- Potrzeba jakiegoś mądrego urzędnika, który zrobiłby projekt rewitalizacji gminnych dróg w gminie Mogilno
800 metrów męczarni
Marek Skowroński uważa, że: - Obecna władza na rewitalizację miasta topi miliony, a nie myśli o drogach na wioskach. Burmistrz Duszyński obiecuje, że doraźnie remont zostanie wykonany, tak, by droga była przejezdna.
Marek Skowroński mówi reporterowi, że ma tylko jedną prośbę. Chciałby usłyszeć od burmistrza Leszka Duszyńskiego prawdę. Jak nie ma zamiaru remontować tej drogi w Chabsku, to niech to jasno powie. Niech nie kręci. Marek Skowroński urodził się w Chabsku, później wyprowadził się do Trzemeszna.
Od 10 lat wraz z rodziną mieszka ponownie w Chabsku, gdzie wrócił na ojcowiznę. Mieszka w domu kolejowym, do którego dojedzie się tylko drogą wapienną, oddaloną od głównej drogi o 800 m.
To właśnie droga wiodąca do zabudowań spędza sen z powiek nie tylko pana Marka i jego rodziny, ale także zamieszkałych w jego pobliżu czterech rodzin.
10 LAT WALKI
O utwardzenie i remont drogi zabiega w gminie Mogilno już od 10 lat. - Dziadek tutaj mieszkał już 100 lat temu, był kolejarzem i też chodził po tej samej drodze. Potem do śmierci mieszkał tutaj mój ojciec, który za życia nie doczekał się remontu tej nieszczęsnej drogi. Ja mam 50 lat i do tej pory nic w tym kierunku nie zrobiono. Pytam się tylko, jak długo moje dzieci będą taką fatalną drogę przemierzać. To jest po prostu skandal - mówi reporterowi Pałuk Marek Skowroński.
PSTRYK I LAMPA JEST
Największy żal pan Marek ma do kolejnych władz miasta. Jak mówi z burmistrzem Stanisławem Łaganowskim, sprawy drogi nie dało rady załatwić: - To był jeszcze stary system PRL. Na korytarzu tylko umiał poklepać po ramieniu i powiedzieć, że nie ma pieniędzy - mówi.
- Przyszła nowa władza. Burmistrzem został Jacek Kraśny. To za jego kadencji dopiero jak narobiłem smrodu ostrego na sesji, to załatwiłem, że gimbus podjeżdża mi do drogi i zabiera młodszą córkę do szkoły. Dobra, on poszedł w pioruny i przyszedł lepszy gospodarz Leszek Duszyński. Pomyślałem będzie dobrze. Niestety szybko się okazało, że z Duszyńskim to jest rozmowa, jak z urzędnikiem ze skarbówki. Pieniądze, to zapewne on liczy dobrze, ale coś konkretnego zrobić dla mieszkańców nie potrafi. Chyba, że dla tych, co przychodzą i chcą mu się przypodobać, albo dla księdza, któremu od razu lampę postawił, aby oświetlała teren kościoła. Zrobił tylko pstryk i lampa jest. A ja od 10 lat chodzę i proszę o utwardzenie drogi do domu, po której w miesiącach zimowych roztopów, jesiennych deszczy nie da się po prostu poruszać. Były jeszcze pisma do ówczesnego naczelnika Mirosława Leszczyńskiego i też nic nie zrobił - opowiada Marek Skowroński.
Mieszkaniec Chabska opowiada zdarzenie sprzed 10 lat, gdy umierał jego ojciec. Karetka Pogotowia nie mogła przebrnąć przez drogę i została przy drodze głównej, a lekarz z sanitariuszami pieszo przyszli i zabrali ojca niosąc go przez tę drogę na noszach.
- To był marzec. Ja bezskutecznie od 10 lat piszę co roku pisma. Niech pani zgadnie, ile na 10, czy 12 pism dostałem odpowiedzi, niestety tylko dwie. Bezczelni są, po prostu sobie kpią i nie odpowiadają na pisma - tłumaczy pan Marek.
Droga ma około 800 m, w tym na odcinku około 200 m jest przejezdna. Reporterzy Pałuk przejechali zaledwie 300 m i zakopali się w błotnistej mazi. Marek Skowroński telefonuje akurat do inspektora Norberta Dombka w mogileńskiego ratusza z prośbą o pomoc w wyciągnięciu samochodu. TELEFON I WYCIĄGAJĄ
Ignorancja mogileńskiej władzy i urzędników doprowadza pana Marka do pasji. Obecnie stosuje taką praktykę, że gdy tylko zakopie się w błotnistej mazi, dzwoni do inspektora Norberta Dombka z Wydziału Gospodarki Przestrzennej i Architektury Urzędu Miejskiego, aby ten przysłał kogoś, kto wyciągnie jego pojazd z błotnistych bruzd. - Jak się któryś raz z rzędu zakopałem zadzwoniłem do Norberta Dombka, a ten do mnie, że go to nie obchodzi i mam poprosić sąsiada o wyciągnięcie. Ale ja powiedziałem, że nie mam zamiaru kupować kolejnej flaszki, bo chociaż w taki sposób musiałem podziękować sąsiadowi. Powiedziałem także, „Panie to jest nasza droga. Moja, ale pana też. Jest pan urzędnikiem, bierze pan pieniądze, to tak nie będziemy rozmawiać”. Zadzwoniłem wtedy do dyrektora tego wydziału Arkadiusza Grobelskiego. Ten powiedział , że nie ma sprawy i za pół godziny przyjechała „fadroma” i mnie wyciągnęli. Powiedziałem wtedy Dombkowi, że jego szef jest 10 razy lepszy od niego - opowiada Marek Skowroński.
BŁOTO I DZIURY OMIJA SIĘ
W piśmie skierowanym do burmistrza Duszyńskiego 13 sierpnia 2010 r. Marek Skowroński zwrócił się z prośbą o ujęcie w planie remontowym dróg gminnych, drogi przy której mieszka. Chodziło mu głównie o wykonanie takich prac, które spowodują, że droga będzie przejezdna i o każdej porze roku. Jego zdaniem coroczne łatanie błotnych dziur nie rozwiązuje problemu, którym jest niedostateczne utwardzenie całej nawierzchni. Dodatkowym mankamentem zdaniem Marka Skowrońskiego jest to, że droga ta, powinna mieć 8 m szerokości, a na dzień dzisiejszy są miejsca, gdzie szerokość drogi wynosi tylko 4 metry. Taka sytuacja zdaniem pana Marka wynika z tego, że z jednej i drugiej strony droga jest podorywana przez uprawiających tam swoje pola.
- Z goryczą patrzę i czytam o kolejnych inwestycjach drogowych na terenie gminy, a powodem mojego rozczarowania jest to, iż drogi w miarę dobre remontuje się i staja się one jeszcze lepsze, a drogi mniejsze, gdzie dominuje błoto i dziury są omijane przez wiele lat i nie zaliczane do kolejnych inwestycji drogowych - mówi Marek Skowroński.
Gorycz pana Marka potęguje fakt, że jego córki Justyna i Julia taką błotnistą drogę muszą przebyć, aby dojść do autobusu, by pojechać do szkoły. Idą więc w gumowcach, a na końcu drogi przebierają czyste i suche obuwie. Ponadto Justyna ma orzeczony stopień inwalidztwa i dwa razy dziennie żona Pana Marka wozi ja na rehabilitacje do Mogilna.
ZAKOPALIŚMY SIĘ
W poniedziałek 7 lutego, kiedy próbowaliśmy dotrzeć do zabudowań państwa Skowrońskich sami zakopaliśmy się samochodem w błocie i konieczna była pomoc w wyciągnięciu nas z błotnistej mazi. Podczas, gdy przysłany przez Norberta Dombka samochód terenowy próbował wyciągnąć nas z drogi, przyjechała z rehabilitacji żona pana Marka z córką. Jednak nie zaryzykowała przejazdu droga do domu. Zostawiła samochód przy drodze głównej i dalej poszły przez kałuże piechotą. - Moje dzieci uczą się bardzo dobrze, lecz o żadnych równych szansach nie ma tutaj mowy, skoro dziewczyny wstydzą się do szkoły chodzić, bo buty całe w błocie. Tę drogę trzeba przede wszystkim odwodnić - mówi pan Marek.
ROWEREM PO DESZCZU
Marek Skowroński nie może zrozumieć także postępowania byłego wiceburmistrza Przemysława Majcherkiewicza, który też skutecznie odprawiał go z urzędu z przysłowiowym kwitkiem. - Kiedyś powiedział mi, że był tam latem i droga jest niczego sobie. Ja powiedziałem mu wtedy, żeby przyjechał swoim rowerem jesienią, a najlepiej po deszczu. Krew mnie zalała, jak przeczytałem u was, że na ul. Ustronie, gdzie tak niedawno wybudował się pan Majcherkiewicz były już przyznane pieniądze na przebudowę nawierzchni. To ja mówię, niech oni tam też 100 lat sobie poczekają, aż im cokolwiek zrobią. A nie, tam się robi a my czekamy. Duszyńskiego to ja szanuję. Drugi raz na niego głosowałem, bo tak praktycznie nie miał konkurenta, ale mam żal, że 10 lat moich zabiegań cały czas nie daje rezultatu - mówi Marek Skowroński.
NA DUSZYNIÓWKI NIE STARCZY ŻYCIA
W rozmowie tłumaczy nam także, iż ma żal także do sołtysa Chabska Jolanty Kosnowskiej, która na zebraniu odnośnie tzw. programu duszyniówek nie zaprosiła wszystkich mieszkańców, a zebranie odbyło się w malutkim gronie przy kawie.
- Oni tam ustalili naprawę w ramach „duszyniówek” zupełnie innej drogi, która właściwie to nie potrzebuje gwałtownego remontu. Powiedziałem wtedy, że to wstyd, że te najlepsze drogi robicie, a najgorszą zostawiacie. Pani sołtys odpowiedziała mi tylko SMS-em, że stan drogi jest jej znany i mam przyjść na zebranie jak będą wybierać sołtysa i wtedy mogę o wszystkim powiedzieć - dodał pan Marek
Odnośnie programu burmistrza tzw. duszyniówek, pan Marek nie uważa tego za wspaniały pomysł. - Piszecie, że jest 300 km dróg gminnych na wsiach. To ja powiadam, że Duszyńskiemu nie starczy kadencji, życia mu nie starczy, bo jeśli po 15 km rocznie będzie remontował , to zajmie to 20 lat - mówił. Ponadto pan Marek ma żal do obecnej władzy, że na rewitalizację miasta topi miliony, a nie myśli o drogach na wioskach.
- Tutaj potrzeba jakiegoś mądrego urzędnika, który zrobiłby projekt rewitalizacji gminnych dróg. Potrzebny jest mądry program, a Unia da, szczególnie na wieś. Przecież tak propaguje program „Równe szanse” - dodał Marek Skowroński.
DORAŹNE RUCHY
W sprawie drogi mogliśmy porozmawiać z burmistrzem Leszkiem Duszyńskim dopiero wczoraj, w środę po 15:00, gdyż wcześniej nie miał dla nas czasu. Wiceburmistrz Jarosław Ciesielski przebywał na urlopie, a dyrektor Wydziału Gospodarki Przestrzennej i Architektury Urzędu Miejskiego Arkadiusz Grobelski stwierdził, że bez zgody burmistrza nie może udzielić nam żadnych informacji na ten temat ani na żaden inny.
Ostatecznie z ust Leszka Duszyńskiego usłyszeliśmy: - Takich dróg mamy sporo i będziemy je stopniowo remontować. W tej chwili droga, o której mowa będzie zrobiona doraźnie, tak, aby była przejezdna, a po zmianie warunków atmosferycznych przystąpimy do bardziej konkretnej naprawy tej drogi.
Na naszej stronie internetowej prezentujemy film, który oddaje dzisiejszy stan tej drogi.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 991 (6/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze