Piotr Posadzy przyszedł na sesję Rady Miejskiej w Strzelnie, dzień po ogłoszeniu wyroku sądu, by poinformować radnych, że wyrok jest dla niego korzystny i przywraca go do pracy w pełnym wymiarze godzin na poprzednie stanowisko nauczyciela wychowania fizycznego
fot. Magdalena Lachowicz
Dyrektor, Mieczysława Staśkowiak, sąd, Inowrocław, Piotr Posadzy
Został zwolniony, bo był niewygodny
Sąd w Inowrocławiu przywrócił do pracy w SP Strzelno nauczyciela wychowania fizycznego Piotra Posadzego na poprzednie stanowisko i w pełnym wymiarze godzin. Dyrektor szkoły zapowiedziała złożenie apelacji. Podczas procesu okazało się, że na wyrok sądu usiłował wpływać burmistrz Ewaryst Matczak, wysyłając pismo do sądu, że gmina nie ma pieniędzy na zatrudnienie nauczyciela, po jego przywróceniu do pracy. Pani sędzia zwraca uwagę, że sąd jest niezawisły, i nikt nie może wpływać na jego decyzje.
O zwolnieniu z pracy nauczyciela SP w Strzelnie Piotra Posadzego przez dyrektor szkoły Mieczysławę Staśkowiak pisaliśmy w 46/2012 numerze Pałuk, w artykule pt. Ja otrzymałem wypowiedzenie, a moi koledzy nadgodziny.
DLA INNYCH NADGODZINY
Piotr Posadzy przez 21 lat pracował w szkole jako nauczyciel wychowania fizycznego. 25 maja otrzymał wypowiedzenie. Dyrektor Mieczysława Staśkowiak w związku ze zmniejszeniem liczby oddziałów w szkole uniemożliwiającym zatrudnienie w pełnym wymiarze zajęć, rozwiązała z Piotrem Posadzym stosunek pracy z zachowaniem trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia. W piśmie do nauczyciela zaznaczyła, że po upływie okresu wypowiedzenia, tj. od 1 września proponuje mu zatrudnienie w wymiarze 8/18 etatu.
- Ja otrzymałem wypowiedzenie z pracy, a jednocześnie moi koledzy i koleżanki otrzymali nadgodziny - mówił naszemu reporterowi rozżalony Piotr Posadzy.
Nauczyciel odwołał się do Sądu Rejonowego IV Wydziału Pracy w Inowrocławiu. W sumie proces trwał pół roku, odbyły się cztery rozprawy. Na drugiej rozprawie
12 września zdaniem Piotra Posadzego dyrektor szkoły poczuła na własnej skórze, że ta sprawa nie zakończy się jednak zbyt szybko.
JEDNA GODZINA
13 września 2012 r. Piotr Posadzy uczestniczył w sesji Rady Miejskiej w Strzelnie, gdzie skierował pod adresem burmistrza Ewarysta Matczaka wiele gorzkich słów.
- Zaproponowano mi 8 godzin. Pan burmistrz, jako organ prowadzący mógł mi po prostu pomóc znajdując tę jedną godzinę, która spowodowałaby, że dostanę 9 godzin, a nie 8, co uchroniłoby mnie przed utratą pracy i przed tym wszystkim, co przechodzimy do tej pory z moją rodziną - mówił Piotr Posadzy.
Burmistrz Matczak tłumaczył wtedy nauczycielowi: - Gdy pan wspomina o jednej godzinie, to wyjaśniam, że burmistrz zatrudnia tylko dyrektorów. To dyrektorzy poszczególnych placówek oświatowych zatrudniają nauczycieli. I pan, jako nauczyciel powinien o tym doskonale wiedzieć.
Piotr Posadzy ujawnił również cztery miesiące temu na sesji, że od dwóch lat informował burmistrza, przewodniczącego Rady Miejskiej Piotra Pieszaka i radnego Piotra Dubickiego, że istnieje w szkole konflikt. - Prosiłem o spotkanie, prosiłem o mediację, prosiłem o rozwiązanie tego konfliktu. Pan burmistrz doskonale wiedział jaka jest sytuacja, ale zawsze wysłuchiwał tylko pani dyrektor, nie wysłuchiwał mnie - mówił rozgoryczony.
Efektem wystąpienia na sesji było to, że 21 września 2012 r. w gabinecie dyrektora szkoły spotkali się członkowie komisji oświaty Rady Miejskiej; to spotkanie nie przyniosło jednak żadnego przełomu w sprawie.
O WYROKU DECYDUJE SĄD
7 listopada 2012 r. przed Sądem Pracy miało nastąpić ogłoszenie wyroku. Tak jednak się nie stało.
- Gdy sędzia zadał pani dyrektor pytanie, co ona zrobi, jeżeli przywrócę pana Posadzy do pracy, pani dyrektor odpowiedziała, że nie może pani tego zrobić. W tym momencie pani sędzia powiedziała, że może zasądzić każdy wyrok, bo taka jest rola sądu. W tym momencie pani dyrektor zobaczyła, że sprawa może zakończyć się dla niej niepomyślnie, dlatego na trzecią rozprawę, miała już adwokata z Bydgoszczy - opowiada naszemu reporterowi Piotr Posadzy.
Ostatecznie wyrok w sprawie zapadł 27 grudnia 2012 r. Na odczytaniu wyroku pani dyrektor się jednak nie pojawiła. - Podejrzewam, że wiedziała, iż wyrok będzie dla niej niekorzystny - mówi nam Piotr Posadzy.
Sąd, jak mówi reporterowi Piotr Posadzy, odrzucił wszystkie zastrzeżenia, jakie dyrektor Mieczysława Staśkowiak miała do jego pozwu. Uwzględnił także to, że przyczyną zwolnienia nie był brak godzin, tylko inne okoliczności czyli personalne oraz panujący w szkole konflikt.
Zgodnie z wyrokiem sądu Piotr Posadzy wraca do pracy na poprzednie stanowisko, i w pełnym wymiarze godzin. Dyrektor szkoły będzie musiała te godziny dla niego znaleźć.
BURMISTRZ USIŁUJE WPŁYNĄĆ NA WYROK
Sędzia w uzasadnieniu poinformowała także, iż burmistrz Strzelna Ewaryst Matczak wniósł pismo do sądu, aby ten uwzględnił trudną sytuację gminy, bo gmina nie ma pieniędzy, na to, żeby zatrudnić Piotra Posadzego po ewentualnym przywróceniu go przez sąd do pracy. Sąd jednak, jak dodaje Piotr Posadzy, tego wniosku nie uwzględnił tłumacząc, że sytuacja finansowa gminy nie jest powodem do tego, żeby wpływać na wyrok sądu, bo takich praktyk się po prostu nie stosuje.
- Pani sędzia mówiła, że sąd jest niezawisły i nikt nie może wpływać na jego decyzje. W tym momencie się przeraziłem, bo zdałem sobie sprawę, że stroną w sprawie jest także gmina. A przecież pan burmistrz sam mówił mi, gdy zwracałem się do niego o pomoc, że mam możliwość tak, jak każdy zwrócenia się po sprawiedliwość do sądu. Ale niestety okazało się, że gmina stała się stroną w tym konflikcie. To było dla mnie najbardziej przykre, bo wierzyłem, że to co pan burmistrz mi obiecał, że jeśli wygram sprawę przed sądem, to on przywraca mnie do pracy. Burmistrz sam mówił „niech rozstrzygnie to sąd”, a teraz dowiaduję się, że burmistrz próbuje wpływać na wyrok sądu. To jest dla mnie po prostu skandal - twierdzi nauczyciel.
ROZRZUTNOŚĆ
Zdaniem nauczyciela dyrektor Staśkowiak naraziła gminę na potężne koszty.
- Są to koszty kilkudziesięciu tysięcy złotych, ponieważ wypłacono mi odprawę, zatrudniono na moje miejsce osoby, które miały nadgodziny, z tym też się wiążą wszystkie sprawy socjalne, trzynastek i innych dodatków. Mało tego, pani dyrektor naraziła gminę na kompromitację, bo jeżeli sąd cztery razy proponuje ugodę i ja ze swoim adwokatem na tę ugodę przystawaliśmy, przyjmując nawet pół etatu, to pani dyrektor nie chciała się na to zgodzić. Powiedziała, że nie widzi żadnej możliwości współpracy ze mną i nie widzi w ogóle też tego, jak miałbym wrócić do pracy w szkole. Jeżeli burmistrz pozwoli pani dyrektor się odwoływać i nadal narażać gminę na koszty, to ja już w ogóle nie będę miał słów, by to wytłumaczyć - dodaje Piotr Posadzy.
Najgorsza rzecz jaka spotkała nauczyciela, to to, że w jego aktach osobowych, które dyrektor szkoły miała obowiązek dostarczyć do sądu brakowało dokumentów, które były tam wcześniej, a Piotr Posadzy miał ich oryginały w domu, m.in. były to dokumenty świadczące o jego kwalifikacjach i osiągnięciach. - Brakowało też tam dokumentu stwierdzającego, że jestem jedyną osobą, która w szkole może prowadzić gimnastykę korekcyjną, co miało znaczenie przy przydziale godzin - opowiada Piotr Posadzy.
Dodaje także, iż już przy wypłacaniu mu odprawy zaproponowano mu 8 godzin nauczycielskich z możliwością dorobienia sobie w innych szkołach na terenie gminy lub po za nią.
- Wysoki sąd zadał pytanie pani dyrektor, jaką gminę stać na to, żeby wypłacić odprawę, jednocześnie zaproponować 8 godzin z możliwością dorobienia w innych szkołach. Pani sędzia spytała jaka jest sytuacja finansowa tej gminy, którą stać na taką rozrzutność - dodaje Piotr Posadzy.
SPRAWIEDLIWOŚĆ
W rozmowie z naszym reporterem Piotr Posadzy mówi, że zawsze swoim uczniom tłumaczył, żeby zawsze stawali w obronie osób słabszych, pokrzywdzonych, żeby mieli odwagę walczyć w słusznej sprawie.
- Wiem, że mi pomaga bieg w maratonie, wiem też, że pomaga mi kochająca rodzina. Do końca jednak w nadziei trzymało mnie jedno stwierdzenie, które powiedział Mahatma Gandhi: „ Na początku cię ignorują, później się z ciebie śmieją, jeszcze później z tobą walczą, a na końcu wygrywasz”. W Strzelnie ludzie widzieli, że dzieje się niesprawiedliwość. Jestem dumny z tego, że miałem tyle sił, żeby pokazać, iż dzieje się niesprawiedliwość. Jak będzie żyła z tym pani dyrektor, to już jest nie mój problem - powiedział Piotr Posadzy.
GMINA STRONĄ PROCESU
28 grudnia, dzień po ogłoszeniu wyroku Piotr Posadzy ponownie pojawił się na sesji budżetowej Rady Miejskiej w Strzelnie.
Mówił m.in. o piśmie burmistrza do sądu, które miało wpłynąć na jego niezawisłość.
- Po prostu skandal. Na początku pan burmistrz sam mówi, żebym szukał sprawiedliwości w sądzie, a po pół roku już zajmuje stanowisko w sprawie. Staje się trzecią stroną tego procesu. Ja myślałem, że walczę tylko z panią dyrektor o dobre imię, o to, żeby mnie przywróciła do pracy. Nie myślałem, że będę jeszcze walczył z panem burmistrzem, którego prosiłem wcześniej o pomoc. Pamiętam panie burmistrzu nasze pierwsze spotkanie. Przyszedł pan do nas do szkoły jeszcze z panem Majkutem (ówczesny przewodniczący Rady Miejskiej przyp. mal). Pan Majkut powiedział wtedy słowa, które chyba nawet nie zdawał sobie sprawy, że kiedyś będą to słowa prorocze. Powiedział wtedy: „ Nie przyszliśmy robić tutaj Ciemnogrodu...”. Jakby wiedział, że wypowiada prorocze słowa, że dosłownie mamy tutaj Ciemnogród nie raz - mówił podczas sesji Piotr Posadzy.
Burmistrz Matczak tłumaczył, że samorządy muszą dopłacać nauczycielom, którzy nie pracują w pełnym wymiarze godzin, jeśli w swoich grupach zawodowych nie osiągają wskaźników nadanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. W ubiegłym roku, jak mówił burmistrz, gmina Strzelno do nauczycieli mianowanych dopłaciła 60 tys. zł i żeby właśnie unikać tych dopłat, gmina proponuje tym nauczycielom nadgodziny.
- Jest mniej uczniów, mniej oddziałów, no i niestety nauczyciele będą musieli odchodzić. Jeżeli każdy się odwoła i wygra tak, jak pan Posadzy, to będziemy musieli tworzyć dodatkowy fundusz płac dla ludzi, dla których nie ma roboty. Nie wiem jak to się zakończy - mówił burmistrz.
KONSEKWENCJE
Piotr Posadzy domagał się od burmistrza konkretnych odpowiedzi w swojej sprawie. - Jedną swoją błędną decyzją, która nie wynikała z niczego innego, jak z woli zemsty za to, że przeciwstawiłem się, że walczyłem w obronie nauczycieli, pani dyrektor pozbawiła gminę kilkudziesięciu tysięcy złotych. Czy pan burmistrz zamierza wyciągnąć konsekwencje służbowe w stosunku do dyrektor Mieczysławy Staśkowiak - pytał.
Burmistrz twierdził, że czeka za uzasadnieniem wyroku: - Jeżeli będzie ewidentna wina pani dyrektor, to do sprawy powrócę. Czekamy na wyjaśnienia sądu, na uzasadnienie wyroku. O ile wiem, jest to wyrok pierwszej instancji.
Po sesji Piotr Posadzy powiedział naszemu reporterowi, że będzie domagał się od dyrektor Mieczysławy Staśkowiak oficjalnych przeprosin.
- Dlatego, że pani dyrektor zniesławiła mnie, naraziła moje dobre imię i moje dobra osobiste, a także dlatego, że mój zawód jest zawodem wysokiego zaufania społecznego, a pani dyrektor za pośrednictwem prasy przedstawiła mnie w świetle bardzo niekorzystnym. No niestety są to już sprawy z artykułu 212 k.k. o zniesławienie. Jako człowieka jest mi bardzo żal pani dyrektor, bo każda władza sprawowana w taki sposób deprawuje. Pani dyrektor zapomniała, że szkoła, to nie budynki, to ludzie, którzy ją tworzą - dodał Piotr Posadzy.
BĘDZIE APELACJA
- Wyrok przywracający pana Posadzy do pracy nie jest prawomocny, składamy więc apelację. Wyrok, który zapadł nie przystaje do realiów szkoły. Procedury są wdrażane, coś więcej będę mogła powiedzieć później - powiedziała nam dyrektor szkoły Mieczysława Staśkowiak.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1091 (2/2013)
Więcej informacji:
- Ja otrzymałem wypowiedzenie, a moi koledzy nadgodziny
Odszkodowanie bez możliwości przywrócenia do pracy
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze