Samochód wyjazdowo-gospodarczy kia sportage stoi nieużywany w garażu remizy OSP Wylatowo. Samochód w 2015 r. miał być sprzedany, a pieniądze ze sprzedaży trafić do jednostki. Do sprzedaży nie doszło (nie było chętnych), samochodu nie można użytkować, a w zamian jednostka nic nie dostała. - Szkoda, że gmina ten samochód nam zabrała i nic z nim nie zrobiła. Trochę to wyszło złośliwie powiem - mówi Marek Dzięcielak, sekretarz jednostki.
3 lipca z reporterem Pałuk spotkał się sekretarz jednostki OSP Wylatowo Marek Dzięcielak, który chciał powrócić do sytuacji z samochodem będącym na stanie jednostki jeszcze w 2015 r. Zaznaczył jednak na wstępie rozmowy, że nie wypowiada się w imieniu całej jednostki, a jedynie własnym, nawet jeżeli inni ochotnicy podzielają jego zdanie.
Przypomnijmy, że 18 kwietnia 2013 r. w Komendzie Powiatowej Straży Pożarnej w Mogilnie odbyło się przekazanie samochodu kia sportage jako darowizny dla gminy Mogilno. Burmistrz przekazał samochód wtedy w użytkowanie OSP Wylatowo. Samochód ten służył jednostce z Wylatowa tylko przez dwa lata, bo w 2015 r. burmistrz Leszek Duszyński podjął decyzję o jego sprzedaży i wycofał go z użytkowania w OSP Wylatowo. Jako argument za wycofaniem samochodu z jednostki podał to, że w okresie od kwietnia 2013 r. do kwietnia 2015 r. samochód przejechał 1.536,9 km i zużył 232,4 l etyliny, a - jak to ujął wtedy burmistrz w piśmie do OSP Wylatowo - samochód (...) nigdy nie był zadysponowany do działań ratowniczo-gaśniczych, co świadczy, że nie ma on wpływu na podniesienie stanu bezpieczeństwa w zakresie ochrony przeciwpożarowej w naszej gminie.
Problem polega na tym, że ten samochód nie mógł być kierowany do działań ratowniczo-gaśniczych, bo nie był do nich przystosowany, a burmistrz powinien wiedzieć o tym już w momencie przyjęcia darowizny od KP PSP w Mogilnie. Kia sportage nadaje się wyłącznie do działań operacyjnych takich, jak m.in.: zabezpieczenie biegu Kilińskiego, wyjazdów strażaków na szkolenia, pogrzeby, czy na zawody sportowo-pożarnicze - główną jego funkcją jest transport.
Doszło do dość kuriozalnej sytuacji. Samochód ten został wyłączony z użytkowania i nie został sprzedany (gmina ogłaszała przetargi, nie było chętnych). Stoi w garażu remizy OSP Wylatowo. Za pieniądze ze sprzedaży samochodu burmistrz Leszek Duszyński obiecał jednostce zakupić inny sprzęt. Nic takiego nie miało miejsca.
- Szkoda, że gmina ten samochód nam zabrała i nic z nim nie zrobiła. Trochę to wyszło złośliwie. Powiem złośliwie dla naszej jednostki - twierdzi Marek Dzięcielak. Mówił, że samochód mógłby być dalej użytkowany. Po pierwsze ma 17 lat, a w gminie znajdują się samochody na stanie OSP starsze niż ten, po drugie miesięczny koszt utrzymania tego samochodu to kwota około 165 zł. - Uważam, że nie jest to dużo - twierdzi sekretarz OSP. Dodał, że jednostka we własnym zakresie dokonywała drobnych remontów i napraw pojazdu.
W luźnej rozmowie z Maciejem Schulzem z OSP Kwieciszewo wpadli na pomysł, aby przywrócić ten samochód do życia, by był on ogólnodostępny dla wszystkich jednostek OSP do wyjazdów na szkolenia, pogrzeby czy zawody. - Goryszewo na przykład nie ma w ogóle samochodu - podkreślał Marek Dzięcielak.
We wtorek wczesnym rankiem wysłaliśmy pytania w tej sprawie do zastępcy burmistrza Jarosława Ciesielskiego. Pytaliśmy, dlaczego sprawny samochód jest wyłączony z użytkowania, jeżeli nie został sprzedany.
Gmina poniosła koszty związane z rzeczoznawcą (około 500 zł) oraz drugie tyle związane z wymontowaniem z samochodu radia oraz sygnałów świetlnych i dźwiękowych. Do czasu zamknięcia numeru ani od zastępcy burmistrza, ani od burmistrza Leszka Duszyńskiego nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Dodajmy, że Marek Dzięcielak - jak mówił wcześniej w rozmowie z reporterem - takiej reakcji się spodziewał.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1325 (27/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze