Reklama

120 przypadków z odpadami

Do Elżbiety Mikołajewskiej mieszkającej w Strzelcach, firma „Sanikont” od początku lipca nie przyjechała jeszcze ani razu po odbiór śmieci posegregowanych. W minioną sobotę, 17 sierpnia miała odbiór śmieci zmieszanych - samochód firmy też nie przyjechał. fot. Joanna Świetnicka

Mogilno, Sanikont, odpady, śmieci, Leszek Duszyński, deklaracja
    120 przypadków z odpadami
     Relacje między mogileńskim ratuszem a firmą Sanikont w sierpniu stały się bardzo napięte. Ratusz wysyła firmie codziennie maile z wykazem nieruchomości, skąd samochody firmy nie odbierają śmieci. Szef Sanikontu Radosław Kostuch mówi, że uzasadnione reklamacje realizuje zgodnie z umową. Zgodnie z umową zostawia także worki, wywozi gniazda i pojemniki. Jego zdaniem PSZOK działa jak należy. - Nie zawahamy się sięgnąć po ostateczną sankcję, jaką jest zerwanie umowy, jeśli sytuacja nie ulegnie zauważalnej poprawie - uważa wiceburmistrz Ciesielski.

     PONAD 100 PRZYPADKÓW
     Zastępca burmistrza Mogilna Jarosław Ciesielski mówi, że telefony od zdenerwowanych mieszkańców wszystkich części gminy Mogilno w sprawie śmieci są praktycznie codziennie.
     Problem jest zawsze ten sam - firma Sanikont odbierająca od 1 lipca na terenie gminy Mogilno śmieci nie przyjechała po ich odbiór zgodnie z harmonogramem. Jedne telefony dotyczą tego, że firma nie odebrała śmieci zmieszanych, inne, że nie odebrała worków z odpadami posegregowanymi czy worków z odpadami biodegradowalnymi. Są też takie przypadki, że firma odbierze worki, ale nie zostawi ani jednego pustego czy wręcz zostawi pusty worek a nie odbierze wystawionych pełnych.
     Zastępca burmistrza podkreśla, że zmiana od 1 lipca firmy odbierającej odpady od mieszkańców gminy Mogilno - mogła się wiązać, choć nie powinna - z pewnymi problemami firmy Sanikont wynikającymi chociażby z braku znajomości terenu.
     - Takie też problemy wystąpiły. Odnotowaliśmy do tej pory około 120 przypadków pominięcia nieruchomości. I chociaż przy porównaniu liczby tych przypadków z ogólną liczbą ponad 5.300 nieruchomości, których mieszkańcy złożyli deklaracje śmieciowe mamy obraz skali problemu na poziomie mniej niż 2 %, to jednak dla nas każdy przypadek nie odebrania od mieszkańca na czas odpadów, jest bardzo ważny. W każdym takim przypadku podejmujemy natychmiastowe działania, by śmieci jak najszybciej zostały odebrane - mówi Jarosław Ciesielski.
     Na początku pracownicy ratusza dzwonili do inowrocławskiej siedziby firmy z reklamacją, potem zaczęli wysyłać praktycznie codziennie maile z listą adresową nieruchomości, skąd śmieci nie zostały odebrane. W końcu zaczęli wysyłać dołączane pisemne oświadczenia mieszkańców.
     Jarosława Ciesielskiego niepokoi to, że: - Od pracowników „Sanikontu” niejednokrotnie, zamiast deklaracji naprawienia błędu, słyszymy stwierdzenie, iż to niemożliwe, by kierowca pominął jakąkolwiek nieruchomość. Z takim podejściem do rozwiązywania problemów absolutnie się nie zgadzamy. Co bowiem miałoby oznaczać takie pokrętne tłumaczenia się pracowników „Sanikontu”? Że mieszkańcy kłamię czy też może stroją sobie żarty? To absurd, na który reagujemy w sposób jednoznaczny i zdecydowany. Jeśli z konkretnej nieruchomości odpady zostały odebrane w określonym momencie, to nikt nie ma powodu do składania reklamacji.
     Poniżej przedstawiamy kilka przykładowych sytuacji, charakterystycznych dla około 120 przypadków stwierdzonego braku odbioru śmieci.
     Duży problem z odbiorem śmieci miała Grażyna Mokrzyńska z Chałupsk.
     - Faktycznie miałam problem, bo w lipcu śmieci nikt nie wywiózł, ale już sobie poradziłam. Zobaczymy jak będzie dalej. Śmieciarka przyjechała do mnie specjalnie. Stało się to dopiero po mojej kilkukrotnej interwencji w mogileńskim ratuszu. Dzwoniłam, zostawiałam swój numer telefonu, byłam też osobiście, ale w lipcu worków nie otrzymałam. Nie dotarła też do mnie żadna informacja, dlaczego. Gdybym się sama nie interesowała i gdybym nie miała gdzie się pozbywać śmieci - na szczęście mam - to nie wiem co by było. W Chałupskach są na szczęście te dzwony na szkło i plastik, mam też kompostownik, więc nie było aż tak źle. Ale nie wiem jak to będzie dalej. Teraz sama odebrałam worki z ratusza, bo nikt do mnie nie przyjechał z nimi. Z tego co się orientuję miało być tak, że to sołtysi mieli objechać wsie z firmą wywożącą odpady. U nas jednak na pewno tak nie było. Musiałam więc sama interweniować w ratuszu, gdzie zostałam bardzo miło przyjęta. Wiem, że to nie jest takie proste wszystko zorganizować, więc może dajmy tej firmie trochę czasu - mówi mieszkanka Chałupsk.
     Inny problem mieli mieszkańcy kamienicy przy ul. Jagiełły 7 w Mogilnie. Mieszkanka kamienicy Danuta Stołowska mówi: - Śmieci u nas firma odbiera, problem stanowi tylko brak worków. W naszej kamienicy jest pięć rodzin, w sumie kilkanaście osób i obecnie nie ma worków. Jak worek zostanie na zewnątrz, przed bramą na pojemniku i ktoś sobie weźmie to my wtedy nie mamy. A jeden worek z każdego rodzaju to na pięć rodzin jest kategorycznie za mało. Stanowi to ogromny problem. Worki na pierwszy miesiąc to ja osobiście odebrałam z urzędu, bo tak uzgodniliśmy z pozostałymi mieszkańcami kamienicy. Byłam już w tej sprawie w urzędzie, bo chciałam sama pobrać worki, ale niestety w urzędzie też brakowało worków (rozmawialiśmy na początku ubiegłego tygodnia, przyp. jos). W sierpniu na ul. Jagiełły odpady segregowane będą odbierane dopiero pod koniec miesiąca, więc w co my mamy je kłaść. Pozostanie nam chyba podrzucić je do urzędu, bo do urzędu za śmieci płacimy. W chwili obecnej największy problem stanowi brak worków na plastik. Jedna pani w urzędzie powiedziała mi, że firma zajmująca się wywozem odpadów zostawia jeden worek na każdą rodzinę a to guzik prawda, bo owszem zostawili jeden worek ale dla całej kamienicy. Nie wiem jak mam to tłumaczyć. My jesteśmy zadowoleni z segregowania, wszyscy się pilnują bo wiadomo, że wiąże się to z finansami ale gdzieś musimy te śmieci wrzucać a nie bardzo mamy do czego.
     Magdalena Kozłowska mieszka w Dąbrówce przy ul. Modrakowej. Jej nieruchomość położona jest po prawej stronie przed Iskrą, jak jedziemy w kierunku Bydgoszczy. Tak daleko, aż po granice miasta Mogilna z tej strony sięga obszar sołectwa Dąbrówka - choć sama wieś oddalona jest stąd o kilka kilometrów.
- W sprawie nie odbierania od nas odpadów chodzimy bądź też dzwonimy do mogileńskiego ratusza na zmianę z sąsiadem. My jesteśmy przyłączeni do Dąbrówki, mieszkamy na ul. Modrakowej. Jak ja dzwoniłam w tej sprawie do ratusza to powiedzieli mi, że nie będą nam śmieci odpierać razem z Iskrą, bo jesteśmy mieszkańcami Dąbrówki. A jak jadą do Dąbrówki to o nas zapominają. Pierwszy raz to na zmianę z sąsiadem siedzieliśmy w domu i wydzwanialiśmy kilka dni do ratusza, żeby ktoś odebrał nam śmieci, bo nas ominęli. Po kilku dniach łaskawie przyjechali. W ubiegłym tygodniu w końcu odebrali nam śmieci jednak też nie w wyznaczonym terminie. Byłam w tej sprawie w urzędzie, jakaś młoda dziewczyna mnie wysłuchała, ale miałam wrażenie, że ona w ogóle nie wie co ja do niej mówię. Powiedziała tylko, że mam zapłacić za śmieci, bo dostaniemy powiadomienie. Każą płacić za śmieci a do tej pory nie przysłali żadnej faktury z indywidualnym kontem. Powiedziałam, że nie zapłacę dopóki nie dostanę numeru konta, bo nie zamierzam stać godzinę w kolejce do kasy w urzędzie - mówi Magdalena Kozłowska.
     Jeszcze inny problem jest w Józefowie. Sołtys Mariusz Kaczyński mówi: - W sierpniu worków nie dostała wspólnota mieszkaniowa, bloki i kilka innych rodzin - sporadyczne przypadki. Problem ten został jednak rozwiązany już na drugi dzień, po mojej interwencji. Obecnie mamy inny problem - z wywozem dzwonów stojących przy sklepach. Szybko się zapełniają i nie są od razu wywożone.
     Worki z odpadami posegregowanymi nie były odebrane od 1 lipca w ogóle od mieszkanki Strzelec Elżbiety Mikołajewskiej.
     - Z problemem nie odbierania odpadów walczę już od pierwszego miesiąca. Już niejednokrotnie dzwoniłam w tej sprawnie do ratusza. Obiecywano, że firma się pojawi, niestety w lipcu się nie pojawiła. Przyjechała na początku sierpnia i zabrała tylko odpady zmieszane. Pozostałe leżą pod bramą posesji. Ten sam problem mają też moi sąsiedzi. W urzędzie poinformowano mnie, że to sołtys powinien pokazać drogę firmie zajmującej się wywozem odpadów. Podczas kolejnej rozmowy usłyszałam, że firma została poinformowana i że jak będą po drodze to może wjadą i zabiorą. Nie wjechali. I cisza - mówi.
Wczoraj, w środę 21 sierpnia rozmawialiśmy z panią Elżbietą i nadal śmieci posegregowane w workach nie były odebrane. Na dodatek, w minioną sobotę 17 sierpnia nie zostały odebrane także śmieci zmieszane. Nikt z Sanikontu po nie przyjechał.

     Rozmawialiśmy także z sołtysem Wieńca Beatą Bartczak.
     - Na początku mieliśmy problem z wywozem dzwonów. W tej sprawie była nawet u nas Straż Miejska z Mogilna. Kolejnym problem stanowi brak worków. Mieszkańcy dostają zbyt małą ilość worków. Jako sołtys prosiłam o większą ilość worków, chciałam mieć je w domu, nie dla własnego użytku tylko żeby mieszkańcy w każdej chwili mogli po nie przyjść ale ich nie dostałam. Nie wiem dlaczego ograniczają tak te worki. Na plac zabaw również nie dostałam więcej worków. Musiałam potem we własnym zakresie kombinować worki. Mieliśmy też problem z nieodebranymi śmieciami. Musiałam interweniować w tej sprawie w ratuszu. Mam pod sobą trzy miejscowości, z jednej - z Czarnych Olendrów śmieci w ogóle nie odebrano. Na szczęście po mojej interwencji śmieci zostały wywiezione już na drugi dzień. Ta firma podjęła się działań ale trochę ciężko im to idzie. Nie wiem czy mają za mało ludzi, czy może za mało sprzętu. W tym miesiącu przebiega już to trochę sprawniej ale w lipcu, to w ogóle nie było wiadomo kiedy mieli przyjechać po odpady. Byliśmy totalnie zawaleni śmieciami. To wszystko nie było w ogóle zorganizowane. Nic nie było dograne. Póki co śmieci nie mamy. Teraz największy problem jest z tym, że zbyt małą ilość worków dają - opowiada sołtys Wieńca.
Pomijanie nieruchomości, to nie jedyny grzech po stronie Sanikontu. Koleją sprawą jest nie dawanie mieszkańcom worków na odpady segregowane. Zdarzają się przypadki, że worki zapełnione zostają odebrane (choć bywa, że i z tym są problemy), a puste nie są zostawiane.
     NAJŚWIEŻSZE
     14 sierpnia, w środę, z części ulic w Mogilnie miały być odebrane śmieci zmieszane oraz w workach biodegradowalne. Śmieci zmieszane zostały odebrane. Po worki z biodegradowalnymi odpadami już nikt z firmy Sanikont nie przyjechał. Tak worki przeleżały m.in. na ul. Olszaka i na części ul. Obrońców Mogilna. Na Obrońców Mogilna z posesji leżącej przy siedzibie weterynarii odpadów biodegradowalnych nie odebrano od 1 lipca. Na tej nieruchomości był nawet taki przypadek, że pracownik Sanikontu zostawił worek do odpadów biodegradowalnych a nie zabrał pełnych worków z tymi odpadami.
     - To skandal. Całe święto 15 sierpnia i cały długi weekend worki przystrajały ulice - komentuje to zastępca burmistrza.
     Najlepsze jest to, że na ul. Olszaka mieszka burmistrz Leszek Duszyński i od niego Sanikont także nie zabrał odpadów biodegradowalnych.
     REALIZUJE REKLAMACJE
     Szef firmy Sanikont Radosław Kostuch mówi, że on jako konkretne reklamacje traktuje tylko te zgłoszenia z mogileńskiego ratusza od mieszkańców, które przekazywane do jego firmy są w formie składanych oświadczeń. Pokazuje nam jednocześnie dwa takie oświadczenia, które napisane są jedną ręką. Różne są tylko podpisy pod oświadczeniami. Szef firmy pyta, czy w takim razie w mogileńskim Urzędzie są tzw. gotowce, które urzędnicy podsuwają tylko mieszkańcom do podpisu.
     Dodaje jednocześnie, że jego zdaniem ilość reklamacji na pewno nie była przez te prawie dwa miesiące (ponad 100 przypadków) aż tak duża. Mówi, że on zgodnie z umową zawartą z gminą Mogilno w ciągu trzech dni zawsze naprawił błąd i śmieci odbierał.
     Tłumaczy się także tym, z często ludzie dopiero jak widzą, że jechał samochód Sanikontu, to wystawiają śmieci, a potem mówią, że nie zostały zabrane. Jako przykład podaje budynek 4-rodzinny w Gębicach, gdzie od trzech rodzin odebrali śmieci, a czwarta rodzina miała pretensje, że śmieci zostawili. Uważa on, że gdyby tak było w istocie, to nie miało by to żadnego logicznego uzasadnienia. - Dlaczego byśmy mieli nie odebrać śmieci i robić sobie dodatkowe koszty, przy dodatkowym kursie w ramach reklamacji? - pyta retorycznie.
     W przypadku ul. Olszaka i nie zabranych odpadów biodegradowalnych od tamtejszych mieszkańców i m.in. od burmistrza Duszyńskiego bije się w piersi: - Tak, to nasza wpadka.
     Mówi także, że czymś zrozumiałym jest, iż potrzeba czasu, by jego kierowcy dobrze rozpoznali teren, na którym pracują. Dopowiada, że w części sołectw nie mieli pomocy ze strony sołtysów, chociażby przy objeździe sołectwa, tak, by mogli poznać wszystkie jego zakamarki.
     WORKI
     Zgodnie z umową i warunkami przetargu, każda nieruchomość powinna otrzymać po 1 komplecie każdego worka za darmo, czyli w sumie 4 worki: do plastiku, do papieru, do szkła i do odpadów biodegradowalnych.
     Mówi, że w lipcu, w imię dobrej współpracy z gminą Mogilno zostawiał tyle pustych worków, ile mieszkańcy wystawiali. Od początku sierpnia, gdy jego zdaniem ta współpraca zaczęła się psuć i z Urzędu Miejskiego ciągle i o wszystko płynęły pretensje (m.in. maile z wykazami posesji, sprawa PSZOK-u, itd), zaczął zostawiać tyle worków, o ilu mówi umowa.
     W pozostałe worki za darmo, mieszkańcy mogą zaopatrywać się w ratuszu.
     PSZOK
     Według zastępcy burmistrza Jarosława Ciesielskiego kwestia PSZOK (Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych) również nie jest doprowadzona do stanu wynikającego z umowy, jaka wiąże Sanikont z gminą Mogilno. Uważa on, że punkt zlokalizowany na terenie GS Mogilno, to nie jest PSZOK.Przypomina, że taki punkt na terenie gminy Mogilno, Sanikont zobowiązany była zgodnie z warunkami zwycięskiego przetargu zorganizować do 30 czerwca. A według wiceburmistrza Ciesielskiego, tak naprawdę PSZOK - tak jak powinien wyglądać - nie jest zorganizowany do dnia dzisiejszego.
     Przypomnijmy, że początkowo PSZOK miał być uruchomiony w miejscowości Iskra. Ostatecznie, m.in. ze względu na obawy tamtejszych mieszkańców, został zlokalizowany w zachodniej części Mogilna - na terenie GS, dojazd ul. Magazynową.
     Zgodnie z warunkami przetargu, Sanikont musiał na terenie PSZOK-u zabezpieczyć do 30 czerwca po jednym pojemniku dla każdej frakcji odpadów selektywnie zbieranych, tj. nie mniej niż 14 sztuk dla gromadzenia: odpadów szkła, tworzyw sztucznych, papieru, metalu, odpadów ulegających biodegradacji, opakowań wielomateriałowych, przeterminowanych leków, chemikaliów, zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego, zużytych baterii i akumulatorów, mebli i innych odpadów wielkogabarytowych, odpadów budowlanych i rozbiórkowych, odzieży i tekstyliów, zużytych opon.
     Do dziś według wiceburmistrza nie zostało to wykonane.
     Mogileński ratusz zwrócił uwagę firmie na brak oznakowania dojazdu do PSZOK-u i miało to według zapewnień firmy zostać w najbliższym czasie wykonane.
     Szef Sanikontu Radosław Kostuch twierdzi, że PSZOK działa jak należy. Mówi, że jest tam 14 pojemników. Na naszą uwagę, że na zewnątrz na placu stoi tylko 9 pojemników, mówi, że 5 jest w znajdującej się na terenie PSZOK hali. Mówi, że tam są pojemniki, które ze względu na gromadzony towar: chemikalia, baterie, leki, sprzęt elektroniczny nie powinny być na zewnątrz, z bezpośrednim dostępem ludzi. Mówi, że w PSZOK zatrudnia 10 osób z gminy Mogilno, czyli także pod tym względem spełnia on swą rolę.
     Radosław Kostuch zwraca uwagę, że umowa z gminą Mogilno nic nie mówi o oznakowaniu dojazdu do PSZOK-u. Twierdzi, że firma ma gotowe tablice oznakowujące dojazd, ale po tym, jak jego zdaniem współpraca z gminą Mogilno stała się trudna - wywieszenie oznakowania jest elementem siłowania między firmą a ratuszem.
     Jeżeli chodzi o termin otwarcia, mówi, ze data 30 czerwca była nierealna do zrealizowania, po tym, gdy Iskra wycofała się z lokalizacji. Dlatego PSZOK ruszył 2 lipca, czyli jego zdaniem minimalnie później.
PSZOK w Mogilnie jest otwarty przez 6 dni w tygodniu; od poniedziałku do piątku, od 700 do 1900, a w soboty od 800 do 1400.
     HARMONOGRAM
     Zgodnie z umową i warunkami przetargu, harmonogram zbiórki odpadów powinien być dostarczony do każdej nieruchomości przez firmę Sanikont już 30 czerwca.
     Do dzisiejszego dnia praktycznie takiego harmonogramu nie ma. Inny był w lipcu, inny był w sierpniu, a jeszcze inny zapowiadany jest od września - prawdopodobnie już na cały rok.
     Wiceburmistrz Jarosław Ciesielski uważa, że: - Harmonogram, który po miesiącu ulega zmianie musiał wywołać pewne zamieszanie. A dzisiaj nadal nie ma harmonogramu stałego (np. przynajmniej do końca roku), o czym bezustannie przypominamy kierownictwu „Sanikontu”.
     Radosław Kostuch odpiera zarzuty w taki sposób, że fizyczną niemożliwością było przygotowanie harmonogramu na dzień 30 czerwca, jak praktycznie przez całe wakacje każdy kolejny wyjazd w teren samochodów po odpady przynosił jakieś niespodzianki i weryfikował dotychczasowy plan. Jednocześnie poinformował, że plan zbiórki od
     1 września na cały rok został już dostarczony do ratusza, do akceptacji.
     DZWONY, POJEMNIKI KP 7
     Pewne zamieszanie na osiedlach wywołuje również nie wywożenie zapełnionych tzw. dzwonów do zbiórki odpadów posegregowanych i pojemników KP 7 do śmieci zmieszanych.
     Radosław Kostuch mówi, że w lipcu na każdą prośbę ratusza starał się te pojemniki wywozić, choć jest to bardzo duży koszt. Jednak - jak mówi - po usztywnieniu stanowiska ratusza, w sierpniu już tylko realizował zapisy umowy, a ta mówi o wywożeniu tych pojemników z osiedli przez jego firmę tylko raz w miesiącu.
     Według naszych informacji, gmina ma już opinię prawną i zleci dodatkowe wywozy innej, wybranej firmie.
     CENTRUM MIASTA
     Wystawianie pojemników i worków z odpadami bardzo widoczne jest zwłaszcza w centrum miasta. Do tej pory mogileńska komunalka, sprzątała śmieci nad ranem, tak, że wychodzący do pracy widzieli centrum miasta czyste.
     Teraz pojemniki i worki stoją i tarasują miejsca parkingowe.
     Radosław Kostuch mówi, że jego firma śmieci zbiera od 6.00 rano. Pokazał nam SMS-a od zastępcy burmistrza z 17 lipca, w którym prosił on w imieniu burmistrza o całkowite sprzątnięcie każdorazowo centrum miasta do 9.00 rano. Mówi, że za tym SMS-em nie przyszło żadne pismo do jego firmy w sprawie oczekiwań burmistrza co do sprzątania centrum miasta.
     Radosław Kostuch twierdzi, że nie może on odpowiadać za śmieci, które leżą w ścisłym centrum miasta, gdy są wystawiane przez mieszkańców niezgodnie z harmonogramem. Takie śmieci nie będą zbierane. Jednocześnie zapowiedział, że nie będzie zgadzać się na wywożenie śmieci z centrum przez inne firmy wskazane przez ratusz. Jak mówi, tak było, gdy worki raz wywiozły Mogileńskie Domy. Mówi, że jest już po rozmowie z dyrektorem MD i ten nie będzie już tego robił.
     O ZERWANIU UMOWY
     - Mamy obowiązek domagania się realizacji wszystkich postanowień umowy, niezależnie od tego, że ogólne odczucie mieszkańców na temat obecnego systemu gospodarki odpadami w gminie może być dobre. Nie zawahamy się sięgnąć nawet po ostateczną sankcję, jaką jest zerwanie umowy, jeśli sytuacja nie ulegnie zauważalnej poprawie - uważa wiceburmistrz Ciesielski.
     Doszły do nas takie informacje, że ratusz sonduje możliwość zerwania umowy z Sanikontem, powierzenie zbiórki śmieci komunalce i rozpisanie zgodnie z prawem nowego przetargu. Wiemy, że burmistrz Leszek Duszyński spotkał się z szefostwem Sanikontu we wtorek, 20 sierpnia.
     Czy rozmawiano tam o możliwym zerwaniu umowy, nie wiemy. Burmistrz uchyla się tutaj od odpowiedzi. - Żadnych deklaracji firmie nie składałem - mówi tylko.

Reklama

Marek Holak
Joanna Świetnicka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1123 (34/2013)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości