Reklama

Zdychają ryby i żaby

Ryszard Rosłaniec pokazuje martwe ropuchy znalezione obok swojego stawu fot. Roman Wolek

Kruchowo, ryby, żaby, staw, woda, zanieczyszczenie, oczyszczalnia
Zdychają ryby i żaby
Właściciel stawu Ryszard Rosłaniec uważa, że dzieje się tak przez zanieczyszczanie wody z pobliskiej przydomowej oczyszczalni. Innego zdania są jednak urzędnicy i właściciel oczyszczalni Paweł Pawlak.

   OCZYSZCZALNIA SZKODZI
     Ryszard Rosłaniec, mieszkaniec Kruchowa (gm. Trzemeszno) jest właścicielem stawu rybnego o powierzchni 873 m2 znajdującego się niedaleko jego domu. Od wielu lat hodował w nim ryby. Jednak - jak utrzymuje - wszystko zmieniło się kilka lat temu. W 2009 r. jego sąsiad Paweł Pawlak wybudował przydomową oczyszczalnię ścieków, kilkanaście metrów od jego stawu rybnego. Ryszard Rosłaniec mniej więcej od 2011 r. zaczął zauważać negatywny wpływ tej oczyszczalni na położony obok staw rybny.
    Jak twierdzi, od tego czasu ryby w stawie zaczęły zdychać. W miesiącach zimowych nie chciały nawet zasypiać, tylko nerwowo pływały w stawie i były problemy z odławianiem ich na wigilię. Zdychają także żaby i ropuchy. Właściciel stawu ocenia, że w bieżącym roku padło już około 200 kg ryb, głównie karpie, wzdręgi, okonie, szczupaki i płocie. Jest przekonany, że wszystko to stało się za sprawą działalności przydomowej oczyszczalni sąsiada. Pod jej wpływem - według mieszkańca Kruchowa - doszło także w ubiegłym roku do osunięcia się części brzegu stawu o szerokości około 1,5 m od strony przydomowej oczyszczalni.
     POWINNA ZNIKNĄĆ
     Właściciel stawu uważa, że przydomowa oczyszczalnia ścieków nigdy nie powinna powstać tak blisko zbiornika wodnego. Twierdzi, że jeśli jego sąsiad będzie dbał o jej działanie, to w wodzie po oczyszczeniu ścieków znajdować się będą biologiczne zanieczyszczenia zabierające tlen z wody. Jeśli nie będzie dbał o oczyszczanie, to do wody przedostawać się będą zanieczyszczenia chemiczne. Więc według Ryszarda Rosłańca, w obydwu przypadkach oczyszczalnia prowadzić będzie do degradacji jego stawu rybnego. Zwraca uwagę, że o złym wpływie oczyszczalni może świadczyć także fakt, iż jego sąsiad miał w pobliżu sad, gdzie rosły wiśnie i czereśnie. Jednak po wybudowaniu oczyszczalni drzewa zaczęły ginąć i obecnie zostały już tylko dwa.
     - Nie wiem jak, ale chcę doprowadzić do tego, żeby przydomowa oczyszczalnia sąsiada przestała istnieć. Może zamiast tego powstać np. szambo bezodpływowe - podkreśla Ryszard Rosłaniec.
     NIE MA WPŁYWU
     W tej sprawie Ryszard Rosłaniec interweniował w trzemeszeńskim ratuszu. Wysłał także pismo do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu, w którym prosił o pomoc w sprawie śniętych ryb i żab w stawie. Kilka dni temu otrzymał pisemną odpowiedź w tej sprawie z Urzędu Miasta i Gminy w Trzemesznie.
     Burmistrz Krzysztof Dereziński odpowiedział, że pracownicy merytoryczni nie potwierdzili jego zarzutów odnośnie zanieczyszczenia stawu przez oczyszczone ścieki z przydomowej oczyszczalni. W wyniku dokonanych oględzin w terenie 5 i 18 marca ustalono, że prawdopodobieństwo osłabienia jakości wody w stawie zostało zwiększone poprzez naturalne ukształtowanie terenu oraz położenie stawu wśród łąk nawożonych nawozami naturalnymi i mineralnymi.
     Ryba oddycha tylko tlenem rozpuszczonym w wodzie. Nadmiar niektórych substancji może powodować zanikanie tlenu rozpuszczonego w wodzie. Przyczyną niedotlenienia jest również zamarznięta tafla wody, na której nie wykonano przekłuć dotleniających. Wskazana przez pana oczyszczalnia naszym zdaniem nie ma wpływu na jakość wody w stawie. Została ona wykonana zgodnie z dokumentacją i obowiązującymi przepisami, a lokalizacja końców drenów w odległości 14 m od zbiornika wodnego eliminuje ryzyko przedostawania się jakichkolwiek substancji do wody - napisał w swym uzasadnieniu burmistrz Dereziński. Dodał, że nie widzi możliwości rozwiązania tego problemu na drodze administracyjnej, a dochodzenie ewentualnych roszczeń może nastąpić tylko na drodze postępowania cywilnoprawnego.
     LEPIEJ NIECH OGRODZI
     Z taką odpowiedzią nie zgadza się właściciel stawu.
     - To jest jakiś paradoks. Nie wiem, jak to nazwać. To dla mnie jest taki rodzaj obrony, żeby samemu nie być za to odpowiedzialnym. Takie podejście do sprawy ze strony UMiG przyczynia się tylko do konfliktu między sąsiadami - uważa Ryszard Rosłaniec.
     Zarzutów sąsiada wobec swojej przydomowej oczyszczalni całkowicie nie rozumie Paweł Pawlak.
     - Wszystko było zrobione zgodnie z procedurami i oczyszczalnia działa właściwie. Sąsiad powinien lepiej zabrać się za ogrodzenie swojego stawu rybnego, bo stanowi on zagrożenie. W pobliżu są przecież małe dzieci - mówi Paweł Pawlak.

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1155 (14/2014)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości