Leszek Duszyński, prace, spółka Mogilno Sport
Albo przyjdzie na kolanach, albo spółka nie powstanie
Radni PSL i SLD zastosowali polityczny szantaż. Zażądali od Leszka Duszyńskiego spotkania z nimi poza oficjalnymi komisjami Rady Miejskiej. Mając większość w Radzie od tego uzależniali zgodę i poparcie dla rozpoczęcia prac nad powstaniem gminnej spółki Mogilno Sport. Nie przejmowali się tym, że narażają gminę na utratę 4,5 mln zł, już odzyskanych z podatku VAT przy budowie hali. Przerazili się na dobre w momencie, gdy radny Platformy Obywatelskiej Grzegorz Stochliński zaproponował głosowanie jawne, imienne. W strachu przed mieszkańcami w jednej chwili zmienili zdanie i poparli projekt.
DLACZEGO SPÓŁKA
Burmistrz Mogilna Leszek Duszyński zdecydował się na przedstawienie radnym projektu uchwały intencyjnej, która umożliwi mu rozpoczęcie prac nad powstaniem kolejnej spółki po MPGK w gminie, czyli Mogilno Sport. Spółka ma powstać na bazie obecnego zakładu budżetowego, Ośrodka Sportu, Rekreacji i Rehabilitacji.
Podczas sesji 20 stycznia burmistrz Duszyński przypomniał radnym, że w połowie ubiegłego roku podjęte zostały działania, które umożliwiły gminie Mogilno odzyskiwanie podatku VAT na bieżąco, już w trakcie budowy hali. - Zależało nam, aby hala została wybudowana jak najniższym kosztem po stronie gminy. I to nam się udało. Otrzymaliśmy pełne dofinansowanie z Urzędu Marszałkowskiego. I otrzymamy, wierzę głęboko, z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Podjęliśmy też działania, aby odzyskać należny podatek VAT - mówił. W sumie odzyskana kwota podatku VAT ma wynosić około 5 mln zł. Do tej pory odzyskano około 4,5 mln zł.
Jednak, jak się okazało, w przypadku tak odzyskanego podatku VAT przy budowie hali, istnieje teraz konieczność wystawiania przez gminę faktur za korzystanie z hali. - Nie możemy jej wystawić OSRiR-owi, ponieważ zostanie to zakwestionowane przez służby skarbowe. To tak, jakbyśmy sami sobie wystawili fakturę - tłumaczył burmistrz radnym.
Z naszych informacji wynika, że taką wykładnię przepisów urzędnicy skarbowi przedstawili gminie kilka tygodni temu. Gdyby gmina nie wystawiała faktur za korzystanie z hali, to kwotę około 5 mln pozyskaną z oddanego VAT-u musiałaby oddać w ciągu najbliższych 10 lat do budżetu państwa, po 500.000 zł rocznie.
- Jedynym słusznym rozwiązaniem jest powołanie w miejsce jednostki budżetowej spółki prawa handlowego. Uznałem, że najwłaściwszą formą, by nie stracić tych 5 mln zł, jest przekształcenie OSRiR w spółkę prawa handlowego - argumentował burmistrz Duszyński.
Gmina już jest właścicielem hali i musi już w tym roku rozpocząć prowadzenie opodatkowanej działalności gospodarczej. - Już we wrześniu chcemy z dyrektorem OSRiR szeroko otworzyć drzwi tej hali dla mieszkańców - mówił burmistrz.
- Skuteczne odzyskiwanie podatku VAT nie jest jedyną przyczyną, dla której gmina chce zlikwidować OSRiR i w to miejsce powołać spółkę, ale jedną z ważniejszych - mówił podczas obrad komisji finansów i rolnictwa wiceburmistrz Jarosław Ciesielski. Te inne plusy i korzyści to samodzielność prawna nowej spółki, samodzielność decyzyjna, odpowiedzialność pracowników za firmę i majątek, możliwość tym samym zaciągania kredytów i pożyczek, odliczania podatku VAT, itd. W tej chwili OSRiR jest zakładem budżetowym, budżetowym przedłużeniem ramienia gminy - jak to określił Ciesielski.
MAJĄTEK
Spółka nie będzie miała dużego majątku. Jej aktywami po powstaniu mają być prawdopodobnie 2 mogileńskie orliki oraz boisko wielofunkcyjne zlokalizowane przy krytej pływalni. W sumie majątek nowej spółki prawdopodobnie wynosić będzie około 2,5 mln zł. Ani hala, ani pływalnia w tej spółce się nie znajdą. - Hala nigdy nie zostanie przekazana spółce. Bo to my ją wybudowaliśmy i my ją tylko możemy wydzierżawić. W spółce nie znalazłaby się także pływalnia. Raz, że zwiększyłoby to odpisy amortyzacyjne.Dwa, gdybyśmy wnosili ją aportem do nowej spółki, musielibyśmy zapłacić podatek VAT - Duszyński tłumaczył radnym.
Burmistrz zaapelował do radnych, by poparli pomysł uchwały intencyjnej. - Mieszkańcy naszej gminy nie zrozumieliby, gdybyśmy musieli oddawać 5 mln zł odzyskanych z podatku VAT, z powrotem do budżetu państwa - mówił Leszek Duszyński.
NIE BĘDZIE KONTROLI RADNYCH
Krótka dyskusja na temat przyszłej spółki trwała jedynie podczas połączonych obrad komisji rolnictwa i finansów 18 czerwca. Radnego SLD Ryszarda Strzeleckiego interesowało, co dalej z dotacją gminną do pływalni, czy nadal gmina będzie mogła dotować krytą pływalnię. - Chwalimy sobie odzyskanie VAT-u, bo to jest dość duża kwota - mówił. Niepokoiło go, iż po powołaniu spółki, radni i komisja rewizyjna nie będą mieli żadnych możliwości kontrolowania takiej spółki. - To są nasze obawy - mówił.
Leszek Duszyński tłumaczył, że obawy radnych są bezpodstawne. Jeżeli chodzi o pływanie dzieci, to nadal dla szkół korzystanie z pływalni będzie darmowe. - Tu się nic nie zmienia. Zmienia się tylko forma organizacyjno-prawna - powiedział wiceburmistrz Ciesielski - Nie chodzi o to, żeby powołać spółkę dla wydzierania od mieszkańców pieniędzy. Nie w tym rzecz.
Według przewodniczącej Teresy Kujawy zmieni się to, że radni nie będą mieli kontroli nad spółką pod względem finansowym. Wiceburmistrz Ciesielski był innego zdania: - Taka kontrola istnieje poprzez osobę burmistrza. Teresa Kujawa miała nadal wątpliwości, czy na przykład przy zmianie burmistrza nie okaże się, że jednak dzieci i szkoły będą musiały płacić za korzystanie z pływalni. - To byłby chyba burmistrz samobójca - skwitował Ciesielski.
Radny PSL Paweł Molenda apelował, by pamiętać, że to będzie inny charakter spółki MPGK. Spółki, którą gmina będzie musiała tak jak do tej pory dotować. - Ja akurat jestem osobą, która nie boi się zmian - zapewniał radny Molenda.
Radny PO Konrad Andrzejewski z Procynia apelował do burmistrza, by zwrócony VAT w całości przeznaczać na inwestycje. - Cały czas to czynimy, panie radny. Jesteśmy zieloną wyspą w otoczeniu okolicznych gmin - mówił burmistrz.
Inny radny tej partii, Łukasz Drzazgowski chwalił pomysł powołania spółki: - Spółka ma większą swobodę i mniej wtrącania się, że tak powiem politycznego. To na pewno będzie z korzyścią dla firmy - mówił. Obruszył się na tę wypowiedź radny Strzelecki: - Tu nie ma żadnego wpływu politycznego. Tu są proste pytania.
- A kontrola Rady, to co to? - pytał Drzazgowski.
Podczas obrad kolejnych połączonych komisji: rewizyjnej, oświaty i społecznej tego samego dnia nie było już większego zainteresowania radnych tematem spółki.
NA NIE
Już dwa dni później, na sesji 20 czerwca, stanowisko większości koalicyjnej w Radzie Miejskiej z PSL i SLD (11 radnych na 21), ale jednocześnie opozycji w stosunku do burmistrza Mogilna, bardzo usztywniło się i było wobec pomysłu powołania spółki totalnie nieprzejednane. Zachowanie PSL i SLD bardzo przypominało zachowanie radnych PSL i części Przymierza w poprzedniej kadencji (lata 2006-2010), gdy ci radni blokowali przez wiele tygodni, a niekiedy miesięcy, pomysły związane z budową obwodnicy, z przekształceniem ZGK w spółkę MPGK czy pomysł rozszerzenia granic miasta Mogilna. W każdym z tych przypadków brakowało poważnej argumentacji merytorycznej. Opozycja sprzeciwiała się pomysłom Duszyńskiego tylko i wyłącznie z przyczyn politycznych, wiedząc, że inwestycje i rozwiązania, jakie proponuje Duszyński, służą wzrostowi jego popularności.
W środę na sesji, przy okazji dyskusji o spółce Mogilno Sport, pojawił się niespodziewanie nowy argument, który dwa dni wcześniej nie padł, iż burmistrz Duszyński nie spotkał się przed przygotowaniem projektu uchwały poza komisjami i sesją z klubami PSL i SLD. To był główny powód.
- My na tę chwilę tej uchwały nie przegłosujemy - mówił inaczej niż podczas posiedzenia komisji radny Paweł Molenda, prezes PSL w gminie Mogilno. - Nie to, że my blokujemy czy będziemy blokować w dalszej kolejności, czy na następnej sesji tę uchwałę. Na dzień dzisiejszy mamy za małą wiedzę.
Używał także argumentu: (...) nie może to być robione z dnia na dzień. Na tę chwilę to jest za bardzo poważna decyzja, żebyśmy za taką uchwałą zagłosowali.
Odniósł się także do wypowiedzi radnego PO Łukasza Drzazgowskiego z obrad komisji finansów w poniedziałek 18 czerwca, że być przeciwko intencji o powołaniu spółki to nic innego tylko uprawiać politykę. - Jeżeli kolega tak twierdzi, to kolega do roli radnego nie dorósł, bo tak nie można mówić. Bo ktoś chciałby być tutaj chyba niepoważnym człowiekiem, jeżeli politykę chciałby mieszać. Chodzi o dobro publicznych pieniędzy - mówił radny.
NA TAK
Dokładnie odwrotnie do uchwały intencyjnej podchodzili radni z PO, z bezpośredniego zaplecza burmistrza Duszyńskiego.
- My chyba zbyt mocno kochamy nasze miasto i naszą gminę, by przez jakieś nierozważne działania tracić pieniądze. Na tych, którzy są przeciwni tej uchwale, spadnie odpowiedzialność za to, że będziecie musieli powiedzieć za rok sołtysom: „nie ma pieniędzy, bo myśmy nie chcieli przekształcenia i pieniądze musimy oddać” - mówił szef klubu radnych PO Grzegorz Stochliński.
Radny przypomniał, jakie kłopoty miała Rada Miejska z radnymi PSL w ubiegłej kadencji przy przekształcaniu spółki komunalnej. - Po prawej stronie siedział najlepszy ekonomista z PSL z karteczką i bez przerwy pisał (radny Stanisław Żerdka, przyp. mah), jakie to będą straty. Po lewej stronie siedział kolega z „Przymierza” (radny Jacek Kończal, przyp. mah). I po tej prawej stronie ciągle mówiono: „nieprzygotowani, źle robicie, nie macie o tym pojęcia, nie macie wiedzy”. Dziś można powiedzieć, że ten pomysł pana burmistrza był w pełni uzasadniony. Ja i klub Platformy mamy do burmistrza pełne zaufanie - mówił radny Stochliński.
KTO BARDZIEJ KOCHA
Zaczęła się licytacja, kto bardziej kocha Mogilno. Najmłodszy radny Karol Nawrot uważał, że to właśnie klub PSL i SLD za bardzo kocha gminę Mogilno, by z dnia na dzień podejmować tak ważną uchwałę. - Nie chcę naprawdę podejmować ważnej uchwały, nie mając do końca pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi - mówił.
Paweł Molenda przypomniał, że to on, a nie kto inny, namawiał już burmistrza Kraśnego na przekształcenie ZGK. - Proszę nie mówić, że PSL blokował. Ja podnosiłem obydwie ręce i nigdy nie mówiłem, żeby tego nie przekształcać - twierdził lider PSL. Wystąpienie radnego Stochlińskiego i mówienie, że zabraknie na fundusz sołecki, nazwał sianiem demagogii.
Inny radny z PSL Przemysław Majcherkiewicz wypomniał radnym Platformy Obywatelskiej: - Bo z wami burmistrz na pewno się spotkał. A z nami się spotkał tam po schodach na górze (w czasie sesji, przyp. mah) w tak ważnej sprawie. (...) Nie przybliżył nam tego, co nam powiedział tu przed chwilą, tylko myślał, że i tak się zgodzą.
DZIAŁANIE NA SZKODĘ GMINY
Zaczęła się wymiana ciosów, w których radni PSL i SLD twardo obstawali przy tym, że nie przegłosują projektu uchwały.
Nie rozumiał tego oporu radny Stochliński: - To działanie na szkodę gminy. Kontynuował radny Drzazgowski:- Tutaj jest sprawa prosta, albo oddajemy VAT, albo nie. To jest ta korzyść, a państwo wyciągają argumenty jakieś.
Stochliński wrócił jeszcze raz do przekształcenia ZGK w spółkę i pytał radnego Molendę: - Dlaczego, skoro był pan tak za przekształceniem ZGK w spółkę, dlaczego nie skończyło się to na pierwszej sesji, tylko ciągnęło w nieskończoność. Były przepychanki niesamowite. Trzeba było powiedzieć twardo: „tak, głosujemy za przekształceniem”. Dzisiaj to jest bardzo łatwo mówić, co się myślało. Trzeba było myśleć, wykonać i działać.
Także burmistrz Duszyński ujawnił, że wielokrotnie rozmawiał z radnym Molendą. Nie były to prywatne rozmowy, a dlatego je teraz ujawnił na sesji 20 czerwca, iż odniósł wrażenie, że dla utworzenia spółki na bazie OSRiR jest zielone światło.
JAWNIE, IMIENNIE
Na sali trwała patowa sytuacja, która, gdyby doszło do głosowania, zakończyłaby się zwycięstwem PSL/SLD 11:10. Uchwała intencyjna nie zostałaby podjęta.
Radny Stochliński powiedział nam, że ze swoim pomysłem czekał świadomie prawie do końca dyskusji nad tą uchwałą. Chciał, by przeciwnicy Leszka Duszyńskiego pokazali, jak bardzo nie chcą tej uchwały. Gdy pokazali, że nie chcą tej uchwały z przyczyn czysto personalnych, zgłosił swój wniosek o przeprowadzenie głosowania w sposób jawny, imienny.
Takie możliwości daje radnym obowiązujący od kilku tygodni nowy poprawiony Statut Gminy.
- Nie możemy chować się za fasadą klubu PSL i SLD. Społeczeństwo Mogilna musi jasno i czytelnie, dzisiaj i jutro wiedzieć, kto jak zagłosował za daną uchwałą. Kto jest za rozwojem gminy i miasta, a kto jest skłonny blokować - wniosek radnego PO wprowadził nerwowość w obozie PSL i SLD.
Paweł Molenda błyskawicznie zgłosił kontrpropozycję w imieniu klubu PSL i SLD, aby ten punkt przerwać i dokończyć go na sesji następnego dnia, w czwartek 21 czerwca.
Przewodnicząca Rady Miejskiej Teresa Kujawa, choć jest z klubu SLD, nic nie wiedziała wcześniej o propozycji kolegi z PSL. Zdziwiona pytała: - Na jutrzejszej?
Po przerwie radny Molenda wycofał swój wniosek o przerwanie obrad. Ku zaskoczeniu wszystkich powiedział: - Klub Radnych PSL i SLD rozpatrując za i przeciw będzie głosował za. Jednocześnie zaznaczył, że nie należy tego odbierać tak, iż radni do tej pory przeciwni uchwale zmieniają raptem w jednej chwili zdanie. Radny Molenda usiłował przerzucić część odpowiedzialności na burmistrza i jego zastępcę: - Bo to też jest pana i pana zastępcy wina, że tego dokładnie żeście nie wytłumaczyli na komisjach. Nie to, że my co chwilę zmieniamy zdanie. My jeżeli rozmawiamy, to też w obawie i trosce o majątek, o pieniądze podatników i o wiele innych rzeczy. To jest uchwała intencyjna, dlatego będziemy głosować za.
W głosowaniu imiennym jawnym wzięło udział 21 radnych. Wszyscy głośno wypowiedzieli, że są za poparciem uchwały intencyjnej w sprawie likwidacji OSRiR i powołania spółki Mogilno Sport.
Szef Klubu Radnych SLD Ryszard Strzelecki prosił na koniec burmistrza, by w sierpniu jeszcze przed komisjami i sesją spotkał się z radnymi PSL i SLD w sprawie powołania spółki Mogilno Sport. Radni mają dwa miesiące wakacji. Burmistrz i jego urzędnicy mają zaś dwa miesiące czasu na przygotowanie materiałów i projektu uchwały o powołaniu spółki w miejsce likwidowanego OSRiR-u.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1063 (26/2012)
Komentarz
Byli przeciw, a nawet za
W Mogilnie rozpoczęły się prace nad powołaniem drugiej po MPGK spółki gminnej. Na bazie zakładu budżetowego ma powstać spółka prawa handlowego Mogilno Sport.
By burmistrz mógł rozpocząć już bardzo konkretne prace, zaproponował radnym podjęcie uchwały intencyjnej. Chciał mieć glejt, który upoważni go do wszelkich prawnych działań przez najbliższe 2 miesiące. Chciał też poznać zdanie radnych, czy popierają powstanie takiej spółki, czy są temu przeciwni.
To, co jednak działo się na sesji Rady Miejskiej w sprawie spółki nie miało nic wspólnego z demokratycznymi zasadami funkcjonowania organów samorządowych. Radni większości koalicyjnej PSL/SLD, którzy mogli spokojnie odrzucić uchwałę mając przewagę jednego głosu nad PO, rozpoczęli dziwną grę.
W kółko powtarzali, że nie są przeciwni powołaniu takiej spółki, ale mają za małą wiedzę. To były słowa klucz: Za małą wiedzę.
Jak tę wiedzę chcieli zdobyć i dlaczego właściwie jej nie mieli?
Szybko okazało się, że winny jest nie kto inny tylko burmistrz. Bo nie przyszedł do obydwu klubów radnych i nie spotkał się z nimi. Zastosowali polityczny szantaż. Żądali spotkania z burmistrzem poza komisjami Rady Miejskiej i poza sesją. Czyli poza wszelką kontrolą społeczną. Chcieli, by na takim tajnym spotkaniu wytłumaczył im, o co chodzi z tym Mogilno Sport. Właściwie to nie wiem, czy o to im chodziło. Mówili: Mamy za małą wiedzę. Twierdzili, że jak już burmistrz się spotka, to będzie można błyskawicznie - właściwie nazajutrz - spotkać się i przegłosować pozytywnie zamiar powołania spółki. Tylko, żeby burmistrz chciał się spotkać.
Zastanawiam się, jakich informacji chcieli dowiedzieć się radni PSL i SLD na takim spotkaniu, i czy coś złego nie dzieje się w mogileńskim samorządzie, skoro większość radnych nie ma pojęcia nad czym głosuje (przynajmniej tak mówią).
Prześledziłem obieg dokumentów Rady Miejskiej i nie rozumiem.
Cały pakiet uchwał, w tym projekt uchwały intencyjnej o zamiarze likwidacji OSRiR i powołaniu Mogilno Sport radni otrzymali 2 tygodnie przed terminem sesji. Dlatego tak wcześnie, bo była to sesja absolutoryjna. Czyli radni mieli 2 tygodnie czasu na przygotowanie się do sesji. Mogli nie tylko przeczytać od dechy do dechy wszystkie dokumenty. Mogli również przyjść do ratusza, do dyrektora OSRiR i dowiedzieć się wszystkiego co dusza zapragnie.
Bronię radnych, staram się wczuć w ich sytuację. Zakładam, że nie mieli czasu, i z jakichś powodów okazało się to niemożliwe.
Pozostały komisje. Najważniejsze miejsce do wszelkich dyskusji i wyjaśniania wątpliwości na każdy temat. I tu niespodzianka. Podczas komisji finansowej oraz rolnictwa kilka pytań padło. Radni uzyskali odpowiedzi. Nikt nie podnosił argumentu, że czegoś nie wie, i że burmistrz czegoś nie wytłumaczył. Odnieść wręcz można było wrażenie, że kłopotów z przyjęciem uchwały nie powinno być.
Na kolejnych komisjach: oświaty, społecznej i rewizyjnej panowała już inna sytuacja. Cisza, złowroga cisza. I choć na jednej i drugiej komisji zastępca burmistrza bardzo przejrzyście wytłumaczył o co chodzi przy powoływaniu spółki - pytań wielu nie było. Istotnego właściwe żadnego.
Pomyślałem sobie, pytać będą na sesji albo wszystko jest już jasne.
Na sesji ponownie burmistrz wytłumaczył, po co spółka ma powstać.
A oni w kółko powtarzali, że ma przyjść do nich, spotkać się, wtedy poprą. Teraz nie poprą, bo nic nie wiedzą. Nic jednak nadal nie robili w tym kierunku, by się dowiedzieć.
To co próbował robić PSL i SLD, i to ustami wytrawnych polityków Przemysława Majcherkiewicza i Pawła Molendy nie ma nic wspólnego z demokratycznymi regułami gry. Ustawodawca nie przewidział konieczności spotykania się burmistrza z radnymi podczas tajnych klubów radnych. Jest to działanie skierowane przeciwko mieszkańcom. Są demokratyczne organy Rady Miejskiej, jak komisje i sesja. I to tam, i tylko tam, przy pełnej otwartości i jawności powinny odbywać się wszelkie dyskusje ważne dla miasta, gminy i mieszkańców.
Do dziś nie wiem, co burmistrz miałby na takim spotkaniu powiedzieć radnym, czego nie powiedział na komisjach bądź sesji. Chyba, że chcieli tam dobić z nim targu i proponować swoich ludzi do rady nadzorczej przyszłej spółki.
A może chcieli po prostu go przeczołgać. Upokorzyć. Chcieli, by był przez chwilę na ich pasku. By poczuł, jak to jest. A potem przegłosowali by projekt uchwały.
Demokracja na szczęście zna mnóstwo mechanizmów obronnych. Trzeba tylko wiedzieć, jak je stosować. Ci sami radni, którzy kombinowali jak tu robić coś poza wiedzą społeczeństwa, zginęli od własnej broni. Radny Stochliński zaproponował głosowanie jawne, imienne nad uchwałą. Coś, co niedawno wszyscy radni przegłosowali jednogłośnie w nowym Statucie Gminy.
Radny skorzystał z przysługującego mu demokratycznego prawa i postawił PSL i SLD w bardzo kłopotliwej sytuacji. Teraz radny Majcherkiewicz musiał wybierać, czy powie na stojąco: Jestem przeciw i wszyscy to usłyszą. Czy powie: Jestem za, i też wszyscy to usłyszą.
Wystraszyli się tego. W jednej sekundzie zmienili zdanie. Już byli za. Chociaż sekundę wcześniej nie mieli żadnej wiedzy.
Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1063 (26/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze