Tuż po powrocie z Mistrzostw Europy w Monachium, zawodniczka pochodząca z Kruchowa opowiedziała reporterowi Pałuk o szczegółach zdobycia srebrnego medalu.
KARIERA Z ETAPAMI
Jak już informowaliśmy wcześniej, duży sukces na zakończonych wczoraj Mistrzostwach Europy w lekkoatletyce w Monachium odniosła pochodząca z Kruchowa (gm. Trzemeszno) Marika Popowicz-Drapała. Wraz z trzema innymi zawodniczkami wywalczyła srebro w sztafecie 4x100 metrów, ustanawiając przy tym nowy rekord Polski.
Polska sprinterka udzieliła krótkiego wywiadu naszemu tygodnikowi po powrocie z mistrzostw w Monachium. Jak nam powiedziała, myśli, że zdobyty dzień wcześniej srebrny medal, jest jej jednym z większych sukcesów w karierze, lecz trudno powiedzieć, czy rzeczywiście największym. Wyjaśniała, iż jej kariera jest podzielona na etapy, rozdzielone ciężką kontuzją oraz urodzeniem w 2018 roku synka Ignacego. Więc ten ostatni medal na pewno jest dla niej największym sukcesem na tym etapie kariery. I smakował inaczej dlatego, iż został osiągnięty po takich przejściach oraz ze względu na wiek. Marika Popowicz-Drapała przyznaje, iż czasami sama żartuje, że powoli zagina czasoprzestrzeń sprinterską.
POKEROWA ZAGRYWKA
Pochodząca z Kruchowa zawodniczka odpowiadając na pytanie o swoje oczekiwania co do wyniku na mistrzostwach w Monachium, przyznała, że po treningach zawodniczki wiedziały, iż stać je na bardzo dużo i każda z nich jest szybka indywidualnie. Dodatkowym smaczkiem było to, że przed finałem trener zmienił koncepcję i do składu dołączyły Pia Skrzyszowska i Anna Kiełbasińska. Marika Popowicz-Drapała podkreśla, że przecież pierwsza z nich jest płotkarką a druga biegaczką na 400 metrów. Była to mieszanka doświadczenia z młodością i przy tym - jak zauważa świeżo upieczona srebrna medalistka - każda z zawodniczek miała coś do udowodnienia.
- Pokerowa zagrywka vabank opłaciła się.Okazało się, że jednak kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Gdy się dowiedziałam o tej zmianie, powiedziałam, "Woow, walczymy" - przyznaje wicemistrzyni Europy. Jak dodaje, gdy przekazała pałeczkę Ewie Swobodzie, usiadła na tartanie i już wiedziała, że będzie upragniony medal, jeśli nie zdarzy się nic złego.
Marika Popowicz-Drapała podkreśla, że każda z zawodniczek poświęciła wiele, żeby osiągnąć sukces. Ona sama 5 tygodni przed startem nie widziała się właściwie ze swoim synkiem, więc przygotowania odbyły się kosztem jej i dziecka. - Wszystkie poświęciłyśmy dużo, ale czasami potrzebne jest też szczęście. I na stadionie w Monachium czułam, że szczęście było z nami - opowiada polska sprinterka.
KIBICOWALI RODZICE I KRUCHOWO
Rodzice znanej sprinterki nadal mieszkają w Kruchowie. Ojciec Tomasz Popowicz jest wiernym kibicem poczynań sportowych córki. Stara się jeździć na zawody w Polsce. Występy córki za granicą ogląda w telewizji i jak powiedział Pałukom, zawsze dostarcza to olbrzymich emocji. Wczorajszy finał z udziałem córki oglądał w telewizji wspólnie z żoną Małgorzatą. Jak przyznaje, przed finałem miał nadzieję, że sztafeta Polek może otrzeć się o medal i nawet stanąć ostatecznie na podium.
Po zdobyciu srebra przez Marikę nie zdążył z nią jeszcze normalnie porozmawiać telefonicznie, gdyż córka nie miała na to czasu. Tomasz Popowicz podczas krótkiego połączenia telefonicznego zdążył tylko pogratulować córce sukcesu w momencie, jak jechała na dekorację medalową.
Piotr Wiśniewski, sołtys Kruchowa przyznaje, iż wielu mieszkańców wsi żyje sukcesami Mariki, gdyż pochodzi ona z ich miejscowości. - Każdy jej sukces to jest dla nas zaszczyt i zawsze jesteśmy dumni z takiej osoby - mówi sołtys Kruchowa.
Roman Wolek, 22 VIII 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze