Przewodniczący Zarządu Osiedla Krzysztof Kotecki pokazuje, że garaże, które przeszkadzają części mieszkańców ul. Miłosza, stoją naprzeciwko jego domu i to on powinien mieć największe pretensje. Jednak jemu garaże nie przeszkadzają. W tle widać komunalny blok przy ul. Kasprowicza, w którym mieszka większość właścicieli garaży.
fot. Magdalena Lachowicz
Strzelno, garaże, konflikt, Irena Pułkownik
Blaszane garaże rodzą konflikt
30 mieszkańców złożyło podpisy pod petycją, by przenieść blaszane garaże z ulicy Miłosza na teren przed blokiem. Szef osiedla Krzysztof Kotecki też ma tam garaż. Zwraca uwagę, że podpisały się na liście osoby, które mieszkają daleko od garaży. Mówi, że nikt do niego w tej sprawie się nie zgłaszał.
PRZECIWKO GARAŻOM
Do przewodniczącego komisji ładu i porządku Rady Miejskiej w Strzelnie Piotra Cieślika wpłynęła petycja podpisana przez 30 mieszkańców ul. Miłosza w Strzelnie, którzy proszą radnych o zajęcie się tematem blaszanych garaży, stawianych wzdłuż pasa zieleni przy zatoczce początkującej wspomnianą ulicę. My, mieszkańcy ulicy Miłosza w Strzelnie, nie zgadzamy się na lokalizację garaży mieszkańców bloku Kasprowicza, bo przeszkadza nam: woda stojąca na pasie zieleni zatrzymywana przez te garaże, duży ruch, hałas. Naprzeciwko bloku jest ogrom nieużywanego terenu, który świetnie nadaje się na lokalizację tych garaży i będzie to wygodniejsze dla ich właścicieli - czytamy w złożonej petycji.
Z informacji uzyskanej od mieszkańców dowiedzieliśmy się, że to mieszkanka ul. Miłosza Halina Matuszkiewicz chodziła z petycją i zbierała pod nią podpisy mieszkańców. Ona także zwróciła się do radnej Ireny Pułkownik, by na marcowej sesji Rady Miejskiej ten temat poruszyła. Petycja z podpisami wpłynęła do przewodniczącego komisji ładu i porządku, radnego Piotra Cieślika.
Ulica Miłosza jest ulicą domków jednorodzinnych. Niedaleko znajduje się blok komunalny należący do gminy Strzelno. Większa część ciągu blaszanych garaży, umiejscowionych wzdłuż płotu graniczącego ze szkołą podstawową, należy do mieszkańców komunalnego bloku z ul. Kasprowicza. Właścicielami kilku garaży są mieszkańcy domków jednorodzinnych przy ul. Miłosza. Pierwszy garaż powstał tam w 1999 r. Stawianie garaży odbywało się zgodnie z prawem, a zgodę na stawianie ich właśnie w tym miejscu wydał ówczesny burmistrz Ewaryst Iwiński. Dzisiaj znajduje się tam 14 garaży, za które ich właściciele płacą do Urzędu Miejskiego podatki w wysokości 30,75 zł za miesiąc.
PLANOWANE KOLEJNE
Mieszkańcy twierdzą, że w przygotowywanym planie zagospodarowania przestrzennego umieszczono lokalizację następnych garaży i - ich zdaniem - planuje się ich odwrócenie i wjazd do nich przez działki nauczycieli od strony ul. Miłosza, co - ich zdaniem - wiązać się będzie z likwidacją wielu pięknych drzew. Halina Matuszkiewicz twierdzi, że nikt nie zwrócił uwagi na to, że pole od strony cmentarza bezpośrednio przy działkach jest wyżej położone i niezdrenowane, i w związku z tym wiosną oraz przy opadach woda w dużych ilościach spływa do ul. Miłosza, zalewając działki nr 2 i 4. Jej zdaniem, gdy nie było garaży, woda naturalnie gromadziła się przy płocie. Teraz, gdy podniesiono i utwardzono miejsca pod garażami, tworzy rozlewisko dalej i długo stamtąd nie odpływa.
- Jestem rokrocznie zalewana i wtedy muszę wzywać pomocy Straży Pożarnej. Prosiłam jednego z poprzednich burmistrzów o zorganizowanie wykopania jakiegoś rowu, który trochę rozwiązałby ten problem. Dostałam odpowiedź, abym z powództwa cywilnego skarżyła proboszcza o odszkodowanie, to może zmelioruje te grunty. Postawiono garaże i problem narasta - twierdzi Halina Matuszkiewicz.
Mieszkanka uważa także, iż garaże powinny być zlokalizowane naprzeciw bloku na działce, która jest nieużywana, pusta, bez drzew, a kierowcy - jej zdaniem - powinni wjeżdżać od strony ul. Kasprowicza, co nie zagrażałoby dzieciom bawiącym się przy bloku. - Obecnie i tak stoją tam samochody, bo właścicielom nie chce się wprowadzać ich do garaży, do których trzeba jechać dalej naokoło i przy których jest często wielkie błoto - twierdzi Halina Matuszkiewicz.
PRZESTAWIĆ GARAŻE
Radna Irena Pułkownik mówiła na sesji, że zdziwiło ją to, że sprawa ponownie po kilku latach wraca. - Sądziłam, że problem został rozwiązany. Jednak trzeba było 2 lub 3 lata milczenia, żeby problem wrócił, żeby za wszelką cenę robić coś wbrew woli mieszkańców, narażając ich na zagrożenie ich interesu. Na ulicy Miłosza są domki jednorodzinne i wzdłuż tych domków w zasadzie w ciemno można powiedzieć, że bez pozwolenia dano przyzwolenie na pobudowanie tych garaży. Ciąg tych garaży szedł tak daleko, że zagrożony był pas zieleni, który odgrywa niezwykłą rolę, bowiem oddziela on bezpośrednio strefę cmentarną od domków jednorodzinnych. Proszę sobie wyobrazić, że ludzie zainwestowali cały swój majątek, budowali domki, dbają o obejście wokół nich, a tu naraz zaczęły powstawać szopy - mówiła radna Pułkownik.
Ciąg budowy garaży - jak dodała - został powstrzymany dwa lata temu, a dzisiaj - jej zdaniem - okazuje się, że pada kolejna decyzja, aby te garaże nie tylko utrzymać, ale wykreślono kolejne miejsca na postawienie kolejnego ciągu garaży. Prosiła, aby wznowić prace i wrócić do projektu pierwotnego, aby te garaże, które już tam są, przestawić wzdłuż bloku na Kasprowicza i dalej przeznaczyć miejsce nieużytków na następne garaże.
DECYZJA RADNYCH
Burmistrz Ewaryst Matczak przypomniał, że w tej chwili jest opracowywany plan zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu. - Jak materiały zostaną przedłożone Radzie, proszę do tego tematu wrócić - mówił burmistrz Matczak.
SZEF OSIEDLA NIE WIDZI PROBLEMU
W sprawie garaży głos zabrał także przewodniczący zarządu osiedla Krzysztof Kotecki, w granicach którego znajdują się ul. Miłosza i ul. Kasprowicza.
- Z ust pani radnej Pułkownik usłyszałem, że mieszkańcom ulicy Miłosza nie podoba się lokalizacja garaży. Otóż oświadczam, w 100% jestem przekonany, że ta lokalizacja odnośnie mieszkańców jest sprawa sporadyczną, bo może góra czterem mieszkańcom może to się nie podoba, ale to tylko dlatego, że zostali zwerbowani przez jednego mieszkańca, któremu się nie podoba lokalizacja tych garaży od chwili, kiedy kupił dom przy ul. Miłosza. Nie będę używał personaliów, bo i tak wszyscy wiedzą o kogo chodzi - mówił Krzysztof Kotecki.
Stwierdził, iż posiadacze gruntów, na których usytuowane są te garaże, są to kierowcy tzw. niedzielni. Zdaniem Krzysztofa Koteckiego są to kierowcy, którzy wyprowadzą samochód może raz, albo dwa razy w tygodniu, zrobią swój kurs i wracają. Zaledwie dwóch, czy trzech kierowców jeździ codziennie do pracy. Ale przy garażach - jego zdaniem - nie ma dokonywanych żadnych napraw, nie ma tam niepotrzebnych smrodów. - Zaznaczam, kierowcy wyprowadzają swoje autka i je wprowadzają, to wszystko. Tam nie ma żadnego kłopotu. Przed moim domem również zlokalizowane są garaże, zresztą sam tam dzierżawię garaż o numerze 6 - dodał Krzysztof Kotecki. Przewodniczący twierdzi ponadto, że garaże nie są tam stawiane na dziko, jak usłyszał z ust radnej Pułkownik, tylko za pozwoleniem Urzędu Miejskiego, gdzie regularnie są opłacane podatki za dzierżawę - Podkreślam, że to nie są żadne szopki, pani radna Irena Pułkownik. Są to garaże wykonane przez profesjonalne firmy zajmujące się produkcją tychże garaży. Są solidne, estetyczne z blachy falistej. Niepotrzebne jest mącenie czegoś, co nie powinno wcale zaistnieć. Jeżeli komuś się nie podoba widok tych garaży, może sobie posadzić tuje, wykonać solidniejsze ogrodzenie wokół swojego domu. Ja tak uczyniłem i mnie garaże nie przeszkadzają - mówił Krzysztof Kotecki. Po jego wypowiedzi na sali sesyjnej rozległa się burza oklasków.
NIKT NIE PRZYSZEDŁ PO PODPIS
Krzysztof Kotecki dziwił się, że pod pismem podpisali się właściwie właściciele domków, które są bardzo oddalone od wspomnianych garaży. Stojąc przy garażach większości ich domów nawet nie widać. - Dlaczego miałyby przeszkadzać im garaże, skoro nawet na co dzień ich nie widzą. Większość podpisanych pod petycją osób mieszka za zakrętem, czyli pewnie nawet nie wiedzą, jak garaże te wyglądają. To tak jak ja powiedziałbym sąsiadowi, który mieszka 200 m dalej, że przeszkadza mi śmietnik ustawiony przed jego posesją. To jest śmieszne - powiedział Krzysztof Kotecki.
Podkreślił także, że pomimo iż jest przewodniczącym zarządu osiedla, sprawa do niego nie trafiła. Nikt też nie zgłosił się do niego ani do jego żony po podpis pod petycją.
Mieszkańcy bloku przy ul. Kasprowicza nie kryli oburzenia postawą części mieszkańców ul. Miłosza. Twierdzili, że jeśli oni będą musieli przestawić swoje garaże, to doprowadzą do tego, że w zatoczce będącej początkiem ulicy postawione zostaną słupki, które będą ograniczały wjazd. - Wtedy wszyscy, którzy przyjeżdżają do pani Matuszkiewicz i parkują niedaleko garaży, nie będą mogli tutaj wjeżdżać, bo przecież tak jak tego pani chce, będzie to pas zieleni, którego niszczyć nie będzie można - usłyszeliśmy.
Magdalena Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1049 (12/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze