Agnieszka Gierlicka z niepełnosprawną siostrą Małgorzatą Malinowską i synem Jakubem mieszkają w lokalu komunalnym przy ul. Benedyktyńskiej od 2014 roku. Mieszkanie jest w fatalnym stanie technicznym. We wszystkich pomieszczeniach wychodzi wilgoć, a co za tym idzie ściany są w większości pokryte grzybem. - Radzę sobie, nie skarżyłam się i nie skarżę, ale po prostu mając chorego i dziecko, to mieszkać w takich warunkach, to jest katastrofa. Nie mam zadłużenia, bo płacę czynsz (...) Mysz w byle jakiej norze nie zamieszka. Nawet świnia ma wybiałkowane - żali się pani Agnieszka.
ŚCIANY POKRYTE GRZYBEM
Agnieszka Gierlicka mieszka z niepełnosprawną siostrą Małgorzatą Malinowską i synem Jakubem w lokalu przy ul. Benedyktyńskiej w Mogilnie. Przydział na to mieszkanie komunalne otrzymała od Mogileńskich Domów w 2014 roku. Wcześniej rodzina zamieszkiwała najpierw na ul. Sadowej, a później na ul. Kościuszki. Obecny lokal, w którym mieszka rodzina pani Agnieszki jest w fatalnym stanie technicznym.

Agnieszka Gierlicka rozkłada ręce, mówiąc, że brak jej pomysłu na poprawienie warunków mieszkaniowych fot. Paweł Lachowicz
W związku z tym, że pani Agnieszka nie potrafi sama poradzić sobie z problemem mieszkaniowym, postanowiła o sprawie opowiedzieć reporterowi. Mówi, że nie chodzi jej o żadne luksusy, ale chociaż na odrobinę ludzkiej empatii i zainteresowanie warunkami w jakich mieszka. Nie tylko ona sama, ale także dorastający syn oraz niepełnosprawna siostra, która wymaga stałej opieki i godnych warunków do życia.
Siostra naszej rozmówczyni Małgorzata Malinowska ma 68 lat i od urodzenia jest inwalidką, obecnie pierwszej grupy. - Taka się urodziła, ma upośledzenia znaczne na pograniczu z głębokim. My w Mogilnie mieszkamy od urodzenia. Ja tu żyję 50 lat i nie mam już złudzeń. To jest drugi raz, jak dostałam takie mieszkanie. Wcześniej mieszkałam na ulicy Kościuszki. Tam jednak warunki też były tragiczne - opowiada nam pani Agnieszka. Gdy otrzymała przydział na obecne mieszkanie myślała, że chwyciła Pana Boga za nogi. Szybko jednak okazało się, że praktycznie wpadła z deszczu pod rynnę. Mieszkanie przy ul. Benedyktyńskiej wcale nie było w lepszym stanie. Przede wszystkim jest tam wszechobecna wilgoć, a co za tym idzie ściany są w większości pokryte grzybem.
- CZY GODZI SIĘ TAK ŻYĆ ?
- Ja chciałam pokazać i spytać czy w takich warunkach osobie chorej, czy dziecku godzi się żyć. Tak uważam. To nie pierwsze mieszkanie z wilgocią jakie otrzymałam, że pękają w nim ściany. Są nieszczelne okna, są nieszczelne drzwi. Jak jest duży mróz, to mam pod parapetami sople. Od środka mi zamarzają okna. Śmierdzi wilgocią, a siostra i syn więcej chorują i się przeziębiają. Jakieś 2 lata temu na dachu kładli papę i mimo to cały czas jest wilgoć. Jest tu widoczna stara, jak i tegoroczna wilgoć. Pokój jej syna nie wygląda inaczej, a ciągle mają do mnie pretensje. Przychodzą panie kuratorki, bo dla syna nie mam warunków. Ja nie pracuję, więc z czego ja mam to wszystko utrzymać. Inni wyremontowali, pieniądze wydali i mimo to wilgoć mają, a ja z czego mam wyremontować. Kuchenkę mam na gaz z butli, okna nieszczelne. Wszystko się wali i sypie. Tu się dobrze mieszka tylko pod tym względem, że jest spokój, że jest dużo przyrody, ale warunki nie sprzyjają. Najwięcej zanieczyszczeń ma siostra, bo ma pieluchy, a tu wanna, a jest to człowiek chory. Przy siostrze jestem 26 lat i 15 lat wychowuję sama syna. To jest katastrofa. Radzę sobie, nie skarżyłam się i nie skarżę, ale po prostu mając chorego i dziecko, to mieszkać w takich warunkach, to jest katastrofa. Ja nie mam zadłużenia, bo płacę czynsz. Zastanawiam się jednak, czy jest za co płacić, bo ja uważam, że jest nie ma za co płacić - opowiada pani Agnieszka.

Łazienka jest w opłakanym stanie fot. Paweł Lachowicz
- NAWET ŚWINIA MA WYBIAŁKOWANE
Jej zdaniem niepełnosprawna siostra ze względu na swoje schorzenia powinna mieć osobny pokój, tak jednak nie jest. Obie panie śpią w jednym pokoju. Natomiast syn pan Agnieszki ma osobny pokój przechodni, przez który idzie się do kuchni i łazienki. - Tu nie chodzi o wielki remont, ale chciałabym, aby ludzie zobaczyli i powiedzieli, czy ktoś ma jeszcze w Mogilnie takie warunki mieszkaniowe. Jak sobie myślę o bezdomnych, to chyba tylko oni mają gorzej niż my. Ja sobie nie wyobrażam, aby w Mogilnie ktoś tak żył. Każdy chce żyć godnie, normalnie. Wie pan o co chodzi. Tu się wszystko sypie, są dziury i wilgoć jest straszna. Wszyscy chorują, a te ściany się pocą i śmierdzą. Ja tu palę i wszystko robię co trzeba - dodaje pani Agnieszka.
Jedyne, co cieszy panią Agnieszkę, to fakt, że ma dobrych i fajnych sąsiadów i dobrze czuje się w ich sąsiedztwie. Nie chce też na nikogo skarżyć, bo jak przyznaje sam burmistrz jest dobrym człowiekiem. Ale mieszkanka chce pokazać, że w takich warunkach nie da się normalnie mieszkać. - Kuratorki ciągle się mnie czepiają, że nie mam warunków, a co ja mogę na to, że ich nie mam. A nie raz słyszałam, że mieszkamy w norze. Z opieki powiedzieli mi, że mam iść na Ogrodową do PCPR i starać się o remont. Ciągle się pytają, czy coś z tym robię, a ja byłam u burmistrza i mieszkań nie ma, więc co mogę więcej zrobić. Czynszu mam 300 zł i płacę, ale pytam się za co? Teraz się tak zastanawiam za co płacę, za kota w worku można powiedzieć. Mysz w byle jakiej norze nie zamieszka. Nawet świnia ma wybiałkowane. Czasami mi się wydaje, jakby te mieszkania dla administratorów domów nie istniały - mówi Agnieszka Gierlicka.

Agnieszka Gierlicka fot. Paweł Lachowicz
SĄSIADKA SIĘ DZIWI
Podczas wizyty w mieszkaniu pan Agnieszki, na podwórku spotkaliśmy jej sąsiadkę, która mieszka za ścianą jej mieszkania. W rozmowie z nią usłyszeliśmy: - Ja myślałam, że urzędy są po to, aby pomagać. Ja pochodzę z Gdańska i moja mama ma tam bardzo dobrą koleżankę, która pracuje w MOPS i jak jej opowiedziałam, jak to u nas wygląda, to powiedziała, że ona sobie tego nie wyobraża, żeby w takich warunkach mieszkał ktoś i to na dodatek z osobą chorą, niepełnosprawną - powiedziała nam sąsiadka pani Agnieszki.
WODA LECI PO MURZE
Ojciec syna pani Agnieszki, Jarosław Gerlicki odwiedza syna i zna warunki, w jakich mieszka jego była żona z jego synem i niepełnosprawną siostrą. Jak sam mówi, często stara się im pomagać. - W piwnicy pod łazienką są dechy pozarywane i mieli zrobić w łazience podłogę. Tu już coś zrobiłem, ale i tak czego bym nie zrobił, to i tak ta wilgoć wyjdzie. Ze ściany tynk odpadł, to pokleiłem. W piwnicy są dechy zarwane i mieli zrobić te dechy bo to jest pod łazienką. Zrobili niby, ale tam są tak deski zarwane, że głowa boli. Byłem się zapytać w Wylatowie o cenę desek i jak obliczyłem to miałbym wydać 700 zł na same deski. To ja mam dawać ze swojej kieszeni za deski i ja mam to robić? Tutaj tak dach zrobili, że jak pada, to woda leci po murze - powiedział nam Jarosław Gierlicki.
CO MOŻE ZROBIĆ MGOPS?
O warunkach, w jakich mieszka pani Agnieszka z rodziną rozmawialiśmy z kierowniczką Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Mogilnie Agnieszką Woźniak. Usłyszeliśmy, że sprawa pani Agnieszki i warunków, w jakich zamieszkuje jest jej znana. - Lokal należy do "Mogileńskich Domów" i to należy do nich zwracać się w pierwszej kolejności. My możemy wspomóc. Ale kwestia remontu, myślę, że przy udziale pani Agnieszki, to już bardziej administracja domu, my tylko wspomagamy - powiedziała Agnieszka Woźniak.
Dodała, że MGOPS jest otwarty na pomoc na przykład w sprawie napisania wniosku, czy innych podobnych spraw. Powiedziała nam, że Agnieszka Gierlicka pobiera świadczenie z tytułu opieki nad siostrą i to jest jedyne co otrzymuje z ośrodka pomocy społecznej. Jeżeli pani Agnieszka Gierlicka będzie potrzebowała pomocy w przygotowaniu wniosków, czy innych pism pracownicy opieki są otwarci i mogą pomóc w przygotowaniu wszelakich dokumentów. - Pani Agnieszka zna nas dobrze i dobrze wie, że może w każdej chwili przyjść i o cokolwiek poprosić, powiedzieć i nie ma z tym żadnego problemu. Jeżeli chodzi o mieszkanie, to rola "Mogileńskich Domów", my możemy wspomóc. Ja nie wiem, czy ona składała jakikolwiek wniosek o wykonanie remontu, ja bym musiała rozmawiać z panią dyrektor "Mogileńskich Domów", jak ta sprawa wygląda. Musi zacząć od wniosku i wtedy ocena sytuacji "Mogileńskich Domów" na ile oni mogą się podjąć remontu i jaki ewentualnie byłby tutaj wkład pani Agnieszki. My wiemy, że jej były mąż tam przebywa i jak tam sobie gospodarzą, to może jego rola też jakaś będzie. My możemy wspomóc, nie ma problemu, ale chciałabym znać ocenę "Mogileńskich Domów" - powiedziała nam Agnieszka Woźniak.

Mimo palenia w piecu i nieszczelnych okien wszędzie w mieszkaniu cały czas wszechobecna jest wilgoć fot. Paweł Lachowicz
NIE WPUŚCILI DO MIESZKANIA
Dyrektorka Mogileńskich Domów Beata Łuców w rozmowie z naszym reporterem powiedziała, że Agnieszka Gierlicka zajmuje lokal socjalny o obniżonym standardzie i z tego względu ma obniżony czynsz. Jej zdaniem gmina ma ograniczony w znacznym stopniu zasób mieszkaniowy.
- Mieszkania nam się nie zwalniają. Mało tych mieszkań przejmujemy. Jeżeli chodzi tutaj o wniosek na zamianę mieszkania, to nie pamiętam kiedy był ostatnio. Myśmy jeszcze jak był pan Jerzy Padoł jakieś prace tam wykonywaliśmy, docieplaliśmy podłogę od strony piwnicy. Szereg prac tam było wykonanych. Zgodnie z zarządzeniem burmistrza, pani Gierlicka ma obniżoną stawkę czynszu do 30% stawki bazowej. Przez ostatnie lata adekwatnie do posiadanych środków wykonywaliśmy wszelkie prace poprzez docieplenie piwnicy, czy naprawienie dachu nad lokalem. Od stycznia 2023 roku nie mamy żadnych zgłoszeń z tego lokalu. Jesienią mieliśmy roczną kontrolę lokali i ten lokal nie był nam do kontroli udostępniony. Nie mamy żadnego wniosku o zamianę lokalu. Na ten rok mamy zaplanowane docieplenie ściany szczytowej tego budynku, które wykonamy własną ekipą remontową w ramach posiadanych środków. Ta pani przede wszystkim powinna nas wpuścić na roczny przegląd lokalu, bo jeżeli nas nie wpuści, to my nie wiemy, jaki jest stan tego lokalu. Po to robimy te roczne kontrole, żebyśmy widzieli co jest w lokalach, a jeśli najemca nie chce nas wpuścić, to jest sytuacja, jaka jest. Ekipa, która robiła przegląd wysłała zawiadomienie, że będzie robiła przegląd. Przy okazji innych prac również pytali, czy mogą wejść. Tam był jakiś pan i nie wpuścił naszych pracowników. Te przeglądy są co roku i to nie jest nic nowego - powiedziała nam Beata Łuców.

fot. Paweł Lachowicz
NIE MA ŻADNEGO WNIOSKU
Dyrektorkę Mogileńskich Domów spytaliśmy, jak wygląda możliwość wymiany okien, czy drzwi w takich lokalach, w jakim zamieszkuje pani Agnieszka Gierlicka. Beata Łuców powiedziała nam, że na chwilę obecną do Mogileńskich Domów nie wpłynął żaden wniosek na taką wymianę. - Ta pani powinna złożyć wniosek i wówczas pan inspektor oceni stan stolarki i zaplanujemy to w ramach środków, jakie mamy na takie tematy. Ta pani wie, że jak czegoś potrzebuje, to powinna się do nas zgłosić. To jest standardowa procedura. Wniosek i później planujemy - dodała Beata Łuców.

fot. Paweł Lachowicz
JAK MOŻE POMÓC PCPR?
W związku z tym, że pani Małgorzata Malinowska jest osobą niepełnosprawną, zwróciliśmy się również z pytaniem o ewentualną pomoc do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Dyrektorka PCPR Agnieszka Szulc przyznała, że w instytucji, którą kieruje pracownicy znają panią Agnieszkę Gierlicką. Jednak, by uzyskać pomoc osoba zainteresowana powinna we własnym zakresie się o to postarać.
- My, jako PCPR nie możemy za dużo pomóc. To jest lokal gminny. My tylko łazienkę możemy wyremontować dla osoby niepełnosprawnej, ale z tego co wiem, to ta pani nie ma środków na wkład własny. To jest dofinansowanie do 6.000 zł, resztę musiałaby sama zapłacić, a koszt takiego remontu jest ogromny. Zależałoby też, co by tam miało być zrobione i czy są jakieś bariery do zlikwidowania. Jeżeli ma wannę, to likwidujemy wannę, robimy prysznic bezprogowy z odpływem podłogowym. Tamta pani ma rzeczywiście problemy z poruszaniem się. Nie wiemy jednak, czy miałaby środki finansowe, aby do tego remontu dołożyć i może najlepiej załatwiać to przez pracownika socjalnego, który by ją tam odwiedził, zobaczył jakie są tam możliwości i jak pracownik, by do nas przyszedł, też byłoby łatwiej. Tym bardziej, że ta osoba niepełnosprawna sama do nas nie przyjdzie, a pani Agnieszka w komunikacji jest skrytą osobą i może po prostu wstydzić się do nas przyjść - powiedziała nam Agnieszka Szulc.
Paweł Lachowicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Współczuje tym którzy tam mieszkają ja jak pojawiła mi się wilgoć w mieszkaniu to zaraz uruchomiłam osuszacz powietrza lukas stadler form, żeby właśnie do pleśni itp nie doprowadzić.