Reklama

14 pracowników obsługi ma być zwolnionych ze szkół

Zwalnianych pracowników obsługi ze szkół gminy Jeziora Wielkie wspierają dyrektorzy szkół i nauczyciele, którzy tłumnie przyszli na sesję
            fot. Sławomir Gacek

     14 pracowników obsługi ma być zwolnionych ze szkół
     W obronie zwalnianych pracowników obsługi stanęli dyrektorzy szkół i nauczyciele. Wójt Marek Maruszak zapowiada, że nie zmieni zdania. Radni przekonują, że o sprawie dowiedzieli się z plotek.

     LIST DO DYREKTORÓW SZKÓŁ
     Gmina Jeziora Wielkie ma około 7.000.000 zł długu. Władze szukają oszczędności, gdzie tylko mogą. Ostatnie jednak posunięcie wójta Jezior Wielkich Marka Maruszaka wywołało niezadowolenie i protesty. Wójt skierował 28 sierpnia pismo do dyrektorów szkół na terenie gminy, w którym zwraca się z poleceniem zwolnienia pracowników obsługi oraz księgowych. W sumie 14 pracowników miałoby stracić pracę, a 5 księgowych miałoby mieć zmienione warunki zatrudnienia i płacy. Oficjalna przyczyna zwolnień brzmi: "likwidacja stanowisk pracy". Wszyscy w szkołach zdają sobie jednak sprawę, że żadnej likwidacji stanowisk nie będzie, bo szkoły się same nie posprzątają, a dzieci nie zaopiekują się sobą w gimbusach. Wójt nie ukrywa, że w miejsce zwolnionych zostaną przyjęci pracownicy interwencyjni.
     MA TO DAĆ OSZCZĘDNOŚCI
     Zwolnienia mają przynieść oszczędności budżetowe w wysokości około 220.000 zł. A docelowo około 400.000 zł. Zwolnienia w oświacie, to nie jedyne jakie się szykują. Wójt Maruszak oficjalnie zapowiedział, że w niedługim czasie również dyrektorzy innych zakładów budżetowych otrzymają podobne pisma, jak dyrektorzy szkół. Będą więc kolejne zwolnienia.
     12 z przewidzianych do zwolnienia pracowników ma pełne etaty. 2 pracuje na część etatu. Księgowe z kolei, po zwolnieniu otrzymają ponownie umowy, ale na innych warunkach. Zmalałby ich czas pracy i tym samym pensje.
     IDĄ NA ZWOLNIENIE
     Wieść o decyzji wójta rozeszła się po gminie lotem błyskawicy. Osoby, które miałyby zostać zwolnione, trafiły na zwolnienia lekarskie. Tylko dwie z księgowych przyjęły wypowiedzenia. Reszta osób postanowiła walczyć o swoje miejsca pracy.
     Nie tylko jednak zwalniani pracownicy są oburzeni decyzją wójta. Dyrektorzy placówek oświatowych są zaskoczeni posunięciem Marka Maruszaka i z dezaprobatą podchodzą do pomysłu zwolnienie swoich pracowników, z których niektórzy mają przepracowane nawet 31 lat czy 25 lat.
     Od pracownic, które mają być zwolnione reporter "Pałuk" usłyszał, że nikt nie ma pretensji do dyrektorów, bo to nie ich pomysł. Podkreślają, że mają wsparcie od swoich szefów. Choć wiedzą, że jeśli wójt nie ustąpi, to właśnie oni wręczą im wypowiedzenia, które już leżą w ich teczkach osobowych. Także nauczyciele stają murem za pracownikami.
     NA SESJI O ZWALNIANYCH PRACOWNIKACH
     O sprawie zwolnień pracowników obsługi szkół dyskutowano ostro podczas sesji Rady Gminy, we wtorek 30 sierpnia. Część przewidzianych do zwolnienia pracowników, którzy są na chorobowym, ale mają zaznaczone w zwolnieniach lekarskich, że nie muszą leżeć - przyszli na sesję. W komplecie stawili się dyrektorzy szkół, nie zabrakło nauczycieli. Dyrektorzy przyszli na sesję, bo miano omawiać stan przygotowań do nowego roku szkolnego. Wiadomo jednak było, że tematem dominującym będzie decyzja wójta Marka Maruszak dotycząca zwolnień. Jeszcze przed rozpoczęciem obrad dyrektorzy wyrażali swój całkowity brak akceptacji dla decyzji wójta. Znalazło to potwierdzenie na sesji. 
     Dyrektorzy - jak mówią - zostali postawieni w sytuacji bez wyjścia. Dostali polecenie służbowe i muszą je wykonać. Choć bronią się przed nim jak mogą, bo to oni mają wręczyć wypowiedzenia. Dyrektor SP w Jeziorach Wielkich Krzysztof Laskowski mówi, że to co się stało jest przerażające. Żaden dyrektor się nie kwapi, aby wręczać swoim pracownikom zwolnienia. Znają tych ludzi od dawna i cenią, niektórzy pracują w szkołach dłużej niż oni są dyrektorami i nauczycielami. Orientują się w ich sytuacji materialnej i rodzinnej. Zresztą: - "Jak mamy to zrobić" - pytał dyrektor SP Rzeszynek Stanisław Osięglewski - "skoro wszyscy są na chorobowym". Dyrektor SP Rzeszynek dodał, że starszy wizytator Kuratorium Oświaty Radosław Trepiński, gdy się o całej sprawie dowiedział, był zszokowany. Stanisław Osięgłowski zauważył, że cała ta sytuacja źle wpływa na pracę szkół.
     CZY TO NIE ŁAMANIE PRAWA
     Dyrektor SP Wójcin Alicja Ossowska wyraziła obawy, czy nie przygotowani pracownicy interwencyjnie poradzą sobie z nowymi zadaniami w szkołach. Powiedziała, że obecni pracownicy są osobami zaufanymi i sprawdzonymi, że można na nich polegać. Dyrektor gimnazjum we Włostowie Marian Żuchowski stwierdził, że oszczędności poczynione na pracownikach wcale nie będą tak duże, jak się zakłada. Zwrócił uwagę, że jako przyczynę zwolnień podaje się likwidację stanowisk, a jednocześnie będzie się zatrudniać pracowników interwencyjnych na tych samych stanowiskach. Zdaniem dyrektora może to doprowadzić do łamania prawa.
     WÓJT MÓWI, ŻE SIĘ NIE COFNIE
     Wójt Maruszak zapewniał na sesji, że do pracy w szkole nie trafi nikt przypadkowy, bez odpowiednich kwalifikacji. Podobnie nikt przypadkowy - zdaniem wójta - nie będzie opiekował się dziećmi w autokarach. Marek Maruszak informował, że zwolnieni pracownicy pójdą na zasiłki, a po roku wrócą na swoje stanowiska. Stwierdził, że nie może wycofać się z decyzji, choć zdaje sobie sprawę, że jest ona niepopularna, ale w jego ocenie innej drogi nie ma. Stwierdził, że wycofa się ze swojej decyzji, jeśli tylko ktoś wskaże mu inną drogę zaoszczędzenia pieniędzy.
     W OBRONIE STAJE ZNP
     Zarówno zwalniani pracownicy, dyrektorzy, jak i część rodziców napisała do wójta pisma, aby ten się zastanowił i nie próbował szukać oszczędności na grupie ludzi najsłabiej zarabiającej.
     Bardzo mocna w obronie przewidzianych do zwolnienia pracowników stanęła Sabina Modracka z ZNP. Szefowa związku mówi, że to co się stało jest wysoce nieetyczne, a pieniądze zaoszczędzone w ten sposób na pewno nie uzdrowią sytuacji gminy. Apelowała do wójta, aby ten wycofał się z decyzji i szukał oszczędności w innych miejscach, a nie kosztem najsłabiej zarabiających i jedynych żywicieli rodziny. Sabina Modracka zwróciła się do radnych z pytaniem, jakie jest stanowisko radnych w tej sprawie.
     RADNI DOWIEDZIELI SIĘ Z PLOTEK
     Na pytanie opowiedziała tylko Dorota Woźniecka. Radna stwierdziła, że dowiedziała się o pomyśle wójta od znajomych i jest nim zbulwersowana. Dodała, że jest zdziwiona, że uderza się w najsłabszych. Wskazała, że powtarza się sytuacja, że radni dowiadują się o ostatni o tym co się dzieje w gminie, a ludzie mają do nich pretensje, że widzą o sytuacji a nic nie robią. Jolanta Kowalska z komisji oświaty w rozmowie z "Pałukami", zapytana czy wójt konsultował z komisją decyzję i jakie jest jej stanowisko jako szefowej komisji, odpowiedziała, że oficjalnie o sprawie redukcji zatrudnienia dowiedziała się na sesji. Wcześniej słyszała o zamiarach wójta, ale z plotek. Przewodnicząca komisji stwierdziła, że  ufa w to, iż wójt Marek Maruszak wie co robi i wykorzystuje swoje kompetencje.
     Przewodniczący Rady Gminy Roman Skowron stwierdził, że Rada Gminy zobowiązała wójta do szukania oszczędności oraz, że to wójt odpowiada za finanse gminy.
     Przewodnicząca ZNP pytała: - "Dlaczego stawia się dyrektorów w tak trudnej dla nich sytuacji?" Wójt wyjaśnił, że jest to jego decyzja i nie zamierza zrzucać winy na nikogo. Irena Dolata, szefowa ogniska ZNP w Gimnazjum we Włostowie zapewniła, że jeśli wójt się nie wycofa z tej decyzji, to związek i pracownicy będą walczyć o swoje prawa. W rozmowie "Pałukami" dodała, że prowadzone są rozmowy z szefostwem związku, zmierzające do udzielania pracownikom pomocy.
     CO Z DOWOZEM DZIECI DO SZKÓŁ?
     Melania Kranc, dyrektor SP Siedlimowo, wyraziła niezadowolenie z faktu, że wójt wymaga od dyrektorów zapewnienia dowozu dzieci do szkół w sytuacji, kiedy rok szkolny rozpoczyna się za kilka dni, a pracownicy zagrożeni zwolnieniem poszli na chorobowe. Wójt usłyszał, że podjął już decyzję, a teraz ceduje jej realizację na dyrektorów placówek oświatowych.
     NAROBILI ZAMIESZANIA, BO POSZLI NA CHOROBOWE
     Wójt Maruszak uważa, że to właśnie poprzez zwolnienia chorobowe pracowników, doszło do zamieszania na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego. Jego zdaniem każdy pracownik otrzymałby okres wypowiedzenia, w którym normalnie by pracował, a przez ten czas przygotowani zostaliby pracownicy interwencyjnych. Dyrektor Szkoły Podstawowej w Siedlimowie Melania Kranc nie dawała za wygraną. Pytała, co by zrobił wójt, gdy dowiedział się, że jego stanowisko pracy zostaje zlikwidowane, a on ma być zwolniony?
     Marek Maruszak stwierdził, że w tej sytuacji jaka się wytworzyła, trzeba zatrudnić pracowników na umowy zlecenie, do czasu aż sytuacja zostanie wyjaśniona. Dyrektorzy wskazali, że na zatrudnienie na umowy zlecenie potrzebne są kolejne pieniądze, tylko skąd je wziąć skoro budżet oświaty jest jaki jest. Po raz kolejny wskazywali, że nie będzie miał się kto opiekować dziećmi dowożonymi do szkół.
     WÓJT: TRUDNA DECYZJA
     Marek Maruszak w rozmowwie z "Pałukami" powtórzył to, co mówił na sesji, że jest to trudna decyzja, ale konieczna. Zapewnił, że na pewno nie sprawia mu ona radości, ale się z niej nie wycofa. Przyznał, że z braku czasu nie prowadził rozmów z radnymi. Dodał, że jeśli ktoś wskaże jak zaoszczędzić pieniądze w budżecie, to on z radością wycofa się ze zwalniania pracowników.
     Pracownicy, którzy mają zostać zwolnieni mówią "Pałukom", że nie ustąpią i mając wsparcie związków i środowiska nauczycielskiego będą walczyć do końca. Wczoraj, w środę 31 sierpnia odbyło się spotkanie z przedstawicielami władz wojewódzkich ZNP, na którym omówiono sytuację pracowników, którzy mają zostać zwolnieni.

Sławomir Gacek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 707 (35/2005)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości