Trzy pary małżeńskie z gminy Jeziora Wielkie obchodziły Złote Gody. Jaka jest ich recepta na udany związek? Kochać się i zawsze pamiętać, że najważniejsze jest zaufanie i wzajemny szacunek. - Ja mówię, że jesteśmy w programie „długie życie”, zakładamy na 102 – powiedział podczas uroczystości Stanisław Purgat.
2 lutego w Urzędzie Stanu Cywilnego w Jeziorach Wielkich gościły pary małżeńskie, które ponad pół wieku temu z przekonaniem wypowiedziały sakramentalne tak. Na uroczystości pojawili się Jubilaci, którzy związek małżeński zawarli w 1973 roku. W gronie szczęśliwych i wzruszonych par znaleźli się: Maria i Leon Lewandowscy z Woli Kożuszkowej, Jadwiga i Franciszek Pałuccy z Jezior Wielkich oraz Renata i Stanisław Purgatowie z Woli Kożuszkowej. Pary małżeńskie odebrały nie tylko szczere życzenia i kwiaty, ale także honorowe medale, przyznane przez Prezydenta RP. Wręczone małżonkom medale są specjalnymi odznaczeniami. To forma docenienia za zgodność pożycia małżeńskiego, trud pracy i wyrzeczeń dla dobra założonej przed pół wiekiem rodziny.

Uhonorowani Jubilaci z władzami gminy fot. Paweł Lachowicz
Medale Jubilatom wręczał wójt Dariusz Ciesielczyk. Do życzeń dołączyły się Lidia Piotrowska z jeziorańskiego magistratu. Wyrazili oni uznanie dla małżonków, którzy dotrzymali złożonego przed pięćdziesięcioma laty przyrzeczenia dochowania wzajemnej miłości, szacunku i przyjaźni. Życzyli parom zdrowia, wszelkiej pomyślności, pogody ducha i doczekania następnych pięknych jubileuszy. - Rocznica ślubu, to szczególna okazja, aby spojrzeć wstecz na to, co wspólnie osiągnęliście pokonując wszelkie przeciwności losu. Serdecznie państwu gratulujemy tej przepięknej rocznicy oraz wyróżnienia, jakie z tej okazji dzisiaj otrzymacie. Niech dalsze życie upływa państwu w radości, spokoju i otoczeniu najbliższych, a także byście doczekali wspólnie kolejnych pięknych jubileuszy - mówił wójt.
Następnie przy symbolicznej lampce szampana odśpiewano Sto lat. Przy okolicznościowym torcie ufundowanym przez Urząd Gminy w Jeziorach Wielkich dostojne pary małżeńskie opowiadały o tym, jak przeżyły ten bardzo długi okres, który ich zdaniem nie zawsze usłany był różami, a często okraszony zmęczeniem. Jednak bardzo szczęśliwy. Z prawdziwą przyjemnością, wzruszeniem, a także żartem i uśmiechem Jubilaci wspominali przeżyte wspólnie 50 lat.
MARIA I LEON LEWANDOWSCY

Maria i Leon Lewandowscy z rodziną, wójtem Dariuszem Ciesielczykiem i Lidią Piotrowską z jeziorańskiego magistratu fot. Paweł Lachowicz
Pani Maria pochodzi z miejscowości Wtórek (gm. Wilczyn), a pan Leon z Woli Kożuszkowej. Poznali się w nietypowy sposób. Pan Leon jechał akurat z kuzynem pani Marii motorem. Jechali przez wieś, gdzie mieszkała pani Maria, zatrzymali się tam, aby porozmawiać i pani Maria przyszła z koleżanką, która akurat była u niej w odwiedzinach. - Jak tak sobie rozmawialiśmy, to zaczęliśmy żartować i rozwiązałem jej sznurowadełko od bucika i od tego się zaczęło. Koleżanka żony, jak zobaczyła to się odwróciła i zaraz chciała iść do domu i Maria ją odprowadziła, a my jeszcze chwilę byliśmy jeszcze i chcieliśmy iść do domu, a ona od Franki szła. Parę słów zamieniliśmy, przewiozłem ją motorem no i umówiliśmy się na pierwszą randkę i tak się zaczęło. Kilka randek i po pół roku wzięliśmy ślub i do tej pory wspólnie sobie żyjemy i się szanujemy - opowiada pan Leon.
Po ślubie zamieszkali w rodzinnej wiosce pana Leona. Oboje pochodzą z rodzin rolniczych i od dziecka związani są z pracą na roli. Pan Leon od młodzieńczych lat pracował w gospodarstwie rodziców, które później zostało przepisane na niego i jego żonę. Małżeństwo wychowało dwójkę dzieci: Emilię i Radosława. Doczekali się sześciorga wnucząt: Leny, Mateusza, Adriana, Eryka, Sebastiana i Dawida. Jako receptę na udany związek uważają częste rozmowy i wspólne omawianie spraw rodzinnych.
- Trzeba dużo rozmawiać, dogadywać się jak jeden chce rozmowy o czymś, to drugi musi wytłumaczyć i zrozumieć, nie może być spięcia. U nas czegoś takiego nie było. Wspólnie rozwiązywać problemy. A mąż mi nigdy niczego w życiu nie odmówił - mówiła pani Maria. Pan Leon podzielił zdanie małżonki i jak podkreślił zawsze byli razem i do dziś dnia się kochają pokazując w ten sposób swoim dzieciom, jak należy żyć. - Zgoda buduje, a niezgoda rujnuje. Zawsze trzeba się porozumieć jeden z drugim jak to wszystko ma wyglądać. U nas przez te 50 lat żaden z nas jeszcze w osobnym łóżku nie spał, zawsze jesteśmy razem przez te 50 lat. Nigdy tego nie było, żeby drugi poszedł gdzie indziej spać. Tego nie było i jest do dzisiaj to i się szanujemy i kochamy jak widać. Kasa też jest jedna wspólna, a jak się chciało coś kupić, to się rozmawiało. I tak żeby jeszcze do setki razem doczekać i zdrowie żeby było - dodał pan Leon.
JADWIGA I FRANCISZEK PAŁUCCY

Jadwiga Franciszek Pałuccy z rodziną i przyjaciółmi oraz wójtem Dariuszem Ciesielczykiem i Lidią Piotrowską z jeziorańskiego magistratu fot. Paweł Lachowicz
Oboje pochodzą z Jezior Wielkich i tam od początku swego małżeństwa mieszkają. Pani Jadwiga po szkole rolniczej pracowała w rodzinnym gospodarstwie, a pan Franciszek jest z zawodu murarzem. Poznali się w rodzinnym gospodarstwie pani Jadwigi. - Przyszedł do nas, bo miał budować u nas garaż Jak mnie zobaczył, to od razu nie został. To było wiosną 1972. Ja miałam wtedy tylko 18 lat - opowiada pani Jadwiga. Pan Franciszek dodaje, że widywał swoją przyszłą żonę już wcześniej i już wtedy był nią zainteresowany. - Kiedyś kluby istniały we wioskach i w Krzywym Kolanie ją widziałem, jak z kuzynką przychodziła, ale jak później zobaczyłem ją w domu, to tak pomyślałem, że może się uda i tak się udało - opowiada pan Franciszek. Po ślubie razem pracowali w gospodarstwie. Małżeństwo wychowało dwoje dzieci: Arletę i Krzysztofa. Są szczęśliwymi dziadkami Remigiusza i Jakuba.
Zdaniem małżonków w związku ważna jest ustępliwość i wyrozumiałość. - Ktoś, komuś musi ustąpić, tu nie ma jakieś podstawowej recepty. I tu się recepty nie da wypisać. Bo można coś wypisać, a nic to nie da. Minęło 50 lat jak by nie było i czekamy na następne. Mi tam nie zależy, ja mogę nawet 500 lat żyć. Oczywiście razem z małżonką-- mówi pan Franciszek. Pani Jadwiga dodała, że bardzo ważne w związku jest wzajemne zaufanie. - I za bardzo zazdrosnym nie można być. Ja jeździłam i zwiedzałam świat. Wyjeżdżałam, dzieci były małe i zobaczyliśmy się dopiero, jak wróciłam z podróży, bo nie było wtedy telefonów komórkowych i nie mieliśmy w tym czasie żadnego kontaktu - opowiada pani Jadwiga.
Dodała również, że pośrednio dzięki jej mężowi powstał lokalny zespół Jezioranie. Pan Franciszek był prezesem Kółka Rolniczego i organizował dożynki wiejskie. - Jak szukał młodzieży na występ to mówili, że jakby stroje mieli, to by występowali i pojechał po stroje i tak się rozpoczęło z zespołem - opowiada pani Jadwiga.
Oboje udzielają się dla dobra i rozwoju gminy. Pan Franciszek do dziś pracuje w Spółce Wodnej, był radnym powiatowym i gminnym oraz prezesem Kółka Rolniczego. Pani Jadwiga udzielała się w Izbach Rolniczych. Od 26 lat jest przewodniczącą Gminnej Rady Kobiet w Jeziorach Wielkich.
RENATA I STANISŁAW PURGATOWIE

Renata i Stanisław Purgatowie z rodziną, wójtem Dariuszem Ciesielczykiem i Lidią Piotrowską z jeziorańskiego urzędu fot. Paweł Lachowicz
Pani Renata pochodzi z Woli Kożuszkowej, a pan Stanisław z województwa łódzkiego. Wraz z rodzicami przeprowadził się do Woli Kożuszkowej, gdzie rodzice kupili gospodarstwo. Oboje związani są z rolnictwem. Pani Renata pracowała w gospodarstwie rodziców, a pan Stanisław pracował w budownictwie oraz w gospodarstwie rolnym rodziców. - Ja moją żonę znam od dziecka i patrzyłem jak rośnie. I tak właściwie znamy się od zawsze, ja jak się przeprowadziliśmy miałem lat 14, a małżonka 9 lat. I tak jakiś rok później zacząłem na nią spoglądać i oczko puszczałem - opowiada pan Stanisław.
Pani Renata dodaje, że widywali się też na zabawach wiejskich. - Były kiedyś takie potańcówki, w ogródkach się organizowało. Grali na harmoszce i tak się bawiło. Nie pamiętam tego pierwszego spotkania, po prostu widywaliśmy się na spotkaniach i tak do dziś jesteśmy razem - opowiada pani Renata. Po ślubie zamieszkali wspólnie w gospodarstwie, które pani Renata otrzymała od brata swojego ojca w Woli Kożuszkowej. Po ślubie małżeństwo prowadziło przemysł włókienniczy i przez ponad 20 lat hodowlę jedwabników. Małżeństwo wychowało dwójkę dzieci: Annę i Wojciecha. Doczekali się trójki wnucząt: Anieli, Mateusza i Wiktora.
Zdaniem państwa Purgatów, by związek był trwały i szczęśliwy potrzebna jest wyrozumiałość i ustępliwość. - Jeden drugiemu ulegał i dochodziliśmy do kompromisu. Dobrze się żyło. Kłótni za dużo nie było i kaprysów. Teraz, to tylko, aby długo żyć i nie chorować - mówi pani Renata. A pan Stanisław dodaje: - Nie było u nas wzlotów, ani upadków. Ja jestem niespotykanie spokojny człowiek. Jak to mówią, ze mną można konie kraść. Jak to w małżeństwie, nie raz trzeba wargę przygryźć, ale i też trzeba pochwalić. Ja mówię, że jesteśmy w programie „długie życie”, zakładamy na 102 - dodał pan Stanisław.
Paweł Lachowicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze