- „Moje działania idą w kierunku, żeby naszą spółdzielnię połączyć ze Spółdzielnią Mieszkaniową w Mogilnie” - mówił inicjator zebrania Zbigniew Domański (z lewej) do kierownika ds. technicznych spółdzielni Piotra Dubickiego
fot. Paweł Lachowicz
Strzelno, zadłużenie, bloki, lokatorzy
W Słonecznej rządzi zimno
Zadłużenie lokatorów Słonecznej w Strzelnie sięga kwoty 170.000 zł. Tylko w gazowni jest to dług około 150.000 zł. Gazownia odcięła dopływ gazu wszystkim, bo tak jest zbudowana w blokach sieć gazowa. Tym co płacą czynsz do kasy spółdzielni - także. Kierownik Dubicki tłumaczy, że poza dłużnikami winny jest także poprzedni zarząd, który nie podnosił czynszów, chociaż rosły lawinowo ceny gazu. Poprzedni prezes nie wysyłał do lokatorów upomnień o zapłatę czynszu. Po jego tragicznej śmierci całą stertę upomnień znaleziono w szufladzie jego biurka. Część mieszkańców chce, by bloki spółdzielni przeszły pod zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej w Mogilnie.
ODCIĘLI GAZ
Na ul. Słonecznej znajdują się 4 bloki mieszkalne, którymi administruje Spółdzielnia Mieszkaniowa Słoneczna w Strzelnie. Obecny Zarząd Spółdzielni stanowią prezes Zarządu Ludomiła Sobczak, jej zastępca Marian Ornatek oraz członek Adam Zieliński. Skład Rady Nadzorczej stanowią Jacek Grobelny, Andrzej Kucharski i Justyna Kazikowska. W spółdzielni istnieje także stanowisko kierownika ds. technicznych, na którym, na ½ etatu pracuje Piotr Dubicki. Spółdzielnię tworzą 4 bloki, w których mieszkają 72 rodziny. Bloki, kiedyś były własnością PGR Strzelno. Po upadku PGR, Agencja Nieruchomości Rolnych sprzedała lokatorom zajmowane przez nich mieszkania.
Każdy blok posiada własną kotłownię. Kiedyś były to kotłownie węglowe. Kilkanaście lat temu zostały one przerobione na kotłownie gazowe. W poszczególnych blokach założona została wówczas ogólna sieć gazowa, dzięki której mieszkańcy mają bieżącą ciepłą wodę oraz CO. Za zużycie gazu zarówno do ogrzania wody, jak i centralnego ogrzewania lokatorzy płacą do spółdzielni ryczałt, który wliczony jest w stawkę czynszową.
Nie wszyscy lokatorzy płacą systematycznie za mieszkanie. Gdy zadłużenie wzrosło do niebagatelnych rozmiarów, na klatkach schodowych pojawiły się informacje, że jeśli nie zostanie spłacone zadłużenie względem PGNiG zostanie odcięty dopływ gazu do mieszkań. Pierwszy raz w sprawie odcięcia dopływu gazu w blokach zadzwonili do nas anonimowo mieszkańcy już pod koniec lipca. Jednak wówczas mieli jeszcze nadzieję, że to tylko chwilowe załamanie i niebawem sprawa wróci do normy. Niestety pomylili się. Do dnia dzisiejszego gaz w rurach niestety nie płynie, mieszkańcy w kranach mają tylko zimną wodę, a na domiar złego zimne są też kaloryfery.
Na zebranie przybyło ponad 50 mieszkańców bloków na Osiedlu Słonecznym
fot. Paweł Lachowicz
ZEBRANIE W PIWNICY
W związku z tym, że w tej sprawie mieszkańcy nie mogli dogadać się z Zarządem Spółdzielni, zorganizowali zebranie. Odbyło się ono w poniedziałek, 1 października w pomieszczeniu piwnicznym jednego z bloków. Na spotkanie zaprosili także naszego reportera. Jak się później okazało inicjatorem zwołania zebrania był na prośbę wielu mieszkańców Zbigniew Domański, który sprawą zainteresował także radnego powiatowego Przemysława Zowczaka oraz posła Krzysztofa Brejzę, którego na zebraniu reprezentował radny powiatowy Wojciech Baran. Z ramienia spółdzielni na zebranie przybył kierownik Piotr Dubicki.
- Tutaj mieszkają emeryci, inwalidzi, osoby starsze, schorowane, małe dzieci, kobiety w ciąży. Ja wnoszę o sprowadzenie komisji zewnętrznej do kontroli spółdzielni. Nie przeciwko komuś, dla naszego dobra. Chcemy wiedzieć, na czym stoimy, jaka działalność jest. Jak ktoś pracuje, to musi być kontrola, w sprawach finansowych zwłaszcza. Niech będą nawet brutalne i koszmarne, chodzi o działalność zarządzania. Nie czarujmy się, są błędy. Moje działania idą w kierunku, żeby naszą spółdzielnię połączyć ze Spółdzielnią Mieszkaniową w Mogilnie. Zrobiłem wstępnie sondaż wśród mieszkańców i jest taka wola, żeby to zrobić, bo na tą chwilę nie jesteśmy w stanie podołać sami z tą sytuacją, w jakiej znaleźliśmy się - mówił podczas zebrania Zbigniew Domański.
Na zebranie przybyło blisko 50 lokatorów. Tych co nie przyszli oceniła Bogumiła Wawrzyniak: - Pod chlewikami to są sejmiki. Idą do biura i d..ę szklą kierownikowi i księgowej, później idą pod chlewy i opowiadają: „Ja się nie martwię, ja sobie drzewa nawoziłem i zrobię kominek i będę palić”. Tak mówią.
Wszyscy są rozżaleni, twierdzą, że pomimo, iż regularnie opłacają rachunki, zostali ukarani, jak mówią niesłusznie i niesprawiedliwie.
- Dlaczego nam odcięto gaz, skoro mamy wszystkie rachunki zapłacone. Gazownia skoro tak już chciała, to powinna odciąć gaz tylko tym, co nie płacą, co mają zadłużenia, a nie tym, co regularnie płacą, to jest niezgodne nawet z prawem - krzyczeli zebrani mieszkańcy.
Z wyjaśnień Piotra Dubickiego wynika, że przyczyną odcięcia gazu w blokach mieszkalnych były wielkie długi wygenerowane przez Spółdzielnię względem PGNiG przez minione lata.
- Powodem tego były rządy naszych poprzedników, którzy nie podnosili czynszów, chociaż ceny np. gazu cały czas rosły. Chcieli być dobrymi wujkami, a w rezultacie działali na szkodę spółdzielców. Czynsze stały w miejscu, a faktury od dostawców były coraz wyższe. Tak powstały długi - mówił Piotr Dubicki.
W 4 blokach zamieszkują w sumie 72 rodziny. Jednak 12 z nich nie płaciło regularnie czynszu, a ich długi względem spółdzielni są znaczne. Zadłużenie dwóch rodzin sięgało kilkudziesięciu tysięcy złotych. Jedna z tych rodzin wygenerowała zadłużenie sięgające 67 tys. zł - Jak można było doprowadzić, do tak wielkiego zadłużenia. Przecież spółdzielnia powinna wcześniej zareagować, kto to widział, żeby pozwolić by długi pani Rz. osiągnęły taką rekordową sumę - mówili mieszkańcy.
POD DYWAN, DO SZUFLADY
Piotr Dubicki twierdził, że to o czym mówią mieszkańcy jest po części winą poprzednich władz, które zamiatały sprawy pod przysłowiowy dywan. - Nie mówi się źle o zmarłych, ale poprzedni prezes Lewandowski (w ubiegłym roku utopił się w jeziorze mogileńskim, przyp. mal) wszystko chował do szuflady - twierdził Piotr Dubicki.
- A gdzie była księgowa, przecież to ona głównie czuwa nad finansami. A tak w ogóle kiedy księgowa była na zebraniu? Nigdy - mówili zdenerwowani mieszkańcy.
- Księgowa wystawiała monity mieszkańcom, ale musiał to podpisać jeszcze prezes. Dopiero po jego śmierci, gdy uprzątane było jego biurko okazało się, że w szufladzie pochowane były wszystkie pisma, które miały trafić do zadłużonych lokatorów - twierdził Piotr Dubicki.
ZADŁUŻENIE
Na dzień 30 września, spółdzielnia Słoneczna była zadłużona na ogólną kwotę 170.738 zł, z czego wobec gazowni w Bydgoszczy około 106 tys. zł, wobec gazowni w Inowrocławiu 47.906 zł oraz w strzeleńskiej komunalce.
- Gdyby wszyscy spłacili długi względem spółdzielni, to my spłacilibyśmy długi względem PGNiG oraz „komunalki”. Jednak jedni mają długi, a drudzy nie płacą regularnie - mówił Piotr Dubicki. Za wrzesień, jak powiedział nam Piotr Dubicki, 16 lokatorów nie ma opłaconego czynszu, co daje kolejne zadłużenie w wysokości ok. 8 tys. zł.
- Czy w tych 170 tysiącach są te dwa mieszkania definitywnie zadłużone”? - pytała Mścisława Piotrowicz.
Okazało się, że 70.000 zł to same czynsze. - To nie jest tylko to, że część lokatorów nie płaci czynszu. To są również skutki tego, że dla ogólnego zadowolenia mieszkańców, czynsze nie były podwyższane - mówił Piotr Dubicki.
SPŁACAJĄ DŁUGI
Od kilkunastu miesięcy, nowe władze spółdzielni spłacają długi. W związku z tym lokatorzy nie mogą liczyć na jakieś konkretne remonty. Wykonywane są tylko konieczne prace, w tym np. łatanie dziur w dachu, które za darmo wykonuje Roman Sobczak, mąż obecnej prezes zarządu. Rozpoczęła się też konieczna egzekucja długów. Sprawy zadłużonych mieszkańców trafiły do sądu i do komornika. 4 z 12 rodzin spłaciło spółdzielni należne zaległości, część lokatorów wystąpiła o ugodę i spłacają długi dobrowolnie. Jedno mieszkanie zostało zlicytowane, jednak na dzień dzisiejszy spółdzielnia nie może jeszcze dysponować tymi pieniędzmi, a kwota 40 tys. zł uzyskana ze sprzedaży tego mieszkania mogłaby choć w części pokryć długi spółdzielni.
- Chcielibyśmy aby te 40 tysięcy trafiło na konto gazowni. Te pieniądze pozwoliłyby spłacić bieżące długi - mówił Piotr Dubicki.
ŚPIĄ W SWETRACH
- Niech pan powie prawdę, bo pan kłamał, że będzie niedługo woda ciepła, a do dzisiejszego dnia nie ma. A my chcemy wiedzieć, czy będą ciepła woda i ciepłe kaloryfery w tym roku czy nie będą. Zebranie powinien pan dawno zrobić, pan ludzi robi takich małych, cały czas - mówiła do Piotra Dubickiego Barbara Białęcka. Piotr Dubicki tłumaczył, że jak wpłyną pieniądze ze zlicytowanego mieszkania państwa K., to wpłacą te pieniądze na konto zadłużenia w gazowni. W tej chwili, jego zdaniem pieniądze są zamrożone u komornika.
- Ja od pana dużo nie chcę. Pan się podjął rządzić tą spółdzielnią, a ja płacę i wymagam od pana, że ja potrzebuję ogrzewania, a jestem człowiekiem starym, już schorowanym, a pan sobie lekceważy. O ile chce pan iść tą droga, co poprzednik szedł, który mi powiedział, że jak mi jest zimno to mogę sprzedać bo on ma kupca, to ja z panem też nie będę miał o czym rozmawiać - denerwował się Józef Skruszewicz.
- Pan nie rozumie jednej rzeczy. Pan mieszka w społeczności, pan nie może wziąć tego swojego mieszkania i wystawić z bloku, a sieć położona jest tylko jedna, pan nie ma osobnej sieci - mówił Piotr Dubicki.
- Nie, nie przestawić, tylko pan jest po to, żeby pan rządził tak, żebym miał ciepło w mieszkaniu - dodał Józef Skruszewicz. Na co Piotr Dubicki odpowiedział, że szkoda, iż poprzednie zarządy nie doprowadziły tego osiedla do takiego stanu do jakiego on doprowadził w ostatnim czasie.
- Tamten pan nie zdążył, bo się utopił. Co mnie obchodzi, że ludzie nie płacą, ale ja płacę i ja wymagam. Pan wodę ciepłą zakręcił i teraz jej nie mam, a płaciłem 20,57 zł za m3 wody ciepłej, a teraz muszę na maszynce gotować w cagankach, co ja nie mam ani kotła, ani caganka tylko mam czajnik. Niech pan poodcina grzejniki, tym co nie płacą. Odciąć i zaspawać. W prywatnym mieszkaniu by tak właściciel zrobił. Ja wymagam od pana, żeby mi pan dostarczył ogrzewanie, a nie żebym ja w mieszkaniu spał w swetrze - mówił Józef Skruszewicz.
Piotr Dubicki twierdził, że nie ma prawa, żeby wejść do prywatnego mieszkania i odciąć grzejniki. Jednak obiecał, że w najbliższym czasie w zadłużonych mieszkaniach, tam gdzie nie ma współpracy lokatorów z zarządem spółdzielni założone zostaną plomby przy kuchenkach gazowych - ma to zmobilizować dłużników do spłaty zadłużenia względem spółdzielni.
ODCIĄĆ GAZ, TYM CO NIE PŁACĄ
Kazimierz Bartunek chciał się dowiedzieć, dlaczego spółdzielnia nie może odłączyć gazu tylko tym niepłacącym rachunki. Piotr Dubicki tłumaczył, że jest to technicznie niemożliwe do zrealizowania. Wówczas pan Kazimierz zasugerował, że zamiast brać pożyczkę na spłatę zadłużenia w gazowni, trzeba byłoby zapożyczyć się w kwocie ok. 30 tys. zł i przygotować instalację tak, by móc zacząć zamykanie gazu tylko dłużnikom.
- Bo inaczej, to my nigdy nie skończymy tematu - mówił pan Kazimierz.
Piotr Dubicki poinformował mieszkańców, że zarząd spółdzielni rozmawiał z dyrekcją gazowni w Bydgoszczy o odłączaniu gazu, ale jego zdaniem gaz, to nie jest ani prąd, czy woda i przy ewentualnym manipulowaniu może dojść do wybuchu.- Była również omawiana sytuacja tego typu, aby każdy miał odrębny licznik na gaz, ale pani dyrektor PGNiG z Bydgoszczy powiedziała tak. „Ja jako gazownia tego nie sfinansuje, was też nie stać, bo instalacja gazowa, która była rozprowadzana, była zrobiona po najmniejszej linii oporu” - mówił Piotr Dubicki.
Innego zdania był Kazimierz Bartunek, który twierdził, że spółdzielnię jest stać, żeby przebudować instalację. - Prawo mówi tak, że liczniki powinny być na korytarzu, a jeżeli instalacja idzie przez piony z kondygnacji na kondygnację, a prawo nie pozwala mieć liczników w domu, więc jeżeli piony idą przez przedpokoje, to na przeróbkę z wyjściem na klatkę schodową i powrót do mieszkania potrzebny jest projekt. Ja również uważam, że to byłoby idealne rozwiązanie, bo każdy by miał junkers, a kotły byłyby odciążone - tłumaczył Piotr Dubicki.
Kazimierz Bartunek przyznaje że założenie każdemu z osobna licznika jest teoretycznie niewykonalne, ale zaznacza zarazem, że jest możliwe założenie zaworów zamykających dopływ gazu dłużnikom. - Założenie zaworów w miejscach dostępnych dla spółdzielni, tym co nie płacą, to jest wykonalne i wcale to nie jest takie drogie. Wpuści pan ekipę i ta ekipa zrobi panu tak, że nie będzie przechodziło przez mój pokój, tylko będzie szło klatką schodową - twierdził Kazimierz Bartunek.
Jednak Piotr Dubicki przekonywał, że aby instalacja biegła klatką schodową, trzeba ją całkowicie przeprojektować.
BLOKADY NA KUCHENKACH
Po zebraniu spółdzielni udało się częściowo pozakładać dłużnikom blokady na kuchenkach, by nie generowali dalszych długów. Nie wszyscy jednak pracowników spółdzielni wpuścili do mieszkań.
- Pani Rz. została osobiście poinformowana przeze mnie, że takie coś będzie miało miejsce i o której godzinie, to zostałem obrzucony przez nią stekiem wyzwisk i do mieszkania nas nie wpuściła - opowiada nam Piotr Dubicki.
CHCĄ PRZEJŚĆ POD MOGILNO
Podczas zebrania Zbigniew Domański pytał obecnego na zebraniu radnego powiatowego, a zarazem prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej w Mogilnie Wojciecha Barana, czy byłaby możliwość, aby bloki ze Słonecznej przejęła mogileńska spółdzielnia.
- Ja się utwierdzam w przekonaniu, że jednak nasza spółdzielnia musi się zmienić i musimy robić wszystko, żeby się od niej odłączyć - mówił Zbigniew Domański.
- Kto nas weźmie z takimi długami - mówili mieszkańcy. Wojciech Baran stwierdził, że najpierw w przypadku Spółdzielni Słoneczna konieczne jest wprowadzenie programu naprawczego. Stwierdził, że sam nie może decydować o tym, czy spółdzielnia z Mogilna mogłaby przejąć bloki z ul. Słonecznej.
- Panie prezesie wiadomo, że musi być wola większości mieszkańców, ale szczerze, czy pan skłonny by był otworzyć rozmowy na temat przejęcia tej spółdzielni - pytał Zbigniew Domański.
Wojciech Baran stwierdził, że meritum sprawy jest to, aby wyegzekwować należności w odpowiednim momencie.
- Trzeba sobie zdawać sprawę, że zarządzanie jakimikolwiek zasobami, to nie jest wdzięczna funkcja i nie można być tzw. dobrym wujkiem. Bo w ostateczności tracą ci mieszkańcy, którzy regularnie płacą. Ja o tym temacie dowiedziałem się dzisiaj. O zajęcie tym tematem prosił mnie pan poseł. Powiem tak, ja nie mogę się wypowiadać w imieniu rady nadzorczej czy spółdzielni w imieniu walnego zgromadzenia. To są organy, które mogą ewentualnie podjąć decyzję. Ja mogę im przedstawić ewentualnie państwa stanowisko, nakreślić jak sytuacja wygląda i jakie się z tym wiążą konsekwencje. Ale o tym przyłączeniu moglibyśmy rozmawiać dopiero po analizie dokumentów - mówił Wojciech Baran.
- 170.000 zł długu mamy. To ja nie wierzę, żeby spółdzielnia z Mogilna poszła na to - mówiła zrezygnowana Barbara Białęcka.
Podczas spotkania Wojciech Baran zasugerował, że jeśli spółdzielnia ma prawomocne wyroki sądowe, to może gazowni zapłacić tymi wyrokami.
- Można dokonać cesji wierzytelności - mówił Wojciech Baran i obiecał całą sytuację przedstawić posłowi Krzysztofowi Brejzie, który również zadeklarował swoją pomoc mieszkańcom.
INTERWENCJA POSŁA
Kilka dni po zebraniu, dzięki posłowi Brejzie udało się zorganizować spotkanie zarządu spółdzielni Słoneczna z dyrekcją PGNiG. W spotkaniu z ramienia PGNiG uczestniczyła dyrektor z Gdańska i jej zastępca oraz dyrektor gazowni z Bydgoszczy. Efektem przeprowadzonych rozmów jest zobowiązanie spółdzielni, że opracuje ona program naprawczy, a następnie komornik przekaże na konto PGNiG zaległą kwotę. Na spotkaniu nie zapadła jednak żadna decyzja odnośnie ponownego włączenia gazu. Plan poprawy finansów spółdzielni zarząd ma już opracowany. Jak mówi Piotr Dubicki od momentu wyłączenia gazu przez minione dwa miesiące spółdzielnia spłaciła gazowni 40 tys. zł.
- Dzisiaj (wtorek, 9 października przyp. mal) otrzymaliśmy przelew za zlicytowane mieszkanie państwa K. na kwotę 45 tys. zł. W dniu dzisiejszym również na zebraniu zwołanym przez zarząd spółdzielni poinformowaliśmy mieszkańców o podjętych przez nas działaniach. Według moich obliczeń beztroska spółdzielni trwała blisko 15 lat. W tym czasie generowały się koszty, a ludzie jedni nie płacili czynszu w ogóle, a z drugiej strony czynsz nie był adekwatny do ponoszonych kosztów. Pani Rz. ma na dzień dzisiejszy 67 tys. zł zadłużenia. W tej chwili jej mieszkanie ma założoną przymusową hipotekę i obecnie znajduje się na etapie wyceny przez rzeczoznawcę - powiedział nam Piotr Dubicki.
NIKT SIĘ NIE ZWRACAŁ
Sytuacją mieszkańców zainteresowany jest także burmistrz Ewaryst Matczak. W rozmowie z naszym reporterem przyznał, że o sytuacji w Słonecznej wie tylko z krążących pogłosek. Twierdzi, że bardzo mu zależy na tym, by mieszkańcy mieli na zimę w domu ciepło.
- Nikt jednak nie zwrócił się do mnie o pomoc. Nie ukrywam, ze z obecnym zarządem nie współpracuje nam się tak, jak z poprzednim. Gdyby ktoś zwrócił się do mnie o pomoc, to na pewno bym nie odmówił, przecież my jako gmina też trudne sprawy załatwialiśmy z PGNiG i udało się nam porozumieć, być może byłoby też tak w przypadku bloków na Słonecznej - powiedział burmistrz Matczak.
NADAL BEZ GAZU
W ubiegłym tygodniu spytaliśmy w bydgoskim oddziale gazownictwa, dlaczego lokatorzy sumiennie płacący czynsz, mają ponosić konsekwencje niepłacenia przez innych lokatorów. Pytaliśmy także, czy w związku z tym, że instalacja gazowa w blokach jest tak poprowadzona, że nie można podobno założyć osobnych liczników na każde mieszkanie, tak, by każdy z osobna mógł płacić za zużyty gaz do gazowni, czy jest możliwość przebudowy tej instalacji, tak, by każdy płacił za siebie, czy jest możliwość opomiarowania osobno każdego z mieszkań. Spytaliśmy także, kiedy lokatorzy mogą liczyć na ponowne podłączenie gazu.
W odpowiedzi rzecznika prasowego Pomorskiej Spółki Gazownictwa sp. z o.o. Katarzyny Wróblewicz czytamy, że jeśli chodzi o sprawę instalacji wewnętrznej, to jest to wyłączna sprawa spółdzielni, która zgodnie z prawem budowlanym, odpowiada za jej stan techniczny.
- Oczywiście istnieje możliwość montażu gazomierzy indywidualnych u odbiorców. To jednak decyzja, związana z przebudową instalacji wewnętrznej, należąca do mieszkańców i spółdzielni mieszkaniowej - odpowiedziała Katarzyna Wróblewicz. Na pytanie kiedy lokatorzy mogą liczyć na ponowne podłączenie gazu, rzecznik Wróblewicz odpowiedziała: - Ponowne włączenie dostawy gazu może nastąpić po otrzymaniu zlecenia na wznowienie dostawy gazu od sprzedawcy gazu czyli od PGNiG SA. Pomorska Spółka Gazownictwa wstrzymała dostawy na zlecenie PGNiG SA i do dzisiaj nie otrzymała zlecenia na przywrócenie dostaw.
Magdalena Lachowicz
Film można zobaczyć w zakładce Filmy na stronie www.palukitv.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze