24 października w Urzędzie Stanu Cywilnego w Mogilnie odbyła się uroczystość związana z jubileuszem 50-lecia pożycia małżeńskiego sześciu par z terenu gminy.
Złote Gody, jak mówiła kierownik USC Justyna Jarlaczyk, to jubileusz niezwykły, to wyjątkowa okazja do spojrzenia na minione lata, dokonania podsumowań i wzbudzenia refleksji nad zmieniającym się na przestrzeni lat uczuciem dwojga ludzi. Jest to jedyne wyróżnienie, które można otrzymać wyłącznie we dwoje. To symbol wierności i miłości rodzinnej, to dowód wzajemnego zrozumienia i istoty związku małżeńskiego, to wzór i piękny przykład do naśladowania dla młodych pokoleń.
Zanim nastąpiło udekorowanie jubilatów medalami wszystkie pary wyraziły wzajemnie podziękowania za wszystko co uczyniły, by ich małżeństwa były zgodne, szczęśliwe i trwałe.
Za zgodność pożycia małżeńskiego, za trud pracy i wyrzeczeń dla dobra swych rodzin założonych przed pół wiekiem Jubilaci zostali odznaczeni przez Prezydenta RP Medalami za Długoletnie Pożycie Małżeńskie. Okolicznościowe medale wręczył burmistrz Mogilna Leszek Duszyński, który pod adresem jubilatów skierował słowa uznania, podziękowania za godne i długie pożycie małżeńskie, za piękny przykład dla młodych małżeństw. Do życzeń przyłączył się przewodniczący Rady Miejskiej Paweł Molenda.
Odznaczenie jubilatów odbyło się w dwóch turach: o 11.00 (trzy pary) i o 14.00 (trzy pary). Ten uroczysty dzień świętowali: Weronika i Marian Wegnerowie, Elżbieta i Tadeusz Kasprowiczowie, Krystyna i Apolinary Kopeć, Elżbieta i Stanisław Sobczyńscy, Zofia i Janusz Andrzejewscy oraz Ewa i Edmund Oborscy. Wszystkie pary małżeńskie były zgodne, że w tak długim pożyciu nie zawsze było wesoło, ale podjęty trud wspólnego życia dawał im siłę do działania, a wspólne zaufanie i praca umacniało ich związki. Jubilaci zawarli związek małżeński w 1972 i 1973 roku i podkreślali, że źródłem powodzenia ich małżeństwa oprócz miłości jest towarzyszące im przez wszystkie lata wzajemne zrozumienie, kompromis i ciężka praca.

Jubilaci podczas uroczystości w mogileńskim USC fot. Paweł Lachowicz
WERONIKA I MARIAN WEGNEROWIE Z MOGILNA
Pani Weronika pochodzi z Gorzowa Wielkopolskiego, do Mogilna przeprowadziła się wraz z rodzicami, gdy miała 9 lat. Pan Marian jest rodowitym mogilnianinem. Poznali się na zabawie tanecznej w Mogilnie. Po ślubie pani Weronika nie zmieniła nazwiska, gdyż jako panna nazywała się tak samo, jak jej mąż. - Zawsze mówi, że ma swoje nazwisko, ale nosi i moje, bo ja też jestem z domu Wegner - opowiada pan Marian. Oboje pracowali zawodowo. Pani Weronika przepracowała ponad 40 lat w samorządach. Była kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego w Mogilnie. Pan Marian jest rzemieślnikiem, specjalizuje się w malarstwie i tapetowaniu. Jest prezesem mogileńskiego Cechu Rzemiosł Różnych. Małżeństwo wychowało 3 dzieci: Mirosławę, Lidię i Wojciecha. Doczekali się 6 wnucząt: Mikołaja, Jakuba, Stanisława, Tosi, Miłosza i Mateusza. Zdaniem małżonków w związku najważniejsza jest zgoda, gdyż, jak mówią, ona buduje. - Musi być czasem jakiś zgrzyt, bo bez tego to ani rusz, ale zawsze trzeba znaleźć kompromis - powiedziała pani Weronika.

Weronika i Marian Wegnerowie z rodziną oraz burmistrzem Leszkiem Duszyńskim, przewodniczącym Rady Miejskiej Pawłem Molendą i kierowniczką USC Justyną Jarlaczyk fot. Paweł Lachowicz
ELŻBIETA I TADEUSZ KASPROWICZOWIE Z MOGILNA
Pani Elżbieta pochodzi z Czarnotula (gm. Mogilno), a pan Tadeusz jest rodowitym mogilnianinem. Poznali się w nietypowych okolicznościach, bo na dworcu PKP. - On chyba sobie mnie upatrzył. Przyszedł z kolegą po mleko, bo moja mama sprzedawała mleko przede wszystkim nauczycielom. On przyszedł z kolegą nauczycielem, lecz tym razem nie po mleko, a po śmietanę. On stał na podwórku, a kolega przyszedł. Powiedział, że Ela ma śmietanę sprzedać, a ja nigdy nie sprzedawałam. Ja akurat przyjechałam z pracy z Kołodziejewa, bo tam laborantką byłam i nie chciałam wyjść. Na drugi dzień zaczepiła mnie jego sąsiadka i powiedziała, żebym przyjechała do kościoła do Mogilna, a my chodziliśmy do kościoła do Kwieciszewa i nie pojechałam. We wtorek, 2 października jechałam z pracy z Kołodziejewa on stał na przystanku PKP i na mnie czekał - opowiada pani Elżbieta. Po 10 miesiącach od tego spotkania stanęli przed ołtarzem. Oboje pracowali zawodowo. Pan Tadeusz pracował w betoniarni w Mogilnie, a także przez 39 lat w mogileńskiej komunalce, przy ujęciu wody w Szczeglinie. Pani Elżbieta najpierw pracowała jako laborantka, a później zrezygnowała z pracy i podjęła się prowadzenia gospodarstwa domowego i opieki na chorymi rodzicami (do ich śmierci). Dodatkowo pan Tadeusz od 65 lat jest harcerzem. Małżeństwo wychowało córkę Magdalenę i doczekali się wnuczki Julii. Ich zdaniem receptą na wspólne przeżycie półwiecza jest przede wszystkim miłość, którą trzeba ofiarować sobie nawzajem. - My, to się w sobie zakochaliśmy od razu na 100 procent i tak jest do dziś - dodała pani Elżbieta.

Elżbieta i Tadeusz Kasprowiczowie z rodziną oraz burmistrzem Leszkiem Duszyńskim, przewodniczącym Rady Miejskiej Pawłem Molendą i kierowniczką USC Justyną Jarlaczyk fot. Paweł Lachowicz
KRYSTYNA I APOLINARY KOPEĆ Z MOGILNA
Pani Krystyna pochodzi z Kołodziejewa, a pan Apolinary z Wiecanowa. Po ślubie zamieszkali we Wszedniu, gdzie pracowali na gospodarstwie. Obecnie mieszkają w Mogilnie. Poznali się w szkole w Bielicach, oboje chodzili do Technikum Rolniczego. - Ja poszedłem do szkoły wcześniej niż żona, żona przyszła rok później i tam się poznaliśmy. Spotykaliśmy się 3 lata, nie było wówczas Internetu i człowiek sobie jakoś radził. Po trzech latach znajomości zawarliśmy związek małżeński - opowiada pan Apolinary.
- Byliśmy w internacie i były zabawy taneczne. Ja byłam w internacie, mąż wówczas dojeżdżał do szkoły, ale zimą również przebywał w internacie i tak się poznaliśmy. Zabawy i potańcówki wystarczyły - dodaje pani Krystyna.
Całe życie państwo Kopeć przepracowali w gospodarstwie, które przekazali później synowi. Małżeństwo wychowało 4 synów: Jacka, Krzysztofa, Rafała i Daniela. Doczekali się 11 wnucząt oraz 5 prawnucząt. Ich zdaniem dla udanego związku potrzebna jest praca, wyrozumiałość, uczciwość i przede wszystkim kompromis.

Krystyna i Apolinary Kopeć z burmistrzem Leszkiem Duszyńskim, przewodniczącym Rady Miejskiej Pawłem Molendą i kierowniczką USC Justyną Jarlaczyk fot. Paweł Lachowicz
ELŻBIETA I STANISŁAW SOBCZYŃSCY ZE STRZELEC
Pani Elżbieta pochodzi ze Strzelec, a pan Stanisław z miejscowości Węgierce koło Janikowa. Urodził się w Szarleju, a dzieciństwo spędził w Tczewie. Później wraz z rodzicami przeprowadzili się do Węgierc. Stamtąd poszedł do szkoły średniej do Bielic. Tam poznał przyszłą żonę. - W Bielicach aż tak dużego błysku w oczach nie było, to się zadziało po Bielicach i związała nas wspólna praca, gdy byłam na stażu. Dopiero później związałam się ze szkolnictwem - opowiada pani Elżbieta. Po ślubie zamieszkali w Strzelcach. Wychowali dwie córki: Magdalenę i Justynę. Doczekali się 2 wnuków: Beniamina i Antoniego. Ich zdaniem w związku bardzo ważna jest miłość. - Po pierwsze miłość, po drugie miłość i po trzecie miłość. Ważna jest też wyrozumiałość, czyli zrozumienie drugiej osoby, drugiego człowieka, on ma też swoje życie i też ma swoje potrzeby i zachcianki i to jest całość - powiedział pan Stanisław. A pani Elżbieta dodała, że trzeba zawsze pamiętać o złożonej przysiędze małżeńskiej. - Miłość, wierność i uczciwość małżeńska, tak to było - dodała.

Elżbieta i Stanisław Sobczyńscy z rodziną oraz burmistrzem Leszkiem Duszyńskim, przewodniczącym Rady Miejskiej Pawłem Molendą i kierowniczką USC Justyną Jarlaczyk fot. Paweł Lachowicz
ZOFIA I JANUSZ ANDRZEJEWSCY Z MOGILNA
Oboje pochodzą z Mogilna. Poznali się już jako 7-latkowie, gdyż ich ojcowie pracowali w jednej firmie i byli kolegami. - Przez tą znajomość często się widzieliśmy, lecz później nastąpiła przerwa i bliższą znajomość nawiązaliśmy gdy wyszedłem z wojska. Kolega również był w wojsku w Świnoujściu, a oni się kumplowali i tak żeśmy się spotkali na wieczorku u kolegi i sobie przypomnieliśmy tą naszą znajomość z wieku 6-7 lat i tak się zaczęło. Po roku wzięliśmy ślub i tak dotrwaliśmy do dziś - opowiada pan Janusz. Jubilat pracował z POM-ie w Mogilnie, później jako kierowca. Pani Zofia z kolei pracowała w piekarni w GS oraz jako pomoc w przedszkolu. Wychowali 2 dzieci: Krzysztofa i Ewelinę. Doczekali się 2 wnucząt: Filipa i Klaudii. Ich zdaniem w związku najważniejsza jest miłość, zgoda i wyrozumiałość. - Ja muszę powiedzieć, że mój mąż, to jest taki mój Anioł Stróż. Jestem po chorobach i on takie rzeczy koło mnie robił, że jest takim moim aniołem. A wszystko to się zaczęło, jak mieliśmy po 7 lat i trwa do dzisiaj - dodaje pani Zofia.

Zofia i Janusz Andrzejewscy z rodziną oraz burmistrzem Leszkiem Duszyńskim, przewodniczącym Rady Miejskiej Pawłem Molendą i kierowniczką USC Justyną Jarlaczyk fot. Paweł Lachowicz
EWA I EDMUND OBORSCY Z CHABSKA
Pan Edmund pochodzi ze Strzelna, a pani Ewa z Trzemeszna. Jubilat pracował w szkołach jako nauczyciel, a pani Ewa jako księgowa w szkole Bielicach. Poznali się, gdy pan Edmund pobierał pierwszą pensję. - Na drugi dzień umówiliśmy się już do Trzemeszna, do kawiarni "Mocca". Chodziliśmy ze sobą 3 lata i w roku 1973 wzięliśmy ślub - opowiada pan Edmund, który pracował w Szkole Podstawowej Strzelcach, a później przeniósł się do Chabska. Pracował jeszcze w mogileńskiej dwójce i jedynce. W 1982 roku przeniósł się do szkoły w Wylatowie, gdzie uczył wychowania fizycznego i historii. Małżeństwo wychowało 2 dzieci: Tomasza i Martę. Doczekali się 2 wnuków: Filipa i Marcela. Ich receptą na długie pożycie małżeńskie jest spokój i szacunek względem siebie. - Człowiek musi być uległy. Bo ja nie wierzę w to, że są idealne małżeństwa - dodał pan Edmund.

Ewa i Edmund Oborscy z burmistrzem Leszkiem Duszyńskim, przewodniczącym Rady Miejskiej Pawłem Molendą i kierowniczką USC Justyną Jarlaczyk fot. Paweł Lachowicz
Wszyscy Jubilaci obiecali, że jak życie im pozwoli chcą się z nami spotkać na kolejnych jubileuszach.
Paweł Lachowicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze