Ze Strzelna pieszo do Strzelec
Autobus nie przyjedzie, bo nie
Dyrektor PKS w Inowrocławiu Marek Jędrzejewski przeprosił za bulwersujące zachowanie dyspozytorki mogileńskiego PKS-u i zapowiedział wyciągnięcie konsekwencji służbowych.
Uczniowie strzeleńskiego gimnazjum część drogi ze Strzelna do domu w Strzelcach z winy PKS musieli pokonać piechotą. W połowie drogi przyjechał po nich wuj, którego o przywiezienie dzieci poprosił ojciec jednej z gimnazjalistek Jerzy Mocny. - Kiedy on w końcu przyjedzie? - to pytanie nerwowo zadawał sobie każdy, kto bezskutecznie czekał w piątek 22 października na przystanku PKS w Strzelnie na autobus, który według rozkładu jazdy powinien przyjechać o 15:46. Niestety, autobus nie przyjechał.
Oczekujący na przystanku pasażerowie to w większości gimnazjaliści, którzy tym właśnie kursem dojeżdżają codziennie ze szkoły do swoich domów. Na domiar złego jest to ostatni kurs autobusu na tej linii w danym dniu. Wśród pasażerów oczekujących na autobus był również jeden z nauczycieli strzeleńskiego gimnazjum. To on poirytowany, po 20 minutach od momentu, w którym autobus powinien zjawić się na przystanku, zadzwonił do dyspozytora PKS w Mogilnie z pytaniem, dlaczego autobus nie przyjechał do Strzelna. W słuchawce miał usłyszeć, że pasażerowie nie mają po co czekać, gdyż autobus nie przyjedzie do Strzelna w ogóle. Dyspozytorka spytana o powód miała odpowiedzieć, że autobus nie przyjedzie, bo nie.
Wśród oczekujących pasażerów byli strzeleńscy gimnazjaliści, mieszkańcy Strzelec, Głogówca i Lubieszewa. Kiedy uczniowie dowiedzieli się, że autobus nie przyjedzie, zadzwonili do swoich rodziców.
Jedna z gimnazjalistek Katarzyna Mocna opowiada naszemu reporterowi, że jej ojciec nie miał czym przyjechać do Strzelna. Ostatecznie młodzież musiała do domu wracać piechotą. W tym czasie ojciec Katarzyny Mocnej, Jerzy Mocny próbował załatwić jakiś transport. Młodzież zdążyła dojść do Bławat, gdy podjechał po nich wuj Katarzyny Mocnej.
Zdenerwowany całym zajściem ojciec Kasi zadzwonił do naszej redakcji i prosił reportera, aby ten spróbował wyjaśnić powód, dla którego autobus tego dnia nie przyjechał. - Nagle bez podania przyczyny pod przystanek nie przyjechał autobus. To skandal. Dzieci czekały na przystanku i marzły. Ja wiem, że są różne sytuacje losowe, ale normalni ludzie umieją to wytłumaczyć. Tym bardziej o takim fakcie, że autobus w ogóle nie przyjedzie, pasażerowie powinni być powiadomieni. PKS to firma, która powinna służyć ludności, co oni łaskę robią, że wożą pasażerów? - pytał zdenerwowany Jerzy Mocny.
- Dzieci mają wykupione bilety miesięczne. Ciekawe jak PKS zamierza załatwić tę sprawę - dodała mama Kasi Mariola Mocna. Gimnazjalistki Katarzyna Mocna i Patrycja Boińska zaznaczyły, że wprawdzie one jeżdżą do gimnazjum pierwszy rok, ale ludzie na przystanku mówili, że to nie pierwszy raz stało się tak, że autobus tej linii po prostu nie przyjechał. - Oni są monopolistami na tej trasie, więc nic sobie nie robią ze skarg i narzekań pasażerów - mówią nasi rozmówcy.
O wyjaśnienie piątkowego zajścia poprosiliśmy kierownika mogileńskiej placówki PKS Inowrocław Piotra Ostrowskiego. Powiedział, że sytuacja została już wyjaśniona, jednak w związku z tym, że osobą upoważnioną do kontaktów z mediami jest dyrektor PKS w Inowrocławiu Marek Jędrzejewski, kierownik poprosił nas o kontakt właśnie z nim.
Dyrektor inowrocławskiego PKS Marek Jędrzejewski powiedział, że zna problem i zamierza go w jak najszybszym czasie rozwiązać. Uważa także, iż podejście dyspozytorki do sprawy było skandaliczne. Dyrektor wyjaśnił, że w raporcie jest odnotowane, że autobus w trakcie kursu 22 października uległ awarii zanim zdołał dojechać do Strzelna.
Dyrektor przyznaje, że niewątpliwie wina jest po stronie PKS, gdyż natychmiast powinna pójść informacja do pasażerów o wysłaniu na miejsce jednostki zastępczej. Wówczas - jak dodaje dyrektor Jędrzejewski - kurs byłby opóźniony o około pół godziny, czyli o czas potrzebny na dojazd z Mogilna do Strzelna. W tej chwili dyrektor czeka na oświadczenie dyspozytora, dlaczego doszło do takiej sytuacji.
- My wyciągniemy konsekwencje służbowe w stosunku do pani dyspozytor. Zdarza się przecież, że pojazd ulega awarii na drodze, takie jest życie, ale w tym przypadku bezwzględnym obowiązkiem dyspozytora jest poinformowanie pasażerów, że wysłany zostanie za chwileczkę zastępczy kurs, aby odwieźć pasażerów. Tym bardziej, że była to ostatnia możliwa droga dojazdu ze Strzelna. Jest mi z tego tytułu przykro. Będę w tej sprawie rozmawiał zarówno z kierownikiem placówki w Mogilnie, jak i panią dyspozytorką, tym bardziej, że jej odpowiedź była co najmniej niewłaściwa. Jestem tym zachowaniem po prostu zbulwersowany. My staramy się takie zachowania w naszej firmie piętnować, tym bardziej, że my jesteśmy do świadczenia usług i to we właściwy sposób. Jest nie do przyjęcia, aby pasażer został przez nas w taki sposób potraktowany. Mogę jedynie w imieniu całego przedsiębiorstwa przeprosić za pośrednictwem prasy pasażerów i rodziców, za niewłaściwe zachowanie się naszego pracownika i za całą zaistniałą sytuację, i zrobić wszystko, aby więcej razy taka sytuacja nie miała miejsca - powiedział dyrektor Marek Jędrzejewski.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 976 (43/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze