Samorządowcy na razie tylko dyskutują w sprawie wielkiego deficytu w gminnej oświacie. Deklarują jednak podjęcie także konkretnych działań w tej sprawie.
Dane przedstawiane przez inspektora do spraw oświaty Mirosława Świerkota nie uspokoiły trzemeszeńskich radnych fot. Roman Wolek BRAKUJE PONAD 7 MLN ZŁ
17 listopada odbyło się specjalne posiedzenie komisji społecznej Rady Miejskiej w sprawie trudnej sytuacji finansowej w szkolnictwie gminnym. Co roku rosną bowiem środki, jakie musi dopłacać gmina z własnego budżetu na funkcjonowanie szkół na terenie gminy Trzemeszno. W 2017 r. gmina otrzyma subwencję oświatową, a więc środki na utrzymanie szkół z budżetu państwa, w wysokości 10,3 mln zł. Natomiast koszty funkcjonowania gminnej oświaty wyniosą 17,6 mln zł. Z własnego budżetu gmina będzie musiała więc dołożyć na oświatę aż 7,3 mln zł.
Część dyskusji podczas obrad poświęcono zmianom w sieci szkół spowodowanym likwidacją gimnazjów od nowego roku szkolnego. Jak już wcześniej pisaliśmy, w trzemeszeńskim ratuszu przygotowano kilka koncepcji rozwiązań w tej sprawie. W czasie komisji burmistrz Krzysztof Dereziński wyjaśniał, że obecnie najbardziej realna koncepcja to pozostawienie dwóch szkół podstawowych na terenie miasta, bo na terenie wiejskim zmiany nie będą wprowadzane. Jak dodał, nie będzie się skłaniał do koncepcji utworzenia trzeciej szkoły podstawowej. Jest jednak kwestia tego, jak SP nr 1 i SP nr 2 mają funkcjonować.
Według burmistrza, SP nr 1 miałaby mieć dwie siedziby. Siedzibę główną w budynku, gdzie znajduje się teraz, czyli na ul. Śniadeckich oraz filię dla klas starszych w budynkach po gimnazjum na pl. Kosmowskiego. SP nr 2 byłaby wtedy jednooddziałowa.
DWÓJKI NIE ZLIKWIDUJĄ
Burmistrz odnosił się także do jednej z koncepcji zmian zakładającej pozostawienie w mieście tylko jednej szkoły podstawowej. Przy takim rozwiązaniu zlikwidowana miała zostać Szkoła Podstawowa nr 2. Wszyscy uczniowie mieliby trafić do Szkoły Podstawowej nr 1 i jej filii mieszczącej się w obecnym gimnazjum. Propozycja ta uznawana była za najkorzystniejszą dla gminy, jednak samorządowcy obawiają się, że jej realizacja mogłaby budzić kontrowersje i wywołać silne protesty. Krzysztof Dereziński podczas obrad w ubiegłym tygodniu tłumaczył, że nie chciałby likwidować SP nr 2 z różnych względów. Np. bogatej historii oraz tego, że dużo osób związanych jest emocjonalnie z tą szkołą. Burmistrz przyznał jednak, że najłatwiej byłoby, żeby była jedna szkoła podstawowa i dodał, iż nie chodzi tu o kwestie personalne, czyli to kto jest dyrektorem w szkole, która miałaby być zlikwidowana.
TO KATASTROFA
Trzeba też zapełnić szkoły wiejskie, przekonywał Krzysztof Dereziński, dodając, że dużo dzieci z terenu gminy Trzemeszno idzie do szkoły w Gościeszynie (gm. Rogowo).
- Tutaj będzie bardzo ważna kwestia dowozów. Jeżeli będzie tak, jak mówi pan radny Tadeusz Pawlak, że dziecko będzie wstawać 630 i o 640 wyjeżdżać do szkoły, żeby być w szkole o 700 i godzinę czekać na lekcje, to my tych dzieci nie odzyskamy - przyznał burmistrz.
Według Krzysztofa Derezińskiego, trzeba zdawać sobie sprawę, że nie przeprowadzi się takich działań, iż do oświaty zamiast 7 mln zł będzie się dokładać tylko 3 mln zł. Chodzi o to, żeby dokładać jak najmniej, a 7 mln zł to jest za dużo.
Tak wielki deficyt w oświacie jest katastrofą, komentował Sławomir Peno, przewodniczący Rady Miejskiej, dodając, że jeśli się nic nie zrobi, to nie zmniejszy się deficytu. Według przewodniczącego RM, trzeba znaleźć jakiś pomysł na deficyt w oświacie, bo w innym przypadku oświata zlikwiduje wszelkie inwestycje i rozwój w Trzemesznie. Przekonywał, że szkolnictwo średnie i zawodowe może być prowadzone przez stowarzyszenie i być może takie wzory dałoby się przenieść do Trzemeszna.
NIE ROBIĆ SOBIE KRZYWDY
Mniej katastrofalny obraz trzemeszeńskiej oświaty przedstawiał Mirosław Świerkot, inspektor do spraw oświaty Urzędu Miejskiego. Jak przekonywał, szczęściem dla gminy jest to, że są pierwsze klasy. Bo gdyby np. 10 czy 15 osób wróciło do przedszkoli, to nie byłoby miejsc dla 4-latków. Podkreślał, że gmina ma obowiązek w roku szkolnym 2016/17 zrobić miejsca w przedszkolach dla wszystkich 6, 5 i 4-latków. Według Sławomira Peno, Mirosław Świerkot mami cyframi i wskaźnikami i co roku radni słyszą to samo i co roku okazuje się, że deficyt w oświacie rośnie. Podkreślał, że nie może być 9 czy 10-osobowych klas, a tylko takie, które mają logiczny i ekonomiczny sens istnienia. - Są szkoły w powiecie gnieźnieńskim, w których subwencja im wystarcza na funkcjonowanie - uzasadniał przewodniczący Peno.
Burmistrz Dereziński wyjaśnił, że historia go czegoś nauczyła. Bo były próby zmniejszania kosztów w szkołach. Jednak był pod presją konkretnych radnych, którzy - jak się wyraził burmistrz - suszyli mu głowę.
- I tutaj, gdy nie było rodziców, byli tacy mądrzy, którzy wszystko wiedzieli i wszystko chcieli pozamiatać. Przygotowaliśmy łączenia klas małych liczebnie i co? I zorganizowano spotkanie z rodzicami i sala pękała w szwach i ci sami radni rakiem się wycofali. To co ja miałem robić? Co ja miałem sikać pod wiatr, się pytam? Sobie robić krzywdę, jak nie miałem żadnego oparcia, a radni mieli swoje prywatne interesy, bo ten miał dziecko, a tamten nie miał, a kolega miał dziecko, miał wnuka. Taka była wtedy sytuacja - opowiadał burmistrz dodając, że być może ta Rada będzie bardziej konsekwentna.
WSZYSCY BĘDĄ SIĘ ŚMIAĆ
Przewodniczący RM zwracał uwagę, że wtedy było 30% deficytu, a teraz jest 70%, więc nie ma już żadnego wyjścia. Przestrzegał, że jeśli w następnym budżecie będzie trzeba dołożyć kolejny milion złotych, to pójdzie to w bardzo złym kierunku i przekonywał, że te koszty muszą zmaleć na następny rok chociaż o pół miliona. - Żeby zejść poniżej 7 mln zł. Nie możemy iść w taki deficyt, bo cały powiat, wszyscy będą się z nas śmiać, że na 10 mln zł subwencji, 7 mln zł dopłacamy - uzasadniał Sławomir Peno.
Radny Kacper Lipiński pytał, czy w gminie Trzemeszno występują zachęty lub korzyści dla szkół za racjonalne, oszczędne dysponowanie środkami finansowymi. Burmistrz stwierdził, iż rozumie ideę pytania i że chodzi tu o funkcjonowanie dyrektorów placówek. Wyjaśniał, że jedyna szansa wynagradzania dyrektorów za racjonalne dysponowanie finansami, to przyznawanie im dodatków funkcyjnych i motywacyjnych oraz nagrody w Dni Edukacji Narodowej.
STYPENDIA NIC NIE DAŁY
Burmistrz Dereziński przypomniał, że była inicjatywa radnych, żeby przyznać stypendia, które miały przyciągnąć uczniów do podejmowania nauki w szkołach gminy Trzemeszno. Chodzi tu o przyjęte na początku roku uchwały w sprawie przyjęcia: programu wyrównywania szans edukacyjnych Start, programu wspierania edukacji uzdolnionych uczniów Perspektywa oraz programu stypendialnego za osiąganie najwyższych wyników w nauce dla uczniów szkół prowadzonych przez gminę Trzemeszno. Burmistrz zaznaczył, iż był sceptyczny co do tego pomysłu i jak się okazało stypendia nie przyciągnęły uczniów.
- To jest temat rzeka, kiedy się problemy zaczęły w szkołach ponadgimnazjalnych w Trzemesznie. I tu akurat pani Ilona Adamska [dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych w Trzemesznie - przyp. wol] nie jest niczemu winna, bo to się zaczęło nie w momencie, gdy powiat wydał pewne decyzje, tylko zdecydowanie wcześniej. Ja to będę mówił zawsze, jestem w stanie prosto w twarz powiedzieć osobom, które uważam, że są za to odpowiedzialne. Nie było walki o ucznia, niestety. Było coś, co ja też kiedy kupiłem, że uczeń gimnazjum pójdzie do liceum, jak tworzyliśmy ten zespół. Że to takie naturalne, nikomu nie ubliżając. Według mnie są dwie przyczyny. Dzisiejsza młodzież nie lubi stać 6 lat w jednym miejsc, po 3 latach chce zmiany otoczenia. A po drugie, kwestie personalne czasami decydowały - wyjaśniał burmistrz problemy w naborze do szkół ponadgimnazjalnych.
Trzemeszeńscy samorządowcy mają kontynuować dyskusję w sprawie kondycji gminnej oświaty.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1293 (47/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze