Reklama

70 podpisów w Niestronnie, 43 w Głęboczku

Janusz Myszkowski z Hubertem Sipem zebrali podpisy pod petycją, w której mieszkańcy kategorycznie sprzeciwiają się powstaniu punktu zbierania odpadów w Głęboczku. Przedstawiciel firmy z Łodzi twierdzi, że mieszkańcy są wprowadzani w błąd, ponieważ myślą, że powstanie tam wysypisko. Tłumaczy, że czym innym jest składowanie i przetwarzanie odpadów, a czym innym utworzenie wysypiska.

Sołtys z Niestronna Janusz Myszkowski z petycją chodził po domach mieszkańców Głęboczka i Niestronna. Zebrał 113 podpisów. Na zdjęciu podpisuje się pod protestem Krzysztof Sip. fot. Damian Stawski

     POD LASEM W GŁĘBOCZKU
    
13 lutego burmistrz Leszek Duszyński wszczął postępowanie administracyjne o wydanie decyzji środowiskowych na utworzenie punktu zbierania odpadów w Głęboczku przez firmę Centrum Recyklingu, Transportu i Górnictwa sp. z o.o. z Łodzi. Poinformowane o tym zostały strony postępowania: Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska, Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna oraz mieszkańcy Głęboczka. O sprawie pisaliśmy w artykule: W Głęboczku chcą składować odpady.
     Przypomnijmy, że w ubiegłym roku pod lasem w miejscowości Głęboczek, na terenie byłej bazy firmy Alstal, powstało nielegalne składowisko, na którym znajdowało się około 150 ton odpadów. 16 listopada ubiegłego roku firma Alstal działkę tę wynajęła firmie z Łodzi. 1 grudnia dzięki szybkiej interwencji urzędników ratusza i straży miejskiej teren w 6 dni został uprzątnięty. Firma Centrum Recyklingu, Transportu i Górnictwa sp. z o.o. z Łodzi zapowiadała jednak, że do Głęboczka wróci i wystąpi o konieczne pozwolenia na działalność związaną ze zbieraniem odpadów. O takiej działalności nie chciał słyszeć sołtys Niestronna, radny Janusz Myszkowski, ale również mieszkańcy. Podczas komisji Rady Miejskiej radny Myszkowski mówił, że nie pozwoli by w Głęboczku powstało wysypisko. Burmistrz Duszyński zapewnił również, że do tego nie dopuści, a słowa burmistrza 14 lutego, już po uruchomieniu postępowania administracyjnego, podtrzymał jego zastępca Jarosław Ciesielski. Zastępca burmistrza dodał, że każdy ma jednak prawo złożyć wniosek o wydanie decyzji środowiskowej, a obowiązkiem gminy jest taki wniosek rozpatrzyć.
     PODPISUJĄ SIĘ
    
Sołtys Janusz Myszkowski nie czekając na decyzję burmistrza zbierał 23 lutego na terenie sołectwa podpisy pod petycją, w której mieszkańcy nie chcą składowiska odpadów w Głęboczku.
     Z zaniepokojeniem przyjęliśmy do wiadomości obwieszczenie burmistrza Mogilna o wszczęciu postępowania administracyjnego o wydanie decyzji (...) Jako mieszkańcy sołectwa Niestronno wnosimy kategoryczny sprzeciw powstaniu takiego składowiska odpadów na terenie naszego sołectwa - czytamy w petycji. Argumenty podawane przez mieszkańców w petycji były różne, ale najważniejszym było oddziaływanie na środowisko. Mieszkańcy tłumaczyli, że wcześniej złe oddziaływanie na środowisko miała firma Alstal, dlatego teraz nie chcą, by demony przeszłości powróciły.
     Przez wiele lat działała na tych nieruchomościach firma produkująca masę bitumiczną dla budowy dróg i na pewno miało to negatywny wpływ na środowisko wokół. Po zakończeniu działalności w tym zakresie jako mieszkańcy mieliśmy nadzieję, że już żadna firma o produkcji czy usługach negatywnie działających na środowisko nie powstanie - czytamy dalej.
     Mieszkańcy dodali również, że sam fakt, iż firma w nielegalny sposób przywiozła do Głęboczka około 150 ton, powinno ją dyskwalifikować już na samym starcie. W sumie sołtys Myszkowski wraz z członkiem rady sołeckiej Hubertem Sipem zebrali 113 podpisów - 70 w Niestronnie i 43 w Głęboczku.
     W OBRONIE LASU
    
22 lutego zapobiegawczo zareagował również nadleśniczy Nadleśnictwa Gołąbki Marek Malak. Priorytetem była ochrona lasu graniczącego z terenem dzierżawionym przez firmę z Łodzi.
     Negatywna opinia nadleśnictwa wynika z bezpośredniego sąsiedztwa obszarów leśnych, zagrożeń dla celów hodowlanych oraz ochrony przyrody przed szkodliwymi czynnikami - czytamy w piśmie nadleśnictwa do burmistrza Leszka Duszyńskiego. Czynnikami negatywnie wpływającymi na środowisko w związku z działalnością firmy z Łodzi miałyby być m.in. odcieki oddziałujące na glebę, na wody powierzchniowe i podziemne, powodujące ich skażenie. Innym byłby wzmożony ruch ciężkiego transportu przy punkcie zbierania odpadów.
     Jak wskazywało nadleśnictwo: Nowoczesne metody technicznego zabezpieczenia składowiska są drogie i nic nie wskazuje na poszukiwanie takich rozwiązań przez wnioskodawcę.
     STANOWISKO FIRMY
     Tymczasem 23 lutego uzyskaliśmy stanowisko firmy, która stara się o pozwolenia. Firma z Łodzi ma swój oddział w Pakości (pow. inowrocławski). Pracownik występujący z ramienia prezesa, Wiktor Paciorek skontaktował się z reporterem Pałuk, by odnieść się do tego wszystkiego, co o Głęboczku pisaliśmy w poprzednich numerach.
     Po pierwszej, jak mówił Wiktor Paciorek, nie rozumie on stanowczego stanowiska burmistrza Mogilna. Jego daniem, wszyscy mylą zasadnicze pojęcia: czym innym jest powstanie wysypiska, a czym innym prowadzenie działalności polegającej na zbieraniu i przetwarzaniu odpadów. Firma chce zajmować się tą drugą opcją.
     - To są dwie bardzo duże odrębne sprawy, a teraz ludzie się bulwersują. Dla nich słowo „wysypisko” to już wiadomo o co chodzi. No to ja się nie dziwię, że się bulwersują, jeżeli ktoś nie potrafi im wytłumaczyć o co chodzi - tłumaczył Wiktor Paciorek. - My będziemy zbierać odpady z innych firm, u nas będą składowane, następnie w kilka dni selekcjonowane i aut z nimi. Nie będą u nas zostawiać.
     Przedstawiciel firmy z Pakości odniósł się również do wydarzeń z feralnego dnia w grudniu ubiegłego roku, kiedy to straż miejska wraz z urzędnikami odwiedziła Głęboczek i nakazała uprzątnięcie placu. Wiktor Paciorek zwraca uwagę na pojawiające się w różnych wypowiedziach słowa „szybka interwencja urzędników”. Tymczasem to określenie jego zdaniem było przesadzone.
     - To, że składowane były tam odpady, to był nasz błąd. My popełniliśmy błąd, bo mamy placów wiele, a po prostu źle kierowca zrozumiał, pojechał tam i wrócił. My się skapnęliśmy i zaczęliśmy to sprzątać. Oni do nas na drugi dzień przyjechali, kiedy te śmieci zaczęły być już ładowane na kontenery i kierowca zaczął je już wywozić. Jak do nas przyjechali, zapytali się grzecznie czy mogą wejść, więc ja mówię „jak najbardziej” - relacjonował wizytę mogileńskich urzędników Wiktor Paciorek. Dodał, że w celu szybkiego uprzątnięcia odpadów poproszono również inne firmy.
     Dodał, że firmie, w której jest członkiem zarządu, zależy, aby w normalny sposób prowadzić swoją działalność. Zwracał uwagę, że w tej chwili firma ponosi ogromne koszty za dzierżawę w Głęboczku, a przy tym nie ma żadnych dochodów.
     - My nie odpuszczamy, bo dlaczego mamy odpuścić. Lekki nasz taki błąd i tyle, ale mówię - my, proszę pana od listopada ponieśliśmy 40.000 zł kosztów w związku z dzierżawą i podatkami, które płacimy za plac i ten plac nie zarabia na siebie, proszę pana. Kto normalny by to płacił? - podkreślił Wiktor Paciorek.
     Mówił również, że zna zdanie burmistrza Mogilna w tym temacie i widzi, że burmistrz nastawiony jest od początku sceptycznie co do chęci prowadzenia przez firmę działalności polegającej na przetwarzaniu odpadów.
     - Pan burmistrz nie za bardzo jest przychylny. Po tym wszystkim, jak zakończyliśmy to sprzątanie, to umówiliśmy się z panem burmistrzem na spotkanie. Pojechaliśmy, bo chcieliśmy mu wytłumaczyć, jak to będzie wyglądało od początku do końca i co chcemy tam robić. Pan burmistrz niestety powiedział nam: „no ja nie zabraniam wam składania jakichkolwiek wniosków, ale odradzam wam jakichkolwiek tam inwestycji” - mówi Wiktor Paciorek. Po czym dodał: - Ale nie odpuściliśmy. Zobaczymy, co wyjdzie, to wyjdzie.
     Dodał, że słyszał także o sytuacji z Wszednia, gdzie pozostawione zostały niebezpieczne odpady. U nich sytuacja ma się inaczej: - Tam była dzierżawa, a my chcemy ten plac kupić za 1,5 miliona od „Alstalu”. Sytuacja jest zupełnie inna. Dodał, że umówili się Alstalem tak, że na razie będą opłacać ten plac, a dopiero gdy uzyskają stosowne pozwolenia, wtedy dojdzie do zakupu: - To jest logiczne, nikt nie kupiłby tego wcześniej.
     Wiktor Paciorek mówi również, że jest otwarty na rozmowy z mieszkańcami Niestronna i Głęboczka, a firma jest gotowa się z nimi spotkać. - Nie chcemy z nikim drzeć kotów, chcemy by wszystko odbyło się normalnie - zapewnia.

Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1307 (9/2017)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości