Reklama

Po pożarze w Sędowie. Trzy rodziny bez dachu nad głową - potrzebne długofalowe wsparcie

Pożar, który wybuchł 9 kwietnia w Sędowie (gm. Dąbrowa), doszczętnie zniszczył dach i poddasze trzyrodzinnego domu. Trzy rodziny straciły dach nad głową. Dziś potrzebują nie tylko doraźnej pomocy, ale i długoterminowego wsparcia. W pomoc zaangażowali się mieszkańcy wsi, sołectwo i władze gminy.

Do zdarzenia doszło 9 kwietnia około godziny 13.40. Na miejscu interweniowało siedem jednostek straży pożarnej z Mogilna, Dąbrowy, Parlina, Trląga i Kołodziejewa. Konstrukcja dachu spłonęła całkowicie, a wnętrza domu zostały zalane wodą. Po zakończeniu akcji gaśniczej podjęto decyzję o rozbiórce dachu i zabezpieczeniu budynku plandekami.

W domu mieszkały trzy spokrewnione ze sobą rodziny. Wszystkie osoby zdołały się ewakuować przed przybyciem straży pożarnej.

Codzienność po pożarze

W jednej z części budynku mieszka Jan z żoną. Jego sąsiedzi - to jego siostry z mężami. Żona pana Jana nie jest jeszcze emerytką. Pracuje w zakładach sodowych w Janikowie, które mają zostać zamknięte. Straci pracę w lipcu.

Reklama

Po pożarze część rodziny znalazła tymczasowe schronienie u krewnych. Sam pan Jan mieszka obecnie w budynku, który uległ zniszczeniu w pożarze. W rozmowie z redakcją opowiada o stratach i trudnościach z ich usuwaniem.

W październiku robiliśmy remont. Prawie 20 tysięcy. A teraz wszystko do wyrzucenia - mówi - Najważniejsze to teraz kontener na śmieci. Wszystko spalone, nie ma gdzie wyrzucić. Dodaje: - Znajomi przyjeżdżają pomagać, ale niewiele mogą zrobić. Mamy podłączony prąd. Nie wiemy, czy będziemy płacić za podłączenie. W końcu mogę zrobić pranie, bo cała odzież brudna. Brałem odzież i się ubrudziłem, bo wszystko okopcone.

Reklama

Podobnie sytuację opisuje Józef, który z rodziną tymczasowo mieszka w przyczepie ustawionej przy domu. Tydzień mieszkali i jedli posiłki u sąsiadów, teraz mogą w miarę samodzielnie funkcjonować w przyczepie kempingowej. Brakuje podstawowych udogodnień, m.in. ogrzewania i bieżącej wody. Pomimo trudnych warunków, pan Józef podchodzi do sprawy z dystansem i powściągliwością.

- Zanim u nas zrobią remont, to wszystko musi wyschnąć. Najpierw górę muszą zrobić, potem u nas. Sufit cały mokry, trzeba będzie zrywać. Ale w tym wieku nie wszystko człowiek ma siłę zrobić sam - mówi.

Reklama

Obaj panowie to osoby skromne, które nie domagają się niczego, ale nie ukrywają, że bez wsparcia nie będą w stanie szybko wrócić do normalności. Przyznają, że zaskoczyła ich życzliwość wielu osób.

- Na wsi ludzie często wstydzą się prosić o pomoc - podkreśla pan Jan.

Największe straty w wyniku pożaru poniosła rodzina mieszkająca na pierwszym piętrze budynku. Ogień, który objął strych, zniszczył dużą część ich mieszkania. W niektórych pomieszczeniach konieczne było zerwanie sufitów, a całe piętro wymaga generalnego remontu.

Reklama

W tej rodzinie szczególnej troski wymaga pan Henryk - schorowany, potrzebujący stałego wspomagania oddechu przy pomocy urządzenia tlenowego. Podczas ewakuacji sąsiedzi zabezpieczyli najważniejsze dla niego urządzenie - koncentrator tlenu z butlą - umożliwiające mu oddychanie. Obecnie pan Henryk wraz z żoną przebywają u swojej córki.

Pomoc w porządkowaniu i rozbiórce spalonej konstrukcji dachu koordynuje zięć pana Henryka - Rafał. To on przejął na siebie dużą część organizacji pomocy technicznej i kontaktów z instytucjami.

Reklama

Gmina: czekamy na sygnał

W pomoc poszkodowanym zaangażowała się gmina Dąbrowa. Jak wyjaśnia wójt Agnieszka Ziółkowska, poszkodowani otrzymali już wsparcie finansowe i zostali objęci opieką Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej.

Wszyscy mają do mnie telefon. Jak tylko jest potrzeba, nasi pracownicy są gotowi przyjechać i pomóc – mówi. – Nie chcę co drugi dzień dzwonić, by nie być natrętną, ale zapewniam, że gmina nie zostawia tych rodzin samych.

Trwa weryfikacja możliwości przekazania kontenera na odpady przez gminę. Jak zaznacza pani wójt, musi to odbywać się zgodnie z przepisami, ponieważ przekazanie mienia publicznego na potrzeby prywatnych nieruchomości może stanowić naruszenie dyscypliny finansów publicznych.

Reklama

Rodzinnie, ale niełatwo – koordynacja pomocy

Córka jednego z poszkodowanych, pani Paulina, od początku angażuje się w organizację pomocy. To ona już w trakcie pożaru, pomagała mieszkańcom w ewakuacji i wspierała. Zorganizowała przyczepę, w której obecnie mieszka pan Józef z żoną. Jak podkreśla, rodziny są ze sobą blisko spokrewnione, ale też bardzo skromne - niechętnie proszą o pomoc.

Najtrudniejsze teraz to wysprzątać piętro po pożarze. Dopóki góra nie zostanie uprzątnięta, nie można ruszyć z niczym dalej - mówi. Wskazuje, że kluczowa jest teraz koordynacja pracy, bo przy dużej liczbie osób łatwo o chaos. - Najlepiej kontaktować się z moim tatą, on codziennie jest na miejscu i może wszystko zorganizować.

Reklama

Pani Paulina dziękuje także wszystkim darczyńcom i osobom wspierającym rodziny duchowo: - Wpłaty mówią same za siebie. Ale wiele znaczy też dobre słowo, wiadomość, że ktoś jest z nami. To bardzo budujące.

Pomoc sąsiedzka i codzienne potrzeby

W pierwszych dniach po pożarze dużym wsparciem okazali się sąsiedzi. Jedną z rodzin, pana Józefa z żoną przyjęła do siebie sąsiadka, pani Agnieszka. Mieszkali u niej przez tydzień, zanim przenieśli się do przyczepy kempingowej. -Oferowaliśmy im, żeby zostali dłużej, ale nie chcieli być dla nikogo ciężarem. Wiedzą, jednak że mogą do nas wrócić, jeśli przyjdą chłodne dni - mówi pani Agnieszka.

Reklama

Najpilniejsze potrzeby to kontenery na odpady oraz pomoc przy rozbiórce i wynoszeniu zniszczonych elementów. Część mieszkańców szuka tańszych usług prywatnych firm, ponieważ koszty takiego kontenera są wysokie, a gmina z powodu przepisów - nie może wprost ich sfinansować.

Segregują wszystko, czekają, aż będzie co załadować. Jak będzie trzeba, pomożemy. Nawet młodzież z naszej miejscowości już się zgłasza, że chce pomóc. Ludzie chcą pomagać, to naprawdę budujące - mówi sąsiadka.

Dodaje, że mieszkańcy domu są bardzo powściągliwi i niechętnie proszą o pomoc, zarazem wiele osób przynosi również pomoc materialną i finansową – od ubrań po środki czystości. Część darczyńców pragnie pozostać anonimowa.

Reklama

To są ludzie, którzy nigdy niczego się nie domagali. Są wdzięczni, ale nie zawsze potrafią to wyrazić. Gdy przyniosłam im kopertę z datkiem, pan Janek się rozkleił. Czasem mówią, że może nawet nie poznają osoby, której powinni podziękować.

Pomoc sąsiedzka i zbiórka

Z pomocą ruszyli mieszkańcy Sędowa, sołectwo oraz Koło Gospodyń Wiejskich. Na portalu Pomagam.pl prowadzona jest oficjalna zbiórka „Pomoc po pożarze w Sędowie” na rzecz trzech rodzin. Stan na dzień dzisiejszy: 19.200 zł z 300.000 zł. Na adres Tutaj w ciągu 9 dni wpłaciło 159 osób.

Reklama

Potrzebne długofalowe wsparcie

Choć rodziny otrzymały pierwsze wsparcie, skala zniszczeń sprawia, że pomoc potrzebna będzie jeszcze długo. Odbudowa domu, remont zalanych pomieszczeń, codzienne potrzeby - to wyzwania, którym niełatwo sprostać osobom starszym i niezamożnym.

Apel o solidarność i wsparcie wciąż jest aktualny. Każda, nawet najmniejsza pomoc, ma znaczenie. Liczy się każda wpłata, każde dobre słowo, każda para rąk gotowa do pomocy.

Sebastian Lachowicz

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 24/04/2025 10:26
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości