Proszysk, policja, GDDKiA, pisma, droga, łuk, kolizje
Zamęczyć pismami
Szef policji jeziorańskiej i radni są zgodni. Do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad tak długo trzeba wysyłać pisma w sprawie zmiany struktury asfaltu na drodze krajowej nr 25 w okolicach Proszysk, aż wreszcie zareagują.
Na drodze krajowej nr 25, na łuku w Proszyskach bardzo często dochodzi do kolizji drogowych. Najgorszy był 2009 r., gdzie w Kuśnierzu i Proszyskach odnotowano łącznie 47 zdarzeń drogowych. Kierownik Posterunku Policji w Jeziorach Wielkich asp. Piotr Piaskowski proponował radnym podczas kwietniowych połączonych komisji Rady Gminy, by jeśli będą mieli okazję, przejechali się tą drogą po deszczu i zaparkowali przy restauracji w Proszyskach.
- Proszę się przejść tym asfaltem. Tam po deszczu jest tak, jak na lodowisku. Nogi się rozjeżdżają - mówił Piotr Piaskowski.
Zdaniem przewodniczącego Rady Gminy Jarosława Graczyka, zarządca drogi, którym jest Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, po licznych monitach ograniczył się tylko do postawienia znaku ograniczenia prędkości i nic poza tym.
Asp. Piaskowski tłumaczył radnym, że policja w sprawie tego niebezpiecznego odcinka drogi monitowała już w GDDKiA kilkanaście razy. Dopiero po siódmym złożonym wniosku, w Proszyskach został ustawiony znak ograniczenia prędkości i tzw. sierżanty, czyli strzałki na poboczu drogi. Policja w ostatnim piśmie wystąpiła do zarządcy drogi także o zmianę struktury asfaltu, tak jak było to zrobione w ubiegłym roku na łuku drogi w Kwieciszewie. - Odpowiedź była taka, że nie ma środków w tej chwili na zmianę struktury nawierzchni. My wiemy, że większość tych zdarzeń jest po opadach deszczu. Szczerze mówiąc, jeżeli kierowcy dostosowywaliby się do tych znaków, to do większości zdarzeń by nie doszło. Bo ja jeżdżę tutaj już wiele lat i jadąc normalną prędkością nie ma możliwości, żeby wypaść z drogi - mówił Piotr Piaskowski.
Dodatkowym problemem jest fakt, że akurat na tym odcinku drogi pod domem sołtys Proszysk Elżbiety Kozłowskiej samochody często wypadają z drogi i lądują na betonowym płocie grodzącym jej zabudowania. - W płot wjeżdżają praktycznie co roku. Bywały takie lata, że trzy razy wjechali mi w płot. Raz było tak, że jeszcze nie zdążyłam go naprawić po pierwszym uderzeniu, a już kolejny wjechał. Wypadki zaczęły się od momentu położenia nowej nawierzchni. Ten łuk jest najprawdopodobniej źle wyprofilowany. Ja widzę często jaki błąd popełniają kierowcy, jak dojeżdżają do łuku z dużą prędkością, to nagle hamują i wówczas ich wyrzuca - tłumaczy pani Elżbieta.
Wójt Zbysław Woźniakowski twierdził, że Zarząd Dróg Krajowych stoi na stanowisku, że oni mają oznakowane wszystko prawidłowo.
Zdaniem radnego Waldemara Ciesielczyka nawierzchnia tej drogi jest dobra, a brakuje tam jego zdaniem znaku świetlnego: - Takiego, żeby świecił, mrugał i ostrzegał, że jest ograniczenie, czy jakiś zakręt. Wystarczyłoby solarny znak postawić i już by nie było wypadków.
- Tutaj trzeba iść na zmęczenie i pisać te wnioski do GDDKiA do znudzenia. My systematycznie raz na kwartał takie pismo wysyłamy. Zobaczymy jaki będzie skutek - przekonywał Piotr Piaskowski.
Tego samego zdania był Jarosław Graczyk: - Trzeba zmęczyć ich tak pismami, że przyjdą i coś zrobią. Bo tu tylko patrzeć, że ktoś zginie na tym zakręcie.
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1056 (19/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze