Reklama

Zgłosił fakt połowu ryb prądem

Leon Szczeblewski pokazuje reporterowi wykupione w Przyjezierzu zezwolenie na połów ryb fot. Paweł Lachowicz

Przyjezierze, Jezior Ostrowskie, połów, ryby, policja
     Zgłosił fakt połowu ryb prądem
     Leon Szczeblewski chce, by Straż Rybacka z Kruszwicy wyjaśniła, kto łowił ryby prądem 22 maja w Wysokim Moście. Zapowiada, że prawdopodobnie przeniesie się do okręgu konińskiego, nad Jezioro Kownackie, bo tam chociaż są ryby.

     JECHALI PRĄDEM
     Leon Szczeblewski jest rodowitym mogilnianinem, od 23 lat mieszka w Toruniu, a od 18 lat jest właścicielem domku letniskowego w Przyjezierzu. - Jak byłem chłopakiem na ryby chodziłem nad Pannę. Dopiero jak sobie kartę wyrobiłem, to od tego czasu zacząłem przyjeżdżać do Przyjezierza - opowiada.
     Regularnie co roku wykupuje pozwolenie na połów ryb. 22 maja pojechał do sklepu U Leonarda, wykupił trzydniowe pozwolenie i wybrał się na połów w stałe miejsce, czyli na Wysoki Most na Jeziorze Ostrowskim. Za możliwość połowu zapłacił 30 zł. Opowiada, że gdy dojechał na miejsce, zauważył na drewnianej łódce dwóch mężczyzn.
     - Zajechałem i patrzę dwóch facetów na drewnianej krypie jadą prądem równiuteńko, zaczynając od mostu w stronę Ostrowa. Podejrzewam, że wrócili tam później dlatego, że dzisiaj (23 maja) byłem od 5:30 do 12:00 i złapałem dwie płocie 12 do 15 cm i jednego okonka około 10 cm i to było wszystko - opowiada pan Leon. Opowiada, że zadzwonił na numer telefonu podany na zezwoleniu. Mężczyźnie, który telefon odebrał powiedział, że na Jeziorze Ostrowskim łowią prądem.
     - On mi się zapytał, kto mi kazał u nas kartę wykupić. Spytałem, czy dba o ludzi, którzy przyjeżdżają i płacą im pieniądze. Powiedziałem mu, że w ogóle o nas nie dba. Najwięcej mnie wnerwiło powiedzenie, kto mi kazał wykupywać u nich zezwolenie. To zadzwoniłem jeszcze raz i zapytałem, że skoro im zgłaszam coś takiego, a oni nie reagują, to znaczy, że jak przyjdę łowić bez zezwolenia, to mnie potraktują też ulgowo - opowiada Leon Szczeblewski.
     W rozmowie przypomniał sytuację sprzed kilku lat, jak poziom wody w jeziorze był tak wysoki, że na Wysokim Moście pod mostem można było przepłynąć rowerem wodnym.
     - Oni tam wtedy przy moście rozstawili swoją bazę, półtora kilometra sieci rozstawili i tłukli prądem dwa razy w przeciągu tygodnia jezioro dookoła. A jak przyjechała Straż Rybacka, to miała do mnie pretensje, że za blisko jeziora stoję samochodem, a stałem jakieś 15 m od jeziora. Powiedziałem im, że nie mną się powinni zajmować tylko tymi ludźmi co tłuką prądem. Usłyszałem „Proszę pana, my nic nie możemy, bo oni mają pozwolenie”. Więc ja nie wiem, czy prądem można czy nie, ale moim zdaniem nie powinno się w ten sposób łowić, bo ryba karłowacieje, narybek się wybija - twierdzi Leon Szczeblewski. Jego też zdaniem nie dość, że ryby jest mało i nikt nie zarybia jeziora, to na to wszystko niektórzy łowią prądem.
     - Koledzy opowiadali mi, że mieli kiedyś pomosty i łowili karpia, a teraz pustki. Przez ostatnie 15 lat dwa razy udało mi się leszcza złapać powyżej 2 kg i to wszystko z grubej ryby. Teraz tylko same małe płotki - dodaje.
     ZŁOŻYŁ DONIESIENIE
     Zdenerwowany zadzwonił także zgodnie z wykazem, jaki widnieje na kartach rybackich, do Bydgoszczy. Tam kobieta, która odebrała telefon miała go odesłać do Straży Rybackiej do Kruszwicy. - Powiedziałem jej, że jest niepoważna. To ja wam zgłaszam konkretną sprawę, a pani mnie jeszcze na koszty naraża, żebym wydzwaniał po Kruszwicy. Ona zdecydowała, że sama zadzwoni do Kruszwicy - dodaje pan Leon.
     Po całym zajściu pan Leon zaczął zastanawiać się nad wykupieniem w przyszłym roku karty w okręgu konińskim. Ma zamiar przenieść się na Jezioro Kownackie: - Kolega tam jeździ i złapał ładnego lina, a tutaj nic.
     FIRMA MA ZGODĘ NA POŁÓW PRĄDEM
     Jak ustaliliśmy, od 1993 r. dzierżawcami wody Jeziora Ostrowskiego jest firma Inter-Fisch z Czerniaka.
     Szef firmy Marcin Szymański mówi, że jeśli człowiek, którego widział nasz czytelnik był ich pracownikiem, to firma posiada uprawnienia do połowu prądem i jego zdaniem ustawa o rybactwie na to zezwala. Pracownik, jego zdaniem, posiada stosowne zaświadczenie Uniwersytetu w Olsztynie, gdyż tam przechodzi się odpowiednie szkolenie i każdy kto dokonuje połowu ryb przy użyciu prądu musi mieć takie zaświadczenie. Marcin Szymański mówi, że agregat musi mieć specjalną przystawkę. Wszystko jest dwa razy do roku kontrolowane przez Państwowa Straż Rybacką. Agregat prądotwórczy - jak dodaje - jako taki jest urządzeniem, które służy do połowu ryb i nie ma jakiś ograniczeń, czy to się robi codziennie, czy co drugi dzień, czy co dziesiąty.
     - Robimy tak, że objeżdża się brzegi raz i później na jakiś czas daje się spokój. Teraz był taki okres i zbieraliśmy trochę ryby. I to nie jest tak, że odławia się tej ryby nie wiadomo ile. Z takiego połowu rybak przywiezie około 20-25 kg ryb - mówi Marcin Szymański. Twierdzi, że okresów ochronnych należy przestrzegać.
     Firma, którą kieruje, posiada też zezwolenie od marszałka na odłów tarlaków, czyli ryb w fazie pełnej dojrzałości płciowej, zdolnych do rozrodu. W publikacjach instytutowych - jak mówi Marcin Szymański - agregat postrzegany jest jako jedno z lepszych urządzeń do pozyskiwania tarlaków, gdyż agregat nie zabija ryb, tak jak to widać na filmach, tylko pozwala na odławianie ryb w bardzo dobrym stanie. Nie jest to ryba poobcierana tak jak z sieci rybackiej. Ona jest chwilowo ogłuszana, zbierana i nadal żyje. Ona jest w lepszej kondycji, niż ryba odłowiona w każdy inny sposób.
     - Połów agregatem jest bardzo selektywnym połowem, bo bierzemy tylko tę rybę, którą potrzebujemy, a przy łowieniu sieciami, to jest procent, którego nie chcielibyśmy zabierać, a musimy. My też musimy wiedzieć co mamy w tym jeziorze, bo gdybyśmy polegali na tym, co mówią nam wędkarze, to trudno byłoby określić nam rybostan. A tak jak rybak przywiezie 10, czy 15 kilo lina, to ja wiem, że lin jest w jeziorze, czy np. przywiezie szczupaka. Jeżeli brakuje jakiejś ryby, to ja też jestem w stanie dowiedzieć się tego po odłowie - powiedział Marcin Szymański.
     Spytaliśmy, czy pracownicy firmy Inter-Fisch prowadzili odłowy 22 maja. Usłyszeliśmy, że tego dnia odbywało się zarybienie sieją i ktoś mógł być z połowem w okolicy Wysokiego Mostu.
     Marcin Szymański twierdzi, że jeśli chodzi o Jezioro Ostrowskie i samo Przyjezierze, to jego firma odbiera dużo sygnałów, często jednak od samych kłusowników. - Wydzwaniają ze skargą na nas, a potem jadą nasi ludzie, albo policja i okazuje się, że są całe rzędy pozostawionych jakiś kijów po żakach. Bo oni je wyzbierali przed nami, aby nasz człowiek tego nie zebrał. Trzeba brać dużą poprawkę na to, co ludzie mówią - dodał.
     Jego też zdaniem, każdy użytkownik czy dzierżawca akwenu ma do sporządzenia operat wodno-prawny na każdy z obwodów rybackich, które ma w dzierżawie. W operacie określone są warunki użytkowania jeziora łącznie z warunkami, jakie należy dotrzymać m.in. jakie ma być na danym terenie zarybienie. Firma z Czerniaka nastawiona jest na profil rybacko-wędkarski, czyli wydaje pozwolenia i jednocześnie odławia ryby z tych jezior. Jest to zupełne przeciwieństwo do PZW, które nie prowadzi odłowów rybackich. Ponadto każdy obwód rybacki posiada swój operat, który zatwierdzony jest przez Instytut Rybactwa Śródlądowego. - Z wypełniania tych zapisów jesteśmy kontrolowani co roku przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Poznaniu i Urząd Marszałkowski w Toruniu i dodatkowo przez Straż Rybacką - mówi Marcin Szymański.
     ZARYBIAJĄ JEZIORO
     Po czym dodaje, że jeziora są przez nich na bieżąco zarybiane. O zarybianiu każdorazowo powiadamiana jest RZGW na dwa dni przed zarybieniem. W ubiegłym tygodniu pracownik firmy w obecności pracownika RZGW wpuszczał 50.000 sztuk siei w Ostrowie. Wcześniej wpuszczana była sielawa oraz sukcesywnie co roku płoć, leszcz i niewielkie ilości węgorza i szczupaka. - Zarybiamy kilka razy w roku, bo wylęgi ryb są w różnych terminach. Tych ryb co roku wozi się po kilka ton, bo ostatnio w Ostrowie były braki płoci i my to wyrównujemy. Natomiast ja jeszcze nie spotkałem opinii wędkarza, który gdziekolwiek powie, że w jeziorze jest ryba - powiedział szef Inter-Fisch.
     Twierdzi, że rozumie, że wędkarz denerwuje, jak widzi, że ktoś płynie z siecią, czy agregatem. - Ja rozumiem, że ten pan mógł się zdenerwować, bo nie jest to ładny widok. Ja ze swojej strony mogę zadeklarować, że nie robimy wielkiej krzywdy i wszystko się dzieje zgodnie z przepisami - dodał Marcin Szymański.
     Przyznał ponadto, że w firmie odbierają mnóstwo telefonów i on nie jest w stanie stwierdzić, kto telefon w danym czasie odebrał. Zawsze jednak tłumaczy ludziom, że firma Inter-Fisch użytkuje jezioro i jeżeli ktoś się decyduje na wykupienie zezwolenia w tej firmie, to musi się liczyć z faktem, że rybak też na tym jeziorze będzie.
     - Może ktoś, kto odebrał telefon od tego pana, użył niewłaściwych słów i nie zawsze ma się dobry dzień. Często, jak ludzie widzą kłusowników, to nic z tym nie robią, a jak zobaczą rybaka na łodzi zaraz wydzwaniają - powiedział Marcin Szymański.

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1059 (22/2012)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości