Reklama

Część radnych niechętnie patrzy na rozbudowę Paroca

Firma Paroc rozpatruje możliwość rozbudowy fabryki w Trzemesznie lub też budowy nowego zakładu w Czechach. Inwestycja za około 200 mln zł oznaczałaby powstanie ponad 50 nowych miejsc pracy oraz zwiększenie dochodów gminy z podatku od nieruchomości.

Dyrektor generalny firmy „Paroc” Topi Korsberg przyjechał na obrady komisji trzemeszeńskich radnych, by zorientować się, czy samorządowcy chcą zabiegać o rozbudowę fabryki w Trzemesznie fot. Roman Wolek

     ZA 200 MLN ZŁ
     Przedstawiciele władz firmy Paroc - dyrektor generalny Topi Korsberg i dyrektor finansowy Tomasz Smoliński - byli 23 listopada gośćmi obrad komisji Rady Miejskiej w Trzemesznie. Powodem wizyty są zamierzenia inwestycyjne tej firmy związane z planami podniesienia sprzedaży produktów w Niemczech. W związku z tym Paroc chce zwiększyć produkcję i rozbudować firmę. Są rozpatrywane dwie opcje: budowa nowej fabryki w Czechach lub rozbudowa istniejącej fabryki w Trzemesznie. Jak wyjaśniał prezes generalny, obie opcje mają swoje dobre i złe strony. Wadą rozwiązania w Trzemesznie jest to, że obecnie istniejąca tu fabryka znacznie przewyższa średni rozmiar fabryki w grupie Paroc.
     Firma ma już wstępne projekty obu rozwiązań. Ewentualna inwestycja w Trzemesznie miałaby polegać na budowie nowej hali produkcyjnej o powierzchni 3.500 m2 i zatrudnieniu co najmniej 50 nowych pracowników. Wartość całej inwestycji, a więc m.in.: budowy hali oraz jej wyposażenia w maszyny, może przekroczyć 200 mln zł. W porównaniu do poprzedniej rozbudowy zakładu w Trzemesznie, ta inwestycja byłaby mniejsza, gdyż tym razem nie jest planowana budowa hali magazynowej. Jak wyjaśnił dyrektor Korsberg, zarząd firmy został poproszony przez właścicieli grupy Paroc o zbadanie ewentualnych zachęt inwestycyjnych z Czech i Polski. Taką informację otrzymali już z Czech. Teraz oczekują takiej analizy Trzemeszna, dotyczącej zachęt na lokalnym i wyższym szczeblu. Przedstawiciele firmy Paroc wyjaśnili, że możliwa pomoc ze strony gminy mogłaby dotyczyć ulgi w podatku od nieruchomości na okres 3 lat. Jak wyjaśnili przedstawiciele władz firmy Paroc, oczekują od władz gminy informacji, czy gmina rozważa taką możliwość.
     Decyzja o lokalizacji fabryki ma zapaść w grudniu. Dlatego też przedstawiciele dyrekcji firmy Paroc poinformowali, że do pierwszego tygodnia grudnia chcieliby uzyskać informacje, jak gmina widzi możliwość zachęty dla firmy.
     NADZIEJA I CIEŃ HISTORII
     Maria Sobieszak, przewodnicząca komisji finansowej zapewniła, że dla miasta jest to bardzo ważne, skoro zatrudnienie może znaleźć 50 lub więcej osób i podatki wpłyną do kasy gminy. Jak dodała, trzeba dokładnie przeanalizować, na jakie ulgi podatkowe może gmina sobie pozwolić.
     Również wiceburmistrz Dariusz Jankowski zapewnił, że z dużym zadowoleniem przyjmuje informacje o planach rozbudowy fabryki. Burmistrz Krzysztof Dereziński także potwierdził, że gmina jest zainteresowana rozmowami. Komentował, że współpraca z firmą Paroc jest bardzo owocna, a gminie zależy na pozyskiwaniu inwestorów. Zwrócił jednak uwagę, że na wzajemnych relacjach może ciążyć historyczna sprawa dotycząca sporu o podatek od nieruchomości. Przypomnijmy, że chodzi tu o przegrany proces sądowy gminy Trzemeszno z firmą Paroc. Dotyczył on pobranego - jak się okazało nieprawnie - przez gminę podatku od nieruchomości od tej firmy za lata: 2009, 2010 i 2011. Firma Paroc w związku z przeprowadzoną wtedy rozbudową fabryki wnioskowała o częściowe zwolnienie od podatku, powołując się na uchwałę Rady Miejskiej z 26 października 2006 r. Gmina nie chciała się na to zgodzić. Uchwała ta dotyczyła udzielania przez gminę Trzemeszno pomocy w formie zwolnienia od podatku od nieruchomości na wsparcie nowych inwestycji lub tworzenie nowych miejsc pracy związanych z nową inwestycją. Wprowadzała zwolnienia z podatku od nieruchomości na okres 3 lat. Uchwała ta przyjęta została na końcu kadencji władz samorządowych, gdy burmistrzem był jeszcze Marek Gotowała, a obecny burmistrz Krzysztof Dereziński był przewodniczącym Rady Miejskiej.
     W efekcie przegranego procesu gmina musiała zapłacić firmie ponad 3 mln zł.
     ZAGROŻENIE DLA DZIECI I WNUKÓW
     Niektórzy radni zdecydowanie mniej entuzjastycznie przyjęli plany inwestycyjne firmy Paroc.
     Maciej Dalewski pytał, co z odpadami, bo jak informował, już teraz dużo ich ląduje na terenie gminy i jak zwiększy się produkcję, to odpadów będzie jeszcze więcej. - Nie jestem negatywnie nastawiony, ale chodzi o te odpady, które są wywożone na Święte i niezabezpieczane. Boimy się o to, że na przykład, przynajmniej ja się boję, że w naszej gminie dosyć, że jest w koło można tak powiedzieć śmietnisko, to tu będzie jeszcze więcej i na końcu za 50 czy 60 lat nasze dzieci, czy nasze wnuki już nie będą miały co tu szukać. A dla mnie te 50 osób, co pan tutaj prezentuje, to nie jest zadowalające - komentował radny.
     Dyrektor Topi Korsberg zapewniał, że jeśli zapadłaby decyzja o dodatkowej linii produkcyjnej w Trzemesznie, to mogłoby to się wiązać też z dodatkowymi inwestycjami w izolacje techniczne i park maszynowy, co znacznie mogłoby zwiększyć skalę zatrudnienia. Co do odpadów zapewnił, że nowa linia byłaby ogrzewana prądem elektrycznym, tak więc nie byłoby procesu spalania koksu i proces produkcyjny byłby więc znacznie bardziej czysty niż w starszych liniach.
     PARTNERSTWO CZY PIENIĄDZE
     Przewodniczący Rady Miejskiej Sławomir Peno zwracał uwagę, że burmistrz uważa, iż nie powinno się wracać do przeszłości, ale do teraz spłacany był podatek od nieruchomości wraz z odsetkami. Zapłacono 2,2 mln zł podatku i ponad milion zł odsetek, informował przewodniczący RM i dociekał, czy należności te zostały już całkowicie uregulowane. Apelował do przedstawicieli firmy, żeby traktować się po partnersku. Przypomniał, że rozmawiał kilka razy z prezesem firmy i prosił, żeby umorzyć choć część odsetek, bo kwota prawie 3,5 mln zł była bardzo dużym obciążeniem dla gminy i do dziś odbija się na inwestycjach. Jednak nawet 10% odsetek firma nie chciała umorzyć. Pytał więc, czy firma chce pracować na warunkach partnerskich, czy też ich głównym interesem są pieniądze.
     - Bo uczciwie mówiąc sytuacja na naszym rynku pracy wygląda tak, że po powstaniu we Wrześni „Volkswagena” pracownicy z Trzemeszna w zasadzie zaczynają rezygnować z pracy zarówno w „Izotransie” jak i w „Parocu”, jak i w „Cembricie”, ponieważ w Polsce najtańsza jest siła robocza i tylko dlatego tak naprawdę wszyscy do Polski przychodzą inwestować. Bo w Czechach siła robocza jest o 1/3 droższa - tłumaczył Peno.
     CZY ZNAJDĄ PRACOWNIKÓW?
     Na pewno koszt siły roboczej jest ważnym czynnikiem decydującym o opłacalności danego projektu inwestycyjnego, przyznał dyrektor Korsberg. Co do sporu w zakresie podatku od nieruchomości wyjaśnił, że toczył się on za czasów, kiedy nie był jeszcze dyrektorem generalnym w Polsce, gdyż został nominowany na to stanowisko dopiero w bieżącym roku. Potwierdził, że ten temat został zamknięty i rozliczony, ale nie zna szczegółów sprawy.
     Przewodniczący Peno zastanawiał się także, jak firma zamierza rozwiązać problem zatrudnienia większej ilości pracowników i czy mają zamiar podnosić swoje niskie płace. Dyrektor generalny odpowiadał, że firma otrzymuje analizy na temat rynkowego poziomu płac na poszczególnych stanowiskach, w poszczególnych regionach i w oparciu o te analizy dostosowuje swój poziom płac. Zapewnił również, że strategia firmy jest taka, aby być atrakcyjnym pracodawcą i by wynagrodzenie było atrakcyjne dla pracowników.
     Sławomir Peno informował również, że ma pytanie od mieszkańców. - Dlaczego w dzień z kominów „Paroca” nie ma emisji dymu, a każdej nocy około 23:00 nad Trzemesznem i nad zakładem jest łuna dymu. Fioletowo się robi w nocy nad Trzemesznem. A w dzień nie ma nic - pytał przewodniczący Rady.
     Przedstawiciele firmy zapewnili, że proces produkcyjny toczy się 24 godziny na dobę. Jest to proces ciągły, więc emisja jest związana z bieżącym przepływem półproduktu przez ciąg technologiczny. I dla linii technologicznej nie ma znaczenia, która jest godzina, czy też pora dnia lub nocy.
     MOŻE BYĆ RÓŻNIE
     O to, jakie zachęty proponują Czesi, aby zakład powstał u nich, dociekał radny Przemysław Woźny. Jednak dyrektor generalny odpowiadał, że na tym etapie te informacje nie zostaną upublicznione.
     Pod koniec dyskusji burmistrz Dereziński powtórzył, że zależy mu na tym, aby nowa linia powstała w Trzemesznie, a nie w Czechach. Zapewniał, że są dobre przykłady rozwiązania sporów z firmą Paroc, jak np. ścieżka rowerowa w Trzemesznie.
     - I chciałem też panu przewodniczącemu Peno powiedzieć, że my w sprawozdaniu za pierwsze półrocze poinformowaliśmy państwa, że nie mamy żadnych już zobowiązań z firmą „Paroc”. Spłaciliśmy zadłużenie i są spłacone odsetki. Więc ja nie wiem, dlaczego pan nie wie, że ta sprawa jest uregulowana, jak to w sprawozdaniu za pierwsze półrocze jest czarno na białym, po polsku, a nie po angielsku, napisane - komentował burmistrz.
     Do sprawy ewentualnej rozbudowy fabryki firmy Paroc w Trzemesznie wrócimy w Pałukach.

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1294 (48/2016)

Reklama

 

Komentarz
Czesi mogą być zadowoleni
     Zawsze wydawało mi się, że każda gmina z pocałowaniem ręki przyjmuje inwestora, który chce rozwijać produkcję na jej terenie. To przecież oznacza nowe miejsca pracy i przychody do gminnego budżetu z podatku od nieruchomości.
     Dlatego zszokowała mnie postawa części trzemeszeńskich samorządowców podczas obrad komisji, na których gościli przedstawiciele władz firmy Paroc. Przedstawiciele firmy chcieli się dowiedzieć, czy gminie zależy na tym, aby Paroc rozbudował w Trzemesznie swoją fabrykę.
     Zamiast tego usłyszeli narzekania radnych m.in.: na niskie płace w zakładzie, produkcję odpadów, dymy wydobywające się z kominów i dawne rozliczenia dotyczące sporu o ulgę w podatku od nieruchomości.
     Burmistrz wprawdzie zapewnił, że zależy mu na nowej inwestycji, ale spóźnił się na obrady prawie o pół godziny, a później siedząc w pobliżu przedstawicieli firmy podpisywał różne dokumenty. Dla przywykłych do rozmów biznesowych przedstawicieli Paroca taka postawa samorządowców mogła być zaskoczeniem. Myślę, że była też zaskoczeniem dla wielu innych uczestników obrad.
     Tym bardziej, że radni i burmistrz już od co najmniej tygodnia wiedzieli, kto i w jakim celu weźmie udział w obradach komisji, więc mieli czas się do tego przygotować. To dobrze, że radni martwią się o środowisko naturalne, ubolewają nad przegranym finansowym sporem podatkowym, a nawet troszczą się o wysokość zarobków mieszkańców, choć to ostatnie akurat nie należy do ich kompetencji. Ale wybrali mało fortunny moment na poruszenie takich spraw.
     Nawet jeśli przyjąć, że to pewne, iż firma Paroc zainwestuje właśnie w Trzemesznie a nie w Czechach, a starania o uzyskanie ulg podatkowych, to tylko taka gra aby coś ugrać, to i tak postawa przedstawicieli samorządu jest godna ubolewania. Mieszkańcy mogą być z niej zadowoleni, ale tylko pod warunkiem, że są to mieszkańcy Czech.

Reklama

Roman Wolek
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1294 (48/2016)

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości