Reklama

Przeżyli razem pół wieku (wideo + zdjęcia)

W gronie szczęśliwych i wzruszonych par znaleźli się: Adela i Henryk Szałajko z Wronowych, Maria i Tadeusz Latosińscy ze Strzelna oraz Zofia i Mieczysław Wojasińscy z Wymysłowic. Jaka jest ich recepta na udany związek? Kochać się i zawsze pamiętać, że najważniejszy jest kompromis.

25 kwietnia w sali sesyjnej Urzędu Miejskiego w Strzelnie gościły pary małżeńskie, które ponad pół wieku temu z przekonaniem wypowiedziały sakramentalne tak. Na uroczystości pojawili się Jubilaci, którzy związek małżeński zawarli w 1972 roku.

Po 50 latach małżeństwa, za wytrwałość i wspaniały przykład dla młodych ludzi zostali uhonorowani medalami prezydenta Rzeczpospolitej Polski. Jubilaci odebrali nie tylko szczere życzenia i kwiaty, ale także okolicznościowe grawertony ufundowane przez burmistrza Strzelna Dariusza Chudzińskiego.

Spotkanie rozpoczęła kierownik USC Joanna Stranc, która zaznaczyła, że 50. rocznica zawarcia związku małżeńskiego, to niezwykle piękna uroczystość. Następnie małżonkowie podając sobie prawe ręce złożyli wzajemne podziękowania za zgodne, szczęśliwe i trwałe małżeństwo. Z życzeniami wystąpił również burmistrz Dariusz Chudziński, który pogratulował Jubilatom długich lat wspólnego życia, życzył wszystkim parom zdrowia, wszelkiej pomyślności, pogody ducha i doczekania następnych pięknych jubileuszy. - Jesteście ludźmi, którzy nas zbudowali. Jakich nas wychowacie, takich nas macie. Dzisiaj spotykamy się w miejscu, które jest centrum gminy, która się bardzo dynamicznie rozwija, i to dzięki wam. Ale cały czas wracamy do historii, bo historia to fundament i wyznacznik naszego postępowania. Bo to wy nas wychowaliście. Gratuluję tak pięknego jubileuszu, to na fundamentach, które wy zbudowaliście budujemy nowoczesne, przyjazne mieszkańcom Strzelno. Tworzymy wspólnie jedną, wielką rodzinę i fantastyczne miasto z korzeniami - mówił burmistrz. Do życzeń dołączyła też wiceprzewodnicząca Rady Miejskiej Emilia Walkowiak wręczając Jubilatom listy gratulacyjne oraz kwiaty, a także przewodniczący Rady Miejskiej Piotr Dubicki, który obdarował Jubilatów okolicznościowymi grawertonami.

W imieniu Jubilatów za przygotowaną dla nich uroczystość ze łzami w oczach dziękował Tadeusz Latosiński. Natomiast drugi z Jubilatów Henryk Szałajko umilił czas zebranym wykonaniem kilku piosenek biesiadnych przy akompaniamencie Waldemara Krystkowiaka.

Następnie przy symbolicznej lampce szampana odśpiewano jubilatom Sto lat. Przy jubileuszowym torcie ufundowanym przez Urząd Miejski oraz kawie i muzyce, którą grając na akordeonie zapewnił Waldemar Krystkowiak i śpiewie Patrycji Lewandowskiej dostojne pary małżeńskie opowiadały o tym, jak przeżyły ten bardzo długi okres, który ich zdaniem nie zawsze usłany był różami, a często okraszony zmęczeniem. Jednak bardzo szczęśliwy. Jaka jest zatem recepta na długowieczne szczęście we dwoje? Odpowiedź była jedna, że nie istnieje recepta na małżeństwo doskonałe. Ich zdaniem prawdziwa miłość, wzajemne poszanowanie, dobry humor i odrobina małżeńskiej niezgody, to czynniki wpływające na wspólne przeżycie długich lat.

ADELA I HENRYK SZAŁAJKO



Adela i Henryk Szałajko od urodzenia mieszkają we Wronowych. Poznali się już w wieku przedszkolnym, gdyż ich domostwa dzieliła tylko szosa. W związku z tym często razem się bawili. - Mąż mnie z balkonu obserwował. Zawsze mówił, że jak szłam na pociąg to tak stukałam korkami, że zaraz wiedział, że to ja idę - powiedziała pani Adela. Po czym dodała, że zanim zostali parą, to ona miała też innego kolegę, a pan Henryk inną koleżankę, ale ich drogi się zeszły. - Jednak stara miłość nie rdzewieje i tak wyszło - powiedzieli zgodnie. Po latach znajomości ich znajomość przekształciła się najpierw w wielką przyjaźń, a później w miłość, którą 15 lipca 1972 roku przypieczętowali zawarciem związku małżeńskiego. Najpierw w USC w Strzelnie, a następnie w parafialnym kościele we Wronowych.

- Tak jej pilnowałem, że nie dopuściłem tam żadnego innego - opowiada pan Henryk. Małżeństwo wychowało dwoje dzieci Beatę i Mirosława. Doczekali się 4 wnucząt: Bartka, Karoliny, Kacpra i Wiktora. Pani Adela pracowała w kuchni Restauracji Piastowska w Strzelnie oraz w kuchni przedszkola we Wronowych, natomiast pan Henryk pracował jako kierowca w PKS w Inowrocławiu. Ponadto gospodarzyli na ziemi odziedziczonej po rodzicach. Dodatkowo pan Henryk udziela się społecznie w miejscowej jednostce OSP, gdzie obecnie pełni funkcję prezesa. Małżeństwo spytane przez nas o receptę na długie pożycie małżeńskie odpowiedziało, że trzeba się szanować, zawsze umieć wybaczać i zawsze darzyć się miłością. - Dąsy też były, ale szybko mijały. Nie mieliśmy łatwo, najpierw żona chorowała, ja chorowałem. Przeżyliśmy też rodzinną tragedię, ale przetrwaliśmy, i tak, jak się mówi na dobre i na złe, ale razem. Oby dalsze lata upłynęły nam szczęśliwie i w zdrowiu - usłyszeliśmy.

MARIA I TADEUSZ LATOSIŃSCY

Maria i Tadeusz Latosińscy z córką Małgorzatą, synem Witoldem, zięciem Jędrzejem Karczewskim, siostrą pani Marii - Ireną Szkodą, siostrzenicą Dorotą Okońską i siostrzeńcem, a zarazem burmistrzem Strzelna Dariuszem Chudzińskim i przewodniczącym Rady Miejskiej Piotrem Dubickim, wiceprzewodniczącą Rady Miejskiej Emilią Walkowiak oraz kierowniczką USC Joanną Stranc fot. Magdalena Lachowicz

Maria i Tadeusz Latosińscy pochodzą i mieszkają w Strzelnie. Poznali się, gdy pani Maria miała 14 lat. Pan Tadeusz pracował wtedy w Państwowym Ośrodku Maszynowym, który wówczas znajdował się w miejscu obecnej Biedronki w Strzelnie. Rozwoził pracowników i codziennie widział młodziutką Marię, jak chodziła do szkoły. Już wtedy bardzo mu się podobała. Ich znajomość trwała 7 lat, zanim się pobrali. Pan Tadeusz wspomina ten czas ze łzami w oczach. - Moja najdroższa miała 14 lat, chodziła do siódmej klasy szkoły podstawowej, ja miałem wtedy 18 lat. To było jeszcze zanim poszedłem do wojska. 7 lat żeśmy się zapoznawali, a potem był ślub - opowiada pan Tadeusz.

Związek małżeński zawarli 26 sierpnia 1972 roku, najpierw w USC w Strzelnie i tego samego dnia w strzeleńskiej bazylice. Wychowali troje dzieci: Waldemara, Małgorzatę i Witolda. Doczekali się trzech wnuczek: Klaudii, Kingi i Martyny. Pan Tadeusz pracował w POM w Strzelnie. Pracę zawodową przerwała mu służba wojskowa. W wojsku służył półtora roku, został zwolniony po tym, jak miał wypadek, podczas którego przestrzelono mu dłoń. Po powrocie z wojska pracował w Janikowskich Zakładach Sodowych w Janikowie, a następnie przez 23 lata w GS Samopomoc Chłopska w Mogilnie. Od 1995 roku do chwili obecnej prowadzi własną działalność handlową. Pani Maria prowadziła dom i zajmowała się wychowywaniem dzieci.

Jako receptę na szczęśliwy i długi związek małżeński państwo Latosińscy podają wzajemny szacunek i miłość. - Czym dłużej z sobą jesteśmy, tym stajemy się do siebie bardzo podobni. Nawet myśli mamy te same - mówią oboje.

ZOFIA I MIECZYSŁAW WOJASIŃSCY

Reklama

Zofia i Mieczysław Wojasińscy z córkami Jolantą Fredyk i Wioletą Matczak oraz wnuczętami Faustyną i Fabianem oraz burmistrzem Strzelna Dariuszem Chudziński, przewodniczącym Rady Miejskiej Piotrem Dubickim, wiceprzewodniczącą Rady Miejskiej Emilią Walkowiak oraz kierowniczką USC Joanną Stranc fot. Magdalena Lachowicz

Zofia i Mieczysław Wojasińscy mieszkają w Wymysłowicach. Poznali się na zabawie w pobliskim Ciechrzu. - Kiedyś, jak nie było telewizorów, to się całymi grupkami na seanse filmowe do Ciechrza, do kina chodziło, ponadto było tam bardzo dużo organizowanych zabaw, więc też tam chodziliśmy. I tak jeden taniec, potem drugi i tak się zaczęło. Ale jeszcze zanim zostaliśmy parą, to ja zawsze mówiłam do swoich koleżanek, że wszystkich chłopaków z wioski bym chciała, tylko nie Mieczka, a tu widzi pani Mieczek został jednak moim mężem. Jak to los  jest nam nieznany - opowiada pani Zofia. Natomiast pan Mieczysław dodał, że jemu miłość z panią Zofią, to Cyganka wywróżyła. - Najpierw była jakaś blondyna, ale potem wywróżyła, że ma być właśnie ta i ta została. Nie było już odwrotu - dodał pan Mieczysław. Swoją wielką miłość przypieczętowali zawarciem 9 września 1972 roku związku małżeńskiego. Najpierw w USC w Strzelnie i tego samego dnia w kościele parafialnym w Markowicach. Małżeństwo wychowało 4 dzieci: Roberta, Jolantę, Dariusza i Wioletę. Są szczęśliwymi dziadkami dla: Patryka, Mateusza, Filipa, Faustyny i Fabiana.

Pan Mieczysław pracował 12 lat w Janikowskich Zakładach Sodowych w Janikowie jako spawacz, później przeszedł do pracy na odziedziczonym po rodzicach 11-hektarowym gospodarstwie rolnym i dodatkowo pracował w firmie Pe-Gaz w Mogilnie. Pani Zofia pracowała w domu i pomagała mężowi w gospodarstwie.

Jako receptę na szczęśliwy, trwały i długoletni związek małżeństwo podało wyrozumiałość i wzajemny szacunek. - Nie ma małżeństw, w których nie dochodzi do sprzeczek, ale trzeba umieć się pogodzić, umieć wybaczać. W związku muszą być dwa bieguny jak magnez, które się przyciągają. Dodatkowej motywacji dają dzieci oraz wnuki, dla nich warto i trzeba wspólnie żyć i darzyć się miłością - powiedzieli małżonkowie.

Złote pary z rodzinami i władzami miasta fot. Magdalena Lachowicz















































Reklama

 

Magdalena Lachowicz

 

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości