Radny opozycji Grzegorz Stochliński chciał, by burmistrz Karol Nawrot konkretnie powiedział radnym - jeżeli ma taką wiedzę - kto i jakie podejmował polityczne działania, by ratować szkołę w Kwieciszewie. Burmistrz odpowiedział bajką. - "Zadałem panu konkretne pytanie, a pan tu czyta jakąś wymyśloną przez siebie bajeczkę (...) niech pan powie kto, o co, do kogo, itd., itd. A nie opowiada nam pan tutaj bajki dla niegrzecznych dzieci". Podobnie zareagował radny Leszek Duszyński: - "Panie burmistrzu, tą bajką to się pan ośmieszył (...) To są pomówienia oczywiście, bo wiemy, kto jest jaką postacią w tej bajce, ale ta pana wypowiedź świadczy o tym, że nadal w sercu nosi pan wielką awersję wobec tych osób, które ośmieliły się bronić tych szkół".
Sesja Rady Miejskiej w Mogilnie 25 kwietnia w dużej części upłynęła ponownie wokół spraw związanych ze szkołami w Kwieciszewie i Strzelcach. Po tym, jak radni podjęli uchwały o zamiarze likwidacji tych szkół, pani kurator decyzję odnośnie szkoły w Strzelcach zaopiniowała pozytywnie, natomiast negatywnie odniosła się do zamiaru likwidacji szkoły w Kwieciszewie.
Radny Leszek Duszyński dziwił się, że ani słowa na temat szkół nie ma w sprawozdaniu burmistrza za okres międzysesyjny. - Dowiadujemy się o tym z mediów, ze środków masowego przekazu - mówił radny - Dla mnie to jest bardzo ważna informacja. Ważniejsza niż to, że pan burmistrz przecinał wstęgę na nowo otwieranym psim parku.
- Wiemy także to, że negatywna decyzja kuratora co do zamiaru likwidacji szkoły w Kwieciszewie tak naprawdę rozwścieczyła burmistrza Mogilna, bo czytałem wypowiedź pana burmistrza, może zacytuję "Nienawidzę i brzydzę się taką polityką, że szkoła w Kwieciszewie musiała zostać" - kontynuował radny Duszyński.

Radny Leszek Duszyński
- Wydaje mi się panie burmistrzu, że w ten sposób obraził pan wszystkie osoby, które stanęły w obronie likwidowanych szkół. Mieszkańcy Kwieciszewa, Strzelec i okolic powinni czuć niesmak wobec pańskiej polityki, uprawianej na kłamstwie, na obłudzie. Bo nazywając się wielkim fanem małych, wiejskich szkół - okłamał pan tych mieszkańców i wszczął pan procedurę likwidacji tych szkół. Mimo, że w kampanii wyborczej rozdając cukierki obiecał pan, że te szkoły nie będą zlikwidowane. Można mieć dużo pretensji do pana polityki, kiedy chowając się za plecami radnych, szczególnie radnych z PSL-u, zrobił pan zwykłą ustawkę, mówiąc, że "to nie ja jestem inicjatorem likwidacji tych szkół", a nawet wcześniej był pan w Kuratorium Oświaty - zarzucał burmistrzowi Leszek Duszyński.
Radny opozycji pytał burmistrza Nawrota, czy to nie jest polityka, że akurat te dwie szkoły były przewidziane do likwidacji. - Czy pan panie burmistrzu nie docierał też do polityków - bo mam takie informacje - lokalnych i też nieco wyżej, aby poparli pana starania w sprawie likwidacji tych szkół - pytał Leszek Duszyński.
- Myślę, że pan radny wiedział szybciej niż ja, jaka jest opinia tak naprawdę odnośnie tych dwóch szkół - odpowiadał radnemu burmistrz Karol Nawrot. Poinformował, że gmina odwołała się od decyzji pani kurator odnośnie szkoły w Kwieciszewie do pani minister oświaty: - Chociaż doskonale wiemy, że pewnie na tym etapie to nic nie da, ale będziemy odwoływać się dalej.
Burmistrz powtórzył, że lubi małe szkoły, ale został wybrany na fotel burmistrza także po to, by działać racjonalnie. - Nie możemy zakłamywać rzeczywistości i się oszukiwać, że szkoła, do której chodzi 36 dzieci w Strzelcach ma sens, czy szkoła w Kwieciszewie, gdzie obok jest wspaniała szkoła w Gębicach - tłumaczył Karol Nawrot.
Burmistrz mówił: - Tak, brzydzę się taką polityką, bo myślę, że każdy z was, każdy z państwa doskonale wie, jak zostało to wszystko zrobione, że Szkoła Podstawowa w Kwieciszewie została i dodał: - Jeżeli chodzi o mnie podjąłbym jeszcze raz taką decyzję, żeby te dwie szkoły po prostu zamykać.
Grzegorz Stochliński chciał, by burmistrz doprecyzował swoją wypowiedź i powiedział jasno, kto jakie działania podejmował, by ratować szkołę w Kwieciszewie.
Burmistrz Karol Nawrot wyszedł po raz drugi na mównicę i... przeczytał radnym bajkę. Nosiła tytuł: Bajka o dwóch kuzynkach i o tym, jak polityka próbowała zmienić los.
Dawno temu, w zielonej krainie zwanej Gminą Mogilno, wśród pól i sadów mieszkały dwie kuzynki. Nie były to jednak zwykłe osoby, lecz dwie stare szkoły.
Pierwsza nazywała się "Strzelusia" ze Strzelec. Była mała i skromna. W jej klasach uczyło się niewiele dzieci, ale każde było dla niej bardzo ważne.
Druga kuzynka nazywała się "Kwiecinka" z Kwieciszewa. Była tylko trochę większa, lecz bardzo zmęczona latami. Jej ściany pękały, schody były zniszczone, a stare okna skrzypiały przy każdym wietrze.
Mieszkańcy krainy zaczęli zauważać, że utrzymywanie obu szkół staje się coraz trudniejsze.
Nowe miejsca dla dzieci
W pobliskim Mogilnie stała duża i dobra szkoła - Szkoła Podstawowa nr 1, gdzie było dużo klas, nauczycieli i miejsca do nauki, szkoła którą wszyscy chwalili za wysoki poziom nauczania.
Dlatego zaczęto mówić: dzieci ze Strzelec mogłyby uczyć się w Mogilnie,
Niedaleko, we wsi Marcinkowo, stała natomiast piękna szkoła zwana Marcinkową Akademią. Była jasna, nowoczesna i pełna dziecięcego śmiechu. Miała duże sale, bibliotekę pełną książek i boiska, na których dzieci mogły biegać do woli.
Dzieci z Kwieciszewa mogłyby się uczyć w Marcinkowie
Dla wielu mieszkańców wydawało się to rozsądne.
Burmistrz, który musiał zdecydować
W centrum gminy mieszkał Burmistrz Mogilna, rządzący pierwszą kadencję, człowiek wysoki, spokojny, ale odważny. Długo słuchał sporów, narad i krzyków.
W końcu powiedział:
- Liczba dzieci jest niewielka
- Najważniejsze są dzieci.
- "Strzelusia" jest bardzo mała.
- "Kwiecinka" jest w bardzo złym stanie.
- A dzieci zasługują na lepsze warunki.
I podjął trudną decyzję. Obie szkoły zostaną zamknięte.
Rada i dziwni obrońcy
W krainie zasiadała Rada Gminy, a w niej grupa radnych zwana przez mieszkańców "Gromadą Krzykliwych Kruków".
Kruki bardzo głośno broniły jednej szkoły - "Kwiecinki" z Kwieciszewa. O "Strzelusi" ze Strzelec mówiły niewiele.
Powód był tajemnicą tylko dla tych, którzy nie znali historii.
Bowiem dyrektorką "Kwiecinki" była Pani Hortensja, emerytowana nauczycielka. A jej syn, Pan Ambroży, był jednym z ważnych działaczy wśród "Kruków".
Ambroży miał też potężne znajomości. Ambroży znał Panią Posłankę Klępę z Wielkiego Sejmu oraz Szanownego Richarda. A Posłanka Klępa i Szanowny Richard byli bardzo wpływowi.
Gdy tylko pojawiła się wieść, że "Kwiecinka" może zostać zamknięta, Ambroży pobiegł do nich.
- "Musimy uratować szkołę mojej mamy"! - powiedział dramatycznie.
Posłanka pokiwała głową i wysłała wiadomość do Pani Grażyny, która pilnowała porządku w szkołach całego regionu.
Lecz Pani Grażyna była osobą rozsądną i dobrze wiedziała, że:
budynek "Kwiecinki" jest bardzo zniszczony,
dzieci jest coraz mniej,
a w Marcinkowie czeka na nie znacznie lepsza szkoła.
Nie chciała więc zmieniać swojej decyzji.
Jeszcze wyżej
Gdy to nie pomogło, Posłanka Klępa i Szanowny Richard udali się jeszcze wyżej - do Wielkiej Barbary od Edukacji.
I pewnego dnia w biurze Pani Grażyny zadzwonił telefon.
- Drrrryn…
Po drugiej stronie była Wielka Barbara.
Rozmowa była krótka, lecz bardzo poważna.
Grażyna odłożyła słuchawkę i westchnęła.
- Ach… polityka… - powiedziała cicho.
Bo wiedziała dobrze, jaka decyzja byłaby najlepsza dla dzieci.
A jednak…
I tak oto bez prawdziwych argumentów i bez sensownych podstaw zaczęto mówić, że "Kwiecinka" musi zostać.
Nie dlatego, że była najlepsza.
Nie dlatego, że była potrzebna.
Po prostu dlatego, że tak chciała polityka.
Po opowiedzeniu bajki, po stronie radnych PSL-u rozległy się zdawkowe oklaski.
Inna była reakcja opozycji, w bajce przedstawionej jako Gromada Krzykliwych Kruków.
- Panie burmistrzu, tą bajką to się pan ośmieszył i przyznał zarazem, że to była pana decyzja a nie grupy PSL-u, która niby zbierała podpisy - na gorąco komentował radny Duszyński - To są pomówienia oczywiście, bo wiemy, kto jest jaką postacią w tej bajce, ale ta pana wypowiedź świadczy o tym, że nadal w sercu nosi pan wielką awersję wobec tych osób, które ośmieliły się bronić tych szkół. Pan po prostu się nimi brzydzi. Te szkoły nadal mają rację bytu, a to pan wprowadził politykę.
Radny Grzegorz Stochliński zastanawiał się, czy radni są w przedszkolu czy na sesji Rady Miejskiej: - Ja zadałem panu konkretne pytanie, a pan tu czyta jakąś wymyśloną przez siebie bajeczkę. Jeżeli chce pan mówić tutaj z otwartą przyłbicą, to niech pan powie kto, o co, do kogo, itd., itd. A nie opowiada nam pan tutaj bajki dla niegrzecznych dzieci.
Radny niezależny Radzym Jankiewicz przypomniał, że to radni podjęli inicjatywę zamknięcia szkół. - Ja byłem zwolennikiem zamknięcia obydwu szkół. Nawet byłem zwolennikiem zamknięcia więcej szkół, ale uważam, że pierwszy krok powinien zostać wykonany - mówił.
Marek Holak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze