Według Mariana Marciniaka, zatrucie wody Jeziora Popielewskiego ściekami z trzemeszeńskiej „komunalki” było przyczyną padnięcia 2 kg węgorzy
fot. Roman Wolek
Trzemeszno, oczyszczalnia, modernizacja, jeziora, zatruwanie
Zmodernizowana oczyszczalnia zatruwa jezioro
Mimo kosztownej modernizacji oczyszczalni, gdy będzie upalnie, źle oczyszczone ścieki mogą trafiać do jeziora. Na początku maja doszło już do takich przypadków, przez co padły węgorze w gospodarstwie rybackim. - Nie wiem dlaczego padły węgorze, bo nie znam się na hodowli węgorzy - komentuje dyrektor TPK Krzysztof Tomczak.
WODA Z ZAWIESINĄ
Ciągle powtarzają się problemy z właściwym funkcjonowaniem oczyszczalni ścieków w Trzemesznie. Dzieje się tak, mimo że dopiero 1,5 roku temu zakończono jej modernizację. Koszt inwestycji wyniósł prawie 5 mln zł.
Jednak na początku maja rybacy pracujący na Jeziorze Popielewskim dwukrotnie dostrzegli, że do jeziora trafiły nieoczyszczone ścieki z rowu prowadzącego z terenu oczyszczalni. Do takich przypadków doszło 4 i 8 maja. Na jeziorze w pobliżu rowu prowadzącego z oczyszczalni w pobliżu tzw. rybakówki pojawiły się wielkie plamy zanieczyszczonej wody. Woda w tym miejscu miała lekko brązowy kolor, a na powierzchni znajdowała się jakaś zawiesina. Jak powiedział Marian Marciniak, brygadzista Gospodarstwa Rybnego Łysinin, które administruje Jeziorem Popielewskim, 8 maja na skutek zatrucia wody padły węgorze przetrzymywane w specjalnej skrzyni w jeziorze. Z 7 kg węgorza padło około 2 kg.
KAJAKAMI W ŚCIEKACH
O sprawie zanieczyszczenia wody Marian Marciniak chciał powiadomić telefonicznie burmistrza Krzysztofa Derezińskiego, ale burmistrz nie odbierał telefonu. Zadzwonił w tej sprawie także na policję oraz do Henryka Sobolewskiego, prezesa gospodarstwa Łysinin. Prezes Sobolewski polecił sporządzić protokoły z obydwu przypadków zanieczyszczenia jeziora.
Asp. Anna Osińska, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Gnieźnie, powiedziała, że policjanci otrzymali zgłoszenia o zanieczyszczeniu jeziora, ale policja nie prowadzi żadnego postępowania w tej sprawie.
Marian Marciniak dziwi się, że gmina chce rozwijać różne formy aktywności nad Jeziorem Popielewskim, takie jak wypożyczanie kajaków, skoro ścieki będą spuszczane do jeziora.
- Dobrze, że jeszcze nie było przyduchy. Bo jeśli pojawiłyby się śnięte ryby, to będzie jeszcze gorzej. Moim zdaniem winny jest dyrektor TPK, bo powinien tego dopilnować - uważa Marian Marciniak.
TECHNOLOG NA RATUNEK
Krzysztof Tomczak, dyrektor Trzemeszeńskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego, przyznaje, iż mogą się zdarzyć takie przypadki, że w czasie gorących dni źle oczyszczone ścieki trafią do jeziora. Jak wyjaśnia, jest to związane z tym, że przy dużych temperaturach urządzenia napowietrzające dają za małą ilość tlenu na rowach biologicznych.
Jak tłumaczy dyrektor TPK, przedsiębiorstwo stara się wyeliminować takie przypadki, dlatego na umowę zlecenie zatrudniony został specjalnie technolog, który jest doktorem mikrobiologii. Bada on ścieki oczyszczone i stara się zmieniać nieco proces oczyszczania, żeby wyeliminować przypadki niewystarczającego oczyszczania.
TRZEBA DOFINANSOWAĆ?
Krzysztof Tomczak podkreśla, że comiesięczne badania jakości ścieków dają jednak prawidłowe wyniki i nie są przekraczane dopuszczalne normy. Według dyrektora TPK, nie ma więc w wodzie jeziora żadnych szkodliwych związków. - Nie wiem, dlaczego padły węgorze, bo nie znam się na hodowli węgorzy - uzasadnia dyrektor Tomczak.
Dyrektor komunalki dodaje, że w najbliższym czasie może być potrzebne jakieś docelowe rozwiązanie dotyczące problemów z oczyszczaniem. Być może konieczne będzie doposażenie oczyszczalni, aby było lepsze napowietrzanie na rowach biologicznych. Wymagałoby to jednak poniesienia kolejnych kosztów przez gminę.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1111 (22/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze