Dzieje się tak zazwyczaj, gdy nieopłacalne jest ciągnięcie do prywatnej posesji nitki sieci wodociągowej. Taka sytuacja jest w przypadku osady w Wycinkach - tu trzeba by pociągnąć 1,4 km rury. Mieczysławie Matczak i rodzinie Kocików czysta woda potrzebna jest od zaraz jak tlen.
84-letnia Wanda Kocik dalej czeka aż w końcu będzie mogła umyć się w wodzie, która nie będzie ją uczulać fot. Damian Stawki WODA NADAL BRUDNA
Podczas komisji Rady Gminy w Jeziorach Wielkich 8 grudnia jak bumerang powróciła sprawa braku podłączenia wody do dwóch rodzin w osadzie w Wycinkach (gm. Jeziora Wielkie). O tej sprawie kilkakrotnie pisaliśmy w poprzednich latach na łamach Pałuk. Sprawa powróciła dlatego, że w jedynym budynku na poddaszu wybuchł 6 grudnia pożar. Przez brak dostępu do wody gaszenie pożaru było utrudnione.
Przypomnijmy, że w Wycinkach w jedynym znajdującym się tam budynku od dziecka mieszka Mieczysława Matczak. W drugiej zaś części budynku mieszka jej matka, 84-letnia Wanda Kocik z orzeczoną I grupą inwalidztwa wraz z dwoma synami, braćmi pani Mieczysławy - Romanem Kocikiem i Janem Kocikiem. Zabudowa leży w środku lasu, a niedaleko znajduje się hydrofornia, której właścicielem jest Nadleśnictwo Miradz. Hydrofornia powstała około 30 lat temu, bo w planach było wybudowanie w Wycinkach wielorodzinnych budynków mieszkalnych dla pracowników nadleśnictwa. Do tego jednak nie doszło. Hydrofornia jednak została i wodą zasila ten jeden budynek. Problemem jednak jest to, że hydrofornia nie była przez lata remontowana, a woda jest w coraz gorszym stanie. Nie nadaje się do picia, a problemem stają się takie czynności jak mycie naczyń czy pranie. Na domiar złego w 2013 r. nadleśnictwo miało zamiar zamknąć hydrofornię. Wtedy w 2012 r. Mieczysława Matczak zwróciła się do wójta Zbysława Woźniakowskiego o poszukanie innego rozwiązania w sprawie dostarczenia do osady w Wycinkach wody.
POŻAR
- Nie można było gasić we własnym zakresie, trzeba było czekać za strażą pożarną - mówiła w trakcie komisji radna Elżbieta Kozłowska o pożarze w Wycinkach. Apelowała do wójta o doprowadzenie wodociągu do tej posesji.
Inny pomysł miała radna Jolanta Toda, która zasugerowała wykopanie studni głębinowej. - Żeby nie było czym gasić, to jest horror. Tam jest las i tam ludzie mieszkają, czy nie można studni głębinowej, to jest taki wielki koszt? - dopytywała radna.
6 grudnia w Wycinkach doszło do pożaru poddasza. W akcji gaszenia domu położonego w lesie udział brało 6 zastępów straży pożarnej. Jak udało ustalić się reporterowi Pałuk, po przyjeździe strażaków pożar był już prawie całkowicie ugaszony. Domownicy gasili go wodą z hydroforni, do której są podłączeni. Trzy osoby były podtrute dymem i na miejsce zostało wezwane pogotowie ratunkowe. Mieczysława Matczak opowiadała reporterowi Pałuk, że ostatnio hydrofornia była zepsuta i zwróciła się do nadleśnictwa o jej naprawienie. Nadleśnictwo szybko zareagowało i dzięki temu mieszkańcy mogli gasić pożar we własnym zakresie.
Reporter Pałuk 12 grudnia odwiedził Mieczysławę Matczak oraz rodzinę Kocik w mieszkaniu. Byli wyraźnie załamani pożarem. Dalej jednak największym problemem jest dla nich brak dostępu do wody zdatnej do picia. W domu obu rodzin stały baniaki z wodą lub puste. Jak mogą, wykorzystują jeszcze wodę z hydroforni. Ta jednak również jest w opłakanym stanie. Po nalaniu jej do butelki ma żółty kolor, a dodatkowo po kilkunastu minutach robi się z niej kożuch. 84-letnia Wanda Kocik mówiła: - Ta woda mnie uczula, normalnie zadrapała bym się. - Wszystkich nas uczula - dodał Roman Kocik.
Jan Kocik pokazał reporterowi pokój na poddaszu, w którym wybuchł pożar. W momencie pożaru był w środku. Zdołał jednak uciec. - Dobrze, że mam czujnego psa, to od razu skomlał, że coś się dzieje - tłumaczyła z kolei Mieczysława Matczak.
KAŻDE ROZWIĄZANIE ZŁE
Wójt podczas komisji tłumaczył radnym, że aby podłączyć ten jeden budynek w Wycinkach do wodociągu byłaby potrzeba wybudowania nitki o długości około 1.400 m. To jednak nie byłby dobry pomysł. - Projektanci i ci, którzy się znają na tym, mówili, że poprowadzenie tej wody nic by nie dało bo tam mieszkają dwie rodziny i woda by stała w rurach i nie nadawała się do spożycia - mówił wójt.
Innym pomysłem byłoby wykopanie studni głębinowej. Na terenie przy posesji znajduje się jedna studnia, w której nie ma wody. Wójt tłumaczy jednak: - Ja myślałem, żeby zrobić studnie głębinową, oni tam mają studnie, ale tam tej wody nie ma. Studni głębinowej nie możemy tam robić, bo tam jest teren prywatny i my jako gmina nie możemy tam nic wykonać.
Wójt dodał jeszcze, że będzie rozmawiał z nadleśnictwem, aby nie zamykało hydroforni dla mieszkańców Wycinek. Tłumaczył, że stan hydroforni został zaniedbany z chwilą, kiedy budynek mieszkalny został od nadleśnictwa wykupiony przez rodzinę Matczaków. Zbysław Woźniakowski dodał również, że były plany, aby do Wycinek pociągnięto wodociąg. Wtedy zgody na to miało nie wyrazić nadleśnictwo. Wójt wyraźnie spychał odpowiedzialność za sytuacje na nadleśnictwo.
- Jeżeli nadleśnictwo sprzedało tym właścicielom budynek z wodą, to niech nadleśnictwo się martwi, żeby ta woda była, a nie tym ludziom zabrano. Ja wiem tylko tyle, bo ja byłem u pani Matczak jak ten pożar był, że mimo wszystko pan Kaczmarek tę hydrofornię uruchomił, że wodę mają, ale ja będę z panem Kaczmarkiem rozmawiał, jakie on ma zamierzenia - tłumaczył wójt.
Woda z hydroforni jest w coraz gorszym stanie, robi się z roku na rok coraz bardziej żółta i tworzy się już w niej nie osad a kożuch fot. Damian Stawski ROZWIĄZANIE PIERWSZE - WODOCIĄG
Pierwszym rozwiązanie, o którym mówił wójt, było podłączenie budynku w Wycinkach do wodociągu i pociągnięcie nitki o długości 1.400 m. Wójt tłumaczył radnym, że w rurze nie byłoby przepływu przy tak długiej nitce wodociągu, a przy tak małej potrzebie korzystania wody przez jeden budynek. W słowa wójta powątpiewała jednak wiceprzewodnicząca Kozłowska, która twierdziła, że była również w podobnej sytuacji mieszkając w Proszyskach, dopóki nie pojawiła się restauracja Jezioranka.
O sprawie rozmawialiśmy z dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Mogilnie Urszulą Piwek-Brejecką. Wypowiedź dyrektor sanepidu pokrywała się z tym, co mówił wójt Zbysław Woźniakowski. Dyrektor wskazywała, że lepszym rozwiązaniem i chyba jedynym byłoby wykopanie studni.
- Mógłby być problem z utrzymaniem właściwej jakości na tym odcinku, ponieważ jednym z warunków utrzymania jest odpowiedni przepływ. Chodzi o przepłukiwanie tej instalacji. Gwarantuje to duży pobór, kiedy wiele gospodarstw korzysta z tej wody. Tutaj mamy sytuację, gdzie jest jedno gospodarstwo i ten pobór wody jest znikomy. Musiałaby być często ta nić wypłukiwana, myślę, że to przerosłoby możliwości finansowe, a efekt byłby wątpliwy. W takim przypadku uważam, że najlepszym rozwiązaniem byłoby wykopanie własnej studni - tłumaczyła dyrektor sanepidu.
O sprawie rozmawialiśmy również z prezesem gminnej spółki Mogileńskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej Arturem Lorczakiem. On również wskazał na to, że lepszym rozwiązaniem byłoby wykopanie studni głębinowej.
- Po podłączeniu nitki może woda by była zdatna, ale trzeba by było ją płukać często. W takiej sytuacji u nas w gminie wyliczają co jest bardziej opłacalne i w takiej sytuacji, gdy podłączyć trzeba jedną osobę wykopuje się studnię głębinowe. Gmina musi finansować. Także ciągnięcie grubej rury myślę, że nie ma tam sensu - tłumaczył prezes Lorczak.
ROZWIĄZANIE DRUGIE - STUDNIA
Skonfrontowaliśmy również to, co wójt mówił radnym odnośnie studni głębinowej. W tej sprawie reporter Pałuk skontaktował się z dyrektorem Gospodarki Przestrzennej, Komunalnej i Ochrony Środowiska w gminie Mogilno Arkadiuszem Grobelskim. Spytaliśmy, jaką praktykę w takich sytuacjach stosuje gmina Mogilno, czy w gminie Mogilno były podobne sytuacje i czy rzeczywiście gmina nie może budować studni głębinowych na prywatnych działkach.
Dyrektor Arkadiusz Grobelski tłumaczył, że gmina nie może robić inwestycji na prywatnych działkach i generalnie prawnicy nie zgadzają się na takie ruchy, ponieważ nie ma na to sprecyzowanych przepisów. - Pytanie jeszcze, o jaką inwestycję chodzi - dopytywał reportera. Opowiedzieliśmy dyrektorowi o sytuacji mieszkańców Wycinek z gminy Jeziora Wielkie. - Tak myślałem, że chodzi o wodę chodzi - mówił urzędnik. Początkowo Arkadiusz Grobelski twierdził, że nie wie, jak sprawa wygląda, jeśli chodzi o studnie głębinowe. Potem jednak mówił, że przypomniał sobie, że jedna z takich studni była wykopywana przez gminę na prywatnej posesji w Wylatowie. Mieszkańcy oczywiście musieli wyrazić na to zgodę. - Nie wiem jednak, jak prawnicy w tamtej gminie do tej sprawy podchodzą - mówił Arkadiusz Grobelski.
O to czy można budować studnie głębinową na prywatnej posesji pytaliśmy również prezesa Lorczaka. - Można, tam są odpowiednie umowy podpisywane, bo ten użytkownik chce tego. Na pewno można, bo budujemy takie studnie głębinowe - tłumaczył prezes.
GMINA NIE SPEŁNIA OBOWIĄZKU
Na jeszcze jedno postanowiliśmy zwrócić uwagę. Jak tłumaczył Arkadiusz Grobelski, gmina ma obowiązek dostarczenia wody do posesji. Regulują to odpowiednie przepisy. Jak wiemy w Wycinkach mieszkańcy sami dostarczają wodę do swojej posesji w baniakach wożąc ją m.in. rowerami. Tymczasem dyrektor Grobelski tłumaczył, że gmina Mogilno miała taki przypadek, kiedy beczkowozami dowożono wodę do jednej posesji, ponieważ zanieczyszczona uprawami z pól była jedna z studni głębinowych. W okresie zimowym z kolei warunki nie pozwalały by dostarczać wodę beczkowozami, dlatego dostarczano wodę butelkowaną.
Pytaliśmy urzędnika jeszcze czy gmina robi to nieodpłatnie. Dyrektor odpowiedział, że gmina nie bierze za to ani grosza.
Z kolei Mieczysława Matczak mówiła, że wójt składał jej propozycję, iż gmina Jeziora Wielkie może dowozić jej 1 kubik wody za 100 zł, na co się nie zgodziła.
CO Z HYDROFORNIĄ
13 grudnia o sprawie hydroforni rozmawialiśmy z nadleśniczym Andrzejem Kaczmarkiem. Pytaliśmy czy Nadleśnictwo Miradz podtrzymuje decyzje o zamknięciu hydroforni, która została wydana w 2013 r. Mieszkańcy nadal z niej korzystają. Andrzej Kaczmarek zapewnił, że póki co nie odłączy mieszkańców, ale należy myśleć o nowym przyłączu, ponieważ hydrofornia jest w coraz gorszym stanie.
- To jest moja hydrofornia i ja nie chciałem tych ludzi odciąć od wody. Ta osada, która tam jest, to nie jest nadleśnictwa osada, kiedyś była. W tej chwili jest prywatna i już kiedyś rozmawiałem z panem wójtem, że trzeba by było pomyśleć o doprowadzeniu wody po prostu do tej osady ze względu na to, że koszty utrzymania tej hydroforni będą coraz większe i po co mam tych ludzi obciążać kosztami. Oni płacą za utrzymanie hydroforni, za prąd, ale co jakiś czas ona wymaga jakiegoś tam remontu - mówił Andrzej Kaczmarek.
Pytaliśmy przy okazji Andrzeja Kaczmarka, czy byłaby możliwość, by gmina na przykład wykopała studnię głębinową na terenie nadleśnictwa, ponieważ wójt twierdził, że na terenie prywatnej działki nie można tego zrobić. Nadleśniczy Kaczmarek mówił, że to wymagałoby tzw. odlesienia terenu, ale dodał, że z reguły takich studni na terenie należących do nadleśnictwa się nie wykopuje.
- Jest to do zrobienia, ale my w takie układy nie wchodzimy, bo wtedy na naszym terenie miałby jakiś obiekt być, na terenie lasu - tłumaczył nadleśniczy.
Dodał jednak, że studnie głębinowe często są zanieczyszczone, szczególnie dużą ilością rud żelaza na tym terenie. Oprócz wykopania studni głębinowej trzeba by było w takim przypadku pomyśleć również o stacji uzdatniania wody.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1296 (50/2016)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze