Reklama

Złote Gody w Strzelnie 2023

Na uroczystość przybyli Jubilaci, którzy związek małżeński zawarli w 1972 roku. W gronie szczęśliwych i wzruszonych par znaleźli się: Teresa i Marian Brzuszczakowie ze Strzelna, Henryka i Jerzy Malewicz ze Strzelna, Barbara i Kazimierz Swędrowscy ze Strzelna, Danuta i Benon Palmowscy z Młynów, Danuta i Edmund Boruccy ze Strzelna, Dorota i Leon Lewandowscy z Cienciska oraz Wanda i Andrzej Bajer ze Strzelna.

1 sierpnia w sali obrad strzeleńskiego ratusza gościły pary małżeńskie, które ponad pół wieku temu z przekonaniem wypowiedziały sakramentalne tak. Pary małżeńskie odebrały nie tylko szczere życzenia i kwiaty, ale także honorowe medale, przyznane przez prezydenta RP.

Uroczystość prowadziła kierowniczka USC Joanna Stranc, która wyraziła swoje uznanie dla małżonków, którzy dotrzymali złożonego przed pięćdziesięcioma laty przyrzeczenia dochowania wzajemnej miłości, szacunku i przyjaźni. Życzyła parom zdrowia, wszelkiej pomyślności, pogody ducha i doczekania następnych pięknych jubileuszy. Zaznaczyła, że 50. rocznica zawarcia związku małżeńskiego, to niezwykle piękna uroczystość. Jubilaci odebrali nie tylko szczere życzenia i kwiaty, ale także  okolicznościowe grawertony ufundowane przez burmistrza Dariusza Chudzińskiego. Jubilaci dziękowali za nawet te najtrudniejsze chwile swego życia i kolejny raz, podobnie jak pół wieku temu przyrzekali sobie miłość, wierność i wsparcie w każdej chwili życia. Podając sobie prawe ręce złożyli wzajemne podziękowania za zgodne, szczęśliwe i trwałe małżeństwo. Z życzeniami wystąpił również Dariusz Chudziński, który pogratulował Jubilatom długich lat wspólnego życia, życzył wszystkim parom zdrowia, wszelkiej pomyślności, pogody ducha i doczekania następnych pięknych jubileuszy. - Rocznica ślubu to wzruszająca uroczystość. 50 wspólnie przeżytych lat, to wspaniały przykład do naśladowania dla wszystkich młodych małżeństw. To również powód do dumy i satysfakcji (…) - mówił między innymi burmistrz. Do życzeń dołączyła też wiceprzewodnicząca Rady Miejskiej Emilia Walkowiak wręczając Jubilatom listy gratulacyjne, kwiaty oraz  okolicznościowe grawertony. - Macie wielkie szczęście, że doczekaliście tak zacnego jubileuszu. Czas się dla was zatrzymał. Tylko o jedno Pana Boga trzeba prosić, o zdrowie, żeby dzieciom i wnukom było do kogo przyjeżdżać. Bo dom rodzinny tworzą właśnie rodzice. Myślę, że w zdrowiu spotkamy się jeszcze na waszym 60-leciu - powiedziała Emilia Walkowiak.

Reklama

Następnie przy symbolicznej lampce szampana odśpiewano Jubilatom Sto lat. Przy jubileuszowym torcie ufundowanym przez Urząd Miejski oraz kawie i muzyce, którą grając na akordeonie zapewnił Waldemar Krystkowiak dostojne pary małżeńskie opowiadały o tym, jak przeżyły ten bardzo długi okres, który ich zdaniem nie zawsze usłany był różami, a często okraszony zmęczeniem. Jednak bardzo szczęśliwy.

 

TERESA I MARIAN BRZUSZCZAKOWIE

Teresa i Marian Brzuszczakowie z rodziną fot. Magdalena Lachowicz

Teresa i Marian Brzuszczakowie z rodziną fot. Magdalena Lachowicz

 

Teresa i Marian Brzuszczakowie mieszkają w Strzelnie. Pani Teresa jest rodowitą strzelnianką, a pan Marian pochodzi z Łuszczewa. W Strzelnie mieszka od 67 lat. Poznali się w klubie firmowym GS w Strzelnie, gdzie organizowane były spotkania towarzyskie. - Orkiestra grała. Na jednym z takich spotkań się poznaliśmy - opowiadają nam małżonkowie. Związek małżeński zawarli 18 listopada 1972 roku w USC w Strzelnie i tego samego dnia ślubowali w kościele parafialnym w Strzelnie. Wychowali dwoje dzieci Agnieszkę i Roberta. Doczekali się czwórki wnucząt: Oliwiera, Noaha, Abigail i Hanah. Pan Marian pracował jako budowlaniec i handlowiec, a pani Teresa związana była zawodowo z handlem na terenie Strzelna. W związku małżeńskich ich zdaniem najważniejsza jest wyrozumiałość i miłość. Chociaż, jak podkreślili z tą miłością jest tak, że czasem przeradza się ona w przywiązanie i przyzwyczajenie. - Miłość to przez pierwsze 25 lat kwitnie, a potem to już przyzwyczajenie jest, ale mimo wszystko w sercu cały czas coś tam drga - powiedział pan Marian.

Reklama

 

DANUTA I BENON PALMOWSCY

Danuta i Benon Palmowscy z rodziną fot. Magdalena Lachowicz

Danuta i Benon Palmowscy z rodziną fot. Magdalena Lachowicz

 

Danuta i Beon Palmowscy mieszkają w Młynach. Pani Danuta pochodzi z Kijewic, a pan Benon z Młynic. Poznali się przypadkiem  w 1971 roku. Mieszkali w sąsiadujących ze sobą wioskach. Po roku znajomości 31 grudnia 1972 roku wzięli ślub, najpierw w USC w Strzelnie, a następnie w parafialnym kościele we Wronowych. Po ślubie pani Danuta zamieszkała u męża w Młynach. Wychowali czwórkę dzieci: Katarzynę, Rafała, Sylwestra i Mirosława. Doczekali się też ośmiorga wnucząt: Karoliny, Ewy, Dawida, Mikołaja, Kariny, Marty, Grzegorza i Agnieszki. Są też szczęśliwymi pradziadkami dla Franka i Wojtka.

Reklama

Życie państwa Palmowskich nie zawsze było usłane różami, były też chwile smutne, szczególnie, gdy zginął ich syn Sylwek. Ale ogromna miłość, szacunek i wsparcie rodziny pomogło im przetrwać trudne chwile. Pan Benon pracował w PGR w Strzelnie, jako mechanik, a potem był kierowcą. Woził mleko, a także węgiel ze Śląska. Pani Danuta zajmowała się prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci. W międzyczasie rodzice pana Benona przepisali na nich gospodarstwo. Od tego czasu pan Benon pracował praktycznie na dwa etaty. Najpierw jeździł do pracy zawodowej, a po pracy zajmował się jeszcze gospodarstwem, ale oboje dawali radę. Oboje udzielali się też społecznie. Pan Benon przez wiele lat kierował OSP we Wronowych, a pani Danuta udziela się do dzisiaj w miejscowym KGW. - Małżeństwo to wielka miłość, bo bez miłości trudno żyć. Trzeba się wzajemnie wspierać i opiekować sobą nawzajem na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie - powiedziała nam pani Danuta.

 

Reklama

WANDA I ANDRZEJ BAJER

Wanda i Andrzej Bajer ze Strzelna fot. Magdalena Lachowicz

Wanda i Andrzej Bajer ze Strzelna fot. Magdalena Lachowicz

 

Wanda i Andrzej Bajer mieszkają w Strzelnie. Pani Wanda pochodzi z Rzadkwina, a pan Andrzej jest rodowitym strzelnianinem. Poznali się u siostry pani Wandy w Kunowie. - To był zwykły fart, ja pojechałem do ciotki do Kunowa, a Wanda przyjechała do swojej siostry. I tam się zapoznaliśmy - opowiada pan Andrzej. Związek małżeński zawarli 23 grudnia 1972 roku, najpierw w USC w Strzelnie i tego samego dnia w kościele w Rzadkwinie. Wychowali sześcioro dzieci: Agnieszkę, Krzysztofa, Beatę, Sylwestra, Bogumiłę i Wojciecha. Doczekali się też 14 wnucząt i 6 prawnucząt. Pani Wanda najpierw zajmowała się domem, a później zatrudniona była w ramach prac interwencyjnych. Pan Andrzej pracował w Zakładach Sodowych w Janikowie, a później zajmował się budowlanką.

Reklama

- Żeby związek był trwały potrzebne jest zaufanie, a w życiu różnie bywało, raz było dobrze, raz trochę gorzej - opowiada pani Wanda. A pan Andrzej dodaje: - W życiu różnie się zdarza. Raz jest zimno, raz jest ciepło. Jest też trochę niezgody, bo jeden by chciał tak, a drugi inaczej, ale wszystko zawsze na mnie spadało i to ja decydowałem. Ja zarządziłem i tak musiało być. Ale jest dobrze.

 

DANUTA I EDMUND BORUCCY

Danuta i Edmund Boruccy z burmistrzem Strzelna Dariuszem Chudzińskim, wiceprzewodniczącą Rady Miejskiej Emilią Walkowiak i kierowniczką USC Joanną Stranc fot. Magdalena Lachowicz

Danuta i Edmund Boruccy z burmistrzem Strzelna Dariuszem Chudzińskim, wiceprzewodniczącą Rady Miejskiej Emilią Walkowiak i kierowniczką USC Joanną Stranc fot. Magdalena Lachowicz

Reklama

 

Danuta i Edmund Boruccy mieszkają w Strzelnie. Pani Danuta pochodzi z Łąkiego, a pan Edmund od urodzenia mieszka w Strzelnie. Poznali się, w szkole rolniczej w Strzelnie, gdzie uczęszczali do jednej klasy. - Zaczęło się zupełnie niewinnie. Mąż często przyjeżdżał do Łąkiego. Najpierw chodziliśmy razem do klasy, a później zaczęliśmy się spotykać - opowiada pani Danuta. Spotykali się w sumie pięć lat. - Nasze spotkania przerwała moja dwuletnia służba wojskowa. Byłem na szkole podoficerskiej w Grudziądzu. Potem skierowany byłem do innych jednostek. Jak wróciłem z wojska żeśmy się pobrali, tak, że my w sumie jesteśmy z sobą nie 50 lat, a prawie 56 lat - dodał pan Edmund. Ślub cywilny zawarli 30 grudnia 1972 roku w USC w Strzelnie i tego samego dnia ślubowali miłość i wierność w strzeleńskiej bazylice. Wychowali dwoje dzieci Agnieszkę i Dariusza. Doczekali się 6 wnucząt: Karola, Sylwii, Julii, Leny, Damiana i Weroniki. Są też szczęśliwymi pradziadkami dla Nikodema.

Reklama

Pan Edmund prowadził w Strzelnie zakład dekarski z dziada pradziada, a pani Danuta pracowała w SKR w Strzelnie jako pracownik umysłowy. W związku ich zdaniem najważniejsza jest miłość, wyrozumiałość, wzajemny szacunek i zaufanie. - Tak uważamy. Ja nawet gdybym chciała się pogniewać, to nie mogę. Wystarczy, że na niego spojrzę i mówię sobie, jak tutaj się na niego gniewać - mówi ze śmiechem pani Danuta.

 

DOROTA I LEON LEWANDOWSCY

Dorota i Leon Lewandowscy z rodziną fot. Magdalena Lachowicz

Dorota i Leon Lewandowscy z rodziną fot. Magdalena Lachowicz

 

Dorota i Leon Lewandowscy mieszkają w Ciencisku. Pani Dorota pochodzi z Cienciska, a pan Leon z Szyszyńskich Holendrów koło Skulska. Już w dzieciństwie z rodzicami przeprowadził się do Łąkiego. Tam mieszkali 3 lata. W 1961 roku przeprowadzili się do Cienciska. Z pani Dorotą znali się praktycznie od dzieciństwa. - Spotykaliśmy się na zabawach i potańcówkach, ale tak na poważnie zaczęliśmy ze sobą chodzić, jak mąż wrócisz wojska. Zaczęło się od wspólnych rozmów, a potem spotkań we dwoje. Po dwóch latach wzięliśmy ślub - opowiada pani Dorota. Związek małżeński zawarli 25 grudnia 1972 roku w USC w Strzelnie i tego samego dnia w parafialnym kościele w Ostrowie. Wychowali dwoje dzieci Mirosława i Jolantę. Doczekali się 4 wnucząt: Michała, Natalii, Agaty i Dominika.

Reklama

Pani Dorota zajmowała się prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci, a pan Leon przed wojskiem pracował w firmie Wod-Rol w Poznaniu, a od 1975 roku aż do przejścia na emeryturę pracował w ZPZ w Bronisławiu. Aby związek był trwały i szczęśliwy trzeba ich zdaniem być cierpliwym, wyrozumiałym. - Nie ma związków idealnych, czasami przychodzą burzowe dni, wtedy trzeba umieć drugiemu ustąpić. Ważny w związku jest też szacunek - powiedzieli zgodnie małżonkowie.

 

BARBARA I KAZIMIERZ SWĘDROWSCY

Barbara i Kazimierz Swędrowscy z burmistrzem Strzelna Dariuszem Chudzińskim, wiceprzewodniczącą Rady Miejskiej Emilią Walkowiak i kierowniczką USC Joanną Stranc fot. Magdalena Lachowicz

Barbara i Kazimierz Swędrowscy z burmistrzem Strzelna Dariuszem Chudzińskim, wiceprzewodniczącą Rady Miejskiej Emilią Walkowiak i kierowniczką USC Joanną Stranc fot. Magdalena Lachowicz

Reklama

 

Barbara i Kazimierz Swędrowscy mieszkają w Strzelnie. Pani Barbara pochodzi z Czerniejewa, a pan Kazimierz jest rodowitym strzelnianinem. Poznali się, gdy pani Barbara uczyła się w strzeleński Technikum Ekonomicznym i przebywała w internacie. - Ja tam z chłopakami biegałem i kulkami w okna do dziewczyn rzucaliśmy. Dziewczyny wyglądały i wtedy się poznaliśmy - opowiada pan Kazimierz. Po okresie narzeczeństwa, 2 kwietnia 1972 roku zawarli związek małżeński. Najpierw w USC w Czerniejewie i tego samego dnia w kościele parafialnym w Czerniejewie. Wychowali dwoje dzieci: Rafała i Katarzynę. Doczekali 5 wnucząt: Karoliny, Justyny, Bartłomieja, Natalii i Radosława. Pani Barbara pracowała w SKR w Strzelnie jako pracownik umysłowy, a pan Kazimierz najpierw w strzeleńskim SKR, a później otworzył własną działalność handlową. Zdaniem małżonków do trwałości związku przyczynia się wyrozumiałość, zgoda, szacunek i ustępliwość. - Wyrozumiałość, to jest podstawa związku. Trzeba zgodnie żyć, pomagać sobie wzajemnie i dbać o zdrowie swoje i współmałżonka - stwierdzili zgodnie.

Reklama

 

HENRYKA I JERZY MALEWICZ

Henryka i Jerzy Malewiczowie z rodziną fot. Magdalena Lachowicz

Henryka i Jerzy Malewiczowie z rodziną fot. Magdalena Lachowicz

 

Henryka i Jerzy Malewicz mieszkają w Strzelnie. Pani Henryka pochodzi z Dąbrowy Chełmińskiej, a pan Jerzy z Łochowa. Od 42 lat mieszkają w Strzelnie. Poznali się przez kuzyna pani Henryki, który w jednym zakładzie, tylko w innej brygadzie pracował z panem Jerzym. - Dużo dziewczyn znałem, ale nigdy serce nie powiedziało mi, że to jest ta. Ale jak tylko poznałem Henię, to od razu wiedziałem, że to jest kobieta mojego życia. Serce od razu drgnęło i mi podpowiedziało, że Henia, to jest właśnie ta jedyna - opowiada nam pan Jerzy. Jak się okazało wtedy pani Henryka miała 16 lat, a pan Jerzy 23, w związku z tym zdawał sobie sprawę, że będzie musiał parę lat poczekać. I poczekał. Wiele przygód i perypetii w międzyczasie przeżyli, ale ostatecznie 25 grudnia 1972 roku w rodzinnych stronach pani Henryki, czyli w Dąbrowie Chełmińskiej zawarli związek małżeński. Najpierw w miejscowym USC i tego samego dnia w parafialnym kościele. Wychowali 5 dzieci: Katarzynę, Janusza, Tomasza, Agnieszkę i Dorotę. Doczekali 6 wnucząt: Pauliny, Szymona, Alicji, Michała, Klary i Karola.

Pani Henryka pracowała w Zakładzie Gastronomicznym i Domu Dziecka w Bydgoszczy na stanowisku kucharz - garmażer, a pan Jerzy prowadził w Strzelnie własną firmę Zakład Instalatorstwa Elektrycznego. Pani Henryka ma też swój udział w życiu kulturalnym Strzelna. Jest szefową zespołu śpiewaczego Kujawianki działającego przy Domu Kultury w Strzelnie. Małżeństwo ich zdaniem to jest taki czas, w którym chodzi się po górach, pagórkach, dolinach i cały czas trzeba trzymać się za ręce i razem iść. - Trzeba sobie ufać i pomagać i cały czas związek pielęgnować - dodali zgodnie małżonkowie.

Magdalena Lachowicz

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości