8 par małżeńskich z gminy Orchowo obchodziło Złote Gody. Jaka jest ich recepta na udany związek? Kochać się i zawsze pamiętać, że najważniejsza jest zgoda.
8 PAR JUBILATÓW
14 grudnia w Domu Strażaka i Kultury w Orchowie gościły pary małżeńskie, które 50 lat temu z przekonaniem wypowiedziały sakramentalne tak. Na uroczystości pojawili się jubilaci, którzy związek małżeński zawarli w 1972 roku. W gronie szczęśliwych i wzruszonych par znaleźli się: Sabina i Andrzej Kubiakowie, Barbara i Henryk Powałowie, Krystyna i Jan Smarzykowie, Regina i Grzegorz Wojciechowscy, Marianna i Roman Tomczakowie, Anna i Alojzy Przybyszewscy, Zofia i Dominik Cieśliccy oraz Zofia i Sylwester Sobkowiakowie.
Pary małżeńskie odebrały nie tylko szczere życzenia i kwiaty, ale także honorowe medale, przyznane przez Prezydenta RP. Wręczone małżonkom medale są specjalnymi odznaczeniami. To forma docenienia za zgodność pożycia małżeńskiego, trud pracy i wyrzeczeń dla dobra założonej przed pół wiekiem rodziny. Uroczystość prowadziła Alina Czaplicka, kierowniczka Urzędu Stanu Cywilnego w Orchowie. Wyraziła ona swoje uznanie dla małżonków, którzy dotrzymali złożonego przed pięćdziesięcioma laty przyrzeczenia dochowania wzajemnej miłości, szacunku i przyjaźni.

Pamiątkowe zdjęcie jubilatów z władzami gminy fot. Paweł Lachowicz
Z życzeniami wystąpił również wójt Jacek Misztal, który pogratulował jubilatom długich lat wspólnego życia, życzył wszystkim parom zdrowia, wszelkiej pomyślności, pogody ducha i doczekania następnych pięknych jubileuszy. - 50 lat temu złączeni węzłem małżeńskim wyruszyliście na nową drogę życia. Dziś gratuluję Wam, że dotrzymaliście przysięgi małżeńskiej i życzę, aby ta miłość dalej w Was trwała - mówił do Jubilatów wójt Jacek Misztal.
Następnie przy symbolicznej lampce szampana odśpiewano Sto lat. Przy okolicznościowym torcie ufundowanym przez Urząd Gminy w Orchowie dostojne pary małżeńskie opowiadały o tym, jak przeżyły ten bardzo długi okres, który ich zdaniem nie zawsze usłany był różami, a często natomiast okraszony zmęczeniem. Jednak bardzo szczęśliwy. Z prawdziwą przyjemnością, wzruszeniem, a także żartem i uśmiechem jubilaci wspominali przeżyte wspólnie 50 lat.
Sabina i Andrzej Kubiakowie z Orchowa
Pan Andrzej pochodzi z Orchowa, pani Sabina ze Sławska Dolnego (gm. Strzelno). Później z rodzicami przeprowadziła się do Orchowa. Poznali się w przypadkowo. - Kiedyś był Klub Rolnika i tam stała szafa grająca i tak słuchając muzyki z tej szafy poprosił mnie do tańca. Tytułu utworu nie pamiętam, to była zachodnia piosenka, ale dobrze pamiętamy, jak ona brzmiała i musielibyśmy ją usłyszeć, to bym powiedziała. To już tyle lat minęło - opowiada pani Sabina.
Oboje pracowali zawodowo. Pani Sabina najpierw podjęła pracę w miejscowym Urzędzie Gminy, później w dziale pomocy społecznej. Pan Andrzej rozpoczął pracę w POM Orchowo, po czym poszedł do wojska. Po powrocie podjął pracę w Wylatowie, w parku maszynowym w Zakładach Mechaniki i Naprawy Maszyn Rolniczych. Małżeństwo wychowało 4 synów: Sławomira, Jarosława, Romana i Karola. Doczekali się 6 wnucząt: Klaudii, Oskara, Katarzyny, Nikoli, Blanki, Rozalii. Są też szczęśliwymi pradziadkami dla Kacpra, Marcela i Kornelii. Ich zdaniem, aby małżeństwo było szczęśliwe i trwałe potrzebna jest zgoda, miłość, wzajemne zaangażowanie i ustępliwość. Potrzebna jest tez ciężka praca, bo jak twierdzą ona uszlachetnia człowieka. - Wspólnie sobie poradziliśmy z wychowaniem dzieci. Wszystkiego dorobiliśmy się sami i życzymy wszystkim młodym parom, aby tak długo razem przeżyli. Są wzloty i upadki. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale trzeba zrozumieć się nawzajem - powiedziała nam pani Sabina.

Sabina i Andrzej Kubiakowie z wójtem Jackiem Misztalem, zastępczynią wójta Eweliną Gumienną i kierowniczką USC Aliną Czaplicką fot. Paweł Lachowicz
Barbara i Henryk Powałowie z Orchowa
Pani Barbara pochodzi z Płaczkowa, pan Henryk z Różanny. Obecnie mieszkają w Orchowie. Poznali się w klubie w Różannie. Jak opowiada pan Henryk, to on wpadł żonie w oko i tak się poznali. Oboje pracowali w PGR w Orchowie. Pan Henryk jako traktorzysta, a pani Barbara jako pracownik fizyczny. Wychowali 4 synów: Janusza, Andrzeja, Waldemara i Tomasza. Nie doczekali się wnucząt. Ze względu na chorobę żony, pan Henryk przybył na uroczystość sam. - Trzeba żyć w zgodzie i się miłować. Bo różnie w małżeństwach jest. Nieraz się troszkę posprzeczało, ale za 15 minut już się rozmawiało. Nie było zawiści. Człowiek szybko się godził - opowiada pan Henryk.

Henryk Powała z wójtem Jackiem Misztalem, zastępczynią wójta Eweliną Gumienną i kierowniczką USC Aliną Czaplicką fot. Paweł Lachowicz
Krystyna i Jan Smarzykowie ze Skubarczewa
Pani Krystyna pochodzi z Wylatkowa (gm. Powidz), a pan Jan ze Skubarczewa. Poznali się na zabawie w Wylatkowie. - Do Wylatkowa miałem blisko i rowerami żeśmy jeździli na zabawę. Tam się poznaliśmy i spotkaliśmy się na początku kilka razy i okazało się, że zaczęliśmy się częściej spotykać, aż minął rok, aż do ślubu - opowiada pan Jan.
Małżeństwo mieszka w Skubarczewie, gdzie od samego początku wspólnie prowadzili gospodarstwo rolne przepisane im przez rodziców pana Jana. Wychowali 2 synów: Pawła i Dariusza. Doczekali się 6 wnucząt: Agnieszki, Bartka, Radosława, Tomasza, Wiktorii i Oliwii. Aby szczęśliwie żyć w związku zdaniem państwa Smarzyków, trzeba dużo pracować, wtedy nie ma czasu na kłótnie i inne myśli. - Takie czasy były. Była praca w polu, w gospodarstwie. Wiadomo jak to w każdym małżeństwie nie zawsze byliśmy tego samego zdania, ale praca robiła swoje. Każdy się zajął obowiązkami i nie było czasu na żale - opowiada pan Jan.

Krystyna i Jan Smarzykowie z wójtem Jackiem Misztalem, zastępczynią wójta Eweliną Gumienną i kierowniczką USC Aliną Czaplicką fot. Paweł Lachowicz
Regina i Grzegorz Wojciechowscy z Podbielska
Pani Regina pochodzi z Podbielska, a pan Grzegorz z Ostrówka. - Poznaliśmy się w takiej klubokawiarni, jak to kiedyś były po wioskach. On przyjechał do Podbielska, ja się tam wybrałam. Teraz tego nie ma, ale kiedyś organizowano w takich klubach spotkania przy magnetofonie do potańczenia i tak się poznaliśmy - opowiada pani Regina. Po ślubie wspólnie prowadzili gospodarstwo rolne w Podbielsku. Wychowali 3 dzieci: Katarzynę, Mirosława i Annę. Doczekali się 4 wnucząt: Aleksandry, Adama, Wiktora i Ryszarda. Zdaniem małżonków, aby doczekać tak zacnego jubileuszu potrzebne jest zdrowie. - Jak jest zdrowie, to jest wszystko. Moi rodzice również doczekali się takiego jubileuszu i jeszcze później dłużej razem pożyli - opowiada pani Regina.

Regina i Grzegorz Wojciechowscy z wójtem Jackiem Misztalem, zastępczynią wójta Eweliną Gumienną i kierowniczką USC Aliną Czaplicką fot. Paweł Lachowicz
Marianna i Roman Tomczakowie z Bielska
Pani Marianna pochodzi z Parlinka (gm. Dąbrowa), a pan Roman z Bielska. Poznali się w Bielsku. - Ja przyszłam jako nauczycielka do Bielska do szkoły, mąż akurat wyszedł z wojska. Spotkaliśmy się w klubie i tam się poznaliśmy. Ja jako młoda kobieta, po szkole chciałam mieszkać w Poznaniu, ale postanowiłam uczyć w szkole w Bielsku. Jakaś zabawa była w Bielsku. Ja szłam z koleżankami i niedaleko szedł Roman. Ja się głośno zapytałam czy są tu jacyś chłopacy w tym Bielsku i między innymi usłyszałam opinię o Romanie. On nagle podszedł do nas z gałązką kaliny i dał mi to. Później pierwsze spotkanie z Romanem było u koleżanki nauczycielki w szkole i tam we czwórkę razem siedzieliśmy sobie przy kawie i tak się zaczęło. Zanim się pobraliśmy, to 2 lata ze sobą sprzyjaliśmy - opowiada pani Marianna. Pan Roman z zawodu jest stolarzem. Uczył się w Zakładach Drzewnych w Gębicach. Gdy wrócił z wojska pracował na stanowisku stolarza w spółdzielni Strzelnie, później otworzył własną działalność w Bielsku.
Po ślubie początkowo mieszkali w szkole, gdzie pani Marianna miała mieszkanie służbowe. Potem wybudowali dom, gdzie pan Roman prowadził warsztat stolarski. Małżeństwo wychowało 3 dzieci: Agnieszkę, Macieja i Pawła. Doczekali się 5 wnucząt: Marka, Macieja, Magdaleny, Moniki i Leny. Zdaniem małżonków w związku bardzo ważna jest wyrozumiałość. - Mąż jest spokojny, a ja z racji zawodu trochę przewodnikiem, ale się dogadujemy i jest nam dobrze - dodała pani Marianna.

Marianna i Roman Tomczakowie z wójtem Jackiem Misztalem, zastępczynią wójta Eweliną Gumienną i kierowniczką USC Aliną Czaplicką fot. Paweł Lachowicz
Anna i Alojzy Przybyszewscy z Bielska
Oboje pochodzą z Podbielska, a obecnie mieszkają w Bielsku. Jak opowiada pan Alojzy, który ze względu na chorobę żony przybył sam na uroczystość, razem z małżonką znają się od najmłodszych lat. - Urodziliśmy się w jednej wiosce i jeszcze tego samego dnia. Między naszymi narodzinami, jest godzina różnicy. Chodziliśmy razem do szkoły, siedzieliśmy prawie w jednej ławce dwie klasy. Ja pracowałem w Kółku Rolniczym, a że znałem ją to po drodze wstąpiłem do niej i tak, aż do ślubu. Początkowo mieszkaliśmy z rodzicami, a później wybudowaliśmy w Bielsku własny dom - opowiada pan Alojzy. Pan Alojzy pracował w Kółku Rolniczym, a pani Anna pracowała u rodziców w gospodarstwie. Małżeństwo wychowało 3 dzieci: Michała, Alinę i Rafała. Doczekali się 4 wnucząt: Wiktora, Szymona, Mikołaja i Karoliny. Zdaniem pana Alojzego w małżeństwie potrzebna jest zgoda i wyrozumiałość.

Alojzy Przybyszewski z wójtem Jackiem Misztalem, zastępczynią wójta Eweliną Gumienną i kierowniczką USC Aliną Czaplicką fot. Paweł Lachowicz
Zofia i Dominik Cieśliccy z Orchówka
Pani Zofia pochodzi z Szydłowa, a pan Dominik z Orchówka. Poznali się zupełnie przypadkowo. - Jechałem do dziewczyny, a poznałem żonę. Tak jakoś wyszło. Jechałem do koleżanki żony, one chodziły razem do szkoły, do Bielic. Złapała mnie na swoje oczy. Oczy miała ładne i tak się zaczęło - opowiada pan Dominik. Po ślubie państwo Cieśliccy prowadzili wspólnie gospodarstwo rodzinne wraz z rodzicami pana Dominika, później rodzice przepisali na niego gospodarstwo. Wychowali 3 dzieci: Magdalenę, Lidię i Karola. Doczekali się 5 wnucząt: Aleksandry, Miłosza, Bartosza, Tymoteusza i Oskara. Ich zdaniem recepta na udany związek jest kompromis. Uważają, że gdy jeden mówi, to drugi powinien milczeć. - Trzeba ustąpić jeden drugiemu. Gdy jeden mówi, to jak się nie podoba, to albo przemilczeć, albo wyjść z domu. Ja zawsze mówiłam, że jeden musi być wio, a drugi prr. Mąż nie lubi się gniewać. Wszystko trzeba w życiu przejść - powiedziała pani Zofia. A pan Alojzy dodał żartobliwie, że czasami lubi się pogniewać: - Ale bardziej lubię się potem godzić. To godzenie jest lepsze i milsze.

Zofia i Dominik Cieśliccy z wójtem Jackiem Misztalem, zastępczynią wójta Eweliną Gumienną i kierowniczką USC Aliną Czaplicką fot. Paweł Lachowicz
Zofia i Sylwester Sobkowiakowie z Rękawczyna
Pani Zofia pochodzi ze Słowikowa, a pan Sylwester z Rękawczyna. Znają się od lat szkolnych. Oboje uczęszczali do szkoły w Słowikowie, ale bliżej poznali się później, gdy zaczęli się spotykać po za szkołą. Mieszkają w Rękawczynie, gdzie prowadzili gospodarstwo rolne. Wychowali 3 dzieci: Renatę, Leszka i Andrzeja. Doczekali się 3 wnucząt: Kamili, Kamila i Wiktora. Zdaniem pani Zofii, która ze względu na chorobę męża na uroczystość przybyła sama, receptą na udany związek jest wyrozumiałość, ale także zdrowie. - Jak zdrowie pozwala, to i człowiek się dogaduje. Żyjemy razem. Jak w każdym związku nie zawsze mieliśmy takie samo zdanie, ale trzeba umieć iść na kompromis. Wtedy jest dobrze, a dzisiaj jak się nie dogadają, to się zaraz rozchodzą. Trzeba umieć pójść na kompromis - powiedziała pani Zofia.

Zofia Sobkowiak z wójtem Jackiem Misztalem, zastępczynią wójta Eweliną Gumienną i kierowniczkąUSC Aliną Czaplicką fot. Paweł Lachowicz
Paweł Lachowicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze