Reklama

Dach domu cieknie jak durszlak

Wiktoria Palacz mieszka pod mieszkaniem Magdaleny Gralak. Podczas sobotniej ulewy mieszkanie jej zostało zalane. fot. Paweł Lachowicz

Nawałnica, Strzelno, ul. Gimnazjalna, dach, dom, mieszkańcy
     Dach domu cieknie jak durszlak
     W budynku na ul. Gimnazjalnej 3 gmina nie wykonuje od lat żadnego poważnego remontu, tylko łata doraźnie dziury w dachu. Burmistrz Matczak twierdzi, że to wina jednej z mieszkanek, bo zerwała podbitkę dachu i się zaczęło. Mówi, że obiecywała remont dachu a pojechała sobie za granicę. Magdalena Gralak nie pozwoli, by burmistrz zrobił z niej kozła ofiarnego. Mówi, że nigdy nie miała zamiaru remontować całego dachu, tylko podbitkę nad jej mieszkaniem. Zapowiedziała, że rezygnuje w takim razie z wykupu tego mieszkania od gminy.

 Budynek ten kiedyś był budynkiem gospodarczym, dziś są tam 3 mieszkania, w których mieszkają ludzie

         fot. Paweł Lachowicz

 Od zewnętrznej strony budynku wyraźnie widać jak woda zniszczyła belki stropowe

        fot. Paweł Lachowicz

 Wojciech Janowski pokazuje reporterowi zakres zniszczenia desek i belek stropowych

        fot. Paweł Lachowicz

 Danuta Dudek nie przesypia nocy od dwóch miesięcy. Mówi, że jak kładzie się spać słyszy zgrzyty i trzaski. Obawia się,że dach spadnie jej na głowę.

        fot. Paweł Lachowicz

Reklama

     BURMISTRZ NAS OLEWA
     W minioną sobotę, 25 lipca nad powiatem mogileńskim przeszła gwałtowna nawałnica. Ulewny deszcz przemieszczał się nad kolejne gminy. W Strzelnie pozalewane były niektóre ulice i piwnice domów. Musiała interweniować straż pożarna.
     Do reportera gazety zadzwonił zaniepokojony losem sąsiadów mieszkaniec ul. Gimnazjalnej 3 w Strzelnie Robert Dążelewski. - Burmistrz sobie olewa. Byłem u sąsiadów i widząc w jakich warunkach oni mieszkają to jest dramat. Tego słowami nie da się opisać.
     - Wszedłem tam do nich do góry zobaczyć, to się przeraziłem. Pan Matczak, to jest człowiek nieodpowiedni na tym stanowisku. On to sobie to wszystko olewa, a okna są pozarywane, belki spleśniałe. Sąsiedzi się proszą od miesięcy, a na domiar złego zerwało im okno dachowe, takiego mini weluxa i wszystko cieknie, woda do starszej pani na dół nawet pociekła, a burmistrz nic sobie z tego nie robi - mówił Robert Dążelewski.
     WINNI MIESZKAŃCY BUDYNKU
     W oficynie przy ul. Gimnazjalnej 3 z budynku gospodarczego kilkadziesiąt lat temu powstały mieszkania. W sumie są tam 3 lokale mieszkalne oraz pomieszczenia gospodarcze. Jedno z mieszkań zaadaptowane zostało z poddasza. Zamieszkują tam dwie rodziny, które podzieliły mieszkanie między siebie. Obecni najemcy lokalu nie znają historii remontów mieszkania. Jak mówią woda przez dziurawy dach do mieszkań przecieka od lat, a drobne naprawy tylko pogarszają stan dachu.
     Główna najemczyni mieszkania Magdalena Gralak, która przebywa obecnie za granicą, mieszka w nim od dziecka, gdyż mieszkali tutaj jej rodzice. Dzieli je obecnie z niepełnosprawnym bratem Wojciechem Janowskim i jego rodziną.
     Mieszkająca tam również Danuta Dudek opowiedziała reporterowi ostatnie dni, kiedy nad Strzelnem przeszła nawałnica. - Zimą, by ogrzać mieszkanie wypalamy 6 ton miału. Magdalena Gralak chciała ocieplić dach. Wszystkie płyty kartonowo-gipsowe były zalane, bo nam wciąż woda przecieka. Co zgłosimy to polepią łatkami, a woda dalej leci. Jak ona zdjęła te płyty i ocieplenie, to pod tym wszystkim wyszły takie cuda. Wszystkie deski są spróchniałe. Pan burmistrz twierdzi, że to ona zniszczyła ten dach. Twierdzi, że jak by nie ruszała tych płyt, to by tego nie było widać. To wszystko jest próchno. Nawet belki nośne. Burmistrz twierdzi, że nie może nam teraz pomóc, bo ma pogorzelców. Innego mieszkania nam nie może dać, bo musi mieć do pogorzelców, a dla nas nie ma nic. W piątek okno dachowe nam wyrwało. Tu jest wszystko wypaczone, woda leci wszędzie i w sypialni i w przedpokoju, czy kuchni. Jak kładę się spać, to ze strachem, bo wszystko zgrzyta. Najpierw burmistrz nam słodko mówił. Powiedział, że jak będzie gdzieś jakieś mieszkanie to nas ulokuje, żebyśmy nie mieszkali w tym zagrożeniu, bo tu jak dobrze zawieje, to wszystko się na nas zawali. Kazał nam wniosek napisać i napisałam, lecz nie wiadomo kiedy komisja przyjdzie Może się pojawi w styczniu, a lista oczekujących jest długa. A co tu będzie zimą? Czy w ogóle się opłaca remontować? Dzwoniliśmy w ubiegły poniedziałek do nadzoru i chcieliśmy aby powiedzieli czy tak można mieszkać. Niestety nikt nie przyjechał. Minął tydzień, nie wiem jaki jest czas oczekiwania. Walczymy z burmistrzem od czerwca. Za każdym razem mówi inaczej. Remont tego to nie jest koszt tysiąca czy dwóch, że człowiek weźmie kredyt i zrobi. Tu potrzeba 50.000 zł. Jak nie było tej nawałnicy, to jeszcze jakoś łapaliśmy tę wodę we wiaderka. Jak ta nawałnica przyszła, to my nie daliśmy rady wody wyłapać. Sąsiadka ma pół mieszkania zalanego. Mało tego ksiądz robił jej remont, bo gmina oczywiście nie. Dzisiaj ta pani była u burmistrza, to jej powiedział, że my jesteśmy winni, bo zaczęliśmy remont. On tu nawet nie przyjdzie obejrzeć jak to wygląda. Wciąż tylko słyszymy pogorzelcy i pogorzelcy. Ja tym ludziom współczuję, bo ci ludzie zostali bez dachu nad głową i bez swojego dobytku, ale co my mamy powiedzieć? Człowiek remonty robi sobie sam, a oni nic nie zrobią. Jak tylko by powiedzieli, że mam gdzieś się przenieść od razu bym się spakowała. Byli tutaj fachowcu powiedzieli, że dobrze, że zostało to zerwane, bo nie wiadomo co by było zimą - opowiada nam Danuta Dudek.

 Krystyna Czulińska nie raz monitowała u burmistrza o naprawę dachu. Twierdzi, że po napisaniu artykułu burmistrz się tylko na nich obrazi a i tak nic nie zrobi z dachem.

Reklama

         fot. Paweł Lachowicz

 Ewa Białek nie może pogodzić się z faktem, że mieszkają w gminnej kamienicy, a sami muszą wszystko remontować. Sama, jak mówi w remont mieszkania włożyła 30.000 zł.

        fot. Paweł Lachowicz

     PROBOSZCZ ZROBIŁ ŁAZIENKĘ
     84-letnia Wiktoria Palacz wraz z niepełnosprawną córką Kazimierą Palacz od 14 lat mieszkają na parterze budynku przy ul. Gimnazjalnej 3. Po sobotniej ulewie, jaka przeszła nad Strzelnem zalało jej mieszkanie. Sufity zarówno w pokoju, jak i kuchni są doszczętnie przemoczone. Poszła więc do burmistrza Ewarysta Matczaka i zgłosiła fakt zalania, prosiła o pomoc gminy. Boi się o swoje życie, gdyż woda zalała też przewody elektryczne. Burmistrz miał jej powiedzieć, że gmina nie ma pieniędzy. - Był pracownik z gminy, pan Kapica popatrzył tylko i poszedł sobie. Miał odłączyć, żeby spięcia nie było, bo możemy się spalić. Wszystko idzie tylko na odwałkę. Burmistrz nic nie robi - mówi pani Wiktoria.
     Przy okazji dodała, że od burmistrza nie mogła przez długi czas doprosić się wykonania toalety w mieszkaniu. W końcu nad problemem pani Wiktorii i jej niepełnosprawnej córki pochylił się ks. proboszcz Otton Szymków, który przysłał robotników i zrobili w mieszkaniu łazienkę.
     - Jestem bardzo z tego zadowolona. Ks. proboszcz był na kolędzie i pytał się gdzie chodzę za potrzebą. Powiedziałam, że chodzę do budynku na drugą stronę podwórka   Załatwił robotników i jestem zadowolona, bo mam ubikację z łazienką na miejscu i jestem temu człowiekowi wdzięczna, ale z burmistrza nie jestem zadowolona. Powiedziałam mu, że czynszu płacić nie będę. Wzięłam robotników, aby mi wymalowali mieszkanie i płaciłam za to, a teraz to wszystko na marne. Przecież mi i córce woda kapie na głowę. Powiedziałam to burmistrzowi, to uparcie mówił, że nie ma pieniędzy. Z tym człowiekiem nie idzie się dogadać. A jak pójdę na operację oka i córka zostanie sama, to chyba ogłupieje, jak będzie padać, a tu będzie ciekło. Przyszedłby zobaczyć jak to wygląda, to się nie pofatyguje. Cieszę się tylko z łazienki, a najchętniej to bym usiadła i płakała jak małe dziecko. Jak to dalej będzie, to nie mam pojęcia - opowiada Wiktoria Palacz.
     JAK NAPISZECIE, TO JESZCZE GORZEJ
     Inni lokatorzy twierdzą, że na głównym budynku kamienicy dach też nadaje się do gruntownego remontu. Tutaj też mieszkańcy niejednokrotnie walczyli z przeciekającym dachem. Krystyna Czulińska nie raz monitowała u burmistrza o naprawę dachu. Stwierdziła, że napisanie artykułu i tak nie pomoże mieszkańcom.
     - Tylko tyle, że będzie w gazecie napisane i jeszcze bardziej się burmistrz obrazi na nas. Bo twierdzi, że nie ma. Mówi, że potrzebuje 2 miliony zł, aby wyremontować dom na Michelsona, a tutaj potrzebuje 50.000 aby dach wyremontować. Byłam w ubiegłym tygodniu dwa razy, to powiedział, że mam przyjść w listopadzie, jak będą ustalać budżet na 2016 r. Pismo było i mało być ujęte w budżecie na 2015 r i nie ma nic. Przecież tutaj jest tak wszystko pogniłe, że leci jak na dworze, że pod parasolką trzeba by siedzieć. Woda leci wszędzie. A u sąsiadów, to jest tragedia. A co to za mieszkanie jak głową sufitu dotykają. To jest zrobione z chlewni. Burmistrz wciąż tylko mówi, że takich przypadków jest w gminie więcej. Jak burmistrz nie wyremontuje dachu, to będzie szukał mieszkań do 12 rodzin, bo to się kiedyś zawali. Teraz nie będziemy płacić czynszu do gminy, tylko będzie jedna osoba zbierać, aby te pieniądze przeznaczyć na remont naszej kamienicy - opowiada Krystyna Czulińska.
     PO CO ZAJMUJE STOŁEK
     Ewa Białek nie może pogodzić się z faktem, że mieszkają w gminnej kamienicy, a sami muszą wszystko remontować. Sama, jak mówi w remont mieszkania włożyła 30.000 zł.
     - Zrobiłam remont dwa lata temu. A jak się robi w środku to co to daje jak na zewnątrz nie jest zrobione. Trochę by się burmistrz zdziwił, jak byśmy mu tak wszyscy czynszu nie zapłacili. Teraz mówi pogorzelcy, ale jak pogorzelców nie było to mówił, że gdzieś tam kogoś pozalewało, a jeszcze wcześniej, że ludzie nie płacą. Niech zadba o tych co płacą. Ludzie chcą normalnie mieszkać. Jak się samemu wyremontuje, to jeszcze podnosi czynsz, jak by człowiek w pałacu mieszkał, a co to za pałac, jak wszystko leci człowiekowi na głowę. Przecież jest to parodia, to jest nieodpowiedzialny człowiek. Nie wiem po co ten człowiek siedzi na tym stanowisku. Chyba tylko po to, aby miejsce zająć. Ja jestem ciekawa czy burmistrz chciałby mieszkać w takich warunkach - opowiada Ewa Białek.
     GMINA UWAŻA SIĘ ZA OFIARĘ
     We wtorek, 28 lipca spytaliśmy burmistrza czy wie, że dach budynku na ul. Gimnazjalnej 3, to ruina. - Wiem - odpowiedział. Przyznał też, że obwinia właśnie mieszkańców za jego fatalny stan oraz za przecieki wody do mieszkań.
     - Tak się stało, bo ktoś zaczął remontować ten dach i zerwał podbitkę i okazało się, że dach jest zniszczony, a gdyby to nie było zerwane, to jeszcze by wytrzymało rok czasu. Ta pani, która deklarowała się, że zrobi strop w tej chwili wycofała się z tego. Deklarowała, że wyremontuje dach, a teraz jest za granicą. Mamy pismo, w którym się deklaruje, a my teraz zostaliśmy ofiarami - powiedział Ewaryst Matczak.
     Dodał, że w piśmie, które trafiło do Urzędu Miejskiego 23 czerwca najemczyni wyraźnie deklaruje, że wykona naprawę dachu na własny koszt i zamierza wykupić mieszkanie wraz z budynkiem gospodarczym i garażem na własność. - Było tam łatane, ale nie zrobimy wszystkich dachów od razu. Gdybyśmy mieli pieniądze zrobilibyśmy więcej - usłyszeliśmy. Twierdzi, że gmina administruje mieszkaniami komunalnymi od 7 lat. Wcześniej administrowała budynkami komunalka.
     MATCZAK NIE OBIECUJE
     Spytaliśmy burmistrza, czy i kiedy będzie remontowany dach na budynku przy ul. Gimnazjalnej 3. Burmistrz nie pozostawia mieszkańcom żadnych złudzeń. Stanowczo odpowiedział nam, że w tym roku tego nie zrobi.
     - Szukam wykonawcy, który nas skredytuje, tak że będziemy mogli zapłacić w przyszłym roku. Nie mam możliwości, aby z czegoś innego zabrać. Nie mam z czego przenieść pieniędzy. Nie mogę zadeklarować, że zrobię, tym bardziej, że muszę wyremontować kamienicę na Michelsona. Ja nie obiecuję ludziom jak wiem, że się nie wywiążę z obietnicy- powiedział Ewaryst Matczak.
     NIE BĘDZIE KOZŁEM OFIARNYM
     Po rozmowie z burmistrzem skontaktowaliśmy się również z mieszkającą za granicą główną najemczynią lokalu przy ul. Gimnazjalnej Magdaleną Gralak. Jej zdaniem złożyła ona deklarację dotyczącą wymiany podbitki sufitowej, nigdy nie było mowy o remoncie dachu. W rozmowie z naszym reporterem przyznała, że podeszła do remontu podbitki, ale nie spodziewała się, co zastanie pod płytami. Okazało się, że deski są tak spróchniałe i dach dziurawy, że nie ma sensu, aby wykonać nową podbitkę na tak zgniłych i zmurszałych deskach. Deski są tak zniszczone, że kruszą się w dłoni. Ponadto w większej części są pokryte białym grzybem.
     - Jak zdjęliśmy płyty i ocieplenie okazało się, że ten dach nadaje się tylko do kapitalnego remontu. Tam trzeba wszystkie belki i deski wymienić. Ktoś źle zrozumiał w Urzędzie, że mam zrobić cały dach. Ja miałam na myśli remont tylko mieszkania. Burmistrz zrozumiał jak bym się deklarowała, że wyremontuje cały dach, a tam przecież mieszkają jeszcze dwie rodziny. Ja dachu nawet nie ruszyłam - tłumaczy Magdalena Gralak.
     Dodała też, że teraz burmistrz próbuje szukać kozła ofiarnego. Twierdzi, że tłumaczyła pracownikowi Urzędu Sylwii Kowalskiej, że chodzi jej o remont tylko i wyłącznie podbitki wewnątrz mieszkania, a burmistrz upiera się, że ona deklarowała remont całego dachu.
     W sytuacji, jaka obecnie zaistniała Magdalena Gralak wycofuje się z wykupu mieszkania.
     - Bo to jest bez sensu. Miałam ekipę zamówioną i mieli stare ocieplenia i płyty zdjąć. To są stare budynki i jak mi wstawiali okna powiedzieli mi, że nie ma projektu na ten budynek. Jak oni odkryli to wszystko, to się okazało, że jest to nie do zrobienia. Skąd ja mam się na tym znać, od tego są fachowcy. To jest stary budynek i ma chyba ze 100 lat. Ja przyjadę w poniedziałek i idę do burmistrza, bo będę chciała anulować te pisma o wykup i remont. Miało wyjść na remont około 20.000 zł, a po tym wszystkich wychodzi na to, że musiałabym wydać 40.000 zł na remont samego dachu. Skąd ja mam brać pieniądze. Mam chorą córkę i leczę ją za granicą, bo wie pan jak jest w Polsce. Jest napisane jak jest i niech oni sobie to interpretują jak chcą. Jestem tylko człowiekiem i mogę się tak samo pomylić jak każdy i chodziło mi konkretnie o remont mojego mieszkania. Od gminy nigdy nic nie dostałam. Wszystko robiłam na swój koszt. Oni mi ani złotówki nie dali i jeszcze burmistrz takie rzeczy wymyśla. On też jest człowiekiem i się myli. On będzie tak mówił, bo każdemu mówi coś innego - powiedziała nam Magdalena Gralak.

Reklama

Paweł Lachowicz
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1224 (30/2015)

 

 

Inne teksty na ten temat:

Grożą, że zajmą gabinet burmistrza

Zakaz użytkowania lokalu

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukimogilno.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości