Reklama

Bawią się w wojnę, cierpią dzieci

Marlena Drgas, mama Klaudii, nie rozumie decyzji burmistrza Ewarysta Matczaka. Twierdzi, że jest to jego świadome działanie na szkodę dzieci.

          fot. Paweł Lachowicz  

Opiekunka, gimbus, Małgorzata Piskalska, dzieci, praca, burmistrz
     Bawią się w wojnę, cierpią dzieci
     Burmistrz Ewaryst Matczak zabronił zabierania do szkolnego gimbusu dwójki dzieci z Ostrowa, które rodzice posłali do Gimnazjum przy Zespole Szkół, prowadzonym przez powiat mogileński, zamiast do gminnego Gimnazjum. Tymczasem uczniów LO i Technikum, uczących się w tym samym ZS, gimbus z Ostrowa zabiera. - My z powiatem jesteśmy na wojennej ścieżce, to dlaczego ja mam wspierać ich, że na mój koszt te dzieci będą dowożone do szkoły powiatu - mówi burmistrz Matczak. Rodzice gimnazjalistów są oburzeni.

     SPOTKANIA
     Burmistrz Ewaryst Matczak od kilku dni organizuje w gminie Strzelno spotkania, na których, jak wynika z wywieszanych zawiadomień, podsumowuje swoją kadencję.
    Nie cieszą się one zbyt wielkim zainteresowaniem mieszkańców. Przychodzi na nie po kilka osób a za burmistrzem jeździ wianuszek jego kandydatów na radnych. Są to typowe spotkania wyborcze, organizowane w wiejskich pomieszczeniach. Były takie sołectwa, że nawet sołtysi startujący z innych ugrupowań, niż Ewarysta Matczaka nie byli o tych spotkaniach informowani i angażowani w ich organizację.
     W piątek 24 października podczas zebrania w sołectwie Ciencisko oburzeni mieszkańcy pytali burmistrza ,dlaczego dzieci, chociaż uczą się w innej szkole niż gminne gimnazjum, nie mogą dojeżdżać do szkoły gimbusem.
     Chodzi o to, że burmistrz Ewaryst Matczak zabronił zabierania młodych mieszkańców Ostrowa szkolnym gimbusem na zajęcia szkolne do Strzelna. Powodem jest fakt, że ci uczniowie 1 września podjęli naukę w Gimnazjum w Jeziorach Wielkich z siedzibą w Zespole Szkół w Strzelnie, a nie w gminnym Gimnazjum im. Jana Dałkowskiego.
     PRACA ZA GIMNAZJUM
     Nie jest to pierwszy przypadek takiego podejścia do sprawy przez burmistrza Matczaka. Otóż w lipcu 2013 r. w artykule pt. Chcesz otrzymać pracę - poślij dziecko do gminnego gimnazjum ujawniliśmy, że burmistrz Ewaryst Matczak uzależnia skierowanie do prac interwencyjnych, bądź odbycia stażu, od tego, do którego gimnazjum rodzice poślą swoje dzieci. Jeśli do gimnazjum gminnego, strzeleńskiego - taki rodzic jest w porządku i ma szansę na pracę. Jeśli pośle do gimnazjum prowadzonego przez powiat mogileński - taki rodzic nie ma szans na otrzymanie od burmistrza pracy. Rodzice, którzy wówczas z nami rozmawiali, są przekonani, że burmistrz ma w szufladzie tajną listę z nazwiskami osób, których pociechy w tym roku idą do I klasy gimnazjum. I ją ciągle analizuje. Burmistrz w rozmowie z naszym reporterem w lipcu ubiegłego roku mówił: - Zawsze będę przychylniej podchodził do tego, kto też nas wspiera jako gminę, a nie inną gminę lub powiat. Natomiast jednej z rodzin, burmistrz Matczak miał poradzić: - Skoro dziecko posyłacie do gimnazjum prowadzonego przez powiat, skoro wysyłacie pieniądze gdzie indziej, to po pieniądze i po pracę też idźcie teraz do powiatu, a nie do mnie. Ludzie do mnie przychodzą za pracą, bo tutaj chodzi o pracowników interwencyjnych, a jak ich dzieci mają iść do naszej szkoły, a za tym idzie subwencja oświatowa, to oni zapisują je do innej szkoły, ale potem do mnie przychodzą za pracą.

     WPUŚCI, TO STRACI PRACĘ
     Ta konkretna sytuacja jest jednak nieco inna. Rodzice z Ostrowa nie oczekują pracy od burmistrza. Chcieliby, aby ich dzieci mogły dojeżdżać do gimnazjum, tego, które sobie wybrały, szkolnym gimbusem. Nie ma w tym nic dziwnego. Szkolny autobus zabiera inne dzieci z Ostrowa do szkół w Strzelnie. Są w nim wolne miejsca. Nie ma konieczności wykonywania dodatkowego kursu, czyli odbywa się to praktycznie bezkosztowo dla burmistrza.
     Jednak burmistrz miał zadecydować, że dzieci dojeżdżających do gimnazjum przy Zespole Szkół nie wolno zabierać szkolnym gimbusem. Tę szkołę prowadzi powiat mogileński. Obsługa autobusu otrzymała dokładne wytyczne od burmistrza, żeby nie wpuszczać tych dzieci do autobusu. Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że kobiecie pracującej, jako opiekunka szkolnego autobusu Małgorzacie Piskalskiej, również mieszkance Ostrowa burmistrz miał zagrozić, że jak dzieci zabierze do autobusu, to straci pracę. Potwierdzili nam te informacje rodzice z Ostrowa, których dzieci uczą się w jeziorańskim gimnazjum. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że młodzi mieszkańcy Ostrowa, którzy uczą się w tym samym Zespole Szkół, w którym mieści się jeziorańskie gimnazjum, ale są uczniami liceum, szkolnym gimbusem mogą dojeżdżać do Strzelna. Tej młodzieży burmistrz tego nie zabronił. Zakaz mają tylko gimnazjaliści, którzy nie wybrali gminnego gimnazjum.
     KILOMETR DO AUTOBUSU
     Wcześniej rodzice nie ujawniali faktu zakazu zabierania ich dzieci szkolnym autobusem, gdyż na przystanku przy kościele wsiadały one do autobusu liniowego PKS, który odjeżdżał z Ostrowa o 7:25. Sytuacja zmieniła się kilka tygodni temu, gdy PKS wycofał kurs tego autobusu.
     Obecnie gimnazjaliści muszą przejść blisko kilometr, aby wsiąść do autobusu, który staje na przystanku na drugim końcu wsi, za skrzyżowaniem tuż przy wylocie na Strzelno. Na domiar złego autobus ten jedzie wcześniej i gimnazjaliści odjeżdżają nim już o 6:50. Szkolny gimbus zabiera dzieci i młodzież z Ostrowa o 7:15 z przystanku przy byłej szkole w Ostrowie.
     MARTWI JĄ, CO BĘDZIE ZIMĄ
     Bardzo dotknięta decyzją burmistrza Matczaka jest Marlena Drgas, której córka Klaudia 1 września rozpoczęła naukę w jeziorańskim gimnazjum przy ZS w Strzelnie. Zdaniem pani Marleny sprawa dojazdów dzieci do szkoły była poruszana już na początku roku szkolnego.
     - Po wycofaniu autobusu PKS pani dyrektor Arleta Marciniak (dyrektor ds. gimnazjum przy ZS w Strzelnie przyp. mal) chciała tę sprawę załatwić w Urzędzie, lecz nie dała rady, a przecież gimbus jedzie po 7:00, zawraca na zakręcie koło mnie i jedzie w kierunku Cienciska - mówi nam Marlena Drgas.
     Dodaje, że dyrekcja szkoły po tym, jak nie dało rady nic załatwić z burmistrzem Matczakiem, stanęła na wysokości zadania i zakupuje w PKS-ie bilety dla uczniów z Ostrowa. Jednak - jak dodaje pani Marlena - dzieci rano nie mają problemu z dojazdem do szkoły. Problem pojawia się w momencie zakończenia lekcji.
     - Gdy córka ma 6 lekcji, to półtorej godziny musi czekać na powrotny autobus. Z kolei jak ma 8 lekcji, to na styk jest ostatni autobus z PKS. Jak wycofają jeszcze ten autobus - bo może tak być - to nie będzie miała możliwości powrotu ze szkoły do domu. Gimbusem odjechałaby spod samej szkoły. A była to tylko kwestia dogadania się z burmistrzem, ale ten się nie zgodził - opowiada Marlena Drgas.
     Rodzice martwią się nadchodzącą zimą. Zdają sobie sprawę, że ich dzieci będą musiały w mrozie, śniegu, czasami zawiei maszerować aż do skrzyżowania na autobus.
     - Jednak najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że teraz córka chodzi do gimnazjum i musi jeździć PKS-em, z kolei jak będzie chciała iść do Strzelna do liceum, to będzie mogła wsiąść w tego gimbusa. Pokaże bilet i może jechać. Stąd dwie osoby obecnie jeżdżą gimbusem do liceum. I to jest nie fair, bo dwójka dzieci jest pokrzywdzona. Nie wiem, czym sobie zasłużyły, ale jest to bez sensu. Dzieciaki chodziły do podstawówki do Bielska, lecz nie chciały tam chodzić do gimnazjum. Pierwszego września jak poszły do szkoły w Strzelnie, ja myślałam, że gimbusem pojadą, ale nie pojechały, bo pani w autobusie powiedziała, że nie mogą wsiąść do tego autobusu, bo jest taka sytuacja, że są dziećmi, które uczęszczają do szkoły z Jezior Wielkich i ona nie ma obowiązku ich wpuścić do autobusu - opowiada Marlena Drgas.
     Potwierdziła informacje, że burmistrz miał zakazać opiekunce w autobusie zabierania właśnie tych dwojga dzieci.
     - Spytałam się mojemu dziecku, co powiedziała ta pani, jak nie chciała jej wpuścić do gimbusa, to powiedziała, że nie bo boi się stracić pracę. Byłam bardzo zdziwiona - dodała Marlena Drgas.
     NIE MOGĄ TEGO ZROZUMIEĆ
     Rodzice drugiego dziecka (prosili, by na łamach gazety nie ujawniać ich nazwiska), któremu również zabronione jest wsiadanie do szkolnego gimbusu, również nie mogą zrozumieć tej całej sytuacji.
     - To troszeczkę boli, że dzieciaki z liceum mogą gimbusem jeździć, a z gimnazjum nie mogą, bo chodzą do szkoły, która należy pod powiat i jak mówił burmistrz subwencja trafia gdzie indziej, a nie do gminy. A miejsca wolne w autobusie są - usłyszeliśmy.  
     Nasza rozmówczyni dodaje, że słyszała, że dyrektor ZS w Strzelnie Piotr Cieślik miał proponować burmistrzowi, że pieniądze, które przeznacza na bilety przekaże do gminy. - Ale, jak było w rzeczywistości, to wiedzą tylko oni - usłyszeliśmy.
     Również i ta rozmówczyni potwierdziła fakt, że opiekunka w szkolnym autobusie miała stwierdzić, że nie może zabierać uczniów jeziorańskiego gimnazjum, bo burmistrz jej zakazał i groził utratą pracy.
     - Ale licealistów i własną córkę do liceum może zabierać, a z tego co wiem, to uczniowie szkół ponadgimnazjalnych nie powinni w ogóle jeździć gimbusem. O tyle jest to niesprawiedliwe, że licealiści mogą gimbusem jeździć, do tej samej szkoły, do tego samego budynku - usłyszeliśmy.
     TO SEGREGACJA
     Postępowaniem burmistrza w stosunku do dzieci zbulwersowani są też inni mieszkańcy Ostrowa (nazwiska znane redakcji). Twierdzą, ze burmistrz Matczak według własnego uznania segreguje mieszkańców.
     - Przecież dzieci i rodzice mają możliwość wyboru szkoły. Nigdzie nie ma nakazu posyłania dzieci do Gimnazjum im. Dałkowskiego. Rodzice tych dzieci są tak samo mieszkańcami gminy Strzelno, jak każdy inny, tak samo płacą do gminy podatki i chociażby dlatego powinni być równo traktowani - usłyszeliśmy.
     NIECH SZKOŁA DOPŁACI
     - My mamy obowiązek dowożenia tylko dzieci do własnego gimnazjum obwodowego i te dzieci dowozimy. Nikt z dyrekcji Zespołu Szkół ze mną na temat dowozu tych dzieci nie rozmawiał. Gdyby pani dyrektor ze mną rozmawiała, to można byłoby zastępczo te dzieci dowozić. Rozmowy były podjęte tylko na temat jednego dziecka z Rzeszyna i tak samo można było załatwić sprawę Ostrowa, ale nikt z nami nie rozmawiał. Jeżeli ktoś podejmie ze mną rozmowy, bo my przecież dogadujemy się z wójtem, to jesteśmy w stanie zabierać te dzieci, ale za odpłatnością, jeśli szkoła nam zapłaci, to my te dzieci zabierzemy. Od tego jest dyrekcja szkoły, żeby te tematy załatwić. Jeżeli dyrektor zwróci się do nas i zagwarantuje jakąś kwotę odpłatności, to te dzieci będziemy zabierać - mówi Ewaryst Matczak.
     LICEUM TO CO INNEGO
     Spytaliśmy, dlaczego zatem gimbus zabiera młodzież z Ostrowa do liceum i technikum?
     - Jeśli chodzi o dzieci z liceum to były takie rozmowy i my je dowozimy nie tylko do liceum, ale także do technikum, jeśli są wolne miejsca w autobusie, bo te dzieci nie miałyby jak do szkoły średniej dojechać - powiedział Matczak.
     WOJENNA ŚCIEŻKA
     Spytaliśmy Matczaka, czy jest to taki wielki problem, by z Ostrowa zabrać dwójkę dzieci do gimnazjum, skoro są w gimbusie puste miejsca. Mówiliśmy, że burmistrz nie generowałby przez to dodatkowych kosztów, bo gimbus i tak zabiera dzieci z Ostrowa do gminnego gimnazjum i szkoły podstawowej
     - Niech pani tak nie mówi. Pieniążki z subwencji za te dzieci idą do powiatu, a my z powiatem jesteśmy na wojennej ścieżce, to dlaczego ja mam wspierać ich, że na mój koszt te dzieci będą dowożone do szkoły powiatu. Za każdym dzieckiem idzie subwencja oświatowa. Wiem, że do jednego z tych dzieci pan dyrektor docierał, by poszedł do naszego gimnazjum, no niestety nie zgodził się, to wie pani, to są później trudne decyzje. W końcu, jak zaczniemy dowozić wszystkich nie naszych, to w końcu subwencja pójdzie do innych szkół, a ja będę tylko ponosił koszty. Dokładnie wiem, że powiat funduje jakieś stypendia z przeznaczeniem na dowożenie, to jeśli dyrekcja szkoły podejmie ze mną rozmowy, to z pewną odpłatnością możemy te dzieci dowozić. A tak właściwie to te dzieci powinna dowozić gmina Jeziora Wielkie. Skoro szkoła opłaca dzieciom bilety PKS, to dlaczego nie może z nami podzielić się kasą - mówił Matczak.
     GROŹBY NIE BYŁO
     Spytaliśmy, czy to prawda, że groził opiekunce ze szkolnego autobusu, że jak zabierze uczniów z Ostrowa do jeziorańskiego gimnazjum, to starci pracę
     - Nie było takiej groźby, ale jest obowiązek, że nie przyjmujemy do autobusu innych dzieci. To jest fakt - odpowiedział burmistrz Matczak.
     WOJNA NIE DOTYCZY DZIECI
     Dyrektor Zespołu Szkół w Strzelnie Piotr Cieślik: powiedział nam:
     - Zawsze piszemy pisma i do tej pory ze strony burmistrza Matczaka brak było współpracy. My też zabieramy własnym autobusem dzieci z terenu Jezior Wielkich i dowozimy do gimnazjum Dałkowskiego, tak, że to działa w obie strony. Jednak sprawami typu dojazdy uczniów zajmuje się dyrektor Marciniak i ona zapewne na ten temat wiele więcej by powiedziała. Ja podpisuję pisma, bo jest rzeczywiście tak, że z różnych stron trzeba czasami dzieci zabrać i zawsze piszemy pisma tam, gdzie trzeba nawet jeśli chodzi o młodzież ze szkół średnich, która wykupuje miesięczne bilety i nie ma problemu. W tym przypadku pierwszy raz słyszę o takim problemie - usłyszeliśmy.
     Dyrektor poinformował nas, że zwrotów za bilety uczniowie z gimnazjum nie dostają, jest tylko stypendium dla uczniów szkół średnich przeznaczeniem na dojazdy do szkół. Uczniowie gimnazjum otrzymują bilety miesięczne ze szkoły.
     - Jeżeli młodzież nie ma czym dojechać, to my tej młodzieży kupujemy bilety miesięczne - powiedział Piotr Cieślik.
     Powiedzieliśmy dyrektorowi, iż burmistrz stwierdził, że gmina Strzelno jest na ścieżce wojennej z powiatem mogileńskim i on nie będzie robił ukłonów w stosunku do powiatu i za darmo woził dzieci do jego szkół. W odpowiedzi dyrektora Cieślika usłyszeliśmy: - Stopa wojenna dotyczy powiatu, ale nie dotyczy dzieci. Wszystko robi się dla dobra dzieci, a nie dla dobra powiatu. Dziecko moim zdaniem jest poza polityką i jakimikolwiek układami. O młodzież trzeba po prostu dbać, a czy ono jest z Jeziorek, z Gębic, Ostrowa czy Orchowa, to dziecko dziecku jest takie same i o każdego trzeba dbać jednakowo. Dziwne moim zdaniem jest tłumaczenie burmistrza.
     Dyrektor Cieślik zapowiedział, że w razie konieczności, dla dobra dzieci podejmie rozmowy z burmistrzem Matczakiem o możliwości dojazdu z Ostrowa do jeziorańskiego gimnazjum szkolnym gimbusem.
     MY ZABIERAMY DZIECI DO GMINNEGO GIMNAZJUM
     Wicedyrektor ds. gimnazjum przy ZS w Strzelnie Arleta Marciniak mówi, że przed rozpoczęciem roku z burmistrzem sprawę dowożenia omawiał dyrektor Cieślik. Kiedyś był burmistrz Matczak u dyrektora Cieślika i rozmawiano w sprawie dowozów uczniów i kwestia Ostrowa też tam była poruszana. Była też rozmowa na temat dowożenia uczniów z sekretarzem Jarosławem Markiem.
     - W kwestii konkretnie tych uczniów z Ostrowa, ja nie rozmawiałam bezpośrednio, na pewno byli rodzice, ale ustaliliśmy, że bez łaski, że będziemy tym uczniom bilety kupować. Teraz pojawił się też problem jednego naszego ucznia z Jeziorek, którego też gimbusem gminnym nie chcą zabierać i on zmuszony jest przyjeżdżać do szkoły bardzo wcześnie, jest już w szkole przed siódmą. My z Rzeszyna zabieramy jedną dziewczynę do gimnazjum Dałkowskiego i my właściwie większą łaskę robimy, bo do Rzeszyna Strzelno nie puści gimbusa specjalnie po jedną uczennicę, ale my nie robimy problemu i ją zabieramy, również zabieramy uczniów z Jezior Wielkich, w ubiegłym roku także z Dobska. Ja powiedziałam pani Kamińskiej [Ewa Kamińska opiekunka z jeziorańskiego szkolnego autobusu -  przyp. mal], żeby te dzieciaki zabierała, a Strzelno cały czas robi nam pod górkę.
     Zaznaczyła, że dowóz dzieci do szkół jest sprawą samorządu. Szkoła może w tym jedynie pomóc. Jej zdaniem wójt Zbysław Woźniakowski dogadał się z burmistrzem Matczakiem, że oni w konkretnych przypadkach, tak by gimbusy się nie nakładały będą zabierać dzieci ze swojego terenu do gimnazjum jeziorańskiego, a my ze swojej gminy do gimnazjum Dałkowskiego.
     - Moim zdaniem wszystko też zależy od tego, kto jedzie gimbusem, jaki kierowca i jaka dowożąca. Bo jedne dzieci są zabierane gimbusem, a  inne nie - usłyszeliśmy.
     W rozmowie z dyrektor Marciniak wspomnieliśmy, że burmistrz stwierdził, że jeśli szkoła będzie partycypowała w kosztach dojazdu uczniów, to gimbus będzie ich zabierał
     - To jest śmieszne, przecież burmistrz nam też do biletów nie dokłada. Też nie płaci za dzieci, które my zabieramy naszym autobusem do gimnazjum Dałkowskiego. Czyli my też mamy teraz wołać od burmistrza pieniądze za te dzieci? Wychodzi na to, że mamy wołać. My nie będziemy partycypować w kosztach. Przecież nie będziemy przelewać pieniędzy nie wiem gdzie. Jak my mielibyśmy się z tego rozliczać? My mamy umowę podpisana z PKS-em i dzieciaki dostają od nas miesięczne bilety. Tu nie ma obrotu pieniędzmi. My nie mamy do czynienia z żadną gotówką, tylko wójt podpisał umowę z PKS-em i w ramach tej umowy oni nam drukują bilety. W jaki sposób my mamy partycypować w kosztach, a jak oni w tych kosztach partycypują? - zastępca dyrektora Arleta Marciniak stawia ważne pytania.

Reklama

Magdalena Lachowicz  współpraca
Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1185 (44/2014)

 

 

Komentarz

     Dobroć na pozór

     Kolejny raz burmistrz Strzelna pokazał tę część swej osobowości, którą najchętniej chciałby ukryć. Kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że jego dobroć, szlachetność, łzy, które roni przy różnych okazjach są tak naprawdę tylko pozorne. W rzeczywistości w jego działaniu jest dużo wyrachowania i kalkulowania, czy mu się coś opłaca czy nie.
     Jeden z mieszkańców po artykule Chcesz otrzymać pracę - poślij dziecko do gminnego gimnazjum spytał mnie, gdzie burmistrz ma serce. Dzisiaj mogę odpowiedzieć, że burmistrza serce i dobroć kończy się w momencie, gdzie pojawia się jego interes. Rolą burmistrza jest dbanie o potrzeby wszystkich mieszkańców, bez wyjątku, z czego Ewaryst Matczak się nie wywiązuje. Chcąc ukarać rodziców, płatników podatków w gminie, za to, że posłali swoje dzieci do innego gimnazjum, niż gimnazjum gminne, tak naprawdę ukarał niewinne dzieci. Nie liczy się, że będą one marzły na przystanku, nieważne, że czasami spóźnią się na PKS, nieważne, że rodzice mają problem. Dla burmistrza liczy się tylko kasa, która wpłynęłaby z subwencji.
     Moim zdaniem burmistrz staje w obronie drugiego, pomaga innym tylko i wyłącznie wtedy, gdy ma w tym własny interes. Robi to tylko po to, by nie stracić na swoim wizerunku. Gdyby burmistrzowi tak naprawdę zależało na dobru mieszkańców, nie dyskryminowałby ani tych dzieci z Ostrowa, ani ich rodziców.

Reklama

Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1185 (44/2014)

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości