Reklama

Bracia poparzeni zupą

Tragedia w rodzinie Aleksandry i Tomasza Zbieranków w Mogilnie
     Bracia poparzeni zupą
     14-miesięczny Filip ma poparzenia sięgające 80% powierzchni ciała. Przebywa od miesiąca w śpiączce farmakologicznej, aktualnie w szpitalu w Szczecinie. 4-letni Jakub ma 40% poparzonego ciała. Po 3-tygodniowym leczeniu w Bydgoszczy wrócił 8 lipca do domu.

4-letni Jakub wrócił ze szpitala do domu w piątek 8 lipca. Poparzone miał około 40% powierzchni ciała. Teraz czeka go długotrwała bolesna rehabilitacja a rodziców ogromne koszty leczenia obu poparzonych synów.
                     fot. Marek Holak

     Mama chłopców Aleksandra Zbieranek opowiada reporterowi, że 15 czerwca był zwyczajnym dniem i nic nie zapowiadało tragicznych zdarzeń. Przygotowywała akurat obiad. Wraz z nią w domu przebywało troje z siedmiorga dzieci: 10-letnia Julia, 4-letni Jakub i niespełna wówczas 14-miesięczny Filip. Pozostałe dzieci: 15-letnia Patrycja, 13-letni Szymon, 12-letni Bartosz i 6-letnia Wiktoria były w szkole i przedszkolu. Z kolei mąż Tomasz Zbieranek pracował dorywczo nieopodal domu.
      KOLANAMI NA PIEKARNIK
      - Smażyłam akurat ryby. Nazbierało mi się trochę naczyń, więc postanowiłam je umyć. W międzyczasie nastawiłam zupę na obiad. Zdążyłam wrzucić porcję rosołową i warzywa, i to się zagotowało. Młodszy syn Filip cały czas był przy mnie. Zaglądał do kuchennych szafek, rozrzucał ziemniaki i cebulę. Natomiast Kuba i Julka bawili się w pokoju. W pewnym momencie Kuba musiał skorzystać z toalety. Aby się do niej dostać musiał przejść przez kuchnię. W tym czasie Filip otworzył piekarnik. Kuba wychodząc z łazienki zobaczył otwarty piekarnik i postanowił przyłączyć się do zabawy, wchodząc kolanami na piekarnik. Wówczas cały piecyk się podniósł i zupa poleciała na chłopców. To był ułamek sekundy. Łapałam garnek, poparzyłam ręce, ale tragedii nie zdążyłam zapobiec - opowiada z przejęciem mama poparzonych chłopców.
      POD WODĘ, PO KARETKĘ
      Pani Aleksandra posłała błyskawicznie Julkę po męża. - Sama natomiast zaniosłam Filipa do wanny i zaczęłam polewać go zimną wodą z prysznica. Zdążyłam go też rozebrać. Mąż przybiegł błyskawicznie i do wanny przyniósł Kubę, żeby również polać go wodą - opowiada.
      Pan Tomasz zadzwonił też na pogotowie. Karetki nie było akurat w Mogilnie. - Na szczęście karetka ze Strzelna była w okolicy, więc szybko przyjechała. Z pomocą przyszły też sąsiadki. Zanim przyjechali ratownicy przeniosłam Filipa do pokoju, gdzie robiłam mu zimne okłady. W kuchni było to niemożliwe, bo na podłodze była kałuża przez tą rozlaną zupę.
      - Jesteśmy ogromnie wdzięczni za pomoc zarówno ratownikom ze Strzelna, jak i sąsiadkom. Nie wiem jak poradzilibyśmy sobie bez ich pomocy - mówi Aleksandra Zbieranek. 
      Ostatecznie rodzeństwo trafiło do Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. dr. Jana Biziela w Bydgoszczy na Oddział Chirurgii Dziecięcej z Pododdziałami Urologii i Leczenia Oparzeń. Młodszego chłopca przetransportowano śmigłowcem, a jego brata przewieziono karetką.
      CIĘŻKIE POPARZENIA
      U 14-miesięcznego Filipa przyjętego w bardzo ciężkim stanie stwierdzono oparzenie termiczne okolicy głowy, twarzy, tułowia, kończyn II i III stopnia. Miał poparzenia około 80% całkowitej powierzchni ciała. Poparzony był także przedsionek jamy ustnej, miał niewydolność oddechową oraz zapalenie płuc. Miejsca niepoparzone na ciele Filipa, to część twarzy, szyi oraz okolice narządów płciowych, czyli tam gdzie miał pampersa. Z kolei u 4-letniego Jakuba przyjętego w stanie ogólnym średnio-ciężkim stwierdzono oparzenie termiczne III stopnia wielu okolic ciała: głowy, szyi, klatki piersiowej, kończyn dolnych, kończyny górnej lewej. Poparzone miał łącznie około 40% całkowitej powierzchni ciała.

14-miesięczny Filip Zbieranek jeszcze przed tym, jak wylała się na niego gorąca zupa
               fot. Tomasz Zbieranek

      W ŚPIĄCZCE
      Obydwu chłopców wprowadzono w śpiączkę farmakologiczną. Młodszego dodatkowo podłączono do respiratora oraz podjęto działania w kierunku szoku pooparzeniowego.
      - Lekarze nie wiedzieli jak Filip zareaguje. Przyznali, że ponad 90% dzieci z takimi poparzeniami nie udaje się uratować. Można powiedzieć, że to cud, że nasz młodszy syn żyje - dodał tata chłopców Tomasz Zbieranek.
      Od tej pory życie całej rodziny podporządkowane zostało chorobie synów. - Nie ma się co oszukiwać. Stan zdrowia Filipa jest bardzo ciężki, a Kuby też poważny, bo to jest powyżej przeciętnej. Jeśli chodzi o opiekę w szpitalu, była super. Lekarze i pielęgniarki robili co mogli żeby pomóc naszym synom - usłyszeliśmy od pani Aleksandry. 
      ŚMIGŁOWCEM DO SZCZECINA
      Po tygodniu od wypadku, czyli 21 czerwca, młodszy z synów Filip został przetransportowany śmigłowcem do Szpitala Dziecięcego Oddział Chirurgii w Szczecinie.
      - Przeniesienie naszego syna do szpitala w Szczecinie związane jest z tym, że jest tam lepszy sprzęt, warunki oraz możliwości. Filip leży w sterylnej sali, gdzie mogą wchodzić tylko nieliczni. My również nie możemy tam przebywać. Całe ciało Filipa to jedna wielka rana. Tak naprawdę to każdy pyłek może mu zrobić wielką krzywdę. Część ran oparzeniowych po wycięciu tkanek martwych pokryto przeszczepami skóry, którą lekarze pobrali z główki Filipa, pośladków i okolic pachwiny. Lekarze powiedzieli nam, że wszystkie wykonane do tej pory przeszczepy przyjęły się i goją się ładnie. Najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu będziemy mogli zobaczyć małego, ale tylko przez 5 minut i to w dodatku przez szybę - powiedziała Aleksandra Zbieranek.
      14-miesięczny Filip cały czas jest w śpiączce farmakologicznej, ze względu na to, że nie zostały jeszcze wykonane wszystkie zabiegi. Czeka go m.in. przeszczep skóry klatki piersiowej. Przez ten okres czasu, lekarze jeden raz na chwilę wybudzili chłopca ze śpiączki. - Chcieli zobaczyć, czy samodzielnie oddycha. Nie oddychał jednak w pełni, więc ponownie podłączono go do respiratora. Rany na szczęście goją się. Jedno płuco też jest już wyleczone. Na drugim jest jeszcze śluz, ale z czasem po opanowaniu drugiego płuca i po wykonaniu wszystkich przeszczepów ponownie wybudzą Filipa ze śpiączki farmakologicznej i spróbują odłączyć od respiratora - dodaje pan Tomasz.
Jak tylko stan Filipa trochę się polepszy, to wróci on z powrotem do Szpitala im. dr. Jana Biziela w Bydgoszczy, na dalsze leczenie.
      - Jeśli tylko będę mogła być z synem, to do niego pojadę, ale jeszcze nie wiem, kiedy to nastąpi. Muszę przyznać, że wcześniej nigdy nie miałam styczności z oparzeniami tego stopnia. Na podstawie przebiegu leczenia moich dzieci widzę dopiero jak to wszystko wygląda. Najgorsze w tym wszystkim jest czekanie, a szczególnie te pierwsze chwile zaraz po wypadku, kiedy lekarze nie wiedzieli co będzie dalej - dodała nasza rozmówczyni.
      JAKUB W DOMU
      Starszy z oparzonych synów 4-letni Jakub wrócił do domu 8 lipca, po 3-tygodniowym pobycie w bydgoskim szpitalu. W tym czasie chłopcu towarzyszyła w szpitalu mama, którą na chwilę w pełnieniu opieki nad synem zastąpiły babcia i ciocia Jakuba.
      4-latek jest po przeszczepie skóry na nogach, rękach i plecach. Po wycięciu tkanek martwiczych pokryto je przeszczepami skóry własnej, pobranej z drugiej ręki i pośladków. Gojenie przeszczepów i miejsc, z których pobierano zdrową tkankę - jak dowiedzieliśmy się od taty chłopców - jest prawidłowe, bez cech zakażenia.
      W chwili obecnej rodzina dwa razy w tygodniu jeździ na kontrole do Bydgoszczy, bowiem Jakub jest pod stałą opieką lekarzy Oddziału Chirurgii Dziecięcej z Pododdziałami Urologii i Leczenia Oparzeń. - Kształtowanie blizn może trwać nawet 2 lata. Ten proces trzeba obserwować - mówi mama chłopca.
      DROGIE LECZENIE
      Poza tym Jakub dwa razy dziennie musi mieć zmieniane opatrunki. Rodzice zużywają ogromną ilość gazików, ponieważ tylko na jedną nogę potrzeba aż 10 gazików na 1 opatrunek. Do tego musi być maść - obecnie używają witaminowej, która nie jest zbyt droga. Niebawem będą ją musieli zmienić na maść, która kształtuje blizny. Jedna tubka tej maści kosztuje około 50 zł i nie wystarczy na długo. Zarówno Jakub, jak i Filip, będą także musieli nosić specjalne ubranka uciskowe, specjalne opatrunki pod te ubranka i używać maści. - To wszystko wiąże się z ogromnymi kosztami. Pomoc w sprawie ubranek uciskowych oraz opatrunków obiecało nam działające przy bydgoskim szpitalu stowarzyszenie, ale jeszcze nie wiemy na jakich będzie to zasadach. A na chwilę obecną nie da się nic załatwić przez fundację, dopóki nie będzie orzeczenia o niepełnosprawności naszych dzieci. Na zebranie wymaganych dokumentów musimy niestety jeszcze trochę poczekać - przyznała pani Aleksandra.
      W przyszłym tygodniu Jakub rozpoczyna rehabilitację ruchową. Jak zauważył reporter, 4-latek jest pełnym ciepła i życia dzieckiem, i z ogromną pogodą przyjmuje każdy kolejny dzień. Tymczasem, jak mówi jego mama, w szpitalu nie chciał ani jeść ani nawet rozmawiać. Ponadto jak cała rodzina, czeka z utęsknieniem na powrót do domu swojego młodszego brata Filipa.
     RUSZA POMOC
     Gojące się rany u 4-latka wymagają ciągłej pomocy drugiej osoby w codziennych czynnościach, dlatego w tej chwili żadne z rodziców nie może pracować zawodowo. W związku z tym rodzina 4-latka postanowiła zwrócić się do mieszkańców gminy o pomoc w dalszym leczeniu i kosztownej rehabilitacji ich synów. Filipa i Jakuba czeka bardzo długie leczenie.
      Taką pierwszą zbiórkę charytatywną dla oparzonych chłopców przeprowadzono już w SP 2 w Mogilnie. Zebrano m.in. odzież oraz około 200 zł, które przekazano rodzicom. - Ludzie otworzyli nam swoje serca i za to im serdecznie dziękujemy. Nic tak nie cieszy jak życzliwość, szczerość bliskich, ale także dalekich sąsiadów - powiedziała wzruszona mama Kuby.
     Warto dodać, że rodziców w tym trudnym czasie dzielnie wspierają też pozostałe dzieci oraz sąsiedzi. Wszyscy chętni mogą ponadto dokonywać wpłat na konto: Aleksandra Zbieranek, numer konta: 66 1020 1505 0000 0102 0064 5606, tytułem: Filip i Jakub, darowizna na pomoc i ochronę zdrowia. Można również przekazywać m.in. materiały opatrunkowe po wcześniejszym skontaktowaniu się z Aleksandrą Zbieranek pod numerem telefonu komórkowego 605-147-020.

Reklama

Marek Holak

Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1013 (28/2011)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości