Reklama

Dziennik basisty

Poniżej publikujemy fragmenty zapisków, jakie przy okazji występów na FMR w Jarocinie w 1985 r. i 1986 r. dokonał w swoim prywatnym dzienniku basista "Ivo Partizan" Leszek Duszyński. Dziś, po ponad 20 latach jest to nieocenione źródło informacji o tamtych czasach, o kulisach przygotowań i występów do koncertów, o marzeniach i rzeczywistości, w jakiej obracali się muzycy rockowi w Polsce. W końcu o oazie wolności, jaką wtedy niewątpliwie w komunistycznym państwie policyjnym, był przez tydzień Jarocin.

     Przed festiwalem jarocińskim w 1985 roku
     Poniedziałek, 7 sierpnia 1985 r.
     Jutro wyjazd do Jarocina. Z myślą tą żyjemy od momentu, kiedy usłyszeliśmy w Programie 3 Polskiego Radia nazwę naszego zespołu. Dziwnym, ale prawdziwym faktem jest to, że nie mieliśmy gdzie grać. Dopiero po uzgodnieniu wielu spraw, które przeszkadzały nam w kontynuowaniu prób, udaliśmy się na pierwszy "trening muzyczny" 24.07.1985 r. Mamy w tej chwili pięć utworów, które zaprezentujemy na tegorocznym festiwalu w Jarocinie. Ale trzeba najpierw tam zagrać (chodzi mi o stadion), bowiem wszystkie kapele i te z kaset i z przesłuchań będą przeegzaminowane w dniach 9-10.08 w celu zaprezentowania się widowni na dużej (najlepsze kapele) i na małej scenie.

Dwadzieścia lat temu Leszek Duszyński grał w "Ivo Partizan" na gitarze basowej. Jarocin 1986 r., jak pisze w swym dzienniku miał mu dać odpowiedź, co robić dalej, czy nadal grać, czy zająć się czymś innym w życiu.                   fot. arch.

Reklama

     Na dzisiejszej próbie nie odczuwaliśmy zdenerwowania, choć każdy jest myślami już w Jarocinie. Skoro chodzi o mnie i o moich kolegów, to po raz pierwszy gramy na takiej imprezie. Mam nadzieję, że trema minie i dobrze wypadniemy. Ale jak to będzie, pokaże czas. Zmęczony teraźniejszością kładę się spać niepewny przyszłości.
     Sobota, niedziela, 12-13 sierpnia 1985 r.
     Z Mogilna wyjechaliśmy o godz. 12:00. Na miejscu byliśmy po godz. 14:00, byłem trochę zdenerwowany kiedy weszliśmy do J.O.K-u. Nowi ludzie (punki, hippisi, itd.). Ich styl był dla mnie obcy. Nie znaczy to, że nigdy nie widziałem punków czy popersów. Po prostu nie miałem takiej styczności jak teraz. Na zameldowanie czekaliśmy dość długo i w międzyczasie postanowiliśmy iść na obiad. Nocleg przydzielono nam w szkole nr 3 (spory kawałek od J.O.K-u i stadionu). Spaliśmy razem, tzn. Mariusz Twarużek, Maciej Adamski, Sławomir Ruciński, Elżbieta Węglewska, Stanisław Holak i ja, członkowie grupy "Klattu", "Paris" - pop i jacyś bluesmani. Ci popersi to naprawdę dziwni ludzie. O godz. 20:00 poszliśmy na zebranie do J.O.K-u, gdzie przemawiał organizator festiwalu Walter Chełstowski. Wygłosił dość obszerną mowę dotyczącą praw i obowiązków muzyków. Ogłosił, że przyjechało około 80 grup, z których mniej więcej połowa zagra na dużej scenie. A więc odbędą się przesłuchania w dniach 9-10.08. My znaleźliśmy się w drugiej grupie, czyli występować będziemy w sobotę. Muzycy, którzy spali w naszej klasie, występowali w tym samym dniu co my. W J.O.K-u byliśmy przed 11:00. Na liście znaleźliśmy się na miejscu 23. Długo więc musieliśmy czekać na swój występ. Wreszcie weszliśmy do sali za kulisy, by tam nastroić się. Gitary nastroił nam Stachu. Po "Forcie BS" wyszliśmy na scenę. Widać było, że byliśmy bardzo zdenerwowani. Nie ma się co dziwić, mamy przecież krótki staż. Po ustawieniu odpowiedniego brzmienia rozpoczęliśmy granie pierwszego utworu "Walc nr I". Palce miałem bardzo sztywne. Zdenerwowani szczęśliwie wytrzymaliśmy do końca bez żadnej wpadki. Walter powiedział wtedy, "dobra zagrajcie utwór inny stylowo". "Mec" po usłyszeniu tych słów zadecydował, że zagramy "Mengele". Słusznie, bo co mogłoby być, gdybyśmy zagrali inny utwór. Zagraliśmy tylko połowę. Na więcej nam nie pozwolił. Podziękował nam za zagranie i za list, który wysłał Maciej. Byliśmy źli na siebie, bowiem nie zagraliśmy tak jak trzeba było. Stachu powiedział nam, że zagraliśmy na 20% no może 30% swoich możliwości. Byliśmy przekonani, że się nie dostaliśmy. Później poszliśmy na obiad i do kina. W drodze powrotnej do szkoły nr 3, pod mostem zatrzymała nas milicja. Zaczęli przeglądać nasze papiery, po czym zabrali mnie na posterunek. Podobno legitymacja była nie w porządku. (...) dość ostro rozmawiali ze mną, bo wiedzieli, że stoją wyżej niż ja, prosty człowiek pochodzenia robotniczego. Po zadaniu kilku głupich pytań, puścili mnie wolno. Gdy dotarłem w końcu do szkoły zdenerwowany dzisiejszym dniem postanowiłem się napić. Nazajutrz, tj. 11.08. dowiedzieliśmy się, że będziemy grać na dużej scenie. Na pewno każdy z nas możliwości tej nie wykluczał, ale co prawda bał się to wypowiadać głośno. Ruch w Jarocinie był coraz większy, zewsząd można było napotkać młodych ludzi spragnionych posłuchać dobrej muzyki. Postanowiliśmy uczcić ten dzień i iść na lody.
     W poniedziałek mieliśmy próbę, która przeobraziła się w naszą klęskę. Być może to wielkie słowo i nie należało go wymieniać, bo nie było aż tak źle, ale wszyscy byliśmy załamani. Nierówno graliśmy, gitara miała za mało przesteru. Z obawą czekaliśmy na dzień 14.08, kiedy zagramy na stadionie dla kilkutysięcznej widowni. W ten sam dzień po próbie wyjechałem razem z Maciejem do Mogilna. Wracamy jutro.
     Sobota, 19 sierpnia 1985 r.
     W Mogilnie byliśmy o 19:00. W domu był tylko Piotr, taty jeszcze nie było. Najadłem się, wykąpałem i poszedłem spać. O godz. 9:30 obudziłem się, po czym zabierając 1.300 zł poszedłem na autobus, który jechał do Gniezna. W autobusie "Mec" pokazał mi zaproszenie do Warszawy, by tam grać w "Rivierze". Będą tam wysłannicy "Tonpresuu" i Polskiego Radia. W Gnieźnie kupiliśmy worek piwa i wypiliśmy parę. W pociągu znów parę i już szumiało w głowie. Jakoś dobrnęliśmy do Jarocina, a stamtąd do szkoły nr 3, choć w drodze zbiły się 3 piwa. Po rozładowaniu piw udaliśmy się na stadion. Tam spotkaliśmy dziewczynę "Meca" i jej koleżanki. Wysłuchaliśmy punka i poszliśmy do domu. Tam wypiliśmy piwa z Darkiem Kuldą, gitarzystą i liderem grupy "Kosmetyki Mrs. Pinky", następnie położyliśmy się spać. Obudziliśmy się dość wcześnie i od razu przyszło mi na myśl, że dzisiaj gramy. Próba wyszła nam znacznie lepiej niż poniedziałkowa. Byliśmy zadowoleni, po czym udaliśmy się na obiad. Po obiedzie długo siedzieliśmy na ławkach obok stadionu, czekając na nasz występ. Kiedy zaczęła grać kapela "Idee Fixe" udaliśmy się pod scenę. Byłem skoncentrowany, tremę odczuwałem w 50 %. Weszliśmy do baraku, by tam się nastroić. Przedtem jednak Sławek i ja biegaliśmy za chorusem i kablami. Stachu nas nastroił, po czym w skupieniu czekaliśmy na nasz koncert (drugi w mim życiu). Po grupie "1984" wyszliśmy na scenę. Gramy pierwszy utwór. Po zakończeniu słychać oklaski. Po drugim nieco większe. Trzeci utwór rejestruje TVP. Zagraliśmy dobrze, tylko Sławek z... w pewnym momencie. Oklaski. Gramy ostatni utwór "Mengele". Wysiadam już powoli, cholernie się męczę. Kończymy utwór i cały koncert burzliwymi oklaskami, które trwały kilka minut po zakończeniu występu. Skomentuję w tym momencie wypowiedź Nagłowskiego (Piotr Nagłowski, jeden z organizatorów festiwalu, przyp. mah). Kiedy wychodziliśmy na scenę powiedział: "A teraz "Ivo Partizan", tę grupę należy wysłuchać". Natomiast po zakończeniu, przy ogromnym aplauzie powiedział: "To jest czysta polska nowa fala". Byliśmy zadowoleni. Stachu wraz ze swoją dziewczyną pogratulowali nam. Gratulacje złożył mi również basista grupy "Idee Fixe", przy odbiorze swojego kabla, na którym grałem. Później spotkałem Darka i razem spędziliśmy resztę koncertu. Nie spodziewaliśmy się takiego przyjęcia. Jestem zadowolony, choć muszę jeszcze dużo pracować.
     Dzień następny przeszedł bez jakiegoś wielkiego echa, poza występami grup "Made in Poland", "Variette" i "Madame" i spotkaniu fajnego chłopaka, który mówi, że zagraliśmy bardzo dobrze i tylko lepiej od nas zagrały "Kosmetyki Mrs. Pinky". W piątek w ogóle nie poszedłem na stadion, gdzie dominowała muzyka blues. Coraz bardziej odczuwałem głód, gdyż pieniądze kończyły się. W sobotę, tj. 17.08.85 r. poszliśmy na stadion. Staszek poszedł zobaczyć wyniki i przyniósł nam po kilku chwilach bardzo radosną nowinę. Jesteśmy laureatami tegorocznego festiwalu, z tymi oto słowami zwrócił się do nas. Czuliśmy się bardzo szczęśliwie, ale nie umieliśmy tego jakoś wyrazić. Dzisiaj znowu gramy. Stachu i Ela wyjechali, a my poszliśmy do szkoły po gitary. W szkole, kiedy w biegu jedliśmy suchy chleb popijając mlekiem, do naszej sali wszedł Słoń, menadżer grupy "Made in Poland", który oświadczył nam, że dzisiaj gramy i pogratulował. Znowu na swój występ poczekaliśmy na ławkach stadionu, z dala od ogromnego tłumu. W międzyczasie, po godz. 18:00 odbyło się uroczyste wręczenie nagród i przedstawienie laureatów złotej dziesiątki Jarocina"85. Nagrody wręczała Miss Jarocina. My otrzymaliśmy gitarę firmy "Mensfeld" oraz 10.000 zł. Przedtem, tj. o godz. 13:00 odbyło się spotkanie Waltera Chełstowskiego z laureatami festiwalu. Omówił on sprawy dzisiejszych występów. Zbliżał się nasz koncert, a my nie mieliśmy nastrojonych gitar, ani kabli, ani przystawki. Wtedy "Mec" powiedział, że nie gramy. Zaczynał powoli padać deszcz. W ostatniej chwili zadecydowaliśmy, że jednak zagramy. Kiedy wchodziliśmy na scenę pożyczyliśmy dopiero kable i przystawkę. Gitarę basową stroiliśmy na scenie do gitary. Szybko ustawiliśmy brzmienie, nieco gorsze jak na poprzednim koncercie i zaczęliśmy grać. Po zagraniu ostatniego utworu, tzn. "Mengele" ludzie domagali się bisów. "Mec" (znów on) postanowił, że zagramy "Gdzie jest Bóg", utwór który grał razem z "Wiarusem" i "Siwym" w kapeli punk rockowej "Bunkier". Utworu tego nie grałem. Po zejściu ze sceny dałem swój podpis (drugi w życiu). "Mec" udzielił wywiadu, po czym przyszli do nas "Słoń" i "Mroczek". Podobaliśmy się im, chcą z nami współpracować. Jesteśmy bardzo zadowoleni. Nie spodziewałem się, że zagram w Jarocinie, nigdy nie marzyłem nawet skrycie, że będę laureatem Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie.
     P.S. Podobno będziemy występować i razem z "Made in Poland", wyjedziemy do Jugosławii i nagramy płytę. Ale o tym - Sza!
     Przed festiwalem jarocińskim w 1986 roku
     Wtorek, dnia 29 lipca 1986 r.
     Jutro wyjeżdżamy do Jarocina. Po raz drugi z rzędu będziemy grać przed tak wymagającym audytorium. Tylko, że teraz jako goście. Niestety, nie jest to nasza korzyść. Musimy bowiem zagrać znacznie lepiej niż rok temu. Być albo nie być oto hasło na Jarocin. Trzeba dać z siebie wszystko, bo od tego koncertu zależy nasza dalsza egzystencja muzyczna, a także możliwość zachowania nadziei w sprawach nagraniowych. Tak ogromna odpowiedzialność wpływa i wpłynie pewnie podczas koncertu na naszą grę. Już dzisiaj każdy z nas się boi, mimo, że nikt tego nie wypowiada głośno. W Jarocinie przedstawimy 6 utworów. Czy zostaną zaakceptowane przez dziennikarzy i widzów, dowiemy się już w czwartek. Uważam, że ten program jest znacznie bardziej bogatszy, a także lepiej opanowany technicznie niż program z ubiegłego roku. Brak nam jednak ekspresji, ucieczki od rzeczywistości, gwałtowniejszej ekspresji, która dominowała w tamtejszej muzyce. Dla mnie osobiście koncert, który wykonamy w dniu moich urodzin 31.07.85 r. ma odpowiedzieć na następujące pytanie, czy stać mnie na coś więcej, czy mogę ograniczyć do minimum tremę. Uważam także, że w Jarocinie muszę podjąć decyzję, czy grać dalej czy też nie. Tak więc sprawa Jarocina i mojego koncertu w tej kapeli jest jedną z najważniejszych w życiu.
     Dzisiaj przeprowadziliśmy ostatnią próbę. Już było słychać w grze naszej lekki niepokój dna jutrzejszego. Poza tym jesteśmy już nieco zmęczeni próbami, które odbywały się codziennie, a niekiedy dwa razy na dzień. Gościnnie zagra z nami S. Holak. Gra on na dziwnym instrumencie (...) Jest to instrument klawiszowy "Casio" (...) Zmęczony rzeczywistością kładę się spać niepewny przyszłości.

Leszek Duszyński
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 703 (31/2005)

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 03/09/2024 08:11
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości