Reklama

Kierowca szkolnego autobusu nie zabrał autystycznego Przemka

Agnieszka Chaber z synami, starszym autystycznym Przemkiem i młodszym Michałem

    fot. Magdalena Lachowicz

Strzelno, kierowca, autobus szkolny, Przemek
      Kierowca szkolnego autobusu nie zabrał autystycznego Przemka
     Roman Gierba tłumaczy to tym, że Lenartowa nie ma w grafiku jego trasy przejazdu autobusu. Gdyby musiał zjechać do tej miejscowości, to automatycznie spóźnia się do innych miejscowości. Wczoraj, w ratuszu strzeleńskim, sekretarz gminy Jarosław Marek razem z kierowcą miał znaleźć inne rozwiązanie tej sytuacji.

      WRACAĆ SZKOLNYM AUTOBUSEM
      Agnieszka Chaber mieszka w Lenartowie (gm. Jeziora Wielkie), wychowuje dwóch synów - starszego Przemysława i młodszego Michała. Przemek jest dzieckiem autystycznym, w związku z tym od 4 lat uczęszcza na zajęcia w Specjalnym Ośrodku Szkolno - Wychowawczym w Strzelnie przy ul. Parkowej. Najpierw uczęszczał tam do przedszkola o specjalnych potrzebach edukacyjnych oraz dla dzieci z autyzmem, a obecnie jest uczniem II klasy szkoły podstawowej dla dzieci z autyzmem również w strzeleńskim ośrodku. Przez 4 lata pani Agnieszka dowoziła syna na zajęcia do Strzelna we własnym zakresie.
      Od początku tego roku szkolnego, od września Przemek dwa razy w tygodniu w czwartki i piątki kończy zajęcia wcześniej niż zwykle. Mama chłopca doszła do wniosku, że warto pomyśleć o powrocie ze szkoły szkolnym autobusem.
      - W końcu to tylko dwa dni, droga powrotna, a Przemo bardzo lubi ten środek transportu. Będę miała więcej czasu na obowiązki domowe, a synek chociaż w taki sposób odrobinę się usamodzielni - opowiada nam Agnieszka Chaber. Po wrześniowej rozmowie z dyrektorem Mariuszem Podhorodeckim była przekonana, że z powrotem Przemka z zajęć autobusem szkolnym nie będzie żadnego problemu.
      - Tak się przynajmniej wydawało, że kierowca „zrobi” parę kilometrów więcej, ale da się to załatwić. Tyle, że kierowca to trudny człowiek, ciężko się z nim dogadać - dodaje pani Agnieszka.
      Kierowca miał otrzymać instrukcje dotyczące nowej trasy przejazdu. W piątek, 27 września rano teść pani Agnieszki zawiózł ją do Strzelna, żeby mogła wrócić z synem autobusem. Mama Przemka uznała wówczas, że rozmowa z kierowcą jest bezcelowa, gdyż sądziła, że przecież kierowca wie, co ma robić. Postanowiła porozmawiać z opiekunką dzieci jeżdżącą z kierowcą w autobusie szkolnym, żeby zwróciła szczególną uwagę na jej syna podczas jazdy. Zaznaczyła przy tym, że gdy będą duże problemy z zachowaniem jej syna, to po prostu zrezygnuje z tej formy powrotu ze szkoły.
      Mama Przemka wraz z opiekunką wymieniły się numerami telefonów, a kierowca wysadził ich w Lenartowie pod samym domem.
      - Naprawdę mi ulżyło. Pomyślałam, że będzie dobrze - mówi pani Agnieszka.
      W następnym tygodniu Przemek trochę chorował, więc próbę samodzielnej jazdy autobusem musieli przełożyć.
      WYJECHAĆ NAPRZECIW
      Aż przyszedł kolejny czwartek, 10 października. Jak opowiada nam pani Agnieszka z lekką obawą, ale stwierdziła, że nie można tego odkładać w nieskończoność zawiozła rano Przemka do szkoły. Arianna Marzec, opiekunka w klasie Przemka bez mrugnięcia okiem zgodziła się zaprowadzić po lekcjach jej syna do autobusu. Dla własnego spokoju, pani Agnieszka przedzwoniła jeszcze do opiekunki jeżdżącej z dziećmi autobusem, że Przemek będzie wracał autobusem do domu. I tutaj, zdaniem pani Agnieszki rozpoczęły się pierwsze problemy.
      Kierowca szkolnego autobusu wjeżdżając do Lenartowa musiałby stracić za dużo czasu i w związku z tym wystąpiły komplikacje, szczególnie czasowe na dalszej trasie. Opiekunka ze szkolnego autobusu miała zaproponować pani Agnieszce, aby ta wyjechała im naprzeciw i odebrała syna z Woli Kożuszkowej.
      - W pierwszej chwili nie chciałam się na to zgodzić, ale w końcu ulegam. Dlaczego? Dlatego, że powiedziałam rano Przemkowi, że wróci do domu autobusem i nie wiem, czy dużo z tego zrozumiał, ale traktuję swoje dzieci z szacunkiem i staram się ich nie okłamywać. Pod szkołą opiekunka z klasy Przemka, Arianna sumiennie wykonała zadanie, poinstruowała opiekunkę z autobusu i pozornie wszystko szło dobrze. W Wójcinie opiekunka „puściła mi sygnał”, żebym wyjechała po Przemka, a przy wysiadaniu powiedziała tylko, że trochę wstawał. Dopiero po fakcie przyszło mi do głowy, że nie zachował się odmiennie od dzieci zdrowych, które rzadko siedzą nieruchomo jak głazy.       Po południu przedzwoniła Ada (Arianna Marzec przyp. mal), uspokoiłam ją, że wszystko poszło dobrze. Następnego dnia postanowiłam „kuć żelazo póki gorące”. Skoro nie ma innego wyjścia, będę wyjeżdżać po dziecko trzy kilometry do Woli Kożuszkowej Napisałam SMS do opiekunki z autobusu, że umawiamy się tak, jak dnia poprzedniego, a brak odzewu uznałam za zgodę. Najwidoczniej się pomyliłam - opowiada pani Agnieszka.
      NIE ZABRAŁ W OGÓLE
      W piątek, 11 października tak, jak zostało to wcześniej ustalone Przemek po zajęciach szkolnych miał wrócić do domu autobusem. Jednak kierowca autobusu szkolnego Roman Gierba nie chciał chłopca zabrać.
      - Zastanawiam się, jakby tu zacząć... Nie mam zamiaru nikogo skrzywdzić. Chcę jedynie zachęcić do chwili refleksji nad problemem, który w moim subiektywnym mniemaniu nie powinien w ogóle zaistnieć. Był piątek, przed trzynastą. Dzwoni do mnie roztrzęsiona opiekunka ze szkoły mojego syna. Po prostu nie wierzyłam własnym uszom w to co usłyszałam. Ada mówiła - „Aga, on mi go nie zabrał”; w tle słyszałam płacz swojego dziecka. Po chwili dotarło do mnie, że kierowca szkolnego autobusu odmówił zabrania mojego syna. Bez chwili zastanowienia rzuciłam do słuchawki „Będę za jakieś dwadzieścia minut” i wsiadłam do auta - odpowiada nam pani Agnieszka.
      UZNAŁ TO ZA INCYDENT
      Przyjechałam do Strzelna, w szkole wychowawczyni syna Katarzyna Storozum zapewniła ją, że taka sytuacja miała miejsce po raz ostatni. Usłyszała, że dyrektor Mariusz Podhorodecki wykonał już niezbędne telefony w celu - jak mówi pani Agnieszka - utemperowania niepokornego kierowcy.
      - Nie jestem zbyt oczytana, ale mogę śmiało powiedzieć, że zespół Aspergera, Downa, czy też autyzm nie przenoszą się drogą kropelkową, ani w żaden inny sposób. Z tym się po prostu trzeba urodzić. Te dzieciaki naprawdę nie gryzą i w większości nie potrzebują dodatkowej opieki w autobusie. Czy wymagam zbyt wiele? Potrzebujemy tolerancji, dzięki której czujemy się pełnowartościowymi ludźmi. Życzliwości, szacunku i uprzejmości drugiego człowieka, który nie zawsze jest świadomy tego, że wykonywanie pozornie trywialnych czynności stanowi dla nas nie lada wyzwanie i dobrej woli kierowcy - mówi pani Agnieszka.
      Dyrektor SOSW Mariusz Podhorodecki mówi reporterowi Pałuk: - Ja uznałem to za incydent, taki jednostkowy, że pan Gierba nie zabrał tego dziecka. Nie znam sprawy aż tak dobrze, ponieważ z panem Gierbą nie rozmawiałem.
      Jego zdaniem autobusy szkolne jeżdżą systematycznie i problemów dotychczas nie było.
      - Pan sekretarz Urzędu zapewnił mnie, że ta spawa zostanie niezwłocznie wyjaśniona. Padło też stwierdzenie, że będzie zorganizowane zebranie i na tym zebraniu pewne wytyczne padną i określone zostaną ścisłe procedury, które takie przypadki wyeliminują. Myślę, że już nie będzie dochodziło do takich incydentów - dodał Mariusz Podhorodecki.
      Opiekun pełniący dyżur w świetlicy SOSW Krzysztof Woźniak przyznał, że w czasie, gdy doszło do tego incydentu miał dyżur w świetlicy. Nie był jednak bezpośrednio przy tym zdarzeniu, ale widział jak z chłopcem szła opiekunka z ośrodka, która doprowadzała go do autobusu.
      LENARTOWO NIE PO DRODZE
      Kierowca autobusu Roman Gierba w rozmowie z naszym reporterem powiedział, że zabranie chłopca i kurs do Lenartowa nie od niego zależy. Jego zdaniem, to co kierowcy mają robić zależy od sekretarza Urzędu Gminy Jarosława Marka.
      - To jest taka sytuacja, że to dziecko jeździ już tutaj nie pierwszy rok. Cały czas woziła go mama. Lenartowo leży kawałek od naszej trasy. Żeby tam pojechać, to my kierowcy musimy mieć więcej czasu. Jak tam pojedziemy, to automatycznie spóźniamy się na następne kursy. Jest w związku z tym uzgodnione tak, że my nie zabieramy tego dzieciaka. Tak było uzgodnione. Mieliśmy spróbować raz i pojechaliśmy i zamiast być np. za piętnaście druga w Ciechrzu, bo ja biorę to dziecko, jadę do Lenartowa, wracam i jadę do Ciechrza, oprócz tego zabieram stąd dzieci z Rzadkwina, one się przesiadają na drugi autobus do Pawła Cichonia, który je zawozi do Rzadkwina, a ja robię dalszy kurs. Jak jestem później to i Paweł się spóźnia i ja się spóźniam na następny kurs - tłumaczył nam Roman Gierba.
      Dalej wyliczał, że o 14:10 ma kurs na Wolę Kożuszkową, później do Woli Kożuszkowej jedzie o 15:15, gdy się spóźni o 20 minut, to praktycznie jeden kurs mu wypada. Przemysław Chaber miał jechać do Lenartowa kursem o 12:30. Raz, na próbę, jak mówi Roman Gierba pojechał tą trasą, ale okazało się, że nie nadąża zabierać inne dzieci i to zgłosił do sekretarza, że nie nadążą.
      - Sekretarz powiedział, to dobrze, to nie zabieramy i musi sobie jakoś poradzić. Być może dyrektor naobiecywał tej kobiecie, ale my nie damy rady. Chyba, że zgodzą się, by ten chłopiec czekałby na świetlicy i jechał późniejszym kursem, tym o 14 z minutami. Tutaj też jest walka jakby nie patrzeć o dzieci, jak my zaczniemy się spóźniać na ten kurs do Woli, to dzieciaki nam uciekną - twierdzi Roman Gierba.
      Jego też zdaniem, jak będzie zabierać Przemka do Lenartowa o 12:30 , to czas tak się przesunie, że ostanie dzieci wysiądą z autobusu o 16:30 i to jest, jego zdaniem sytuacja nie do przyjęcia.
      ZNAJDĄ ROZWIĄZANIE
      Sekretarz Jarosław Marek potwierdził, że Roman Gierba zgłaszał w ratuszu, iż jazda do Lenartowa burzy mu kurs, na tyle, że ciężko mu w wyznaczonym czasie objechać inne szkoły. Miał także zasugerować, że wolałby jechać do Lenartowa późniejszym kursem. - Dlatego spotykamy się w Urzędzie, by ten problem rozwiązać, żeby pan Roman nie musiał gnać na łeb, na szyję i tak, by rodzice byli zadowoleni, by ich dziecko mogło jeździć autobusem tutaj do szkoły - powiedział nam sekretarz Marek.
      Do takiego spotkania miało dojść wczoraj, 16 października w ratuszu. Co ustalono, napiszemy za tydzień.
    MIKROBUS ZA ROK
      Być może problem z dowozem uczniów SOSW do domów rozwiąże zakup mikrobusu, o który w Urzędzie Miejskim u burmistrza Ewarysta Matczaka zabiega dyrektor Mariusz Podhorodecki.
      - Taki na 15 osób, który służyłby tylko i wyłącznie dzieciom z naszego ośrodka. My byśmy tym mikrobusem odwozili dzieci z ośrodka do domów. Te dzieci, które dzisiaj mają problem, taki jak właśnie Przemek Chaber byłoby rozwiązane i dowóz byłby o wiele sprawniejszy. Takim mikrobusem sami byśmy dzieci odwozili i nie kolidowałoby to z dowozem autobusami dzieci ze szkół podstawowych i gimnazjum. Ustalamy z panem burmistrzem i myślę, że w przyszłym roku uda się takiego zakupu dokonać - dodał Mariusz Podhorodecki.

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1131 (42/2013)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości