Ks. proboszcz Piotr Kotowski ma teraz z dzwonem nie lada problem. - „Nie wiem jak go stamtąd wydobyć. Konsultowałem się z różnymi fachowcami, którzy nie znaleźli pomysłu, jak go stamtąd wyciągnąć” - mówi reporterowi „Pałuk”.
fot. Roman Wolek
Trzemeszno, dzwon, parafia, dzwonnica
Zerwany dzwon kłopotem parafii
Dzwon, który zerwał się i spadł w dzwonnicy na leżącą wyżej podłogę nadaje się już tylko na przetopienie lub pozostawienie na pamiątkę.
Zerwany dzwon leży w tym miejscu, gdzie spadł, czyli na drewnianym stropie we wnętrzu dzwonnicy
fot. Roman Wolek
Trudny problem do rozwiązania czeka parafię pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Trzemesznie. Wszystko za sprawą dzwonu, który urwał się w ubiegłym roku w dzwonnicy. Jest to jeden z trzech dzwonów znajdujących się w tym obiekcie. Sterowane są one elektronicznie. Do zerwania dzwonu doszło w czasie jednego z pogrzebów.
Kościelny Andrzej Dzimian zorientował się, że coś jest nie tak, gdy włączył bicie dzwonów. Jak opowiada, poznał wtedy, że dźwięk jest inny niż dotychczas, więc poszedł do dzwonnicy i spostrzegł, że jeden z trzech dzwonów się zerwał.
Stało się to, gdyż korona dzwonu odpadła od kielicha. Dzwon spadł na drewniany strop i tam też znajduje się do dziś. Uszkodzenie to nie pozwala na jego ponowne zawieszenie. Proboszcz trzemeszeńskiej parafii ks. prałat Piotr Kotowski powiedział, że dzwon ten może być już tylko przetopiony lub pozostawiony na pamiątkę.
- Nie wiem jednak, jak go stamtąd wydobyć. Konsultowałem się z różnymi fachowcami, którzy nie znaleźli pomysłu, jak go stamtąd wyciągnąć - mówi ks. Piotr Kotowski. Jak dodaje, będzie chciał się w tej sprawie skonsultować z firmami, które wytapiają dzwony, ale na razie dzwon ten przez pewien czas zostanie w miejscu, gdzie upadł.
Wszystkie trzy dzwony z trzemeszeńskiej dzwonnicy mają po kilkaset lat. Sama dzwonnica zbudowana została w stylu późnobarokowym pod koniec XVIII w. Budowa dzwonnicy związana była z przebudową bazyliki, zainicjowaną przez opata Michała Kościeszę Kosmowskiego. Rozpoczęto ją w 1762 r., a całkowicie wykończona została w 1791 r. Do dziś posiada ona dwie kondygnacje: górną i dolną. Na górnej zawieszone są dzwony. Najstarszy i największy dzwon może nawet pochodzić z 1405 r. Dzwon, który się urwał, jest średniej wielkości. Na dzwonnicy wiszą nadal największy i najmniejszy. W czasie II wojny światowej wszystkie trzy dzwony zostały skradzione przez Niemców. Nie zostały jednak zniszczone. Po wojnie zostały odnalezione. Według niektórych źródeł, znaleziono je na złomowisku w Hamburgu lub też w Norymberdze w Niemczech. Wróciły do Trzemeszna i zostały na nowo zawieszone w dzwonnicy. Przy wieszaniu pracowali Franciszek Matuszewski i Władysław Bojanowski. Dzwony zostały poświęcone najprawdopodobniej w 1949 r. Wśród chrzestnych byli: Skowroński, Bębenek i Bojanowski. Serca do dzwonów zamontowano na pasach ze skóry. Zawiesił je rymarz o nazwisku Smarzyk lub Smarzyński.
Do tematu wrócimy w Pałukach.
Proboszcz parafii ks. prałat Piotr Kotowski nie wie, w jaki sposób wydobyć dzwon z dzwonnicy
fot. Roman Wolek
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1135 (46/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze