Trzemeszno, skutki, wypadek, światła, droga
To głupota, a nie światła
- Czyjąś głupotę to najlepiej zegnać na światła. Ten człowiek nie wie, ile muszę pokonać cierpienia, żeby normalnie funkcjonować codziennie - opowiada nam Emilia Kos.
3 tygodnie temu pisaliśmy o sprawie dotyczącej wypadku z 1 kwietnia bieżącego roku w Trzemesznie w pobliżu sklepu Tesco na skrzyżowaniu ul. Gnieźnieńskiej, czyli odcinku drogi krajowej nr 15 z al. Odzyskania Niepodległości. Jadący od strony Gniezna samochód kia ceed zderzył się z wjeżdżającym na skrzyżowanie od strony Kruchowa peugeotem 206. Policja po zbadaniu sprawy uznała, że sprawcą wypadku jest kierowca kia ceed z Włocławka, który miał wjechać na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Ten jednak nie przyznaje się do tego czynu, dlatego też sprawą zajmuje się gnieźnieński sąd.
Jak dotychczas odbyły się dwie rozprawy. W artykule sprzed 3 tygodni zamieściliśmy wersję zdarzeń z wypadku przedstawioną przez mieszkańca Włocławka. Uważa on, że wjechał na skrzyżowanie na zielonym świetle, tak samo jak kierowca peugeota i twierdzi, że do wypadku doszło z powodu źle działającej sygnalizacji świetlnej. Winą za wypadek obarcza on Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad a także policję i jest przekonany, że zostanie uniewinniony.
Krótko po ukazaniu się artykułu, z naszą redakcją skontaktowała się Emilia Kos z Trzemeszna, pasażerka peugeota, która została ranna w wypadku 1 kwietnia. W wyniku tego doznała stłuczenia kręgosłupa, klatki piersiowej i miednicy oraz złamania mostka. Po wypadku przez 5 dni leżała w szpitalu w Gnieźnie, a później przez 6 tygodni musiała leżeć w łóżku w domu.
Skutki wypadku odczuwa jednak do dziś. Pogłębiły się jej wcześniejsze problemy z kręgosłupem i cały czas musi brać leki przeciwbólowe. Biorąc leki, nie może kierować samochodem, więc skutki wypadku bardzo utrudniły jej życie, tym bardziej, że mieszkanka Trzemeszna opiekuje się niepełnosprawnym synem.
Emilia Kos powiedziała nam, że zachowanie kierowcy z Włocławka było bardzo dziwne po wypadku. Miał on wulgarnie wyzywać jej syna, który kierował peugeotem oraz spokojnie robić zdjęcia swojego rozbitego samochodu, w ogóle nie interesując się, co jej się stało, gdy była ranna i zakleszczona w zniszczonym samochodzie wbitym w barierki. Mieszkanka Trzemeszna nie wierzy w przedstawianą przez niego wersję zdarzeń. Jak twierdzi, jeżdżąc wiele lat po polskich drogach zdaje sobie sprawę jak wiele osób przejeżdża przez skrzyżowania, dodając gazu gdy pali się pomarańczowe lub nawet czerwone światło.
- Czyjąś głupotę to najlepiej zegnać na światła. Przy tym wypadku nie zawiniły światła tylko nieuwaga. Trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Ja skutki wypadku będę odczuwała do końca życia. Codziennie będę się zastanawiała ,jak ja mam wstać. Ten człowiek nie wie, ile muszę pokonać cierpienia, żeby normalnie funkcjonować codziennie - opowiada Emilia Kos.
Kolejna rozprawa w sprawie wypadku z 1 kwietnia wyznaczona jest na 18 stycznia przyszłego roku.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1087 (50/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze