Trzemeszno
Pijanych i lekarza - nie obsługują
Lekarz z trzemeszeńskiej przychodni Zdrowie twierdzi, że odmówiono mu obsłużenia w sklepie. - Nie wiem, o co mu chodzi - komentuje właścicielka sklepu.
Edward Załęski chce, żeby sprawą odmowy obsłużenia go w sklepie zajęła się policja i Państwowa Inspekcja Handlowa KONSEKWENCJE ZA ARTYKUŁ
Dwa tygodnie temu w artykule Piją i demolują przychodnię opisywaliśmy problemy lekarzy ze spółki Zdrowie w Trzemesznie z osobami demolującymi budynek przychodni. Lekarze wiążą przypadki dewastacji z działalnością całodobowego sklepu spożywczego, w którym sprzedawany jest alkohol. Sklep ten mieści się na ul. Kopernika, w pobliżu przychodni. W artykule przytaczaliśmy m.in. słowa jednego z lekarzy, radnego Rady Powiatu Gnieźnieńskiego Edwarda Załęskiego. Opowiadał on, że kilka miesięcy temu poszedł do całodobowego sklepu, aby zwrócić uwagę sprzedawczyniom, by nie sprzedawały alkoholu osobom nietrzeźwym. Krótko po tym ktoś podłożył mu gwóźdź pod koło samochodu zaparkowanego obok przychodni. Przytaczaliśmy także wtedy słowa właścicielki sklepu Genowefy Bożym, która podkreślała, że według niej wojnę ze sklepem prowadzi właśnie Edward Załęski.
Lekarz z trzemeszeńskiej przychodni nie spodziewał się jednak, że artykuł w Pałukach będzie miał dla niego dość niecodzienne konsekwencje.
TEGO KLIENTA NIE OBSŁUGUJEMY
Jak relacjonuje Edward Załęski, 14 czerwca około 10:00 udał się do sklepu całodobowego przy ul. Kopernika, żeby kupić sobie jogurt. Jak przyznaje, była to jego pierwsza wizyta w tym sklepie od czasu ukazania się artykułu. Do kupna jogurtu jednak ostatecznie nie doszło. Sprzedawczyni oświadczyła lekarzowi, że ma zakaz obsługiwania go i sprzedaży czegokolwiek.
- Mnie to doprowadziło do białej gorączki. Nie nasikałem, nie załatwiałem się w sklepie i nie rozbijałem butelek. Więc chce wiedzieć, dlaczego nie chcą mnie obsłużyć? - mówi Edward Załęski.
Jeszcze tego samego dnia udał się na policję. Tam dowiedział się, że w tym przypadku mogło dojść do wykroczenia z art. 135 kodeksu wykroczeń. Trzemeszeński lekarz zapowiada w związku z tym, że złoży na policję zawiadomienie o popełnieniu takiego wykroczenia, a także poinformuje o sprawie Państwową Inspekcję Handlową.
- A gdyby coś się stało w tym sklepie, np. jakiś klient by zasłabł i się przewrócił, to mógłbym wejść do tego sklepu, żeby udzielić pomocy? - zastanawia się Edward Załęski.
MOGŁO DOJŚĆ DO WYKROCZENIA
Mł. asp. Anna Osińska, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Gnieźnie potwierdziła, iż w tym przypadku mogło dojść do naruszenia art. 135 Kodeksu Wykroczeń. Mówi on o tym, że kto zajmując się sprzedażą towarów w przedsiębiorstwie handlu detalicznego lub w przedsiębiorstwie gastronomicznym, ukrywa przed nabywcą towar przeznaczony do sprzedaży lub umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia sprzedaży takiego towaru, podlega karze grzywny.
Rzecznik KPP Gniezno powiedziała, że konsekwencje takie może ponieść sprzedawca lub kierownik sklepu, jeśli złożone zostanie zawiadomienie o wykroczeniu i zostanie ono potwierdzone.
TYLKO SZUKA KONFLIKTU
W związku z tą sprawą zapytaliśmy właścicielkę sklepu Genowefę Bożym, czy rzeczywiście miała miejsce sytuacja opisywana przez lekarza z przychodni Zdrowie oraz czy wydała ona zakaz obsługiwania tego klienta.
- Nie wiem, co pan Załęski kombinuje na ten temat. Tylko szuka konfliktu. Nie wiem, o co mu chodzi - odpowiada właścicielka sklepu. Zaznacza także, że nie będzie mówić na ten temat. Dodaje jednak, że żadna ze sprzedawczyń nie informowała jej o tym, że doszło do takiej sytuacji.
- Czy w ogóle mogłabym go nie obsłużyć? Nie zastanawiałam się nawet nad tym - komentuje właścicielka sklepu całodobowego.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1009 (24/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze