22 sierpnia w godzinach wieczornych w sklepie komputerowym Robkomp Roberta Przepiórki przy ul. Jana Kausa grupa dziewięciorga mieszkańców postanowiła zainicjować serię spotkań dotyczących zanieczyszczeń powietrza w tej części miasta.
Część uczestników wtorkowego spotkania w sklepie „Robkomp” Roberta Przepiórki fot. Damian Stawski Przypomnijmy, że od 21 do 23 marca w Mogilnie przeprowadzono badania stężeń pyłów, które pozwalają na określenie stopnia zanieczyszczeń powietrza (ilość tzw. smogu w powietrzu). Gmina na takie badanie wydała 5.000 zł. Z niego wynikało, że w punkcie pomiarowym przy ul. Jana Kausa stężenie smogu jest największe, jednak nie przekraczało ono norm określonych w rozporządzeniu ministra środowiska z 18 września 2012 r.
Mimo to nie od dziś wiadomo, jak spory problem ze smogiem mają mieszkańcy tamtejszego osiedla i często, szczególnie w okresie grzewczym widać unoszącą się nad osiedlem chmurę dymu.
W spotkaniu oprócz mieszkańców udział wzięli komendant Straży Miejskiej Mirosław Kuss (również mieszkaniec osiedla), Urząd Miejski reprezentowali dyrektor Arkadiusz Grobelski i Dominika Wieczorek. Organizatorzy zaprosili na spotkanie także tygodnik Pałuki.
Obecny był również radny PO z osiedla Łukasz Drzazgowski. Nie spodobał mu się udział w spotkaniu reportera Pałuk i fakt, że o nim napiszemy informując mieszkańców.
Na chwilę przed rozpoczęciem spotkania reporter opuścił sklep komputerowy, by wyjść po szukającego miejsca spotkania mieszkańców dyrektora Grobelskiego. Gdy reporter wyszedł Łukasz Drzazgowski mówił: - Po co te „Pałuki” tutaj. (...) To jest wyprzedzanie pewnych rzeczy, że możesz mówić gdzieś coś jeszcze, a tak on tylko przyjdzie sobie posłuchać, żeby mieć jakiś pomysł na artykuł, nic więcej. (...) Po co to? Gdy reporter wrócił, Łukasz Drzazgowski ucichł i już nic przy reporterze na ten temat nie mówił.
Według mieszkańca Przemysława Sobackiego, największym problemem jest palenie na osiedlu przez niektórych mieszkańców tworzyw sztucznych.
- Jest kilka specyficznych miejsc, gdzie ludzie po prostu palą plastikiem, nie wiem czy z lenistwa, czy z przyzwyczajenia. Jest odbiór w tej chwili segregowanych śmieci. W tym momencie nie wiem, czy jest to lenistwo, przyzwyczajenie czy głupota. Skupmy się na tym, by wyeliminować tych, którzy faktycznie notorycznie palą odpady - mówił mieszkaniec. Dodał, że wraz z Piotrem Grellem wpadli na pomysł, jak walczyć z palącymi tworzywa sztuczne.
- Sytuacja jest bardzo prosta. Nie wiem, czy założymy sobie jakąś grupę, bo Straż Miejska jest bezsilna. Zrobić analizę, można się spotkać potem w pewnym gronie i ustalić sobie: „pan Iksiński 5 albo 10 razy na pewno palił plastikami”. Wtedy zgłaszamy to oficjalną drogą, robimy mu analizę komina. Można to zrobić, to kosztuje 800 zł i w tym momencie jeżeli udowodnimy mu, że przekroczona jest norma tych wszystkich toksycznych związków w kominie itd., do 5.000 zł Straż Miejska ma możliwość wystawienia mandatu. Pieców centralnego ogrzewania ludziom nie powymieniamy - mówił Przemysław Sobacki.
Mieszkaniec opowiedział zebranym o jednej sytuacji, jaka miała miejsce. Takich sytuacji jest jednak dużo więcej.
- Niedziela, grill, popołudnie. Kupiłem węgiel drzewny, odpaliłem, przychodzę po 15 minutach na tarasie straszny węgiel. Pomyślałem, że może węgiel jest złej jakości, na szczęście miałem drugi. Odpaliłem i znowu to samo. Zaczynam się rozglądać, patrzę z jednego komina się tli. Stąd ten zapach. Po pierwszym roku, jak się tutaj wprowadziłem, to się zastanowiłem: „co ja tutaj robię, dlaczego kupiłem tutaj dom” - opowiadał rozgoryczony mieszkaniec. Potem dodał: - Palenie tych tworzyw za 5 czy 10 lat wyjdzie przede wszystkim naszym dzieciom. Skupmy się na tych, którzy palą tworzywa, którzy robią to przez głupotę. To jest nieszanowanie innych. Bo jak ja mam od 10 lat piec gazowy, to nie szkodzi nikomu, a ci co palą butelkami, zupełnie mnie nie szanują.
Podobne odczucia miała również inna z mieszkanek obecna na spotkaniu. - Dwa lata temu jak robiliśmy grill ze znajomymi to trzeba było się schować do domu bo jeden i drugi sąsiad napalił w piecu i był taki dym. No tak się nie da - mówiła.
Głos zabrał również przewodniczący osiedla Marian Wegner: - Widzimy, które domy palą, to trzeba wziąć je pod uwagę.
Dalej do dyskusji włączył się już komendant Straży Miejskiej Mirosław Kuss. Jak zwrócił uwagę, na osiedlu zachodnim mieszka około 2.500 mieszkańców i tylko współpraca mieszkańców ze Strażą Miejską może zaowocować jakimiś konkretnymi efektami.
- Wiemy doskonale, że jak przyjdzie sezon grzewczy to smog czy ten dym jest wszechobecny. Spalanie złej jakości węgla to jest taki sam smród jak palenie śmieci. Możemy się oszukiwać, ale spalanie złej jakości opału jest gorszym problemem niż spalanie śmieci - zwracał uwagę komendant. Jednak z tą argumentacją komendanta nie zgadzał się Piotr Grell, który zauważył, że nie wyobraża sobie, by szczególnie w okresie letnim ludzie palili w piecach, podgrzewając wodę węglem.
- Tego mi nikt nie powie, że ludzie, żeby zagrzać wodę na jakiś czas do 60 stopni palą specjalnie węgiel. Węgiel ludzie kupują na zimę, a smród teraz też jest - zwracał uwagę mieszkaniec.
Komendant odniósł się do pomysłu mieszkańców utworzenia grupy zwalczającej palaczy tworzywami sztucznymi. Jak mówił, założenie takiej grupy nie jest koniecznością, a Straż Miejska ma wystarczające środki, by walczyć z tymi osobami.
- Wystarczy informacja. My przez ostatni tydzień od informacji, że są spalane śmieci, byliśmy codziennie po kilka razy na osiedlu. Do 1:00 w nocy, do 3:00 w nocy. Nie było zapachu od spalania śmieci. Jeżeli ktoś uważa, że pali się w tym momencie plastik, proszę tylko zadzwonić. Nigdy nikt jeszcze nie zadzwonił, że w tej chwili jest spalanie. Żaden fundusz nic tu nie da. Nie jesteśmy tutaj bezradni. My jako strażnicy jesteśmy przeszkoleni, dwóch strażników ma certyfikat na pobieranie próbek paleniskowych w ramach prowadzenia czynności kontrolnych. Krzysztof Nowaczyk i Paweł Chałupniczak. Zamówione są już probówki, taka próbka kosztuje nie 800 zł, a 450 zł. Na podstawie tego możemy wystawić do 500 zł mandatu. 5.000 zł może wystawić tylko sąd. Były mandaty po 500 zł (...) To są ogromne pieniądze, to jest pół tony węgla - objaśniał procedurę Mirosław Kuss.
Tłumaczył, że mieszkańcy nie mają się czego bać, gdy tylko informują o paleniu przez sąsiada plastikami. Wystarczy tylko podanie nazwy ulicy.
- Możemy wszystko zrobić na zasadzie współpracy. Osiedle jest ogromne. Jeśli będą zgłoszenia, nie potrzebuję imienia, nazwiska, nie pytam się nigdy, kto dzwoni, nie interesuje mnie to. Od społeczeństwa są potrzebne informacje - tłumaczył komendant.
Podczas spotkania dostało się również urzędnikom. Do końca sierpnia w Urzędzie Marszałkowskim był dogodny program pomocowy wymiany pieców. Skorzystał z niego m.in. komendant Mirosław Kuss. Dzięki temu programowi możliwa była pożyczka na bardzo niski procent. O programie jednak mieszkańcy się dowiedzieli. - Informacja była podana na stronie gminy - tłumaczyła Dominika Wieczorek. Mieszkańcy od razu jednak zwrócili uwagę, że Urząd powinien informować o tym m.in. gazetę.
Zapowiedziane są już kolejne spotkania w tej sprawie. Planowane są na wrzesień, a organizatorem ich ma być przewodniczący Zarządu Osiedla Marian Wegner.
Damian Stawski
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1332 (34/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze