12 sierpnia w ramach projektu "Ludzie z pasją", seniorzy działający w Magazynie Zbożowym GS w Mogilnie gościli na swoim pokładzie Jerzego Nowackiego, miłośnika latania na motolotni. Seniorzy obejrzeli zdjęcia oraz unikatowe filmy ze wzbijania się pana Jerzego w chmury.
Jerzy Nowacki jest mieszkańcem Mogilna. Ukończył Liceum Ogólnokształcące w Trzemesznie. Studiował na Wydziale Lekarskim Medycyny Weterynaryjnej na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Wiele lat prowadził Gabinet Weterynaryjny w Mogilnie. Zamiłowanie do latania obudziło się w nim bardzo wcześnie, gdy był młodym chłopcem. A lataniem zaraził się od ojca. - Ojciec mój Czesław latał w Dywizjonie 318 w Anglii. Często w naszym domu gościem był Skalski, który latał na myśliwcach. Mój ojciec i jego brat latali bombowcem, ale wuj zginął nad Reną. Odwiedziliśmy kiedyś jego symboliczny grób w Szkocji - opowiadał pan Jerzy.

Pan Jerzy oprócz wspomnień i opowieści przywiózł do seniorów motolotnię, dzięki czemu wszyscy mogli z bliska przyjrzeć się samej maszynie, jak i jej oprzyrządowaniu fot. Paweł Lachowicz
Dodał, że na początku sam latał Cessną, później Wilgą, a następnie przesiadł się na szybowce. Było to jeszcze przed jego maturą w Lotniczym Przysposobieniu Wojskowym LPW I stopnia. Były to przygotowania do Lotniczej Akademii Lotniczej w Dęblinie. W Dęblinie był krótko. - Później byłem w Międzybrodzie Żywieckim, ale zrezygnowałem z tego, bo chciałem robić coś innego. Latanie pozostało tylko moim sportowym hobby. Jak się okazało później, brat mojego teścia również był pilotem tego samego dywizjonu. Latałem samolotami i szybowcami, a dzisiaj w związku z tym, że wszystko jest tak drogie, bo awionetka kosztuje w granicach 60.000 do 120.000 zł latam motolotnią. Jest to tańsze rozwiązanie, a i możliwości latania większe, gdyż nie potrzeba do tego specjalnych pasów startowych, czy miejsc do lądowania - opowiadał pan Jerzy.

Pan Jerzy oprócz wspomnień i opowieści przywiózł do seniorów motolotnię, dzięki czemu wszyscy mogli z bliska przyjrzeć się samej maszynie, jak i jej oprzyrządowaniu fot. Paweł Lachowicz
Przy okazji jego wizyty seniorzy mieli okazję obejrzeć unikatowe filmy przedstawiające widoki Ziemi Mogileńskiej, Lichenia i okolic z lotu ptaka. Pan Jerzy oprócz wspomnień i opowieści przywiózł do seniorów motolotnię, dzięki czemu wszyscy mogli z bliska przyjrzeć się samej maszynie, jak i jej oprzyrządowaniu. Podczas jej oglądania omówił działanie maszyny.
- Muszę państwu powiedzieć, że miałem kiedyś takie zdarzenie. Startowałem na wózku, bo miałem nowe skrzydło i chciałem je wypróbować, bo to trzeba zobaczyć, jaka jest siła ciągu i jaką prędkość można osiągnąć i jak się szybko wznosimy. Wówczas przeciągnąłem skrzydło tracąc siłę nośną i z 20 metrów spadłem i rozbiłem sprzęt. A jest na nim kosz, więc coś się uratowało. Miałem wtedy małą kontuzję i nie latałem jakieś pół roku - opowiadał Jerzy Nowacki.

Seniorzy za niezwykle ciekawą prelekcję podziękowali panu Jerzemu kwiatami i przygotowanym okolicznościowym podziękowaniem fot. Paweł Lachowicz
Seniorzy pytali gościa, czy na loty potrzebne są jakieś pozwolenia. Pan Jerzy wyjaśnił, że każdy wylot musi być uzgodniony, ponieważ w powietrzu tak, jak na drogach musi być porządek. Zawsze zgłasza się wylot do Urzędu Lotnictwa Cywilnego w Warszawie, którzy wydają pozwolenie, bądź nie. Polska jest podzielona na różne strefy, gdzie działają tylko piloci wojskowi.
Seniorzy pytali również, czy do lotu paralotnią potrzebny jest wiatr i co się dzieje, jeśli wiatru brak. - Jak nie ma wiatru też można latać i wtedy jest fajnie. Mamy tak zwanego Wojtka. To jest tyczka, taka jak na ryby z rękawem lotniczym i on nam pokazuje kierunek wiatru i zawsze startujemy pod wiatr od strony ogona, a wiatr nam pomaga. Z reguły latamy przed wieczorem, bo nie ma wówczas turbulencji. Jest to zjawisko, kiedy odrywają się od podłoża, czyli od ziemi bąble powietrzne i z różną szybkością w zależności od tego na co słońce pada. Na oziminie inaczej, na wodzie i lesie też jest inaczej i to wszystko musimy brać pod uwagę. Pilot musi się znać na meteorologii. Jak spojrzy w niebo, to musi wiedzieć, co to są akurat za chmury i jakie konsekwencje dla pilota z latania pod tymi chmurami wynikają. Jak się pokazują takie baranki na niebie, to one nazywają się cirrusami. Jest takie przysłowie: "Jak się cirrus pokazuje, to pogoda się popsuje". Jak są chmurki w kształcie bezy, to znaczy, że możemy latać, ponieważ będą ładne noszenia i można za darmo masę kilometrów przelecieć. Natomiast jak się pokazuje cumulonimbus, to jest taka chmura, która wygląda jak pięść i wówczas ona mówi - nie lataj, albo lataj ostrożnie, bo takie chmury mogą wciągnąć i można zamarznąć. Od tego jesteśmy, żebyśmy myśleli. Chociaż nie zawsze nam to wychodzi - mówił Jerzy Nowacki.

Jerzy Nowacki z dumą prezentuje otrzymane od seniorów podziękowanie fot. Paweł Lachowicz
Seniorzy z ciekawością obejrzeli motolotnię pytając o to, czy lecąc w powietrzu jest zimno. Gość zaprezentował wszystkim kombinezon, który zakupił kiedyś od Rosjan, a jego struktura jest tak zbudowana, że w powietrzu zaczyna on grzać.
Po niezwykle ciekawej prelekcji i podziękowaniach skierowanych przez koordynatorkę Klubu Seniora Grażynę Rosłaniec-Stoińską seniorzy wraz ze swoim gościem zasiedli do aromatycznej kawy i słodkiego poczęstunku.

Pamiątkowe zdjęcie seniorów z Jerzym Nowackim i koordynatorka Klubu Seniora Grażyną Rosłaniec - Stoińską fot. Paweł Lachowicz
Spotkanie odbyło się w ramach cyklu spotkań Ludzie z pasją, którego koordynatorką jest Grażyna Rosłaniec-Stoińska.
Paweł Lachowicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze