodzin, w tym 2 osób, które są już w bardzo podeszłym wieku. Wyobraźmy sobie te osoby schodzące po schodach z wiaderkiem do opróżnienia po każdej nocy - mówił Stanisław Popielewski.
     Edmunda Turajska jest schorowaną, 90-letnią kobietą. W kamienicy mieszka od czasów II wojny światowej. Obecnie mieszka sama. Jej syn od dawna mieszka na Śląsku, ale odwiedza matkę, kiedy tylko czas mu na to pozwala. W codziennym życiu pomaga jej przyznana przez MGOPS opiekunka środowiskowa, która przychodzi na 4 godzinny dziennie. W razie potrzeb pomagają jej też sąsiedzi.

Reklama

Jolanta Kowalska pokazuje miski zapełnione wodą, która kapie z dziurawego dachu kamienicy. Lokatorzy twierdzą, że słaby strop powoduje, że tylko niektórzy z nich mogą tam wchodzić, by opróżniać pełne naczynia z wodą, bo zejście z tej ścieżki grozi spadnięciem przez strop do mieszkania na parterze.

     fot. Paweł Lachowicz

     - Każdy z nas, jak trzeba, to pomoże, to jest normalne, jakoś musimy tutaj żyć - mówi Jolanta Kowalska.
     Oprócz tego, że pani Edmunda jest osobą schorowaną, miewającą częste zawroty głowy, największym jej problemem jest brak w mieszkaniu kanalizacji. Woda jest doprowadzona, lecz nie są wykonane odpływy. W związku z tym w kuchni można z kranu wodę napuścić do pojemnika, ale nie można jej już wylać do zlewu, trzeba wynieść ją na podwórze. W sytuacji pani Edmundy jest to niemożliwe, gdyż z trudem porusza się ona po mieszkaniu, a co dopiero zejść po schodach z piętra, z wiaderkiem wody. Dla wygody załatwiania potrzeb fizjologicznych, syn pani Edmundy wyciął w drewnianym, kuchennym krześle dziurę, pod krzesło stawiane jest wiaderko i w ten sposób pani Edmunda załatwia swoje potrzeby. Gorzej jest z praniem.
     - Jak mogę, tak sama sobie radzę, bo muszę sobie radzić. W pralce sama wypiorę, tylko potem wodę od prania muszę wlać do wiaderek i poczekać aż mi tę wodę ktoś wyniesie, bo sama nie dam rady - mówi pani Edmunda. Dodaje też, że toaleta w mieszkaniu znacznie ułatwiłaby jej życie.
     - Sama sobie ugotuję, pomyję, wszystko koło siebie zrobię, tylko wynieść potem z tych wiaderek nie poradzę.
     Bo jednak słabo się czuję. Wiaderka wynosi opiekunka. Nic tutaj nie mamy i gmina nam nic nie chce założyć, ale brać co miesiąc pieniądze to tak. Jakby pani nie płaciła, to zaraz przyślą kwit, ale żeby zadbać o porządek o remonty, to nie ma nikogo. Mi z dachu leci w trzech miejscach do mieszkania i nikt z gminy nie przychodzi tego naprawić, każą samemu o to dbać, samemu musi pani sobie wszystko zrobić. Założyli wodę, a ani odpływu tutaj nie ma. Tutaj nie ma nic. Ja to już jestem stara, ale tutaj mieszkają ludzie młodzi, jak tak mają żyć bez ubikacji, bez odpływu wody. I za co pani płaci? Nikt z gminy nawet nie przyjdzie tutaj zobaczyć, a burmistrz to nawet nie wie, jak u nas wygląda. Jak temu burmistrzowi nie wstyd, że gdzie się pani nie obejrzy to brud. To jest nie do opowiedzenia, a za wszystko każą nam płacić - opowiada Edmunda Turajska.

Reklama

Na kratce zabezpieczającej otwór szamba, ludzkie kupy. Widok i zapach odrażające.

       fot. Paweł Lachowicz

     I DO SZAMBA PRZY PAŁACU
     Wszyscy mieszkańcy kamienicy załatwiają swoje potrzeby do wiader, a później wynoszą to na drugą stronę ulicy, gdzie przy budynku tzw. pałacu znajdują się podwórkowe toalety. Tam do otworu, który służy do opróżniania szamba, wylewają zawartość wiaderek. Od kilkunastu lat lokatorzy zabiegają u burmistrza o budowę szamba. Obecnie, bardzo już zdesperowani pytają, czy na własny koszt mogą sobie szamba pobudować. Zasugerowali też burmistrzowi, by ten pomyślał o rozbudowie obecnego, znajdującego się po drugiej stronie ulicy szamba, by pod drogą połączyć ich kamienice z szambem.
     - Niedawno tutaj jeden z mieszkańców by się utopił, bo deski się zarwały, a te ubikacje nie są pobudowane na bloczkach betonowych, tylko na cegłach. Jeśli są roztopy, to płacimy za wodę, która tworzy się z roztopów - mówi Dariusz Kowalski.
     Na każdym zebraniu sołeckim od wielu lat sprawa szamba i braku kanalizacji w budynku jest poruszana. Wielokrotnie o tym wspominał podczas sesji Rady Miejskiej radny Stanisław Popielewski.
     - Tak po prostu dalej nie da się żyć. Mnie już ręce bolą od noszenia pełnych wiader z wodą. Byłam ostatnio u burmistrza, to mi powiedział, że nie płacę za mieszkanie, że mam zadłużenie, a ja pytam, za co mam płacić. Za to, że co rusz muszę remontować mieszkanie, bo zalewa mi przez dziurawy dach? Za to, że codziennie muszę wiadra nosić na drugą stronę ulicy? Za co my płacimy w czynszu stawkę za kanalizację, jak jej właściwie nie mamy? - mówi Jolanta Kowalska.
     Mąż pani Jolanty Dariusz mieszka w tej kamienicy od urodzenia. Nawet nie ma już siły mówić o tym, ile razy mieszkańcy byli w gminie i wnioskowali o założenie kanalizacji.

Reklama

90-letnia Edmunda Turajska załatwia swoje potrzeby do wiaderka. By było jej wygodniej syn wyciął dziurę w drewnianym, kuchennym krześle. Pod dziurą stoi wiaderko na odchody. Ze względu na stan zdrowia, pani Edmunda nie wychodzi z domu, zapełnione wiaderko wynosi opiekunka społeczna, która na 4 godziny dziennie przychodzi się nią opiekować.

     fot. Paweł Lachowicz

     INWESTYCJA CIĄGLE SPADA
     Po monitach mieszkańców i radnego Popielewskiego już w budżecie na 2011 r., pojawiła się inwestycja Budowa zbiornika na nieczystości płynne w Jeziorkach, Bożejewicach, Żegotkach i Młynach, na którą burmistrz planował przeznaczyć 50.000 zł.
     W 2011 r. inwestycje nie zostały jednak wykonane. Przeniesiono je do budżetu na 2012 r. Po odrzuceniu przez RIO projektu budżetu, burmistrz Matczak wyciął kilka inwestycji z projektu, w tym budowę szamba w Jeziorkach. W budżecie na 2013 rok burmistrz w ogóle nie przewidział realizacji tego zadania.
     - Na zebraniu sołeckim był radny powiatowy Przemysław Zowczak, który zauważył, że ja już od dłuższego czasu walczę o kanalizację, o normalne życie. Pan Zowczak mówił „Pani to już od kilku lat walczy”, a ja powiedziałam, no tak walczę, ale chyba tylko z wiaderkiem - dodała pani Jolanta.
     Radny Stanisław Popielewski, który uczestniczył w rozmowie reportera z mieszkańcami, przypomniał, że były już około 2008 r. plany pobudowania przy kamienicy w Jeziorkach szamba. Miało ono powstać na podwórku kamienicy, jednak zgody na to nie wydał Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego, gdyż miejsce ze względu na poziom wody gruntowej nie nadawało się na budowę szamba. Miejsce to znajduje się bowiem poniżej poziomu lustra wody pobliskiego jeziora. Dodatkowo wytyczone przez gminę miejsce na szambo znajdowało się za blisko budynku.
     - Wszyscy nam odmawiają wykonania szamba, ale nikt nie przyjedzie tutaj, nie zobaczy, jak tutaj naprawdę jest, w jakich warunkach my tutaj żyjemy - powiedziała Jolanta Kowalska.
     ALBO CIEKNĄCE DACHY ALBO ODPŁYWY ŚCIEKÓW
    Burmistrz Ewaryst Matczak twierdził, że gmina nie zawsze ma środki na tego typu zadania.
     -  Potrzeb, jeśli chodzi o łazienki w mieszkaniach komunalnych, mamy bardzo wiele. W całej gminie są mieszkania komunalne bez sanitariatów. Są na to potrzebne olbrzymie pieniądze, których po prostu nie posiadamy. Staramy się to robić w miarę posiadanych środków, ale jeśli są np. obfite opady dreszczu, to my się koncentrujemy generalnie na naprawach dachów, a wtedy odpuszczamy sobie kanalizację. Bo na wszystko po prostu pieniędzy nie starcza - powiedział burmistrz Matczak.
     - My już staraliśmy się tam kanalizację założyć, ale wyszedł problem, gdyż wyznaczona przez nas działka jest za mała do wielkości szamba i nie otrzymaliśmy pozwolenia na budowę. Wysłaliśmy w tej sprawie pismo do Ministerstwa Infrastruktury do Warszawy o możliwość odstępstwa od przepisów i do dzisiaj nie otrzymaliśmy odpowiedzi. No i mamy problem - powiedział reporterowi Pałuk burmistrz Matczak.
Wykonanie kanalizacji przez drogę tak, jak sugerowali mieszkańcy, zdaniem burmistrza jest możliwe, ale zarazem wiąże się z o wiele większymi kosztami, a gmina nie ma pieniędzy.
     - Zastanawiamy się też nad szambem ekologicznym w tym miejscu. Na pobudowanie takiego szamba nie jest potrzebne pozwolenie na budowę, tylko się wykonuje na zgłoszenie. Jedynym mankamentem takiego szamba jest to, że jest ono niewielkie - dodał burmistrz Matczak.
      - Ale ile to już lat. Jak długo jeszcze mamy czekać? - pytają mieszkańcy Jeziorek.

Reklama

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1104 (15/2013)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości