Reklama

Boją się o własne domy

Gaj, remont, droga, mieszkańcy, ruch, TIR
     Boją się o własne domy
     W sierpniu jeziorańscy radni przeznaczyli 34.000 zł na remont drogi do siedziby przedsiębiorstwa transportowego Leszka Kwiatkowskiego. Mieszkający przy wąskiej drodze nie chcą, by w tak bliskiej odległości od ich domów jeździły tiry. - Jeżeli samochody, które mają obciążenie 40-tonowe, będą przejeżdżały nam koło domów, to nam się te domy po prostu rozpadną - martwi się Julita Erdmann.

Julita Erdmann i Ryszard Sitarski boją się, czy rozpoczęty właśnie remont drogi w Gaju i potem jeżdżące po drodze tiry nie zamienią ich życia w piekło fot. Damian Stawski

     DROGA ZA WĄSKA
     18 października ruszył remont 90-metrowego odcinka drogi w Gaju (gm. Jeziora Wielkie), prowadzącego do siedziby firmy transportowej Leszka Kwiatkowskiego. Przypomnijmy, że radni na remont przeznaczyli 34.000 zł podczas sierpniowej sesji Rady Gminy. Zrobili to na wniosek przedsiębiorcy.
     Dwa miesiące po tej decyzji na połączonych komisjach Rady Gminy 20 października pojawili się mieszkający przy drodze Julita Erdmann i Ryszard Sitarski. Julita Erdmann jest współwłaścicielką gospodarstwa rolnego, które graniczy z drogą. Remont droga, jak tłumaczyła radnym, budzi u niej wiele wątpliwości, szczególnie to, że radni tak szybko i pochopnie zgodzili się wyłożyć pieniądze na tę drogę.
     - Nie widziałam, żeby ktoś się zainteresował, jaka tam jest sytuacja, nikt nie był zobaczyć, jakie będzie usytuowanie tej drogi. Nasze budynki mieszkalne znajdują się blisko drogi. Są to budynki stare, przeszło 100-letnie, zbudowane z gliny, z pecy. Boimy się. Sąsiad w tej chwili posiada 3 samochody ciężarowe - a sam mówił na sesji, że pragnie swoje przedsiębiorstwo poszerzyć o kilka lub kilkanaście samochodów. Jeżeli te wszystkie samochody, które mają obciążenie 40-tonowe, będą przejeżdżały nam koło domów, to nam się te domy po prostu rozpadną - mówiła Julita Erdmann.
     MIESZKAŃCY BĘDĄ CIERPIEĆ
     Julita Erdmann w domu mieszka z mężem, dwójką dzieci i teściami. Boją się już nadchodzącej zimy: - Jeśli spych będzie odśnieżał, to cały śnieg zostanie wgarnięty pod mur mojego bardzo starego domu. Co będzie, jak ten śnieg zacznie topnieć? Po prostu dom mi się rozpadnie.
     Inny problem występujący zimą może być związany z oblodzeniem drogi.
     - Jeżeli będzie zima, będzie przejeżdżał tir, a tu będzie droga oblodzona i jak zarzuci mu tył, to on wyląduje u mnie w pokoju. Nie wiem, chyba jedynym rozwiązaniem będzie przeniesienie się zimową porą na stronę teściów i tam nocować dla bezpieczeństwa rodziny - mówiła emocjonalnie mieszkanka.
     Julita Erdmann wskazywała także na inne utrudnienia. Spod kół ciężarówek mogą wylatywać kamienie i uderzać w okna. Inny problem jest związany z hodowlą świń. - W przedłużeniu mojego budynku mieszkalnego znajduje się budynek inwentarski dla lochy z mały prosiętami. Gdy samochód duży ciężarowy z wybudowanego już tam parkingu rusza, maciory w nocy mi się zrywają, musimy z mężem wstawać, iść do budynku i to całe towarzystwo uspokoić, bo po prostu myślą, że to jest pora karmienia, bo jest jakiś ruch - mówiła.
     ZAMKNĄ PRZEJAZD
     14 października przed remontem na drodze był geodeta, który wymierzył dokładnie działki i drogę. Okazało się, że droga wytyczona przez geodetę mija się z drogą, która od lat służy do przejazdu przede wszystkim dla maszyn rolniczych. Wjazd na tę drogę z drogi powiatowej będzie za wąski, aby mogły przejeżdżać tamtędy samochody ciężarowe.
     - Od kamienia, co geodeta wytyczył sąsiadowi i sąsiadce, do mojego granicznego kamienia jest 3,7 metra, ale ja też muszę mieć strefę ochronną, nie będzie mi jeździł przy murze. W  tej chwili przejechał 70 cm od muru. Jeszcze trochę i mi eternit zrzuci - mówił Ryszard Sitarski.
     Sąsiedzi - jak mówili - ostrzegali Leszka Kwiatkowskiego, że nie będzie miał wjazdu i jest to dość wąski odcinek.
     Ryszard Sitarski zadeklarował: - W mojej sytuacji będę zmuszony napisać do Zarządu Dróg wniosek o postawienie barierek ochronnych, żeby mi nie jeździł przy murze, i tak zrobię. Wtedy nie będzie miał w ogóle wjazdu i na tym się skończy. Droga będzie nie wiadomo dla kogo.
     Julita Erdmann tłumaczyła radnym, że nie otrzymała żadnej informacji z gminy o budowie nowej drogi. A przecież wcześniej już w kwietniu wysłała do Urzędu Gminy w Jeziorach Wielkich kategoryczny protest przeciwko nawet utwardzenia tej drogi. Na pismo nie otrzymała odpowiedzi. - Jedynym pismem, jakie dostałam, to to, że droga będzie wyrównana za pomocą równiarki - mówiła.
     18 października, gdy prace ruszyły, mieszkanka zadzwoniła do Urzędu Gminy i została połączona z wójtem Zbysławem Woźniakowskim. Ten postanowił do Gaju przyjechać osobiście. - Sam pan powiedział do mnie słowa „Niech się pani nie martwi, tu i tak najprawdopodobniej nie będzie wjazdu i sąsiad nie będzie mógł tędy przejeżdżać”. Więc po co ta inwestycja? - dopytywała radnych Julita Erdmann.
     RADNI SKOŁOWANI
     Całą sytuacją zaskoczeni byli radni. Jerzy Burzyński mówił: - Nie życzę sobie budowania dróg w ciemno. Wcześniej radny był przeciwny budowie tej drogi ze względu na nieuregulowany stan prawny drogi. Radna Aneta Barczak tłumaczyła z kolei: - My żeśmy po komisji się przejechali do Gaju, widzieliśmy tę drogę, ale nasza decyzja była taka, bo pan zapewniał nas, że jakiekolwiek decyzje są wydane, nie ma żadnych przeciwwskazań.
     Radna Jolanta Toda mówiła wprost, że radni cieszyli się z faktu, że przychodzi do nich o pomoc młody przedsiębiorca, który chce się rozwijać. Nie wiedziała jednak o sytuacji sąsiadów przedsiębiorcy. - Jeżeli jest taka sytuacja, o której mówicie, to współczuje wam - mówiła radna Toda.
     Wójt prosił radnych, by ci nie zarzucali sobie, że podjęli złą decyzję. Droga wcześniej przecież istniała i to jak mówił wójt, nie jest nowa droga, którą gmina musiałaby wytyczyć. Powtarzał podczas komisji jak mantrę radnym, że to nie jest nowa droga, a chodzi tylko o polepszenie obecnie istniejącej.
     Radny Marcin Czaplicki mieszkający w Gaju mówił, że o całej sytuacji dowiedział się na dzień przed komisją i szkoda, że tak późno. Największe właśnie zastanowienie radnych budziło to, czemu mieszkańcy przyszli tak późno, gdy decyzje dawno zostały już podjęte.
     BRAK ROZWIĄZANIA
     Radni jednym głosem twierdzili, że w tej chwili nie ma wyjścia i remont drogi musi być dokończony. Wójt mówił: - Musimy rozdzielić osobno drogę, a osobno tiry. Osobno ulepszenie tej drogi, a czy ktoś będzie po tej drodze jeździł, to już jakby inna sprawa.
     Przewodniczący Rady Gminy Dariusz Ciesielczyk zapewniał mieszkańców, że radni chcieli podjąć decyzję dobrą dla wszystkich. Poradził, że teraz jedynie mieszkańcy mogą udać się do prawnika gminnego.
     - Za wszelkie koszty prawników, nie prawników będziemy obciążać gminę - mówiła Julita Erdmann. Wójt zapewnił, że spotka się jeszcze z mieszkańcami, by przedyskutować całą tę sprawę.
     Do tematu powrócimy w kolejnych numerach Pałuk.

Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1289 (43/2016)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości