Strzelno, śmieci, burmistrz, mieszkańcy, problem
Wszystko kiśnie, na podwórkach fetor
- Ktoś z zewnątrz obserwujący nas mógłby powiedzieć: „szczęśliwa gmina”, nie mają problemów, a jedynym problemem, jaki mają, są śmieci. Jeżeli nie jesteśmy w stanie sobie poradzić z tak prozaiczną sprawą, to nie ma się co dziwić, że nie potrafimy sobie poradzić z ważnymi problemami społecznymi - mówił radny Mikołajczak.
ZMIENIŁ ZASADY
Sprawa kulejącej gospodarki śmieciowej w Strzelnie powraca na nasze łamy jak bumerang.
W 17/2012 numerze naszego tygodnika, w artykule pt. Rękoczyny przy śmietnikach pisaliśmy o wyjątkowym zaśmieceniu miasta i gminy Strzelno. Pisaliśmy, że podwórka komunalnych kamienic zawalone są śmieciami, a mieszkańcy boją się o własne zdrowie.
Nie jest to jednak wina Sanikontu. To burmistrz Ewaryst Matczak zmienił zasady - od kwietnia śmieci wywożone są do Giebni nie co tydzień, a dwa razy w miesiącu. Po ostrej dyskusji, jaka miała miejsce podczas kwietniowej sesji Rady Miejskiej dotyczącej makabrycznej sytuacji śmieciowej w Strzelnie, burmistrz Ewaryst Matczak nie przejął się zbytnio trudną sytuacją sanitarną gminy, z powodu zalegających na podwórkach kamienic śmieci. Podczas kwietniowej sesji prosił o dwa tygodnie czasu, gdy gmina rozwiezie pojemniki do segregacji, one zdaniem burmistrza miały rozwiązać problem. Obiecał jednak aneksować umowę z Sanikontem w kierunku określenia, co to znaczy wywozić śmieci dwa razy w miesiącu. Do tej pory umowa nie została anektowana, a śmieci nadal zalegają na podwórkach komunalnych kamienic. Sprawa powróciła więc pod obrady ostatniej sesji.
POCHODZIĆ PO MIEŚCIE
Radny Piotr Dubicki miał do burmistrza propozycję, aby ten przeszedł się spacerkiem po wszystkich posesjach komunalnych, a zwłaszcza ich podwórkach i obejrzał, jak rzeczywiście wygląda sytuacja z wywożeniem odpadów komunalnych.
- Jakiś czas temu przeczytałem wywiad z panem, gdzie twierdził pan, że wszystko jest och i ach, że jest w porządku, że jest załatwione, śmieci wywiezione, nic nie zalega. Tymczasem rzeczywisty obraz jest zupełnie inny. Mieszkańcy niektórych posesji występowali nawet na piśmie do pana, do sanepidu, do przewodniczącego Rady Miejskiej. Ci ludzie ratują się sami nakrywając cuchnące przez upały śmieci jakimiś plandekami, osłaniając je od słońca. Wprowadzenie pojemników na segregację odpadów nie rozwiązuje sprawy. Kłopot ze śmieciami w naszym mieście nadal istnieje. Nadal sytuacja jest mało komfortowa dla mieszkańców. Niepotrzebnie stwarza to rozdrażnienie i doprowadza do konfliktów międzysąsiedzkich, a to trwa już ponad dwa miesiące i o te dwa miesiące za długo - mówił radny Dubicki.
Tłumaczył, że jako mieszkaniec prywatnej posesji indywidualnie podpisuje umowę z Sanikontem i płaci 13 zł, za pojemnik. Jak wyliczał, mieszkaniec mieszkania komunalnego w Strzelnie płaci 10 zł od osoby, czyli pięcioosobowa rodzina płaci za wywóz śmieci 50 zł miesięcznie. - Ja płacę 13 zł. i jeżeli nie mam żadnych zaległości, to „Sanikont” na każde moje wezwanie za 13 zł przyjeżdża. Na podwórka komunalne nie może przyjechać, bo gmina ma zaległości - dodał radny.
Pytał burmistrza, skąd te zaległości się biorą, skoro mieszkańcy płacą za śmieci, o tyle więcej niż mieszkańcy prywatnych posesji: - Jaką ci ludzie mają motywację do segregacji odpadów, jeżeli to w żaden sposób nie umniejsza kwoty uiszczanej za wywóz śmieci?
Jego też zdaniem wielu mieszkańców nadal skarży się, że nie doszło do obiecanej wymiany skorodowanych pojemników lub uzupełnienia ich ilości np. na ul. Gimnazjalnej, gdzie na 14 rodzin jest tylko 6 pojemników. - Jeden pojemnik powinien przypadać na rodzinę, czyli tam powinno znajdować się 14 pojemników i każda rodzina powinna mieć możliwość zapełniania swojego pojemnika. Było spotkanie radnych z właścicielem „Sanikontu”, pan w spotkaniu nie uczestniczył, a szkoda. Zaproponowano kilka rozwiązań problemu śmieci. Myślę, że gdybyśmy wprowadzili je w życie, dzisiaj problemu ze śmieciami już by nie było - mówił radny.
WSZYSTKO KIŚNIE
Burmistrz Ewaryst Matczak tłumaczył, że był na wizji w budynkach komunalnych, po wstawieniu części pojemników do segregacji śmieci. Mówił, że rozmawiał z mieszkańcami i jego zdaniem oni generalnie nie negują sposobu wprowadzenia pojemników do segregacji, ale zdaniem burmistrza powstaje problem tego typu, że w nocy podrzucane są śmieci z zewnątrz i na niektórych posesjach wygląda tak, jak wygląda. Zdaniem burmistrza śmieci, które się nawarstwiły, są wywiezione.
- Chętnie byśmy poszli w kierunku takim, żeby każdy zawarł umowę indywidualną z „Sanikontem”. Ta stawka jest rzeczywiście taka, jak pan powiedział, ale my liczymy to globalnie, ponieważ, jak państwo wiecie nie wszyscy nam płacą, więc z tych, co płacą, pokrywamy za tych co nie płacą za śmieci. Dlatego tak to wygląda. Byłoby dobrze, żeby każdy miał umowę odrębną i każdy płaciłby za swoje. My tych opłat nie chcemy - mówił burmistrz.
- To chyba rozmawiamy z zupełnie innymi mieszkańcami, bo pan mówi, że rozmawia z mieszkańcami i jest wszystko w porządku, a ja rozmawiając mam zupełnie inne informacje i inne nastawienie jest tych mieszkańców do nagromadzonych śmieci. Przy tych upałach, panie burmistrzu na tych małych podwórkach jest taki fetor, wszystko kiśnie i to nie powinno zalegać ani dnia dłużej. I śmiem wątpić, bo praktycznie codziennie obchodzę część tych podwórek i pan w tej chwili mówi nieprawdę, że część zostało usunięte, bo one po prostu zalegają i w tej chwili możemy zrobić konfrontację i ja panu pokażę, jakie stosy skiśniętych śmieci zalegają na tych posesjach. Nieprawdą jest, że one są wywiezione - denerwował się radny Dubicki.
WRÓĆMY DO WYWOZU CO TYDZIEŃ
Radny Piotr Pieszak potwierdził, że do burmistrza trafiły wnioski mieszkańców w sprawie uregulowania gospodarki śmieciowej w gminie. Twierdził, że on sam, jako przewodniczący Rady Miejskiej, takie pismo do burmistrza wystosował. Jego zdaniem mieszkańcy budynku na ul. Cegiełka i ul. Gimnazjalnej mieli propozycję, żeby zamiast małych pojemników postawić im kontener.
- Kontener wstawić i problem by się rozwiązał, bo jest 13 rodzin, a pojemników chyba 6, więc lokatorzy w błyskawicznym tempie je zapełniają. Sami już się zorganizowali i posegregowali to, co mogli, ubili w tych pojemnikach, ale jeszcze nie ma możliwości, żeby to do końca rozwiązać. Do dzisiaj nie ma odpowiedzi pana burmistrza - mówił Piotr Pieszak.
Burmistrz twierdził, że pojemniki są sukcesywnie wymieniane. Jego zdaniem gmina wymieniła w tym roku 9 pojemników okrągłych, a ma zamówionych 5 kolejnych.
- Jeżeli chodzi o pojemnik na ul. Cegiełka, to konsultowaliśmy z panem Sieradzkim (dyrektor ZGKiM w Strzelnie - przyp. mal) i tam po prostu tego kontenera nie da się postawić, bo nie podjedzie się tam odpowiednim samochodem i jest problem, dlatego ten temat upadł. Jeżeli będzie taka potrzeba, to postawimy tam jeszcze pojemniki okrągłe - mówił burmistrz.
Dodał także, iż jedną z możliwości rozwiązania problemu śmieci jest wystąpienie do mieszkańców mieszkań komunalnych z pismami, żeby podpisali umowy indywidualne na odbiór tych śmieci przez firmę Sanikont. - Wystąpimy z takim pismem, zobaczymy, jaki będzie odzew - stwierdził burmistrz.
Przewodniczący Pieszak nie był jednak usatysfakcjonowany odpowiedzią burmistrza. Twierdził, że proponowane przez burmistrza rozwiązanie będzie jeszcze gorsze niż to, które istnieje na dzień dzisiejszy w Strzelnie. Pytał jakim cudem burmistrz będzie w stanie skontrolować tych wszystkich ludzi, których na jednej posesji jest kilkunastu, czy podpisali umowy i czy ci, którzy podpisali rzeczywiście wywieźli swoje śmieci.
- Moim zdaniem rozwiązanie jest tak proste, że w zasadzie dyskusja radnych na sesjach nie ma najmniejszego sensu. Problem zaczął się od zmiany częstotliwości wywozu. To jest podstawowy ból. Ustaliliśmy, że wpływy, które są z czynszu i opłat dokonywanych przez mieszkańców, są wystarczające na bieżące utrzymanie tych budynków. Więc co pana, panie burmistrzu, podkusiło, żeby zmienić częstotliwość wywozu śmieci? Ja rozumiem, że chcemy uczyć ludzi segregacji śmieci, ale najpierw trzeba ich teoretycznie do tego przygotować. A tak pewnego dnia okazało się, że zamiast trzech czy czterech razy w miesiącu, wywozimy śmieci dwa razy w miesiącu. Zostawmy tę częstotliwość, która była wcześniej, to nie są wielkie oszczędności, 5-6 tys. miesięcznie w skali budżetu. Wróćmy do tej częstotliwości, która była wcześniej, bo za moment będziemy mieli plagę szczurów i innych gryzoni i ich wytępienie będzie jeszcze droższym interesem - dodał radny Pieszak.
WAŁKOWANIE ŚMIECI
Dyskusji o śmieciach uważnie przysłuchiwał się radny Marian Mikołajczak, po czym spytał, jak długo jeszcze będzie trwała ta żenująca dyskusja na temat śmieci.
- Wałkujemy to od dwóch miesięcy. Ktoś z zewnątrz obserwujący mógłby powiedzieć: „szczęśliwa gmina”, nie mają problemów, a jedynym problemem, jaki mają, są śmieci. Jeżeli nie jesteśmy w stanie sobie poradzić z tak prozaiczną sprawą, to nie ma się co dziwić, że nie potrafimy sobie poradzić z ważnymi problemami społecznymi. Skończmy naprawdę tę dyskusję, bo to już jest żenujące. Po prostu jesteśmy to winni obywatelom. Myślę, że jako Rada jesteśmy w stanie tych zmian dokonać. Zróbmy chociaż raz z opóźnieniem, ale do końca. Ja sobie nie wyobrażam, że na następnej sesji znowu do problemu powracamy. To w takim razie jesteśmy tutaj niepotrzebni. Niepotrzebny jest burmistrz, niepotrzebni są radni, skoro nie potrafimy załatwić takiej brudnej, ale prozaicznej sprawy - powiedział radny Mikołajczak.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1062 (25/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze