Reklama

Wyrok eksmisji

Stodoły, mieszkanie, eksmisja, Bultrowicz
     Wyrok eksmisji
     Rodzina nie ma umowy najmu mieszkania z obecnym właścicielem. W styczniu zapadł wyrok zobowiązujący użytkowników do opuszczenia mieszkania, gdyż nowy właściciel chce budynek rozebrać, a ziemię sprzedać. W maju został im odcięty prąd. Rodzina od 2001 r. czeka na przydział lokalu od gminy. Obecnie znajduje się na 34. pozycji na 155 oczekujących.

Halina Bultrowicz ma wyrok eksmisyjny. Budynku jej rodzina nie może opuścić, gdyż gmina nie ma dla nich lokalu socjalnego. fot. Magdalena Lachowicz

     BEZ UMOWY NAJMU
     Rodzina Bultrowiczów mieszka w Stodołach. Budynek to dosłownie ruina. Z zewnątrz widać popękane ściany, brak tynku, spróchniałe drewniane okna. Jednak wnętrze mieszkania jest zadbane. Właścicielem nieruchomości jest Krzysztof Bogacz z Kraszyc (gm. Kruszwica). Wcześniej budynek wraz z gruntem należał do PGR w Sławsku Dolnym. Rodzina Bultrowiczów zamieszkuje w nim od ponad 50 lat. Przydział tego mieszkania od PGR otrzymał nieżyjący już teść Jan Bultrowicz. Później właścicielem domu stał się nieżyjący już Zdzisław Bogacz (dziadek Krzysztofa), z którym pan Jan miał zawartą ustną umowę najmu. Starsi państwo wyprowadzili się na drugą stronę ulicy, do domu parafialnego. Otrzymali tam mieszkanie, gdyż Jan Bultrowicz był kościelnym. Obecnie zamieszkuje tam tylko Teresa Bultrowicz. Natomiast w nieruchomości Bogaczów zamieszkuje syn Marek Bultrowicz wraz z żoną Haliną i synem Krzysztofem. Co jest w całej sprawie bardzo ważne, rodzina nie ma umowy najmu mieszkania z obecnym właścicielem. W związku z tym nie płaci żadnego czynszu. Opłacają tylko media. Natomiast mają oficjalny meldunek. - Ja jestem tutaj zameldowana od 1984 roku. Ja w ogóle z nim umowy nie miałam, bo tutaj teść mieszkał i syn jego (mąż pani Haliny przyp. mal) tutaj został i tak mieszkamy. Opłacam tylko prąd, wodę, czyli media. Umowy z właścicielem nigdy nie miałam i czynszu nie płaciłam nigdy, bo teść miał to od PGR. Teraz matka przepisała Bogaczowi, to i on się teraz o swoje dopomina – mówi pani Halina.
     ZAKAZ UŻYTKOWANIA BUDYNKU
     W 2004 roku właścicielem domu stał się Krzysztof Bogacz, o czym świadczy akt notarialny. Już wówczas budynek był w fatalnym stanie technicznym. W październiku 2013 roku Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego Maciej Matuszkiewicz z urzędu wszczął postępowanie administracyjne w sprawie złego stanu technicznego budynku.
     Takie powiadomienie otrzymała też Halina Bultrowicz. PINB po ocenie stanu budynku nakazał opróżnić budynek mieszkalny w całości, gdyż zagrożone było i nadal jest bezpieczeństwo ludzi i mienia. Zakazał też użytkowania budynku. Na frontowej ścianie budynku pojawiła się tabliczka ostrzegawcza. W związku z tym 7 grudnia 2015 roku Krzysztof Bogacz wystosował pismo do państwa Bultrowiczów, w którym powołuje się na decyzję PINB i prosił ze względu na bezpieczeństwo lokatorów o opuszczenie lokalu w trybie natychmiastowym. Jednak rodzina Bultrowiczów budynku nie opuściła, bo nie ma się gdzie podziać.

W tym budynku mieszka rodzina Bultrowiczów. Dom przeznaczony jest do rozbiórki, jednak rodzina nie ma gdzie się podziać. fot. Magdalena Lachowicz

     WYROK EKSMISJI
     W tym momencie rozpoczęła się batalia o mieszkanie, a właściwie o cały budynek. Krzysztof Bogacz chce budynek rozebrać, a ziemię sprzedać, jednak na przeszkodzie stoją mu lokatorzy. Dlatego złożył w Sądzie Rejonowym w Mogilnie powództwo o eksmisję z lokalu państwa Bultrowicz. Wyrok w tej sprawie (pozytywny dla właściciela) zapadł 21 stycznia 2016 roku. Prowadząca sprawę Karolina Pawlik nakazała pozwanym Halinie, Markowi i Krzysztofowi Bultrowicz, aby opróżnili, opuścili i wydali Krzysztofowi Bogaczowi budynek mieszkalny nr 25 położony w Stodołach. Ponadto sędzina przyznała rodzinie Bultrowicz prawo otrzymania lokalu zamiennego, którego obowiązek dostarczenia spoczywa na gminie Strzelno, a wyrokowi nadała rygor natychmiastowej wykonalności. Pomimo wyroku eksmisyjnego rodzina państwa Bultrowiczów nie ma gdzie się wyprowadzić. Z wyrokiem udali się do Urzędu Miejskiego w Strzelnie, który zgodnie z prawem musi rodzinie przyznać lokal socjalny. Takowych jednak gmina nie posiada. Natomiast Krzysztof Bogacz nie ustaje w swym postanowieniu i przysyła do nich pisma listem poleconym. W ostatnim piśmie czytamy m.in.: (...) Jesteście państwo w posiadaniu wyroku Sądu Rejonowego w Mogilnie o eksmisji oraz o decyzji Nadzoru Budowlanego. W związku z powyższym proszę opuścić lokal do 31 marca 2016 roku. W innym przypadku eksmisja zostanie zrealizowana w asyście policji – czytamy w piśmie podpisanym przez Krzysztofa Bogacza. 17 maja energetyka zdjęła licznik na budynku, w związku z czym rodzina Bultrowiczów pozbawiona została prądu. – Na złość nam ten prąd odciął, a umowę ja miałam podpisaną z energetyką, na moje nazwisko przychodziły rachunki. Ja nic nie podpisywałam, a prąd mi odcięli, cały licznik ściągnęli i zabrali – opowiada Halina Bultrowicz.
     NA LIŚCIE OCZEKUJĄCYCH
     Zagubiona w gąszczu przepisów pani Halina skontaktowała się z naszym reporterem. Prosiła, by przyjechać do Stodół, zobaczyć, w jakich warunkach mieszka jej rodzina i w jakiś sposób pomóc jej wydostać się z opałów. Na miejscu przedstawiła wszystkie dokumenty dotyczące zajmowanego lokalu. Pokazała też na czas opłacane (do czasu ściągnięcia licznika) rachunki za prąd. - Jeszcze wodę chcieli mi odłączyć, ale ja opłacam rachunki na bieżąco w komunalce i tego nie zrobili. Takich rzeczy się nie robi, tak nie można postępować, jak nie ma dla mnie lokalu – mówi pani Halina.
     Próbowaliśmy wyjaśnić sprawę lokalową w Urzędzie Miejskim w Strzelnie. Starszy specjalista do spraw administracji budynków komunalnych strzeleńskiego magistratu Sylwia Kowalska poinformowała, że rodzina Bultrowiczów ujęta jest w projekcie listy osób uprawnionych do zawarcia umowy najmu lokalu mieszkalnego od roku. Obecnie znajduje się na 34. pozycji na 155 oczekujących. Na liście państwo Bultrowicz, jak twierdzi pani Halina, znajdują się od 2001 roku. W dokumentacji Urzędu widnieje też wyrok eksmisyjny.

Reklama
Na ścianie w pokoju państwa Bultrowiczów wisi kinkiet, niestety na dzień dzisiejszy bezużyteczny. Wtyczka jest wyciągnięta z kontaktu, gdyż w budynku nie ma prądu. fot. Magdalena Lachowicz

     OD MAJA BEZ PRĄDU
     Krzysztof Bogacz chce budynek zburzyć i ziemię sprzedać. Zainteresowani kupnem są sąsiedzi państwa Bultrowiczów, gdyż w tej chwili, by dojechać na podwórko własnej posesji, muszą przejechać przez podwórze nieruchomości, którą zamieszkują obecnie państwo Bultrowiczowie.
     Spytaliśmy, jak rodzina radzi sobie od maja bez prądu. - Nie radzimy sobie. Telewizor spaliliśmy, bo pożyczyliśmy agregat prądotwórczy, kilka razy włączaliśmy telewizor, ale za kolejnym razem telewizor się spalił. Lodówka nie chodzi, mikrofalówka też nie. Z dania na dzień się żyje. Dzisiaj kupujemy i dzisiaj jemy, bo inaczej wszystko by się popsuło – żali się pani Halina. W domu wieczorami rodzina siedzi przy świecach.Wodę na herbatę, czy kawę pani Halina grzeje na piecu kaflowym. - Żyjemy, jak za pradawnych czasów, jak za czasów dinozaurów. Jeszcze jak się na ogniu gotuje, w napalonym piecu, to jak w średniowieczu. Z niczego nie mogę skorzystać, ani z lodówki, ani z czajnika elektrycznego, ani ciepłej wody, piorę ręcznie, bo pralki włączyć nie mogę, nic nie mamy.
     Halina Bultrowicz twierdzi, że skoro ma wyrok sądu, to gmina musi jej w końcu przydzielić jakieś mieszkanie, zastanawia się tylko kiedy to nastąpi. - Teraz właściciel przysyła do mnie pisma, ale co ja mogę zrobić, to przecież oni muszą mi teraz zapewnić mieszkanie. Dokładnie słyszałam, jak pani sędzia czytała wyrok, że właściciel musi mi zapewnić mieszkanie, a jak nie ma, to gmina. On przysyła mi te listy, a co takie kartki mają za znaczenie. Jak poszłam z tym do gminy, to nawet na nie nie wejrzeli. Nie wiem, po co on mi te listy przysyła i stale mnie nagabuje. Tak przecież nie wolno, ja żadnej władzy nie mam, żebym takie listy otrzymywała. I jeszcze straszy mnie, że z policja przyjdzie i w asyście policji mnie stąd wyrzuci. Ale tego się nie obawiam, bo nasz dzielnicowy uspokoił mnie, że nie może tego zrobić i burmistrz też powiedział mi, że nie tylko policja, ale też komornik nie ma prawa mnie stąd ruszyć, skoro nie mam lokalu zamiennego - mówi Halina Bultrowicz
     GMINA DOPŁACI RÓŻNICĘ W CZYNSZU
     Burmistrz Ewaryst Matczak przyznał, że sprawa pani Bultrowicz jest mu znana. Potwierdził, że rodzina Bultrowicz mieszka u prywatnego właściciela i obecnie posiadają wyrok eksmisyjny. - Trochę się dziwię, że inspektor nadzoru budowlanego się tym nie zajął, bo dom jest praktycznie w rozsypce. Obowiązkiem właściciela jest zapewnienie lokalu. Jeżeli ma wyrok eksmisyjny, to ten właściciel może poszukać dla nich innego lokalu, a gmina opłaca różnicę w kosztach czynszu do czasu, gdy nie będzie miała lokalu komunalnego. My na razie wolnego lokalu żadnego nie mamy. A mamy dodatkowo sytuację, że musimy zapewnić lokale rodzinie z Ciechrza, też eksmitowanych przez prywatnego właściciela. Ja wiem, że jest wyrok, ale gmina musi posiadać też wolne lokale. W tej chwili gmina nie ma wolnych mieszkań. Jeśli państwo Bultrowicz znajdą inne mieszkanie, to my różnicę w czynszu zapłacimy, do czasu, gdy gmina będzie w posiadaniu wolnego do dyspozycji lokalu mieszkalnego – powiedział burmistrz Matczak.

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1279 (33/2016)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości