Reklama

- Ja otrzymałem wypowiedzenie, a moi koledzy nadgodziny

Podczas spotkania z radnymi komisji oświaty dyrektor szkoły Mieczysława Staśkowiak (w środku) i wicedyrektor Hanna Wróblewska (druga od lewej) przedstawiły przyczynę i kulisy zwolnienia nauczyciela Piotra Posadzego z pracy

       fot. Magdalena Lachowicz

Strzelno, Posadzy, Sąd Pracy, wyroku, wypowiedzenie, decyzja
     - Ja otrzymałem wypowiedzenie, a moi koledzy nadgodziny
     Wuefista Piotr Posadzy otrzymał propozycję pracy na 8/18 etatu, na rok czasu, ale jej nie przyjął. Dyrektor Mieczysława Staśkowiak mówi, że jej decyzja spowodowana jest spadającą liczbą oddziałów w szkole. Piotr Posadzy twierdzi zaś, że to zemsta za to, że miał odwagę przeciwstawić się dyrekcji. - Jako jedyny nauczyciel wystąpiłem do obu pań dyrektorek przeciw traktowaniu nas w taki sposób, żeby ludzie do pracy przychodzili na lekach uspokajających - opowiada reporterowi.

Piotr Posadzy nie przyjął proponowanych mu nowych warunków pracy, przez co stracił zatrudnienie jako nauczyciel wychowania fizycznego
w Szkole Podstawowej w Strzelnie

      fot. Magdalena Lachowicz

     ROZWIĄZANY STOSUNEK PRACY
     Piotr Posadzy ze Strzelna przez 21 lat pracował jako nauczyciel wychowania fizycznego w miejscowej szkole podstawowej. 25 maja otrzymał wypowiedzenie z pracy. Dyrektor szkoły Mieczysława Staśkowiak w związku ze zmniejszeniem liczby oddziałów w szkole uniemożliwiającym zatrudnienie w pełnym wymiarze zajęć, rozwiązała z Piotrem Posadzym stosunek pracy z zachowaniem trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia. W piśmie dyrektor Staśkowiak zaznaczyła, że po upływie okresu wypowiedzenia, tj. od dnia 1 września proponuje mu zatrudnienie w wymiarze 8/18 etatu oraz wynagrodzenie zasadnicze 1.133,33 zł uwzględniając stopień nauczyciela mianowanego i wykształcenie wyższe magisterskie z przygotowaniem pedagogicznym. W piśmie zawarta była także klauzula, że jeżeli przed upływem połowy okresu wypowiedzenia, tj. do 15 lipca Piotr Posadzy nie złoży oświadczenia o odmowie przyjęcia nowych warunków pracy, będzie to równoznaczne z wyrażeniem zgody na nowe warunki. Natomiast w razie odmowy przyjęcia nowych warunków stosunek pracy zostanie rozwiązany z upływem okresu wypowiedzenia, czyli z dniem 31 sierpnia.
     - Ja otrzymałem wypowiedzenie z pracy, a jednocześnie moi koledzy i koleżanki otrzymali nadgodziny. W tym moja żona 18 godzin plus 2. Moja sytuacja była jednoznaczna, przyjmuję nowe warunki pracy, przychodzę na 8 godzin i moja umowa kończy się 28 czerwca 2013 r. i wylatuję, bądź odwołuję się do Sądu Pracy w Inowrocławiu - mówi rozżalony Piotr Posadzy.
     NIE ZOSTAŁO POZAMIATANE
     Nauczyciel odwołał się do Sądu Pracy i 9 lipca odbyła się pierwsza rozprawa. Jak mówi Piotr Posadzy, dyrektor szkoły została zobowiązana do przedstawienia przed sądem aktualnych nadgodzin nauczycielskich, osób, które takie nadgodziny miały.
     - Pani dyrektor myślała, że na rozprawie w lipcu się skończy i będzie pozamiatane, ale się pomyliła. Poinformowałem mojego adwokata, że będą w szkole poczynione ruchy i takie ruchy nastąpiły. Mój kolega wuefista poszedł do gimnazjum na 8 godzin. Zostało po nim 8 godzin, na te godziny zostali zatrudnieni nauczyciele z gimnazjum, którzy mają u siebie po 26 godzin i przyszli na moje godziny, które powinienem ja dostać i teraz mają ponad 30 godzin. W międzyczasie jedna pani poszła na emeryturę. Ponadto gimnastykę korekcyjną, którą tylko ja mogę prowadzić w szkole, ponieważ jako jedyny mam uprawnienia, prowadzi obecnie pani, która uczyła klasy I-III - opowiada.
     W SZKOLE JEST OBCY
     Piotr Posadzy twierdzi, że 3 września zgłosił się do pracy. Jego osoba nie była jednak ujęta w planie pracy.
     - Pytam się sekretarce - ponieważ pani dyrektor zabroniła mi kontaktować się z nią osobiście, a jedynie na piśmie - o moją umowę. Pani sekretarka powiedziała mi, że umowa nie jest gotowa i kazała przyjść mi następnego dnia - dodaje Piotr Posadzy.
     Nazajutrz 4 września, nadal, jak mówi, nie był ujęty w planie. Sekretarka miała mu powiedzieć, że nie ma dla niego umowy i jeżeli chce, to może iść podpisać tę umowę do gabinetu pani dyrektor.
     - Poszedłem, bo żona prosiła mnie bym nic nie robił wbrew rodzinie - mówi reporterowi.
     Dyrektor przedstawiła mu do podpisania umowę na czas określony od 3 września do 28 czerwca 2013 r. - Ta umowa była już dla mnie niekorzystna, bo z niej jasno wynikało, że pani dyrektor zmienia mi warunki, więc nie powinna zwalniać mnie z pracy, tylko zmienić mi warunki - Piotr Posadzy poszedł skonsultować sprawę do strzeleńskiego ratusza. Po czym powrócił do szkoły.
      - Powiedziałem pani dyrektor, że konsultowałem sprawę i mogę tą umowę podpisać. Wówczas pani dyrektor powiedziała mi, że nie ma już żadnej umowy. Usłyszałem, że „pan miał już możliwość podpisania umowy, nie skorzystał pan z tego, a teraz proszę opuścić teren szkoły”. Więc z terenu szkoły wyszedłem. Pani dyrektor stwierdziła, że od dnia dzisiejszego jestem  osobą obcą i jeśli będę przebywał na terenie szkoły wezwie Straż Miejską. 31 sierpnia pani dyrektor miała już dla mnie świadectwo pracy, czyli doskonale wiedziała, że praktycznie rozwiązała ze mną umowę już 31 sierpnia. Dlatego nie byłem ujęty na planie - opowiada.
     ZWIĄZKI OD GRILLA
     Mówi, że zwracał się o pomoc do związków zawodowych: - Byłem u pani Ireny Pułkownik, szefowej ZNP w Strzelnie, ale ona też odmówiła mi pomocy. Ale czegoż można spodziewać się, skoro panie są koleżankami od grilla. Pani dyrektor zwalniając mnie nie podała żadnych przyczyn dyscyplinarnych, nie mam też żadnej nagany dyscyplinarnej. Ma pani dyrektor co do mojej pracy mnóstwo zastrzeżeń, którym ja nie mogę sprostać, gdyż były one jej jakimś subiektywnym zdaniem na mój temat. Nie ma na to pokrycia w żadnych dokumentach, naganach, czy upomnieniach.
     OD DŻUMY DO MATCZAKA
     12 września odbył się kolejny termin rozprawy w Sądzie Pracy.
     Zaś 13 września nasz rozmówca uczestniczył w sesji Rady Miejskiej w Strzelnie. Do burmistrza skierował wiele gorzkich słów.
     - Zaproponowano mi 8 godzin. Pan burmistrz jako organ prowadzący mógł mi po prostu pomóc znajdując tę jedną godzinę, która spowodowałaby, że dostanę 9 godzin, a nie 8, co uchroniłoby mnie przed utratą pracy i przed tym wszystkim, co przechodzimy do tej pory z moją rodziną (...) Panie burmistrzu nie chciałem tego mówić, ale powiem. Panie burmistrzu, kto zna historię Strzelna to wie, że nie mieliśmy szczęścia. Bo albo była dżuma, albo cholera, albo wielki pożar centrum. Później był nasz kochany sąsiad Mogilno, teraz pan jest. Wierzę, że to się zmieni - mówił Piotr Posadzy.
     Dodał, że od 2 lat informował burmistrza, przewodniczącego Rady Miejskiej Piotra Pieszaka i radnego Piotra Dubickiego, że istnieje w szkole konflikt. - Prosiłem o spotkanie, prosiłem o mediacje, prosiłem o rozwiązanie tego konfliktu. Pan burmistrz doskonale wiedział jaka jest sytuacja, ale zawsze wysłuchiwał tylko pani dyrektor, nie wysłuchiwał mnie - mówił rozgoryczony.
     Co innego twierdził natomiast burmistrz Matczak. Mówił, że Piotr Posadzy przychodził do niego i nie mógł się wychwalić, jak Strzelno się rozwija. Jak to jest pięknie w tym Strzelnie: - Pan mnie tak wszędzie chwalił. Teraz zaistniała sytuacja w szkole taka, że pan teraz od razu zmienił front. Pana sprawa (...) W przypadku pana, gdy pan wspomina o jednej godzinie, że nie dostał pan jednej godziny, to wyjaśniam, że burmistrz zatrudnia tylko dyrektorów. To dyrektorzy poszczególnych placówek oświatowych zatrudniają nauczycieli. I pan jako nauczyciel powinien o tym doskonale wiedzieć.
     NA NIŻ NIE MA SIŁY
     Obecna na sesji dyrektor Mieczysława Staśkowiak oceniła wystąpienie Piotra Posadzego jako zaskakujące, ale, jak zaznaczyła, takie wystąpienia miały już miejsce niejednokrotnie odnośnie do jej osoby. Zaproponowała spotkanie z komisją oświaty: - Chcę tam omówić pracę nauczyciela i dlaczego tak się stało, że właśnie ten nauczyciel został wybrany.
     21 września w gabinecie dyrektora szkoły spotkali się członkowie komisji oświaty, radni: Irena Pułkownik, Piotr Dubicki, Marian Mikołajczak, Bartłomiej Zbytniewski i Piotr Pieszak. Na spotkanie zgodnie z wcześniejszymi sugestiami nie przybył Piotr Posadzy. Powiedział, że przed wyrokiem, który ma zapaść 7 listopada, zgodnie z sugestią swojego adwokata, nie może kontaktować się osobiście z panią dyrektor.
     Dyrektor Mieczysława Staśkowiak tłumaczyła radnym, że na przestrzeni 10 lat ilość oddziałów spadła z 29 do 19. Na przestrzeni tego okresu odeszło z pracy około15 nauczycieli. W latach 2013/2014 i 2014/2015 liczba oddziałów będzie spadać nadal i w klasach IV-VI z obecnych 11 zmniejszy się do 8.
     Dyrektor tłumaczyła, że w tym roku w szkole jest 48 godzin wychowania fizycznego. W szkole uczy 3 nauczycieli. 48 godzin, przy 4 godzinach tygodniowo dla grupy, to jest po 20 godzin na etat. Są to 2 etaty dla nauczycieli i 8 godzin zostaje.
     - Tak wychodzi i nie można na siłę utworzyć tutaj więcej grup. Nie mogę dać nauczycielowi 18 godzin, bowiem musi on otrzymać 20 godzin, bo 5 grup po 4 godziny, to daje nam 20 godzin. Nie mogę zabrać 2 godzin, dlatego, że dwóch nauczycieli nie może wchodzić do jednej grupy ćwiczebnej. Takie są zasady. System oświaty innych rozwiązań nie przewiduje - mówiła dyrektor Staśkowiak.
     Właśnie te 8 godzin zaproponowane zostały Piotrowi Posadzemu. Nastąpiło w związku z tym rozwiązanie stosunku pracy, bo zdaniem pani dyrektor nie mogło być innej sytuacji. Zdaniem dyrektor Staśkowiak, Piotr Posadzy wyraził zgodę, zgodnie z pismem, które zostało mu przedstawione, ale ostatecznie go nie podpisał.
     BEZ ZAANGAŻOWANIA I SUKCESÓW
     Okazuje się, że wszyscy nauczyciele WF w szkole mają po 21 lat pracy. Jeśli chodzi o zaangażowanie w pracę szkoły, to według opinii dyrektor Staśkowiak, Piotr Posadzy nie miał wielkich zasług, a jego zaangażowanie w pracę na rzecz szkoły było raczej znikome. Nie miał też odnotowanych żadnych osiągnięć w turniejach. W przypadku drugiego nauczyciela była to długa lista zaangażowania i osiągnięć w pracy pedagogicznej. Podczas spotkania dyrekcja tłumaczyła radnym jak wygląda sprawa liczby godzin nauczycieli wychowania fizycznego. Tłumaczyła, że do 4 września 8 godzin było zarezerwowane dla Piotra Posadzego, chociaż ten nie pojawił się 31 sierpnia na zebraniu rady pedagogicznej szkoły. Zdaniem pani dyrektor nie przyszedł też 3 września do pracy.
     - Skontaktował się tylko z sekretariatem, nie chciał odebrać świadectwa pracy. Przyszedł dopiero w drugim dniu, o godzinie 830, kiedy trwał już rok szkolny i odbywały się zajęcia. Wówczas też nie chciał podpisać umowy. Szukał godzin, chciał jeszcze konsultować umowę. Ponieważ lekcje muszą się odbywać, godziny które miał otrzymać pan Posadzy zostały rozdysponowane pomiędzy nauczycieli - tłumaczyła dyrektor Staśkowiak.
     Dalej pani dyrektor tłumaczyła, że w związku z tym, iż nauczyciel tej szkoły, mający uprawnienia trenerskie, trenował zespół młodych szczypiornistek już od II klasy szkoły podstawowej i ich wspólna praca zaowocowała dobrym miejscem w województwie, a dziewczęta od tego roku są już uczennicami gimnazjum, to w związku z tym zaistniała taka koncepcja wśród rodziców i nauczyciela, żeby kontynuować te zainteresowania. Taka była wola rodziców. Stąd współpraca nauczyciela z gimnazjum. Odbywa się to jednak na zasadzie, że nauczyciel oddaje swoje godziny z etatu, czyli jest niepełnozatrudniony i jest tego świadomy. W te godziny wchodzi do gimnazjum. Nie zabiera godzin nikomu. W jego miejsce na te 8 godzin przychodzi dwoje nauczycieli z gimnazjum, którzy mają tutaj po 4 godziny. Jest to wymiana w obrębie etatów.
     Spytaliśmy panie dyrektorki, czy rzeczywiście prześladowały w pracy pana Posadzego. Usłyszeliśmy, że nauczyciel nie był przez dyrekcję szkoły szczególnie obserwowany. - Sprawowanie nadzoru pedagogicznego to jest bardzo cienka linia, ale to jest nasz obowiązek. Stąd pojawianie się w różnych miejscach, o różnych porach z myślą o zapewnieniu bezpieczeństwa dzieciom. To jest nasz obowiązek - powiedziała wicedyrektor Hanna Wróblewska.
     WIZERUNEK SZKOŁY
     Piotr Posadzy w rozmowie z reporterem podkreślał, że jego praca była wykonywana należycie. W ocenie pracy nauczyciela dyrekcja zaznaczyła zaś: braki dokumentacji z realizacji zadań, zaległości w prowadzeniu dokumentacji pedagogicznej, nie respektowanie zarządzeń dyrekcji oraz ignorowanie dyrektora szkoły. Wielokrotnie proszony o zajęcie się dziećmi, o opiekę nad nimi, zdaniem dyrekcji szkoły nie respektował poleceń.
     - Wizerunek szkoły i współtworzenie placówki, to jest obowiązek nauczyciela. Jeśli jest w tym zespole, to powinien współtworzyć, a pan Posadzy niszczy. Mówi o tym, że jesteśmy najgorszą szkołą w województwie, a nawet w Polsce. Wygłasza to publicznie. Mówi, że nie ma tutaj żadnych warunków do pracy, że nie ma żadnej atmosfery pracy.      Nagminne spóźnienia, brak opieki nad dziećmi, a ja przychodzę do szkoły z obawą, czy nic się nie stanie, czy nauczyciel jest w szkole, czy dzieci są pod opieką. Ja za wszystko odpowiadam, stąd moja bojaźń, bo przecież wszystko może się zdarzyć. Merytoryczna wartość rozmowy z nauczycielem jest żadna, a to co powiem jest zmieniane. Nauczyciel nie wspierał naszych zadań, nie zna wyników i efektów naszej pracy. Nie zasłużyliśmy sobie jako rada pedagogiczna na to, żebyśmy byli tak oskarżani w środowisku. Mamy piękne efekty pracy i to jest naszą dumą. Jeden człowiek potrafi to wszystko przekreślić. Ja się z tym nie zgadzam. Nie powinno tak być - dodała dyrektor Staśkowiak.
     WYSTARTUJE
     Piotr Posadzy z niecierpliwością oczekuje na maj 2013 roku, kiedy to ogłoszony zostanie konkurs na dyrektora strzeleńskiej podstawówki, w którym zamierza wystartować.
     - Pani dyrektor się tego obawia, gdyż wie, że mam poparcie wśród części nauczycieli, którzy teraz widzą, że ten, który miał odwagę przeciwstawić się dyrekcji, zostaje teraz zwolniony. Jako jedyny nauczyciel wystąpiłem do obu pań dyrektorek przeciw traktowaniu nas w taki sposób, żeby ludzie do pracy przychodzili na lekach uspokajających. Dzieci w naszej szkole są krzywdzone atmosferą, bo pani dyrektor jest cały czas skupiona na zbieraniu na mnie haków i śledzeniem mnie, co robię, czy jestem na dyżurze, czy mnie nie ma, itp. - opowiada Piotr Posadzy.
     - Wielu ludzi w Strzelnie bardzo mi współczuje, ale są też osoby z najbliższego otoczenia pani dyrektor, które czują jawną satysfakcję. Poczuć się w ten sposób nikomu nie życzę - dodał Piotr Posadzy.

Reklama

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1078 (41/2012)

 

 

 

Więcej informacji:

- Został zwolniony, bo był niewygodny

Odszkodowanie bez możliwości przywrócenia do pracy

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości