Problemy mieszkańców ul. Dębowej w Przyjezierzu
O zapchanej studzience i targaniu worków ze śmieciami
Mieszkańcy nie muszą już nosić bądź ciągnąć pełnych worków ze śmieciami 300 m do miejsca, skąd zabierała je firma oczyszczająca. Teraz mogą je zostawiać przed bramą wjazdową na swoje posesje.
Krystyna Stachowska przyjeżdża do Przyjezierza z Łodzi od 18 lat i do dzisiaj nie może zrozumieć, że nic w ośrodku nie zmienia się na lepsze Dwa tygodnie temu pisaliśmy o zebraniu właścicieli i dzierżawców działek rekreacyjnych i handlowych strzeleńskiej części Przyjezierza z władzami Strzelna. Mieszkańcy zgłosili wtedy wiele uwag do wywozu śmieci z terenu posesji. Rozmawiano także o gospodarce wodnej i ściekowej na terenie letniska.
3 lipca skontaktowała się z nami mająca swój domek wczasowy w Przyjezierzu przy ul. Dębowej Krystyna Stachowska z Łodzi. Interweniowała u reportera w sprawie zapchanej studzienki deszczowej na drodze prowadzącej do domków przy ul. Dębowej. Tę samą studzienkę czyszczono już w ubiegłym roku, wtedy także po interwencji wczasowiczów i właścicieli pobliskich punktów handlowych.
- Czy zawsze musi tutaj dochodzić do sytuacji kryzysowych, żeby ktoś się zainteresował problemem? Przecież te studzienki powinny być na bieżąco czyszczone, a nie czeka się do ostatniego momentu, aż zacznie się z nich wylewać. A tu sezon na dobre jeszcze się nie zaczął - mówi reporterowi Krystyna Stachowska.
W poniedziałek 4 lipca spytaliśmy Henrykę Błaszak, zatrudnioną przez burmistrza Strzelna Ewarysta Matczaka do administrowania sprawami związanymi z sezonem letnim w Przyjezierzu, kiedy letnicy mogą spodziewać się wyczyszczenia studzienki. Henryka Błaszak powiedziała nam, że nikt nie zgłaszał jej problemu zapchanej studzienki. - W ubiegłym roku, jak nam sprawę zgłoszono, to od razu wysłany został pracownik do wyczyszczenia studzienki. W tym roku nie wiedziałam, że studzienka znów jest zapchana - mówiła Henryka Błaszak. Okazało się jednak, że reakcja administratorki po wizycie reportera była natychmiastowa. Natychmiast oddelegowany pracownik zajął się udrożnieniem zapchanej studzienki.
Sen z powiek wczasowiczom przy ul. Dębowej spędzają także śmieci. - My, właściciele działek we własnym zakresie robimy porządki, łącznie z wycinaniem krzewów. A temat śmieci to już nie wspomnę, bo to jest temat, którym bijemy pianę przez 18 lat - tłumaczy pani Krystyna. Jej zdaniem było dobrze, kiedy działkowcy kupili kontener i do niego wrzucali śmieci: - 5 lat był lutowany, bo się coś psuło i raptem zginął bez wieści. Teraz jest dylemat, co robić ze śmieciami. Mieszkanka Łodzi mówi, że wczasowicze kupują worki, a Henryka Błaszak obiecała dać pokwitowania.
- Czekam miesiąc czasu i pokwitowania nie widać. Przyjdzie ktoś mnie sprawdzić, czy ja mam pokwitowanie i gdzie ja te śmieci wynoszę. I co ja wtedy powiem - dodaje pani Krystyna.
W związku z tym, że na zebraniu komendant straży miejskiej Paweł Namieśnik tłumaczył, iż dowód zakupu worka będzie w razie kontroli uznawany jako podpisanie umowy na wywóz śmieci spytaliśmy w poniedziałek Henrykę Błaszak, dlaczego letniczka nie otrzymała przez tyle dni dowodu zakupu worków. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że do tej pory takich dowodów nie zabezpieczyła firma Maraton. Ale każdy zakup worka administratorka zapisuje w specjalnie prowadzonym zeszycie ewidencji i w razie kontroli zawsze można sprawdzić, kto zakupił worki. - W razie kontroli ja dysponuję wszystkimi nazwiskami osób, które worki zakupiły - powiedziała Henryka Błaszak. Jak ustaliliśmy, podobnie jak ze studzienką, sprawa została błyskawicznie załatwiona. Po naszej rozmowie Henryka Błaszak niezwłocznie dostarczyła pani Krystynie dowód zakupu worków.
Dla Krystyny Stachowskiej temat odstawiania przez letników i zabierania przez firmę śmieci nie ma końca. Jest dla niej niezrozumiałe, że zapełnione worki, które ważą już kilkadziesiąt kilogramów, musi ciągnąć do miejsca odległego 300 m od działki, bo tylko z tego miejsca odbierze je koncesjonowana firma. - Targamy ten worek we dwoje, a jakbym była sama, to co? Jak go będę ciągnęła po tych wertepach i worek się rozleci to kto będzie te śmieci zbierał. Bo w interesie gminy jest to, żeby uregulować gospodarkę śmieciową. Nikt nie ma siły byka, żeby worki targać na taką odległość - mówi Krystyna Stachowska.
Po naszej wizycie i rozmowie z Henryką Błaszak okazało się, że i ta sprawa ma pozytywne zakończenie. Już nazajutrz, w poniedziałek 4 lipca ustalono, że mieszkańcy ul. Dębowej mogą teraz odstawiać zakupione wcześniej worki pod lampą, tuż przed bramą wjazdową na swoje posesje w wyznaczonych dniach, czyli w poniedziałki i czwartki. Stąd zapełnione worki odbierze firma Maraton.
Henryka Błaszak poinformowała nas także, że w środku sezonu, o ile będzie taka konieczność, worki będą zabierane jeszcze w inny dodatkowy, wcześniej ustalony dzień.
Magdalena Lachowicz, Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1013 (28/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze