Noszowy wskoczył w butach na łóżko od strony głowy pana Józefa
Co tam noga, najlepiej uciąć
Józef Rosiak jedną nogę ma już amputowaną. Drugą złamali mu w szpitalu. Lekarze zapewniali, że się zrośnie i nie włożyli do gipsu. Nie zrosła się. Kości ułożyły się w kształcie litery X. Rodzina żąda, by sprawę wyjaśniła policja i prokuratura.
Na nodze widać wyraźnie wybrzuszenie w miejscu gdzie tkwi złamana kość 60-letni Józef Rosiak z Płaczkowa (gm. Trzemeszno) jest człowiekiem ciężko doświadczonym przez los. Kolejne zdarzenia, jakie następowały w jego życiu na przestrzeni 35 lat, zmieniły los jego i najbliższej rodziny.
Wszystko uległo nagłej zmianie 2 września 1974 r. W tym dniu podczas pracy spadł na ziemię z przyczepy ciągnika. Doznał złamania kręgosłupa i od tego czasu nie może chodzić.
AMPUTACJA NOGI
Do kolejnej tragedii doszło 22 czerwca 2000 r. Jego żona wraz z sąsiadem wnosiła Józefa Rosiaka na wózku inwalidzkim po schodach do mieszkania. Niestety, na przedostatnim stopniu sąsiad przypadkowo puścił wózek i mieszkaniec Płaczkowa wypadł z wózka na schody.
Upadek zakończył się złamaniem lewej nogi i Józef Rosiak trafił do szpitala w Inowrocławiu. Noga zrastała się dobrze. Okazało się jednak, że w miejsce złamania wdała się infekcja.
Dzięki zabiegom rodziny niepełnosprawny mężczyzna trafił do szpitala w Lubiniu (woj. dolnośląskie). Tam okazało się jednak, że stan zdrowia pacjenta jest bardzo poważny i konieczna jest amputacja lewej nogi, żeby ratować życie. Dlatego też na początku 2002 r. lekarze musieli dokonać amputacji.
Na zdjęciu RTG wyraźnie widać, że złamane kości ułożyły się w kształcie litery x BYŁ TRZASK KOŚCI
2 lipca bieżącego roku Józef Rosiak ze względu na problemy urologiczne trafił do szpitala Zespołu Opieki Zdrowotnej w Gnieźnie przy ul. 3 Maja. W tym samym dniu po wykonaniu niezbędnych badań powinien wrócić do domu. Przed przetransportowaniem do domu miał zostać przełożony na wózek inwalidzki. Aby ubrać i podnieść go z łóżka, pracownik szpitala, prawdopodobnie noszowy, wskoczył w butach na łóżko od strony głowy pacjenta. Próbował go unieść, jednak zrobił to tak niezdarnie, że całym ciałem oparł się na niepełnosprawnym mężczyźnie. Józef Rosiak miał w tym momencie lekko zgiętą nogę. Pod naporem swojego ciała, jak i przygniatającego go noszowego doszło do złamania kości udowej nogi. - Było słychać głośny trzask kości - opowiada Pałukom mieszkaniec Płaczkowa.
- Mąż zadzwonił do mnie i powiedział - tylko się nie denerwuj, ale nie przyjadę jednak dzisiaj do domu, bo mi złamali nogę. Jak to usłyszałam to upadłam na krzesło. Od razu przypomniałam sobie obraz szpitala w Inowrocławia i pomyślałam, że ten horror się odnowił - wspomina Lucyna Rosiak.
NAJLEPIEJ UCIĄĆ
Jak opowiada żona Józefa Rosiaka, lekarze najpierw twierdzili, że do złamania doszło ze względu na stan kości męża. Tłumaczyli, że to przez osteoporozę i że było to złamanie patologiczne. Dopiero później mówili, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Lucyna Rosiak zarzuca lekarzom, że nic nie robili, aby ratować nogę męża. Jak twierdzi, uznali, że nogi nie można włożyć w gips, bo będą odleżyny, ale zapewniali, że kości się zrosną. Pacjenta kładziono na łóżku na boku na złamanej nodze. Jeden z lekarzy zasugerował nawet, że nogę tę lepiej amputować.
- Jak można ją tak zaraz amputować? Noga jest mi potrzeba np. do stabilizacji ciała, żebym mógł siedzieć na wózku - mówi Józef Rosiak.
Mieszkaniec Płaczkowa do domu powrócił prawie po 2 miesiącach, 27 sierpnia. Po powrocie do domu nadal leżał na boku na złamanej nodze. Jednak jak wspomina, lekarz rodzinny z trzemeszeńskiej przychodni Edward Załęski odwiedzając pacjenta od razu zabronił kłaść się w ten sposób. - Jestem wdzięczna doktorowi Załęskiemu, że zapobiegł jeszcze większej tragedii. Gdyby mąż nadal był tak jak w szpitalu układany na chorą nogę, to może rzeczywiście trzeba byłoby ją amputować - uważa Lucyna Rosiak.
Lucyna i Józef Rosiakowie z Płaczkowa martwią się, co będzie dalej działo się ze złamaną w szpitalu nogą NIE CHCIAŁ DALEJ ŻYĆ
Małżonka niepełnosprawnego mężczyzny jest zszokowana także tym, co zobaczyła na zdjęciach rentgenowskich po wypisaniu męża ze szpitala. Dzięki tym zdjęciom jest przekonana, że w gnieźnieńskim szpitalu niewłaściwie dbano o wyleczenie złamanej nogi. Na pierwszym zdjęciu zrobionym 2 lipca, czyli w dniu kiedy doszło do wypadku, widać wyraźnie złamanie, ale kości w tym miejscu są ułożone w miarę równolegle. Na drugim zdjęciu rentgenowskim zrobionym 29 lipca można zauważyć, że złamane kości są ustawione do siebie w kształcie litery X. W opisie zdjęcia jest adnotacja, że występuje znaczne kątowe ustawienie odłamów. Zresztą na nodze Józefa Rosiaka widać wybrzuszenie spowodowane przez skrzywioną w miejscu złamania kość.
Po złamaniu nogi w szpitalu i tak już trudne warunki życia Józefa Rosiaka uległy pogorszeniu. Do końca listopada, czyli do czasu kontroli w przychodni ortopedycznej lekarz zalecił mu, aby nie siadał na razie na wózku inwalidzkim. Oznacza to, że do tego czasu praktycznie jest skazany na leżenie w łóżku bez możliwości poruszania się po mieszkaniu. Przed złamaniem nogi mógł też w miarę swobodnie poruszać się w łóżku w ciągu dnia jak i podczas snu. Teraz jest to już niemożliwe. - W szpitalu mówiłem, żeby dali mi jakąś tabletkę albo zastrzyk, bo nie chciałem już żyć i znów przechodzić przez to wszystko - mówi Józef Rosiak.
ZOSTAŁ TYLKO STRACH
Małżonkowie obawiają się także, co będzie dalej ze złamaną nogą. Krótko po wypisaniu ze szpitala ciało w miejscu złamania zaczęło się robić ciemne. Mężczyzna miał także gorączkę. Dlatego też Józef Rosiak ponownie trafił do gnieźnieńskiego szpitala, gdzie przebywał od 9 września do 1 października.
- Został nam tylko strach, przerażenie i myślenie co będzie dalej - mówi o swoich obawach Lucyna Rosiak.
Przypadek złamania nogi niepełnosprawnemu mieszkańcowi Płaczkowa próbują wyjaśnić członkowie rodziny Józefa i Lucyny Rosiaków. Sprawę tę zgłoszono policji. Prowadzone jest dochodzenie pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Gnieźnie. 30 września zostało wszczęte dochodzenie w sprawie naruszenia czynności narządów ciała na okres ponad 7 dni na oddziale chirurgicznym szpitala w Gnieźnie. Sprawą zajmuje się policja pod nadzorem prokuratury. - Obecnie policja zbiera dowody w sprawie. Coś więcej na ten temat będzie można powiedzieć dopiero po zakończeniu dochodzenia - powiedziała Pałukom Prokurator Rejonowy w Gnieźnie Irena Baranowska.
Skarga dotycząca tej sprawy została skierowana także do: Wielkopolskiej Izby Lekarskiej, Departamentu Zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim w Poznaniu, Wydziału Ochrony Zdrowia Starostwa Powiatowego w Gnieźnie, Rzecznika Praw Pacjenta i Narodowego Funduszu Zdrowia. Jak dotychczas instytucje te nie odpowiedziały na skargę.
O wypadku Józefa Rosiaka próbowaliśmy porozmawiać z przedstawicielami szpitala w Gnieźnie. Jednak - jak nam powiedziano - dyrektor Zespołu Opieki Zdrowotnej w Gnieźnie Włodzimierz Pilarczyk będzie w pracy dopiero w przyszłym tygodniu. Skierowano nas do zastępcy dyrektora Walentego Kaźmierczaka. Wicedyrektor powiedział nam, że nie zna tej sprawy, więc nie może udzielić żadnych informacji. Na pytanie, kto może z nami porozmawiać na temat złamania nogi w szpitalu usłyszeliśmy, że tylko dyrektor ZOZ może udzielić wyjaśnień w tej sprawie.
Do tematu wrócimy w Pałukach.
Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 922 (41/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze