Reklama

- Wystarczy tylko, żebyśmy mieli odpływ...

Taki widok jest nieodłącznym elementem codziennego życia mieszkańców posesji nr 37 w Bożejewicach. Z pełnymi wiaderkami wody do opróżnienia chodzą kilka razy dziennie do tzw. suchego szamba. Obok 4 z 8 drewnianych szaletów. 

      fot. Magdalena Lachowicz

Mieszkańcy, posesja, Bożejewice, brak, kanalizacja
     - Wystarczy tylko, żebyśmy mieli odpływ...
    - Średniowiecze tutaj panuje, jeszcze gorzej niż średniowiecze. Kanalizacji nie ma, a żeby doprosić się o beczkowóz w gminie, to jest dopiero sztuka - mówi Alicja Kwiatkowska. Sukcesem dla mieszkańców jest, gdy podczas załatwiania się w drewnianych szaletach, nie zarwie się deska i nikt nie wpadnie do szamba. Grażyna Trela dla swojej rodziny zorganizowała tzw. kociołek i tam się wypróżniają.

     JEDEN SZALET NA DWIE RODZINY
     Z brakiem kanalizacji w budynku i w związku z tym brakiem w mieszkaniach łazienek boryka się 15 rodzin zamieszkujących komunalną posesję nr 37 w Bożejewicach (gm. Strzelno). Wielorodzinny dom, w którym mieszkają, należał kiedyś do majątku, który znajdował się we wsi. Później administrację domu przejęła gmina. Najpierw zarządcą domu był ZGKiM, a od 6 lat posesją administruje Urząd Miejski w Strzelnie.
     Budynek jest piętrowy, każdy ma takie samo mieszkanie składające się z przedpokoju, kuchni i pokoju.Od kilkunastu lat lokatorzy walczą o budowę przy posesji szamba oraz doprowadzenie do budynku kanalizacji. Na co dzień potrzeby fizjologiczne załatwiają w podwórkowych szaletach. Na podwórku znajduje się 8 szaletów, jeden na dwie rodziny. Do budynku doprowadzona jest woda, lecz nie ma odpływów. W związku z tym brudną wodę od mycia naczyń, czy po praniu, mieszkańcy wynoszą w wiaderkach i wylewają do szamba suchego, które dla mieszkańców jest przygotowane, by mieli gdzie wynosić zlewki. Jako, że miejsce to jest szambem tzw. suchym, wylewane pomyje, a czasami i ludzkie odchody, przedostają się do gruntu. Ponadto, jak mówią mieszkańcy, szalety się praktycznie rozpadają i wymagają gruntownego remontu.

Grażyna Trela twierdzi, że skoro posesja należy do gminy i gmina bierze od lokatorów pieniądze powinna o posesję dbać. Jej zdaniem gmina nic nie robi, by mieszkańcom żyło się lepiej.

Reklama

       fot. Magdalena Lachowicz

     - Tam wszystko się zarywa, myśmy zrobili sobie sami tzw. kociołek i tam chodzimy się załatwiać, bo tutaj to można choroby się nabawić - mówi Grażyna Trela. Państwo Trela postawili sobie w swoim ogródku własną drewnianą toaletę. W miejscu szamba mają wstawiony kociołek (duży garnek).
     ŚREDNIOWIECZE
     O tym, że mieszkańcom nie żyje się w posesji lekko, świadczyć może chociażby fakt, że dopiero 10 lat temu gmina pociągnęła w budynku instalację wodną. Od tej pory wszyscy najemcy mają w mieszkaniach bieżącą wodę, jednak bez odpływu.
     - Średniowiecze tutaj panuje, jeszcze gorzej niż średniowiecze. Niech pani zobaczy, jak tutaj wygląda. Kanalizacji nie ma, a żeby doprosić się o beczkowóz w gminie, to jest dopiero sztuka, wszystko wnet tutaj wierzchem pływa - mówi Alicja Kwiatkowska.
     Dwa lata temu przyjechali do Bożejewic pracownicy z gminy Tadeusz Nowak, nadzorujący prace budowlane w Urzędzie Miejskim i Maria Giża, kierownik referatu rolnictwa, gospodarki przestrzennej i rozwoju gospodarczego. Jak opowiadają mieszkańcy, obmierzali teren, mówili mieszkańcom, by polikwidowali szopy, gdyż za nimi miało zostać pobudowane szambo i rozprowadzona kanalizacja. W zamian za rozebrane szopki, gmina miała postawić lokatorom blaszane garaże.

Reklama

Mariola Gąsiorowska pokazuje reporterowi zarwany szalet. Jej zdaniem w tej chwili mieszkańcy boją się siadać na deskę, bo w każdej chwili może ona się zapaść, a mieszkańcy mogą wpaść do środka w znajdujące się nieczystości i własne odchody.

      fot. Magdalena Lachowicz

     Do dnia dzisiejszego nie ma ani szamba, ani kanalizacji, ani blaszanych garaży.
     Podobnie jak w Młynach czy Jeziorkach, na wybudowanie szamba nie ma w budżecie zagwarantowanych pieniędzy. Zadanie Budowa zbiornika na nieczystości płynne w Jeziorkach, Bożejewicach, Żegotkach i Młynach, na które burmistrz planował przeznaczyć 50.000 złotych, ze względu na kłopoty finansowe gminy zostało zdjęte z budżetu.
     - Ja tutaj mieszkam 36 lat i w takich warunkach człowiek musiał dzieci wychować, pieluchy prać. Teraz niby mam automat, ale wodę po praniu muszę do wiadra zlać i wynieść na dwór. Stanęliśmy w miejscu, jak pamiętam, tak to wszystko tutaj stoi i nic się na lepsze nie zmienia - dodała Grażyna Trela.
     Do gminy wpływały wnioski mieszkańców o kanalizację i poprawę stanu technicznego, tego co tam istnieje. Trzy sąsiadki Grażyna Trela, Alicja Kwiatkowska i Lucyna Bonder osobiście zgłaszały sprawę stanu technicznego podwórkowych szaletów i miejsca, gdzie mieszkańcy zmuszeni są wylewać zawartość wiaderek, w mogileńskim sanepidzie.
     - Co z tego, że gmina dostała nakaz uprzątnięcia tego bałaganu i doprowadzenia toalet do stanu używalności, jak i tak nic sobie z tego nie zrobiła. Przyjechali z gminy posypali to wapnem i to wszystko, a tutaj nadal jest tragicznie - mówią zgodnie mieszkanki.
     Na dzień dzisiejszy trudno jest mieszkańcom określić, od kiedy walczą z gminą o założenie kanalizacji.      Przyznają jednak zgodnie, że jest to już parę ładnych lat. - Skoro to jest gminne, to gmina powinna o to sama zadbać, a ona w zasadzie nic tutaj nie robi. Niech pani zobaczy, jak wygląda cały budynek. Niedługo tutaj wszystko się rozleci. My już stwierdziliśmy, że tam nie ma po co chodzić, skoro gmina nie robi nawet tego, co jest nam najbardziej potrzebne. My tutaj wszystko robimy we własnym zakresie - powiedziała Grażyna Trela.

Reklama

Małgorzata Pietrzak twierdzi, że za samo mieszkanie najemcy nie płacą zbyt dużo, większą część czynszu pobieranego przez gminę pochłania opłata za wywóz śmieci i szamba

      fot. Magdalena Lachowicz

     SZALETY SIĘ ZARYWAJĄ
     Podczas naszej wizyty na uciążliwości związane z brakiem w budynku kanalizacji skarżyli się również inni mieszkańcy Małgorzata Pietrzak, Przemysław Kupis i Mariola Gąsiorowska, którzy wyszli z domów, by porozmawiać.
     - Załatwić swoje fizjologiczne potrzeby tutaj, gdy jest tutaj pełno i nie jest wypompowane, to choroby można się nabawić - mówią mieszkańcy. - Ja tylko raz choroby się nabawiłam i to mi wystarczy. Od tej pory mam swój wychodek i tam już nie chodzę. Płacić, płacę tak jak wszyscy, ale z tych szaletów nie korzystam - dodała Grażyna Trela.
     Pomimo że mieszkańcy nie mają w domach kanalizacji, muszą płacić za odbiór nieczystości płynnych i stałych. Samego czynszu za mieszkanie, jak mówią, nie jest dużo, bo około 23 zł do 30 zł. Natomiast całość kosztów sięga kwoty 82 zł, czyli resztę mieszkańcy płacą za wywóz nieczystości. - Za mieszkanie mamy mało, ale reszta to wywóz szamba i za śmietniki. Jak gmina bierze pieniądze, to też powinna coś tutaj zrobić, a nie robi nic - dodaje Małgorzata Pietrzak.
     Mariola Gąsiorowska pokazała reporterowi, jak wyglądają podwórkowe szalety. Są one zbudowane w ten sposób, że praktycznie wiszą nad szambem. W części, którą użytkuje rodzina pani Marioli, podbudowa, czyli część podtrzymująca drewniany klozet, jest zarwana i zatopiła się w szambie. W tej chwili mieszkańcy boją się siadać na deskę, bo w każdej chwili może ona się zarwać i mieszkańcy mogą wpaść w znajdujące się nieczystości.

Reklama

Alicja Kwiatkowska (z lewej) twierdzi, że życie w ich posesji zatrzymało się na etapie czasów średniowiecza. Natomiast Lucyna Bonder uważa, że człowiek powinien żyć w godnych warunkach.

      fot. Magdalena Lachowicz

     Mieszkańcy nie mogą doczekać się koniecznego remontu szaletów. - Oni nam ubikacji nie mogą wyremontować, a kanalizację będą kłaść, my już w to nie wierzymy - mówią mieszkańcy. Natomiast Lucyna Bonder dodała: - Ja jestem zadowolona, że mam gdzie mieszkać, ale też niech jak człowiek mieszkam.
Mieszkańcy zgadzają się już na to, żeby gmina chociaż tylko do progu budynku doprowadziła sieć kanalizacyjną, a oni sami podłączą ją w swoich mieszkaniach i sami założą sobie łazienki.
     - Wystarczy tylko, żebyśmy mieli tutaj założony odpływ - mówią.
     ROZBIORĄ SZOPKI, BĘDZIE SZAMBO
     - Mamy wiele mieszkań komunalnych bez sanitariatów. W Bożejewicach wygląda to tak, że mieszkańcy muszą rozebrać istniejące tam szopki, które w niektórych przypadkach postawione zostały tam nielegalnie. Dopiero po ich usunięciu będziemy mieli dostęp do wstępnej lokalizacji szamba. Problem jest jednak w tym, że nie wszyscy zgadzają się na rozebranie tych szopek. My zamierzamy jeszcze w tym roku doprowadzić sprawę szopek do końca, a po ich rozebraniu postawimy w innym miejscu blaszane pomieszczenia. Pani Giża z panem Nowakiem mają przygotować na to projekt. Dopiero potem wygenerujemy miejsce pod budowę szamba. Warunek jest jeden, wszyscy muszą zgodzić się na rozbiór znajdujących się tam szopek, bo innego miejsca na lokalizację szamba tam nie ma - powiedział naszemu reporterowi burmistrz Ewaryst Matczak.

Reklama

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1104 (15/2013)

 

 

 

 

Komentarz

     Symbol tej władzy - wiadro

     Gdyby mi ktoś powiedział, że w 2013 roku wszyscy lokatorzy, cały budynek komunalny załatwia swoje potrzeby fizjologiczne do wiader - nie uwierzyłbym. Dzisiejsza strona 8 i 9 rozwiewa wszystkie wątpliwości niedowiarków.
     W Strzelnie dzieje się coś niedobrego. Burmistrz Matczak mówił publicznie, że on będzie budował gminę socjalną, czy to się komuś podoba, czy nie. Nie wiem, może się mylę, ale tak w przeszłości tłumaczył radnemu Zowczakowi, by pokazać wyższość systemu, który buduje od 10 lat nad wizją systemu liberalnego radnego z Zofiijówki.
     Zawsze wydawało mi się, że ograniczy się to do dawania po kilka złotych bezdomnym przychodzącym do ratusza, do dawania prac w ramach robót publicznych czy interwencyjnych, do anulowania mandatów wystawianych przez strażników miejskich czy nie ścigania mieszkańców, którzy nie płacą czynszu.
     Byłem małej wiary. W Strzelnie gmina socjalna to coś więcej. To w Jeziorkach załatwianie potrzeb fizjologicznych do wiader. W Bożejewicach (strona 6 i 7) to strach, że usiądę w drewnianym szalecie, wszystko się zarwie i będę się topił we własnych odchodach. Nowa definicja gminy socjalnej.
     W tej gminie gdzieś zostały zachwiane priorytety. Radni dyskutują o rewitalizacji rynku, o odnawianiu budynków użyteczności publicznej, o inwestycjach, o dostępności Internetu. A tuż obok ludzie nie mają zagwarantowanych podstawowych i elementarnych potrzeb. To uwłacza ich człowieczeństwu.
     Odnoszę wrażenie, że w tej gminie budżety konstruowane są bez sensu. Wpisuje się tam różne inwestycje, potem nie realizowane a ludzie mówią reporterowi, że żyją jak w średniowieczu. Mają problemy z umyciem się, załatwieniem i wypraniem rzeczy.
     Wiem, że takie inwestycje nie przysporzyły by popularności burmistrzowi Matczakowi. W pierwszej kolejności powinny być jednak zagwarantowane elementarne potrzeby mieszkańców.
     W dobie Internetu, największą wartością w gminie Strzelno staje się posiadanie ubikacji i łazienki. Tak musi się skończyć, gdy gminą rządzi populista z PSL-u, który boi się brać na własne barki trudne i niepopularne decyzje.

Reklama

Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1104 (15/2013)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości