Reklama

- Czym mój syn panu zawinił

Matka Macieja Sędzikowskiego w bardzo emocjonalnych słowach pytała dyrektora SPZOZ Mogilno Michała Ogrodowicza, dlaczego tak postąpił z jej synem. Odpowiedzi nie usłyszała. W tle dyskusji razem z mieszkańcami przysłuchują się żona i córka odwołanego z funkcji koordynatora ratownictwa medycznego doktora Romana Bardonia.

           fot. Marek Holak

Michał Ogrodowicz, ratownik medyczny, Maciej Sędzikowski, wypowiedzenie, Mogilno, SPZOZ
     - Czym mój syn panu zawinił
    Dyrektor SPZOZ Michał Ogrodowicz był nieustępliwy. Matce ratownika odpowiadał: - Jeżeli chodzi o pana Sędzikowskiego, o ile nie napisze do mnie jakiegoś pisma lub też nie umówi się w sekretariacie, to może być problem. - Teraz pan chce, żeby na kolanach padł przed panem - pytał dyrektora emerytowany pracownik pogotowia Kazimierz Łojewski.

     Ratownik medyczny Maciej Sędzikowski otrzymał z dniem 1 sierpnia miesięczne wypowiedzenie świadczenia usług w ratownictwie medycznym SPZOZ w Mogilnie. Był jedynym ratownikiem, który nie bał się ujawnić swego nazwiska w artykule w Pałukach, kiedy to pozytywnie wypowiadał się o pracy odsuniętego od stanowiska koordynatora ratownictwa medycznego Romana Bardonia.
     Na poprzedniej sesji Rady Powiatu dyrektor SPZOZ Michał Ogrodowicz zapewnił, że nie zmieni swego zdania odnośnie doktora Bardonia. Jednocześnie zobowiązał się wobec radnych, że raz jeszcze przeanalizuje zwolnienie ratownika Sędzikowskiego. Tłumaczył, że to nie wypowiedź w gazecie była powodem zwolnienia. Nie chciał jednak podać dowodu, zasłaniając się klauzulą poufności. Atmosferę podgrzewał tydzień temu członek Zarządu Powiatu Wiesław Gałązka, który apelował do dyrektora, by jednak te powody ujawnić. Dyrektor ich nie ujawnił.
     Na nadzwyczajną sesję powiatową we wtorek 19 sierpnia - podobnie jak dwa tygodnie wcześniej - znowu przyszło ponad 20 mieszkańców. Radny Przemysław Zowczak pytał, co dalej się dzieje z ratownikiem medycznym, z którym została rozwiązana w miesięcznym trybie umowa o świadczenie usług.
     Ku zaskoczeniu wszystkich na sali, dyrektor Ogrodowicz powiedział: - Nie wpłynęła od tego pana żadna prośba o ponowne rozważenie czy też wyjaśnienie braku uzasadnienia co do wypowiedzenia tej umowy. Czekam na pismo pana Sędzikowskiego w tej sprawie.
     Na sali obrad obecna była matka Macieja Sędzikowskiego. - Mój syn poszedł do pana dyrektora. Chciał z panem porozmawiać, to dyrektor zamknął mu drzwi przed nosem. To tak się postępuje z pracownikami panie dyrektorze - pytała.
     - Chciałabym wiedzieć jako matka, dlaczego pan zwolnił mojego syna. Tylko dlatego, że szedł za doktorem Bardoniem, człowiekiem, który jest godny szacunku - ja tak samo bym poszła. Dyrektor powinien wezwać pracownika i porozmawiać. Tej informacji i tak by udzielił, bo każdy z nas powie, że doktor Bardoń jest człowiekiem nadzwyczajnym. A że panu się nie podoba, panu wiele rzeczy może się nie podobać. Mi się też wiele rzeczy nie podoba. Ja pana znam? Ja nie mogę o panu nic powiedzieć. Co pan może powiedzieć o doktorze Bardoniu? Bo ktoś coś tam? Ja bym chciała wiedzieć przy wszystkich, na jakiej podstawie zwolnił pan mojego syna. Niech pan się zastanowi nad swoim postępowaniem, bo wiadomo, że pan na jego miejsce przyjmie dziesięciu - mówiła w bardzo emocjonalnym wystąpieniu.
     - Ale swoich przyjmie - odzywał się radny Robert Musidłowski.
     - Wiem, że mój syn nic nie zrobił. Co do spraw medycznych miał pan skargi na niego? - pytała się matka dyrektora.
     Głos z sali: - Uratował wielu ludziom życie.
     Matka Macieja Sędzikowskiego pytała dyrektora, dlaczego na stanowisku koordynatora zatrudnił osobę bez wykształcenia, dlaczego nie wziął innych ratowników z licencjatem. - Ja nie mówię o swoim synu. Dlaczego nie wziął pan takich osób, tylko właśnie z Gniezna - prosiła o odpowiedź.
     Dyrektor Ogrodowicz sprawiał wrażenie osoby, która nie wie o czym mówi matka ratownika: - Nie przypominam sobie takiej sytuacji, abym komukolwiek zamknął drzwi przed nosem. Być może była taka sytuacja, że byłem zajęty a droga do gabinetu prowadzi przez sekretariat. Być może tak było, w ten sposób. Nigdy nie zatrzasnąłem nikomu drzwi przed nosem. Ja jestem otwarty.
     Matka ratownika przekonywała, że dobry dyrektor powinien wezwać pracownika i porozmawiać z nim, a nie przysyłać pocztą wypowiedzenie.
     Michał Ogrodowicz był nieustępliwy: - Jeżeli chodzi o pana Sędzikowskiego, o ile nie napisze do mnie jakiegoś pisma lub też nie umówi się w sekretariacie, to może być problem. Tutaj oczekuję działania z jego strony.
     Radny Wojciech Baran zastanawiał się, czy z dyrektorem Ogrodowiczem jest w ogóle jeszcze sens dyskutować na jakiekolwiek tematy.
     Twardo sprawę postawił radny Musidłowski: - My chcielibyśmy dziś usłyszeć męską decyzję, czy przywróci pan do pracy Macieja Sędzikowskiego. Czy jest szansa, żeby ten człowiek wrócił do pracy.
     - No powiedz coś człowieku - krzyk z publiczności.
     Dwóch ratowników medycznych/kierowców oddało swe sprawy do Sądu Pracy. Radny SLD pytał, czy jeżeli wygrają, czy przywróci je poprzednie miejsca pracy. Odpowiedź dyrektora nie była dość jednoznaczna, na zasadzie - tak, ale.
     Przemysław Zowczak był oburzony sposobem podejścia dyrektora do tej sprawy: - To pan zainicjował a nie pan Sędzikowski rozwiązanie umowy. A dzisiaj pan mówi „ten pan musi do mnie przyjść”.
     - Ktoś, kto ma kompetencje do bycia dyrektorem i tak jak pan chciał kiedyś by w statucie umieścić - naczelnym lub generalnym - to wtedy kiedy pan miał chwilę czasu powinien pan poprosić pana Sędzikowskiego - uważał radny Zowczak.
     Wicedyrektor SPZOZ ds. medycznych Tomasz Nowak mówił, że spotkał się z Maciejem Sędzikowskim w ubiegłym tygodniu i prosił go o kontakt, gdyż on nie zna całej otoczki jego zwolnienia. Mówi, że dał mu numer telefonu i prosił o kontakt. - Chciałem rozpoznać sprawę i ewentualnie rozmawiać z panem dyrektorem w tej kwestii - mówił wicedyrektor. - Ja cały czas podtrzymuję. Moja komórka jest czynna. Jest to komórka służbowa. Pani syn ma do mnie numer telefonu i prosiłbym jednak o kontakt.
     Emerytowany pracownik strzeleńskiego pogotowia ratunkowego Kazimierz Łojewski zaskoczony był słowami dyrektora Ogrodowicza, iż Maciej Sędzikowski miałby się zwrócić do dyrektora z pismem. - Przecież on w niczym nie zawinił, bez żadnego paragrafu pan go zwolnił. I teraz pan chce, żeby na kolanach padł przed panem. Niech pan nie ośmiesza się przed nami tu wszystkimi. To pan zawinił, nie on - mówił.
     Ostatecznie dyrektor Ogrodowicz odstąpił od konieczności pisania do niego pism przez zwolnionego ratownika i publicznie zapewnił, że do takiego spotkania z Maciejem Sędzikowskim dojdzie w najbliższy wtorek o 9:00 rano.

Marek Holak
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1175 (34/2014)

Reklama

 

 

Więcej na ten temat:

Stawiali wnyki, sidła i haki

Widmo taczek dla Ogrodowicza

Cofnął wypowiedzenie Maciejowi Sędzikowskiemu

 

 

Przejdź do forum.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości