Jolanta Andrzejewska (z lewej) pyta, jak długo mieszkańcy będą jeszcze zmuszeni do siedzenia w zimnie. Obok stoi Katarzyna Błaszczak i jej trójka z 10 dzieci. By przygotować kąpiel dla dzieci, pani Katarzyna przez ponad 2 godziny musi grzać wodę w czajniku bezprzewodowym.
fot. Paweł Lachowicz
Strzelno, woda, mieszkanie, kamienica, dwutlenek węgla
Wodę do kąpieli grzeją w czajnikach na prąd
W lipcu ulewy pozalewały im mieszkanie. Teraz stwierdzono w kamienicy obecność dwutlenku węgla, nieszczelność kominów i nieszczelność instalacji gazowej. - Zgęziałe w domu siedzimy, a ile można pić „Gorącego kubka”. To się rzygać już chce - opowiada reporterowi lokatorka Jolanta Andrzejewska.
KAMIENICA ZALANA
19 lipca mieszkańcy kamienicy przy ul. Ścianki 2 w Strzelnie przeżyli horror, gdy nad powiatem mogileńskim przeszła gwałtowna nawałnica. Ulewa nie oszczędziły kamienicy, w której dach jest dziurawy jak sito i woda pozalewała mieszkania tamtejszym lokatorom.
Kamienica jest własnością Skarbu Państwa. Jeszcze do końca lipca zarządzała nią gmina Strzelno. Burmistrz Ewaryst Matczak chciał przejąć kamienicę, ale wojewoda Ewa Mes nie przychyliła się do wniosku burmistrza i ostatecznie przekazała kamienicę w zarząd Starostwu Powiatowemu w Mogilnie, które administruje nią od 1 września. Z informacji jakie uzyskaliśmy wojewoda Mes przekazała też do mogileńskiego starostwa pieniądze na remont dachu.
W KAMIENICY CZAD
Tymczasem mieszkańcy kamienicy przeżyli kolejny czwartek grozy. Niespełna 13 tygodni po zalaniu kamienicy 18 października w kamienicy pojawił się czad. Około 17:00 wezwana przez mieszkańców Straż Pożarna po oględzinach i stwierdzeniu ulatniania się tlenku węgla ewakuowała mieszkańców. Akcja trwała około 3 godzin, w tym czasie trwało wietrzenie pomieszczeń. Poza ulatniającym się czadem stwierdzono również nieszczelność instalacji gazowej, więc dla bezpieczeństwa mieszkańców odcięto dopływ gazu do budynku. Zakazano używania kominów. Mieszkańcy zostali bez dopływu gazu. Dodatkowo lokatorzy, u których w mieszkaniach są piece kaflowe oraz w tych, gdzie mieszkańcy mają centralne ogrzewanie na paliwo stałe nie mogli napalić w piecach.
Mieszkanka kamienicy Anna Ignaczak twierdzi, że sytuacja jest kryzysowa i naprawa instalacji gazowej w kamienicy powinna trwać od razu po ujawnieniu jej nieszczelności 18 października. Tymczasem przez weekend i kolejne dni nic tam się nie działo.
fot. Paweł Lachowicz
CZAJNIKI BEZPRZEWODOWE
W nocy kazano im spać przy otwartych oknach, aby uniknąć zaczadzenia. W budynku mieszka 5 rodzin, z których jedna rodzina ma w mieszkaniu piece kaflowe, dwie rodziny mają zainstalowane centralne ogrzewanie na paliwo stałe, natomiast dwie rodziny mają centralne ogrzewanie na gaz.
19 października zezwolono na uruchomienie ogrzewania lecz tylko tym lokatorom, którzy opalają węglem. Gaz do budynku nadal nie płynął. W trzech mieszkaniach było już ciepło, w dwóch kolejnych, gdzie ogrzewanie jest gazowe, nadal było zimno.
Problem był też z gotowaniem posiłków, które przygotowywane są we wszystkich mieszkaniach na kuchenkach gazowych. Strzeleński MGOPS dostarczył mieszkańcom czajniki bezprzewodowe, by mogli chociaż przegotować wodę na kawę lub herbatę.
Na miejscu zdarzenia 18 października obecny był burmistrz Ewaryst Matczak, przedstawiciel starostwa oraz inspektor nadzoru budowlanego.
Jolanta Andrzejewska od czwartku jest przeziębiona, podczas naszej rozmowy cały czas pociągała zakatarzonym nosem.
- Wtedy był syn u mnie i wychodząc na korytarz poczuł swąd. Wyszłam na korytarz i poczułam, że rzeczywiście był nieswojski zapach. Zeszłam do sąsiadki i powiadomiłam straż pożarną. Po jakimś czasie przyjechała straż z Mogilna i wybadali, że dwutlenek węgla się ulatnia. Po 15 minutach badania zaczęli wszystkich ewakuować z budynku. Ja byłam z ojcem, słabo się nam robiło, więc zawieźli nas do szpitala - opowiada wydarzenia z czwartku pani Jolanta.
22 października przyszli pracownicy z gazowni i robili próbę gazową. Mieli powiedzieć wówczas lokatorom, że nie włączą, bo cała instalacja w budynku jest nieszczelna.
- Siedzimy o suchym chlebie. Ja dostałam zapalenia oskrzeli, ostatnie pieniądze wydałam na lekarstwa, chodzę na zastrzyki, a w domu zimno - dodała.
- Z gazowni mówili, że cały pion trzeba wymienić. Ten gaz już wcześniej musiał się ulatniać, tylko jak było ciepło, drzwi na korytarzu były pootwierane i nikt tego nie czuł. Ten kto ma piec kaflowy, to sobie napali. Przyszłoby nam gotować na maszynce elektrycznej, ale kto by wtedy rachunki za prąd zapłacił. Zgęziałe w domu siedzimy, a ile można pić „Gorącego kubka”. To się rzygać już chce. My chcemy, żeby wszystkim lokatorom dali pomoc w postaci jedzenia, obiady, czy jakieś ciepłe dania. To jest sprawa losowa i na to powinny się pieniądze znaleźć. Zanim oni przyjadą, zanim to wszystko wyrysują i zanim znajdą pieniądze i pracowników, będą to robić do świąt Bożego Narodzenia. Nie mamy na czym gotować i kogo jest stać iść do restauracji - opowiada Jolanta Andrzejewska.
Katarzyna Błaszczak, gdy dowiedziała się, że w kamienicy ulatnia się gaz, stwierdziła, że wszyscy siedzą tam, jak na minie. Opowiada, że od 1 września zgodnie z decyzją wojewody Ewy Mes kamienicą administruje starostwo powiatowe. Twierdzi, że po czwartkowym zgłoszeniu, następnego dnia straż pożarna poczyściła w budynku wszystkie kanały wentylacyjne. Twierdzi, że jej rodzina ma zagwarantowane obiady w SOSW na Parkowej.
- Ja dzieciom do kąpieli grzałam wodę w czajnikach, bo panie z Opieki przywiozły nam czajniki i maszynki. To na 10 dzieciaków maszynka i czajniki przez 2 godziny chodziły, żeby nagrzać dosyć wody. Całe szczęście, że to było w dzień, ale i tak na dworze staliśmy do 20:30. Ale mało tego kazali nam spać przy otwartych oknach. Musiałam spać przy otwartych oknach i jeszcze musiałam pilnować dzieci, żeby nie zmarzły - mówi Katarzyna Błaszczak.
Inna mieszkanka Anna Ignaczak opowiada, że jej czteroosobowa rodzina zajmuje mieszkanie o powierzchni ponad 60 m2. W mieszkaniu mają zainstalowane centralne ogrzewanie na gaz.
Kamienica przy ul. Ścianki 2 stoi frontem do strzeleńskiego Rynku. Mieszkańcy Strzelna uważają ją za jedną z najbardziej pechowych kamienic w tym mieście. Między innymi w wyniku zaniedbań, od 35 lat tam nic nie robiono. Od 1 września kamienicą zarządza Starostwo Powiatowe w Mogilnie.
fot. Paweł Lachowicz
- My z sąsiadką mamy wszystko na gaz, nawet centralne ogrzewanie i zostaliśmy całkowicie odcięci. Został mi tylko czajnik bezprzewodowy i mikrofalówka. Co ja mogę na tym zrobić, tylko odgrzać. Najgorsze, że zapowiadają mrozy i śnieg, i co wtedy. Jak przyjdą mrozy, to bym musiała z grzejników wodę spuścić, żeby nie zamarzła. Przy zalaniu, jak tutaj byli w lipcu, to widzieli, że kominy są popękane, zalane wodą. Dlaczego wtedy nie reagowali? My jesteśmy ludźmi, tu ludzie mieszkają z krwi i kości, a tutaj ważniejsze są światełka na gwiazdkę na Rynku - mówiła tuż po zdarzeniu Anna Ignaczak.
Katarzyna Błaszczak twierdzi, że jak kamienica przeszła 1 września pod zarządzanie starostwa, to burmistrz Matczak od razu chciał zabrać pojemniki na śmieci, chociaż jeszcze ze starostwa nie było nowych.
- Jaka to jest mądrość. Skoro Strzelna pojemniki, to niech zabiorą, ale niech poczekają, aż te pojemniki z Mogilna nam przywiozą. Jakoś udało się je zatrzymać, ale jakby zabrali, to jeszcze byśmy byśmy śmieci mieli składować - denerwuje się Anna Ignaczak.
WICESTAROSTA WIE LEPIEJ
22 października lokatorów odwiedził administrator budynku z ramienia starostwa powiatowego Mirosław Gutowski, z którym ustalili, że rodziny zamieszkałe w budynku do czasu usunięcia awarii zagwarantowane będą miały obiady.
- Odsyłam pana do starostwa, bo ja tutaj nie mam nic do powiedzenia. Na miejscu był wicestarosta i on jest bardziej zorientowany niż ja. Ja niedawno otrzymałem w administrację ten budynek i niewiele mogę w tej materii powiedzieć - powiedział Mirosław Gutowski.
Spytaliśmy go, jako administratora, co będzie z remontem dachu kamienicy. Usłyszeliśmy, że sprawę tę pilotuje starostwo.
- Ja nie mam bezpośrednio wpływu na remont dachu, czy gazu. Nie mam takich uprawnień. Robi to starosta w imieniu wojewody - powiedział Gutowski.
Jeśli chodzi o bieżącą sytuację mieszkańców kamienicy, Mirosław Gutowski stwierdził, że stara się wspomagać tych ludzi. Jego zdaniem, na dzień dzisiejszy jest tam firma, której zlecono naprawę instalacji gazowej.
- Z tego co wiem, będzie również naprawa dachu. Ale to ze starostwem musi pan rozmawiać, nie ze mną, bo ja nie mam wpływu, ani na środki, ani na wykonawcę. Ludziom trzeba pomóc. Z tego co załatwiliśmy, to lokatorzy kamienicy chodzą na obiady. Dostali pieniądze z Opieki na opłacenie prądu, tak, że nie pozostali bez opieki. Z tego co się orientuję od środy (31 października przyp. pal) mają mieć wymienioną instalacje gazową i prawdopodobnie uruchomioną. W tej kamienicy od 35 lat nikt, nic nie robił i to wygląda tragicznie. Najlepiej rozmawiać z wicestarostą, bo on przy usuwaniu awarii był. I oni są bardziej w temacie niż ja - dodał Mirosław Gutowski.
OGLĘDZINY KAMIENICY
27 października w kamienicy pojawili się pracownicy ze starostwa, którzy dokonywali oględzin budynku.
- Sprawdzali okna, spisywał,i co trzeba w kamienicy wyremontować, odwiedzili wszystkich lokatorów. W sobotę był również pan Mirosław Gutowski, powiedział, że pieniążki na dach są, z tym, że 7-8 listopada ma odbyć się przetarg na remont dachu. Najważniejsze, żeby to wszystko jak najszybciej zrobili - opowiada Katarzyna Błaszczak
WICESTAROSTA ODSYŁA
29 października próbowaliśmy porozmawiać w sprawie mieszkańców i dalszych losów kamienicy przy ul. Ścianki 2 z wicestarostą Tadeuszem Szymańskim, ale odesłał nas do starosty Tomasza Barczaka, twierdząc, że tylko starosta może udzielić nam informacji.
STAROSTA NIE MA CZASU
Niestety nie udało nam się porozmawiać ze starostą Barczakiem, gdyż akurat tego dnia pracował ze skarbnikiem nad projektem budżetu powiatu na 2013 rok. Prosił, by umówić spotkanie na inny dzień.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1081 (44/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze