Reklama

Błoto wciąga samochody

Wylatowo, Izdby, Chabsko
     Błoto wciąga samochody
     Najbardziej odczuła to na własnej skórze Jadwiga Popiuk z Wylatowa. W sprawie błota dzwonili także Renata Rzymowska z Ławek i Marek Skowroński z Chabska. - Pogoda się poprawia i wyjeżdżamy do napraw dróg w najgorszym stanie po zimie - zapewnia inspektor Norbert Dombek z ratusza.

Jadwiga Popiuk w niedzielę około północy stała bezradna na drodze przy zakopanym w błocie samochodzie. Nie mogła pojechać na giełdę do Warszawy po towar potrzebny do jej sklepu.
           fot. Paweł Lachowicz

     WYLATOWO
     W Wylatowie (gm. Mogilno) przy drodze krajowej nr 15 w kierunku Trzemeszna około 150 m za znakiem informującym o miejscowości znajduje się blisko 1,5-km droga gminna, która prowadzi między polami do zabudowań mieszkańców. Właśnie tam mieszka Jadwiga Popiuk. W niedzielę 13 marca kilka minut po 23:00 pani Jadwiga wybrała się wraz z córką na giełdę do Warszawy po zakup towaru do sklepu odzieżowego, który prowadzi w Trzemesznie. Obie panie wsiadły do samochodu  i ruszyły w drogę. Daleko nie ujechały. Dwadzieścia minut później, około 23:20 Jadwiga Popiuk zadzwoniła do naszego reportera informując, że stoi około 300 m od domu, gdyż zakopała się na drodze i nie może ruszyć z miejsca. Kobiety codziennie tą drogą dojeżdżają do pracy, więc pokonują ją przynajmniej dwa razy dziennie. Wiedzą też, że zawsze po roztopach czy ulewach droga staje się bardzo błotnista i trudno nią przejechać. Nasza czytelniczka - jak mówi - niejednokrotnie dzwoniła do gminy z prośbą o naprawę drogi, aby po deszczach nie brnąc w błotnistej mazi.
     Często - jak dodaje - rozmawiała w tej sprawie z inspektorem z Wydziału Gospodarki Przestrzennej i Architektury Urzędu Miejskiego Norbertem Dombkiem. Niestety droga do dnia dzisiejszego nie została naprawiona. - Co rusz dzwoniłam do gminy. Norbert Dombek wiele razy obiecywał, że naprawią naszą drogę, ale za każdym razem zganiał to na pogodę, a to że deszcz pada i mówił, że zrobią to później. Na zimę miał wysypać kamieniem - to powiedział, że śnieg popadał i deszcz pada, to nie da rady, poczekamy na lepszą pogodę - opowiada reporterowi Pałuk Jadwiga Popiuk.
     Dodaje przy okazji, że w środku zimy, też miała problemy z przejazdem przez drogę. Twierdzi, że w taki sposób droga była odśnieżana, że nie szło przez nią przejechać. Pani Jadwiga opowiada, że wówczas też zadzwoniła do gminy.
     - Zadzwoniłam do nich, więc mnie wyciągnęli. Jechałam kilka metrów za nimi i się znowu zakopałam, więc ponownie zadzwoniłam do nich. Wtedy się cofnęli, żeby mnie wyciągnąć. Byłam tak zakopana, że jak samochód wyciągali to aż hak holowniczy mi wyrwali. Więc teraz nie mam do czego linki zaczepić, żeby samochód wyciągnąć - opowiada pani Jadwiga.
     O remont drogi mieszkańcy monitują w gminie od początku, jak tylko Norbert  Dombek zaczął pracę na swoim stanowisku. - Kiedyś jak pracowała pani Bartecka, to co jakiś czas droga była remontowana. Ja poszliśmy i poprosiliśmy, to przyjechały ze 4 samochody, rozsypali kamień, walcem utwardzili. A ten pan kiedyś jeden samochód przysłał, przyjechał, trochę posypał i pojechali. Zawsze się tylko uśmiechnie i powie „dobrze proszę pani zrobimy” i to wszystko. Mijają 2 tygodnie, później miesiąc i nic się w tym kierunku nie dzieje - dodaje Jadwiga Popiuk.
     Mieszka w tym miejscu od 30 lat i obserwuje, jak droga jest podorywana. Uważa, że przynajmniej 2 m drogi jest zaorane przez rolników. - Jest coraz cieplej, wszystko rozmarza, a rolnicy zaczną jeździć ciągnikami i drogę rozjeżdżą do końca - mówi.
     Stojąca obok niej córka dodała, że tą drogę przemierzała ze skręconą kostką, idąc około 2 km do wsi, żeby stamtąd dojechać do pracy, bo droga była wówczas nieodśnieżona i całkowicie nieprzejezdna. - Zimą zostawiałyśmy samochód w centrum wsi i chodziłyśmy pieszo, bo tutaj po prostu nie szło przejechać - mówi córka pani Jadwigi. 
     W niedzielny późny wieczór naszą czytelniczkę irytował dodatkowo fakt, że stała zakopana w błocie i nie było nikogo, kto mógłby ją stamtąd wyciągnąć. - Dzwoniłyśmy do pana Dombka, ale nie odbierał telefonu - mówi nam pani Jadwiga. Kobiety ratowały się same jak mogły. Z domu przyniosły deski, aby podłożyć pod koła, niestety i te zabiegi nie pomogły - Pójdziemy do domu, a do Warszawy już nie pojedziemy. Rano zorganizujemy pomoc, może nas ktoś wyciągnie - stwierdziła pani Jadwiga.
     IZDBY, CHABSKO
     W poniedziałek 14 marca do naszego reportera zadzwoniła mieszkanka Ławek (gm. Trzemeszno) Renata Rzymowska, która często przebywa na terenie gminy Mogilno, konkretnie w Chabsku u swojej mamy Ewy Chwiłkowskiej. Okazało się, że jadąc drogą gminną Izdby-Chabsko, podobnie jak w przypadku pani Jadwigi, zakopała się w błocie i musiała poszukać kogoś, kto wyciągnie jej samochód.
Również tego samego dnia około 18:00 zadzwonił do nas Marek Skowroński, bohater artykułu 800 metrów męczarni, który ukazał się w numerze 6/2011 naszego tygodnika. Jak się okazało pomimo obietnic składanych przez burmistrza i pracowników Wydziału Gospodarki Przestrzennej i Architektury do dziś na drodze nic nie zostało zrobione. W nieszczęsny poniedziałek pan Marek również zakopał się w błotnistej drodze.
     - Zadzwoniłem najpierw do dyrektora Grobelskiego, ale ten nie odbierał telefonu. Zadzwoniłem więc do Dombka, a ten myślał, że odrzucił rozmowę, ale okazało się, że pewnie nieświadomie odebrał telefon. To, co usłyszałem ścięło mnie z nóg. Stek wulgaryzmów w stosunku do mojej osoby i stwierdzenia typu znowu dzwoni ten p..., jak myśli, że przyjadę to jest w błędzie. Czy tak zachowuje się urzędnik? Ja to wszystko słyszałem. Wiedząc, że ze strony urzędu nie nadejdzie pomoc, zadzwoniłem po straż pożarną i oni przyjechali mnie wyciągać - mówi reporterowi Pałuk Marek Skowroński.
     RUSZAMY Z WIOSNĄ
     Burmistrz Mogilna Leszek Duszyński stwierdził, ze przychodzi wiosna i gmina zaczyna stopniowo naprawiać drogi. Natomiast Norbert Dombek twierdzi, że droga w Wylatowie, o której piszemy, była cały czas w miarę przejezdna. Twierdzi, że jak zwykle po zimie dziury się wybiły. Uważa, że drogą w tym samym okresie Rolnicza Spółdzielnia w Lubiniu jeździła ciężkim sprzętem i dlatego porobiły się tam w 3 miejscach doły. - Ja się dowiedziałem o tym od sołtysa. Droga zimą była odśnieżana i braki w jakiś sposób były uzupełniane. Teraz przyszło ciepło i ziemia zaczęła rozmarzać i stąd takie przypadki - mówi Norbert Dombek.
     Odnosząc się do stwierdzenia Marka Skowrońskiego Norbert Dombek twierdzi, że w rejestrze odebranych rozmów nie ma w tym dniu telefonu od Marka Skowrońskiego. - Owszem mam tego dnia tylko połączenie, ale nieodebrane. Faktem jest, że otrzymałem później SMS-a od niego, że rzekomo wypowiadałem takie słowa, ale niestety tego SMS-a usunąłem - tłumaczy reporterowi Pałuk Norbert Dombek.
     Przy okazji dodaje, że w gminie jest kilka takich przypadków, gdzie drogi poprzez silne podmoknięcia zostały mocno uszkodzone. - Pogoda się poprawia i wyjeżdżamy do napraw tych dróg. W miejscach, gdzie jest największy problem, będziemy te drogi w pierwszej kolejności naprawiać - dodał

Norbert Dombek.

Reklama

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 996 (11/2011)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości