Trzemeszno nazywane jest miastem świętego Wojciecha. To ten męczennik znajduje się w herbie grodu. To także jego symboliczny grób znajduje się w miejscowej bazylice. W sobotę, 21 czerwca turyści i mieszkańcy w królewskich koronach z okazji 1000-lecia koronacji Bolesława Chrobrego oraz Weekendu na Szlaku Piastowskim wyruszyli na zwiedzanie miasta. Głównym punktem stała się Bazylika pw. Najświętszej Maryi Panny. Nie zabrakło królewskich akcentów. Chętni na bezpłatny spacer po mieście, mogą w każdej chwili skontaktować się z miejskim przewodnikiem.
POCZĄTKI TRZEMESZEŃSKIEGO KLASZTORU
Dzięki Przywilejowi Mieszka III Starego dla klasztoru w Trzemesznie wiemy, że istniał on co najmniej od 28 kwietnia 1145 roku. Początkowo był miejscem niedużym. W jego murach mieściło się jednocześnie 20-30 duchownych. Dla mieszkańców przewidziano inne miejsce modlitwy. To jednak nie jedyne pamiątki, które zachowały się na wystawie archeologicznej. Kolejną z nich jest medalik św. Benedykta, który służył do odpędzania złego. Niegdyś wierzono, że im bliżej kościoła nastąpi pochówek, tym dla tego, który zmarł, lepiej. Nie wszyscy jednak mogli pozwolić sobie na ten przywilej.
Dzięki Renacie Pałuckiej, inspektor ds. turystyki, dziedzictwa kulturowego i promocji gminy Trzemeszno zwiedzający wiedzą, że w murach klasztoru spoczywały zwłoki świętego Wojciecha. Pochówku dokonano w krypcie w podziemiach, do których wybrali się uczestnicy królewskiego spaceru.
KLASZTOR KANONIKÓW REGULARNYCH
Był jednym z najbogatszych i najpotężniejszych co najmniej w Wielkopolsce. W jego posiadanie wchodziło kilka młynów, dwa browary. Wszyscy pracowali na rzecz klasztoru i miasta. Trzemeszno bowiem przed wiekami było miastem klasztornym. Nie mogli osiedlać się w nim np. Żydzi. Ci oraz Niemcy pojawili się dopiero w czasach II zaboru. Prusacy po wejściu do miasta odebrali wszystkie dobra klasztorowi, a budynki przez nich zbudowane zostały rozebrane.
Jedno z podań donosi, jakoby Władysław Jagiełło po zwycięskiej bitwie pod Grunwaldem w 1410 roku zawitał do Trzemeszna. Modlił się przy symbolicznym grobie świętego Wojciecha, dziękując za opatrzność i opiekę w bitwie. Wyruszył stąd boso do Gniezna, by pokłonić się Wojciechowi.
Uczestnicy spaceru usłyszeli także o wizycie, jaką odbył do Trzemeszna Napoleon Bonaparte. Wyruszając na Rosję, wstąpił z wizytą, by zwiedzić kościół.
Początkowo budowla została wybudowana w stylu romańskim, później przebudowana w gotyku, a obecnie w baroku. W XII wieku jej fundamentami zostały polne kamienie i zaprawa wapienna. Dopiero później pojawiły się cegły. W latach 60. XX wieku kościół gruntownie odbudowywany po spaleniu przez uciekających Niemców był przez blisko 10 lat nie do użytku. W podziemiach, które są udostępniane do zwiedzania znajduje się miejsce pochówku kanoników regularnych.
EWANGELICKIE PAMIĄTKI
W 1945 roku Niemcy stworzyli w kościele magazyn. Wyczuwając zbliżającego się wroga, postanowili zniszczyć dowody swojej bytności. Uciekając podpalili kościół. Choć mieszkańcy od razu, gdy było to możliwe, rzucili się do jego gaszenia, nie udało się zahamować strat. Zanim kościół nie został odbudowany, msze odbywały się w kościele ewangelickim (poniemieckim). W czasie odwrotu spłonęły też organy. Te, które dziś możemy zobaczyć w Bazylice pw. Najświętszej Maryi Panny zachowały się i zostały sprowadzone z kościoła ewangelickiego, którego w mieście już dziś nie ma.
Na suficie bazyliki znajdują się za to trzy polichromie, nawiązujące do legendy o świętym Wojciechu. Pierwsza z nich to śmierć biskupa Wojciecha z rąk Prusaków oraz nawiązanie do potopu szwedzkiego. Druga – wykupienie ciała przez Bolesława Chrobrego od pogan. Z historią tą związana jest legenda o wdowim groszu. Przeważył on szalę z ciałem biskupa, a wcześniej całe wozy srebra nie mogły tego dokonać. Na trzecim malunku zaś zebrani mogą zobaczyć zwłoki złożone w kościele w Trzemesznie.
MICHAŁ KOŚCIESZA KOSMOWSKI
Wielkim budowniczym Trzemeszna nazywany jest Michał Kościesza Kosmowski. Jeden z ostatnich trzemeszeńskich opatów. Wyciągnął symboliczny gród spod ziemi i wyniósł konfesję świętego Wojciecha. Strzegli go czterej aniołowie z atrybutami przynależnymi biskupowi. Było to miejsce centralne, chętnie odwiedzane przez pielgrzymujących. Nad konfesją znajdowała się wielka kopuła. Freski w niej namalowane związane są z ofiarowaniem. Tak, jak Wojciech ofiarował siebie, by zaszczepić w ludziach chrześcijaństwo.
BOLESŁAW CHROBRY I MIESZKO II LAMBERT
Renata Pałucka zdradziła przybyłym na królewski spacer, że niegdyś jednoczesne pisanie i czytanie nie było sprawą oczywistą. Królowie nie musieli umieć pisać. Wystarczyło, że umieli odczytać adresowaną do nich korespondencję. Wyjątkiem byli królowie: Bolesław Chrobry i Mieszko II Lambert. W młodości byli zakładnikami na dworze cesarskim, dzięki czemu odebrali takie też wychowanie. Umieli pisać i czytać. Fenomenem w tamtych czasach był Mieszko II Lambert, który pisał i czytał także w łacinie i grece.
Zebrani poznali także ciekawostki związane z trzemeszeńskimi kielichami. Obecnie oryginały znajdują się w Muzeum Archidiecezjalnym w Gnieźnie. Pierwszy z nich miał otrzymać biskup Wojciech. Miał on służyć mu do sprawowania mszy świętych. Papież Jan Paweł II w czasie pielgrzymki do Gniezna na Wzgórzu Lecha sprawował przy jego udziale mszę świętą. Drugi, tzw. kielich Dąbrówki to jeden z najstarszych romańskich kielichów zachowany wraz z pateną. W centralnym miejscu ukrzyżowany Chrystus, z jednej strony osoba, która rozpoznała w nim Mesjasza, z drugiej – osoba, która tego nie zrobiła (nawiązanie do narodu żydowskiego). Trzeci być może służył do namaszczenia króla w czasie koronacji. Okazuje się, że także Kazimierz Wielki podarował gotycki kielich dla kanoników regularnych.
PREZENTY DLA KRÓLOWYCH I KRÓLÓW
Zgodnie z obietnicą wszyscy zwiedzający, którzy mieli przy sobie koronę (mogła być zrobiona lub kupiona) otrzymali pamiątki ze Szlaku Piastowskiego. W plecaku idealnym na zwiedzanie nie zabrakło akcentów związanych z Trzemesznem. Były to np. notesik na zakupy, piłka plażowa, gra w kółko i krzyżyk, długopis, mapa okolicy, pompka do roweru. W zwiedzaniu wzięło udział ok. 35 osób.
Bonusem okazała się historia Renaty Pałuckiej o opatach trzemeszeńskich – Andrzeju Mieleńskim oraz Michale Kościeszy Kosmowskim. Ten pierwszy mieszkał w pałacu w Kruchowie. Rodzina zaś przygotowała podwaliny pod klasztorną bibliotekę. Drugi – od XVIII wieku pilnował trzemeszeńskich zakonników. Z dyscypliną bowiem bywało różnie. Myślał jednak także o rozbudowie Trzemeszna. Powstały nowe osiedla, zbudował szkołę. Te i wiele innych ciekawostek poznali uczestnicy królewskiego spaceru.
Planowane są kolejne spacery. W każdym momencie można także skontaktować się z miejskim przewodnikiem i umówić termin bezpłatnego zwiedzania.
Paulina Kwiatkowska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze